Zastanawiasz się, czy ta wycieczka to dobry wybór? Wpisz pytanie, a dostaniesz podsumowanie wszystkich opinii naszych gości.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
W 100% polecamy !!!! Wycieczka bardzo dobrze zorganizowana. Wielkie podziękowania dla Pani Anastazji oraz tajskiego przewodnika - Tony , którzy w sposób ciekawy przekazali nam wiele informacji o zwyczajach, geografii i kulturze Tajlandii. Odpowiadali na wszystkie pytania i pomagali w każdej sytuacji. Hotele na wysokim poziomie. Nawet podczas części objazdowej był czas na odpoczynek i na zwiedzanie. Wyżywienie ku naszemu zaskoczeniu wyborne. Jeśli wycieczki objazdowe to tylko z Rainbow - atutem biura to profesjonalni przewodnicy. Po Meksyku, Portugali, Maroku z biurem Rainbow pojechaliśmy do Baśniowej Tajlandii, i kolejny raz biur nie zawiodło Nas.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Przepiękna wycieczka. Bogaty program zwiedzania. Logistycznie dopięta na ostatni guzik. Pomimo intensywności programu można sobie poradzić nawet z ograniczeniami zdrowotnym,ktore posiadam. Pilot pan Bartek, duża wiedzą, kompetencja, i kultura osobista. Wycieczkę polecam z całego serca, kto się jeszcze waha niech się nie zastanawia tylko bukuje.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
To naprawdę był baśniowy urlop....
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Ale trochę męcząca, 11 dni pobudka o 6.00. Wrażenia niesamowite. Bardzo fajni współtowarzysze wycieczki.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Mieliśmy przyjemność uczestniczyć w wycieczce objazdowej "Baśniowa Tajlandia" i była to podróż, którą zapamiętamy na długo! Program wycieczki był świetnie skomponowany - różnorodny, pełen fascynujących miejsc, a jednocześnie dobrze zbalansowany pod względem tempa zwiedzania i czasu na odpoczynek. Szczególne podziękowania należą się pilotowi Michałowi, który od samego początku do końca wykazywał się ogromnym profesjonalizmem, zaangażowaniem i - co najważniejsze - imponującą wiedzą o Tajlandii. Jego opowieści o kulturze, historii i codziennym życiu Tajów nadawały każdemu miejscu głębszy kontekst i sprawiały, że podróż nabierała wyjątkowego charakteru. Zawsze służył pomocą, był otwarty na pytania i dbał o dobrą atmosferę w grupie. Dzięki tej wycieczce mogliśmy zobaczyć nie tylko piękne świątynie i egzotyczną przyrodę, ale również poczuć klimat Tajlandii. Cała organizacja - transport, hotele, lokalny przewodnik - również była na bardzo dobrym poziomie. Zdecydowanie polecamy tę wycieczkę wszystkim, którzy chcą poznać Tajlandię w sposób ciekawy, komfortowy i bezpieczny - zwłaszcza z takim pilotem jak Michał, którego serdecznie pozdrawiamy i zapraszamy do Kwidzyna!
