Opinie pochodzą od naszych Klientów, którzy odwiedzili dany hotel lub uczestniczyli w wycieczce objazdowej.
Osoba dodająca opinię musi podać dane osobowe, takie jak imię i nazwisko oraz dane dotyczące wyjazdu, czyli datę i kierunek wyjazdu lub numer rezerwacji. Dzięki tym informacjom sprawdzamy, czy autor opinii faktycznie podróżował z nami. Jeżeli dane się nie zgadzają, wówczas nie publikujemy opinii.
5.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Z uwagi na założenie - objazd miast "cesarskich" rozpoczynanie i kończenie wycieczki w Agadirze oznacza praktycznie jeden dzień spędzony w autokarze na przejeździe najpierw na północ, a następnie na południe - by opuścić Maroko. Tymczasem Fez, Casablanca, Rabat też mają lotniska. Wylądowanie na którymś z nich oznaczało by więcej czasu na realne zwiedzanie, a nie tylko przemieszczenie się z miejsca do miejsca. Program - bardzo wypełniony. Jestem pełen podziwu dla tych, którzy pod objeździe cesarskich miast mieli dość siły, by po półdniowej przerwie jechać jeszcze na "magiczne południe". Hotele - generalnie ok. Wyjątek - tzw. hotel Delta w Agadirze - dobrze wziąć zatyczki do uszu. Właściciele żyją chyba bardziej z klubu nocnego, więc mają w głębokim poważaniu tych, którzy tylko u nich nocują. Od 3. rano łomot dyskoteki z wewnętrznego patio, walący od strony korytarza i drzwi pokoju, a od 5-tej wrzaski na ulicy przy usuwaniu nawalonych z klubu oraz ich problemów z paniami do towarzystwa. Generalnie - nie przejmować się drobnymi problemami typu cieknące wc, słaba, albo supermroźna klimatyzacja, drobne problemy techniczne... WiFi - obsługiwane przez telefon, tak naprawdę sesnownie działało tylko w hotelu w Fezie. Autokar - bardzo dobry z sensownym kierowcą, co przy ruchu i sposobie jazdy lokalnej, zwłaszcza w miastach i na drogach górskich, jest szalenie ważne. Niestety, przechodzenie od klimatyzowanego autokaru do ponad trzydziestu stopni na zewnątrz skończyło sie u mnie zapaleniem gardła i problemem z zatokami - na to nie ma sposobu, w tydzień się człowiek nie zaaklimatyzuje. Warto mieć coś na ból gardła i jakiś lek przeciwzapalny (ibuprofen). Kupienie na miejscu jest o tyle problematyczne, że ilekroć zatrzymywaliśmy się gdzieś, albo dojeżdżali - apteki były zamknięte. Część miała też sezon urlopowy (o czym informowała po francusku) oraz wskazywała adresy aptek dyżurnych - po arabsku! Pilot, pani Ola S. - kobieta świętej cierpliwości, profesjonalna, poskładana, opowiadająca o Maroku "od kuchni", o życiu, zwyczajach w tym kraju. Widać, że naprawdę lubi to, co robi. Wyżywienie - nie wszystkim odpowiadają marokańskie śniadania na słodko. Ale w końcu nie po to leci się tam, by jeść jak w Polsce, lub hotelach europejskich. Lub - jeśli ktoś ma taką potrzebę - powinien raczej nastawiać się na business class, a nie na wyjazd turystyczny. Poza Fezem i Agadirem (hotel Tivoli) w posiłkach brak owoców i surowizny. Też taki obyczaj, ale jeśli ktoś ma tego rodzaju problemy, warto na wszelki wypadek wziąć coś jak Regulax. A od drugiej strony - jakiś lek stoperanozblżony (lorepamid)... Zakupy - co kto lubi. Są miejsca, w których należy się targować, są takie, gdzie to nie wyjdzie. Warto spytać pilotkę (pilota, o ile Rainbow w ogóle zatrudnia mężczyzn?) o średnią sensowną cenę konkretnych produktów. Punkt wskazany w części opinii - hotel w Casablance - za miastem. Ale jakiś kilometr dalej po lewej stronie drogi po schodach sklep spożywczy, a jeszcze kawałek dalej - souk, czyli targ. Są owoce. Z tym, że ponieważ przechodzi się obok szkoły koranicznej (brodaci, mało fajni) i wchodzi w otoczenie typowo męskie, lepiej wysłać po zakupy samych facetów, albo - jeśli panie, to ubrane tak, by mogły służyć do mszy w Licheniu. Bo jest poczucie nieprzyjemności, co u naprawdę wciąż uśmiechniętych (słońce im przygrzewa za mocno, albo co?) Marokańczyków jest nietypowe. Woda - butelkowana, w sklepach spożywczych od 6 do 8 dirhamów za litr (gazowana), w sklepikach turystycznych na stacjach benzynowych, w hotelach - do 20 dirhamów za 0,3 - 0,5 litra. Papierosy - jak ktoś jest na musiku, niech kupi w samolocie. Podobno w