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wycieczka „Baśniowa Tajlandia” okazała się jedną z tych podróży, które zostają w pamięci na długo po powrocie. Każdy dzień był jak kolejny rozdział egzotycznej opowieści pełnej kolorów, zapachów, zaskoczeń i momentów, które aż chciało się zatrzymać w kadrze. Zachwycające świątynie, pływające targi pełne życia, niezwykłe krajobrazy i smaki, których nie da się porównać z niczym innym, wszystko to tworzyło wyjątkową mozaikę przeżyć. Ogromną rolę w tym, jak wspaniale wspominam tę podróż, odegrał przewodnik Tomasz. To osoba, która powinna być wizytówką wszystkich egzotycznych wyjazdów! Jego imponująca wiedza, podana w lekki, ciekawy i często zabawny sposób, sprawiała, że Tajlandia stawała się jeszcze bardziej fascynująca. Tomasz miał nie tylko świetne poczucie humoru, ale i niesamowitą uważność, czułam że jestem zaopiekowana. Tomasz cechuje się nie tylko wyjątkową kulturą osobistą i serdecznością, wyróżnia go także ogromny szacunek do lokalnej fauny i flory, co było widoczne zarówno w jego opowieściach, jak i w podejściu do odwiedzanych miejsc. Dzięki temu każdy punkt programu nabierał głębi i autentyczności. Jedynym elementem, który nieco odstawał od wysokiego poziomu wycieczki, był lokalny przewodnik tajski — zabrakło mi zaangażowania. Mimo tego drobnego zgrzytu „Baśniowa Tajlandia” była dla mnie niezapomnianą podróżą marzeń. Polecam ją z całego serca, zwłaszcza jeśli ma się szczęście trafić na przewodnika Tomka — bo wtedy Tajlandia naprawdę staje się baśniowa.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Bardzo dobrze zorganizowana wycieczka, ciekawy program, świetni przewodnicy z imponująca wiedzą o kraju, praktycznie nie ma się do czego doczepić. Byłam z tym biurem pierwszy raz i nie zawaham się skorzystać z jakiejś ciekawej propozycji w przyszłości.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Fantastyczna przygoda -najfajniejsze perełki Tajlandii (oczywiście z wycieczkami fakultatywnymi)Oraz super pilot Pan Alan.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Nie ukrywam, że spodziewałem się kolejnej mniej lub bardziej interesującej, mniej lub bardziej męczącej (po prostu: "kolejnej") wycieczki "objazdowej". I tu pojawił się problem. A właściwie dwa. Pierwszym okazała się Paulina, drugi stanowił Oat. Kiedy ich poznaliśmy, zmienił się diametralnie mój ogląd "wycieczek objazdowych". Oboje doskonale przygotowani, empatyczni, profesjonalni, a przy tym wyjątkowo mili i przyjacielscy, zmienili tę wycieczkę w niezapomnianą przygodę. Dla niektórych, jak mniemam, przygodę życia. Zaczęło się od Pauliny i jej: "nie śpijcie". Nie śpijcie, bo Bangkok czeka. Zatem, nie spaliśmy. Pierwsza noc w Bangkoku, to poznawanie miasta tuk - tukiem (czasem z narażeniem życia ;)), wycieczka do Chinatown, obowiązkowy masaż i - co oczywiste - uliczne gary (tom - yum, krewetki, makaron etc.). Dalej, to już wyłącznie historia okraszona opowieściami Pauliny i niespodziankami od Oata. Wat Traimit, Wat Pho, Pałac Królewski, rejs po Chao Phraya, targ kwiatowy Yodpiman. Kolejny dzień rozpoczął się od pływającego targu Damnoen, skąd skoczyliśmy szybko do parku narodowego Erawan, w którym wspinaliśmy się do wodospadu, poznawaliśmy warany i unikaliśmy złodziejstwa i rozrób ze strony makaków rezusa. I wszystko po to, żeby zakończyć dzień nad Khwae Noi, zobaczyć i wejść na słynny most, przepuścić "pociąg śmierci" i wreszcie: zjeść kolację na rzece przy dźwiękach "Colonel Bogey". Mimowolnie szukaliśmy wzrokiem w ciemnościach Aleca Guinnesa :). Kolejny dzień nie pozwolił nam wytchnąć. Wat Maha That i słynnny Budda w korzeniach drzewa. Po drodze, bezlitośnie ;), Paulina i Oat pokazali nam grilla z polnymi szczurami :). Następnie, przez Wihan Phra Mongkhon Bophit (Budda w remoncie, ale jest lina;)) dotarliśmy do Wat Phra Si Sanphet i jego monumentalnych świątyń, posągów i grobowców. Wieczór zastał nas w Phitsanulok, gdzie niezastąpiony Oat wprowadził nas w tajniki buddyjskiej modlitwy, a następnie dane nam było posłuchać mantrowania i obejrzeć świątynię. Po emocjach historycznych przyszedł czas na nocleg i włóczenie się po Phisamulok, kolację w "garach", słodkie placki "z komarka" etc. Nad ranem zaczęło się na ostro. Paulina przeprowadziła akademicki wykład na temat historii Syjamu i zapowiedziała kolokwium. Dojechaliśmy do słynnego Sukhotai. Sukhotai to wielki park historyczny, po którym poruszaliśmy się rowerami. Kolejna frajda dla dziadków, jak ja, którym wydaje się że wciąż są młodzi. Coś wspaniałego! Sukhotai (pierwsze państwo tajskie) i jego kompleks świątyń, to niezapomniane wspomnienia dla każdego, komu nie jest obojętna historia Świata. Z państwa Khmerów powstała stolica i państwo Sukhotai, a kompleks historyczny grupuje świątynie Si Satchanalai i Kamphaeng Phet, których zobaczenie zdaje się być obowiązkowym dla każdego, kto chce poznać Tajlandię. Nawiasem mówiąc, pamiętajcie, że to tam zobaczycie "Buddę policjanta" i "Buddę Supermana";). Co oglądać w parku historycznym Sukhotai? To, do czego dojeżdżamy bicyklem: Wat Si Sawai, Wat Sa Si i - naturalnie - Buddę, który jest.... kobietą. Po pożegnaniu z monumentem króla Ramkhhamhaenga i wymiksowaniu się z niezbyt wiarygodnej karmy dotyczącej żółwi pojechaliśmy do Phowadol nieopodal Chiang Rai. I tu było już trochę gorzej. Do tej pory nie wspominałem o hotelach, bo były na pożądanym poziomie, albo niezwłocznie naprawiały niedogodności. Niestety, tym razem (przykro mi to stwierdzić) było słabo. Phowadol Resort and Spa, to - niestety - kiepskie miejsce. Wilgoć, stęchlizna i starość to coś, co zapamiętam z tego miejsca. Na pocieszenie napiszę, że właśnie tu (za namową Pauliny) zjadłem najlepszą na świecie zupę khai soi gai. To miejsce, to baza do wyjazdów w trzy (co najmniej) miejsca. Pierwsze to Baan Dam, którego złowrogiej aury nie da się nie zauważyć, a Tajowie unikają go jak ognia. Kolejna to Wat Huay Pla Kang, czyli dwudziestosześciopiętrowy monument boginii GuanYing. A obok, co oczywiste, pagoda ku uciesze Chińczyków. Ostatnie, to Błękitna Świątynia. Nie będę się rozpisywał... To kolejne miejsce w Tajlandii, którego nie wolno omijać. I wiecie co? Skończył się dzień. Kolejny, to Wat Rong Khun . Renoma tego miejsca nie wymaga ode mnie komentowania znanej w całym świecie temat architektury, ornamentyki i wymyślności tego miejsca. Nawiasem mówiąc, to jedno z niewielu miejsc, w których (w samej świątyni) spotkacie Pinnheada z powieści i filmów Clive'a Barkera "Hellraiser"!!! Zapewne staję się nudny, ale to kolejna rzecz, jakiej nie wolno opuścić w Tajlandii. Świątynia to jedno. Jaskinia, to drugie. Te dwie i świątynia Ganeshy (plus toaleta) dadzą pełny obraz wspaniałości( i kiczu). Do tego możecie spotkać tam samego twórcę. Jedziemy do Chiang Mai. Przygodę tego dnia kończymy w Wat Prathat Doi Suthep. Słabiaki kolejką, himeny po schodach.;) I co? I znowu jest pięknie. Jest klimatycznie. Jest bardzo ciekawie. A jeśli byłoby komuś mało, to Oat pokazał nam, jak stawiać sobie chińskie wróżby. Moja była OK.:) Po nocnych przygodach w Chiang Mai Paulina proponuje zamianę węży Naga na słonie. OK. Jedziemy do Elephant Inwild