Maroko są tańsze (30-35 dh za paczkę czerwonych Marlboro), ale nie będę się wymądrzał - bo od stanu wojennego nie palę. Użytkowy przelicznik walut - 10 dh za euro. Z dolarami problem przelicznikowy. Najgorszy kurs, oczywiście, na lotnisku. Warto walczyć o odbieranie reszty przy zakupach drobnymi -monetami 1-2 dh - podstawowa wielkość zapłaty w toaletach!!! Ruch drogowy - trzeba się pogodzić z tym, że chodnik służy do stania (ludzi i aut), a ruch (ludzi i aut) odbywa się na jezdni. I że gdy człowiek cywilizowany chce przejść na druga stronę ulicy, to na nią wchodzi , nie zawracając sobie głowy takimi pierdołami jak pasy, czy światła. Wyjątek -Agadir, Rabat, po części centrum Casablanki. Tam ludzie odeszli od cywilizacji i dali się podporządkować (nie wszyscy!) jakimś dziwnym regułom, które tylko komplikują życie. Ogólnie - wycieczka bardzo dobra, ale w wypadku połączenia w magicznym południem chyba szalenie męcząca, a z leżeniem przez tydzień w Agadirze - zbyt rozciągnięta w czasie. Jeden punkt kompletnie niewarty odwiedzin - miejscowość Ifrane. Dla Marokańczyków ważna, bo inna od tego, co mają na co dzień. Dla nas - taki sobie kurort podgórski.. A spędzać tam półtorej godziny tylko po to, żeby kilka osób kupiło sobie piwo ... A jeśli ktoś narzeka na chaos na lotnisku w Agadirze, niech poczeka ponad godzinę na bagaż na Okęciu, gdzie mając w środku nocy jeden samolot do obsłużenia robiono to chyba jednym wózkiem akumulatorowym, który po każdą walizkę jeździł chyba z osobna. I raczej nie bardzo ma sens kupowanie wycizeczki z wiekszym wyprzedzeniem. Miesiąc przed terminem była tańsza niż prawie rok wcześniej. Ale to juz pokrętna polityka cenowa firmy.
5.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
My mieliśmy odwrócony program, więc z lotniska jechaliśmy aż 3 godz do hotelu w Essaouira. Warto na wszelki wypadek mieć jakieś przekąski z Polski i wodę do picia, lub kupić na lotnisku w Agadirze. O odwrotnym programie oczywiście dowiedzieliśmy się na lotnisku po przylocie. Hotele całkiem przyzwoite. Wszędzie są ręczniki i pościel, suszarki brakowało tylko w 1 hotelu. W Essaouira hotel La Perle de Mogador. Obok hotelu jest Carrefour. W Casablanca hotel Campanille. Na dole restauracja z barem, drinki, piwo i muzyka na żywo. W Fez hotel Mounia- jest bar z drinkami w hotelu. W Agadir- hotel Omega. Najsłabszy pod każdym względem. Jedzenie najgorsze i ciągle go brakowało. Hotel Gomassine w Marakeszu w centrum, ale przy ruchliwej ulicy, więc do 2 w nocy hałas, jeśli się dostanie pokój od ulicy. Strasznie mała łazienka. Mieliśmy tam 2 noclegi, rano była wycieczka z przewodnikiem do Pałacu i Medyny. Prawie 1.5 godz zeszlo w obowiązkowej zielarni. Nie warto tam kupować, taniej jest na targu, a przyprawy na wagę można tez kupić w supermarketach. Niepotrzebny przystanek 30 min w tzw Sekretnym Ogrodzie, przez co zabrakło więcej czasu na zakupy w Medynie. Wszędzie bezpiecznie, można wychodzić w czasie wolnym mimo tego, że przewodniczka straszyła, że wszędzie niebezpiecznie. Jedzenie w hotelach całkiem dobre, ale często niedosolone i po 30 min brakowało prawie wszystkiego. W hotelach nie widziałam kantorów, może w recepcji była możliwość wymiany. Korzystałam z kantorów w miastach, przewodnik podpowiada gdzie są. W hotelach nie było nigdy zimno, wszędzie jest też klimatyzacja, która może działać jak ogrzewanie. Pamiątki najtańsze w Essaouira. Przewodniczka Kasia -słaba. Mieliśmy wrażenie, że mówi tylko to co musi, na pytania dodatkowe o kulturę, prawo itp w Maroko odpowiadała półsłówkami lub wręcz ironicznie jakimś komentarzem. Mimo tego, że podkreślała, że od ok 12 lat pracuje w krajach arabskich, to jej opowieści pokazywały jakby już była zmęczona tymi kierunkami i wypalona.
5.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Program bardzo ciekawy, pilot ma ogromną wiedzę o regionie i świetnie się go słucha. Standard hoteli w porządku jak na Afrykę, natomiast jedzenie dosyć słabe. Autobus komfortowy i wygodny. Ogólne wrażenia bardzo pozytywne, polecamy.
5.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Urokliwe miejsca, dla każdego coś miłego:-)