Sanctuary. Z tymi sanktuariami w Tajlandii trzeba uważać. Spory odsetek, to zwyczajne cyrki, w których zwierzaki są narkotyzowane i tresowane ku uciesze odwiedzjących. Zwracajcie uwagę, dokąd się wybieracie. NIE KRZYWDŹCIE ZWIERZĄT. Wizyta u słoni to przygotowywanie codziennej porcji witamin, przygotowanie pożywienia, karmienie, kąpiel (słonia i kąpiących) oraz SPA w błocie (również słonia i kąpiących). Tu, gdzie byliśmy, słonie żyją w dżungli. Wracają do ośrodka, kiedy chcą i kiedy są głodne. To emeryci wyrwani z cyrków, "szkół" i innych obozów pracy. Ufam, że byliśmy w takim, właśnie, miejscu. Skoro wytaplaliśmy się w błocie z długonosymi, to teraz pora na Mae Rim i storczykarnię połączoną z zagrodą motyli. Do tego lunch. Czy ktoś wyobrażał sobie coś przyjemniejszego? Ktoś kupił kolczyki, inny naszyjnik... ;) I jeszcze Chiang Mai nocą. Złota Świątynia, Czerwona Świątynia... 7 Eleven… ;D Pora wracać do Bangkoku. Special Express No. 14 To dopiero przygoda. Nocny pociąg Chiang Mai - Bangkok! Ponad 700 kilometrów! Ponad 12 godzin podróży! Tak, to JEST przygoda. Rano jesteśmy w Bangkoku. Jeszcze śniadanie na wysokim piętrze hotelu jakiegośtam. Jeszcze spojrzenie na Bangkok. Jedziemy wypoczywać. Ta wycieczka była jedną z najlepszych, w jakich brałem udział. Czyja to zasługa? Pauliny i Oata. Tego jestem pewien. Tak jak tego, że o wielu wspaniałych rzeczach zapomniałem. Dzięki, Paulina. Than you, Oat.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Moja przygoda z egzotyką rozpoczęła na lotnisku Okęcie skąd leciałem Dreamlinerem bezpośrednio do Bangkoku.Lot trwał 9 godzin , ale nawet dosyć szybko upłynął. Podczas lotu można było korzystać z centrum multimedialnego, które jest na ekranie każdego zagłówka.Można było oglądać filmy ,grać w gry. Na pokładzie samolotu były serwowane posiłki,niestety płatne a takze można było dokonać zakupów w pokładowym sklepie / atrakcyjne /.Po wylądowaniu w Bangkoku na lotnisku Suvarnabhumi udałem się na zwiedzanie świątyni Wat Traimit /Złotego Buddy/,w której znajduje się posąg o wysokości 3m ważący 5 ton i najprawdopodobniej jest odlany z litego złota.Przy tej świątyni usytuowane są kantory w których można dokonać wymiany walut. Po podróży i pierwszej wizycie u Buddy udałem się do hotelu Grand China w China Town na zasłużony relaks. Odwiedziłem także Pak Klong Talad- targ kwiatów cientych przechadzając się między stoiskami upajałem się przeróżnymi zapachami kwiatów.Kolejną świątynią , ktorą podziwiałem była Wat Po /Leżącego Buddy/jest najstarszą i jedną z najbardziej malowniczych świątyń w Bangkoku.Została wzniesiona w XVIw. Figurka Leżącego Buddy pokryta jest płytami gipsowymi i złotem , liczy 43 m długości i 15m wysokości.Będąc w Bangkoku koniecznie trzeba zobaczyć Wielki Pałac Królewski oraz Wat Phra Kaew /Szmaragdowego Buddy/.Jest ona ona jednym z najbardziej czczonych przez Tajów sanktuariów. Po tej wędrówce odbywałem rejspo rzece Menam podziwiając Bangkok z innej perspektywy mijając m.in.Wat Arun / Świątynię Świtu / ,Muzeum Łodzi Królewskich.Dalszym etapem wędrówki po Tajlandii był Damnoen Saduak,gdzie pływając łódeczkami po kanałach podziwiałem urokliwe krajobrazy a kończąc trasę przejażdżki docieram do targu wodnego,gdzie skosztowałem mleczka kokosowego. Następnie udałem się do prowincji Kanchanaburi,w której odwiedziłem Muzeum Koleji Birmańskiej/Budowniczych Mostu na rzece Kwai/a także cmentarz , na którym spoczywa ok. 16 tys.jeńców alianckich.Następnie udałem sie na rejs tratwą po rzece Kwai a następnie krótki spacer po słynnym moście. Kolejnym przystankiem na mojej trasie była Ayutthaya była stolica Tajlandii, w której zwiedzałem ruiny licznych kompleksów świątyń i pałaców . W świątyni Mahathatznajduje się najsłynniejsza twarz Buddy wpleciona w korzenie drzewa. Po tej uczcie duchowej w dawnej stolicy Tajlandii udałem się na północ do miejscowości Phitsanulok, w której odwiedziłem świątynię Wat Phra Sri Rattana Mahathat . W dalszą drogę udałem się w kierunku Sukhothai,gdzie zwiedzałem Historyczny Park na terenie którego podziwiałem liczne świątynie / Wat Sa Si,Wat Si Sawai , Wat Mahathat , oraz pomnik króla Ramkhamhaenga.Kolejnym przystankiem mojej podróży po Tajlandii było położone na północy Chiang Rai, a raczej ekskluzywny hotel Golden Pine Resort & Spa, który znajduje się w spokojnej cichej okolicy.Tutaj powitano całą grupę tranparentem i sokiem powitalnym. Dalsza moja wędrówka doprowadziła mnie do miejscowości przygranicznej z Myanmarem , Mae Sai skąd przeszedłem na pieszo do miejscowości Tachileik,która znajduje się na terytorium Myanmar / Birma /gdzie zwiedzanie odbywało się jeżdżąc rykszami motorowymi.Na koniec krótkiego pobytu w Tachileik przechadzałem siępo lokalnym bazarze na którym można kupić wyroby podróbki znanych projektantów mody i wielkich koncernów. Dalsza droga prowadziła do Złotego Trojkąta,gdzie zbiegają się granice Tajlandii,Laosu i Myanmaru/Birmy/.To tu płynąłem łodzią po rzece Mekong którą dotarłem do Laosu , gdzie mogłem zobaczyć i spróbować jak wygląda i smakuje wódka z węża a także mogłem podziwiać pamiątki z rękodzieła. Będą w rejonie Chiang Rai udałem się w dzikie górkie rejony kraju, zamieszkałe przez górskie plemiona Lahu ,Szahów ,Karenów i obserwowałem jak żyją ludzie na wsi tajskiej. Wyjątkiem są kobiety z wioski Padaung,które noszą ciężkie mosiężne obręcze na szyji . Pochodzą one ze wschodniej Birmy. Perełka jednak okazała się Wat Rong Khun/Biała Świątynia/,której budowe rozpoczęto w 1997 rw Chiang Rai, którą trzeba koniecznie zobaczyć. Po odwiedzeniu tak wspaniałego miejsca czas na odwiedziny w Samkanphaeng gdzie znajduje sie wytwórnia parasolek/tutaj można sobie coś ozdobic np. koszulke czy też etui na okulary/, wytwórnia biżuterii a takze jedwabiu. Jedną z największych atrakcji okazała się przejażdżka na słoniach,spływ na tratwach bambusowych,przejażdżka bryczką ciągniętą przez woły.Przed przejażdżką ogłądałem show z uczestnicwem słoni, na koniec ktorego dwa słonie namalowały obrazy które można było zakupić. Na trasie mojej wędrówki stanęło okazala światynia Wat Doi Suthep na wzgórzu Suthep pod Chiang Mai. Będąc W Chiang Mai nie wolno ominąć Tiger Kingdom, gdzie obcuje się z tygrysami dotykajac je i pozując do zdjęć. Z Chiang Mai do Bangkoku jechałem pociągiem , mimo 14-godzinnej podrózy upłynęła w wesołej wręcz biesiadnej atmosferze. Po przyjeździe do Bangkoku po krótkim postoju na śniadanie udałem sie w dalszą drogę do Pattayi, znanego kurortu, którym spędziłem 4 ostatnie dni. Będąc tam zwolniłem tempo spacerując promenadą nad morzem obserwując toczące się zycie sielankowe. Chodziłem po Nocnym Bazarze robiąc zakupy, wieczorem zaś spacer ,piwo na Walking Street najsłynniejszej ulicy. Podczas pobytu nie wolno zapominać o okoliczej atrakcji w postaci Ogrodów Nong Nooch ,gdzie można podziwiać niezliczone okazy roślinności egzotycznej. Pattaya to takze rewię transeksualistów najbardziej znana to Alcazar. Po 16 dniach aż żal było odjeżdżać kończąc tę przygodę z jakże odrębną kulturą religijną, kulinarną.Tajowie to wspaniali ludzie przemili,uprzejmi,zawsze uśmiechnięci i tolerancyjni. Tajlandie jest bajkowym rajem dla każdego