Zastanawiasz się, czy ta wycieczka to dobry wybór? Wpisz pytanie, a dostaniesz podsumowanie wszystkich opinii naszych gości.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Polecam. Wyjazd zorganizowany profesjonalnie. Zwierzęta na wyciągnięcie ręki. Miejscowi ludzie uśmiechnięci, nie byli nachalni. Warto zobaczyć inny świat.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Super wakacje. Kenijskie TRIO jest bardzo fajnie zorganizowane bo najpierw wspaniałe ale trochę męczące safari a potem kilka dni totalnego wypoczynku w bardzo dobrym hotelu przy pięknej białej plaży. Samo safari jest dla ludzi aktywnych, nie bojących się wstawać wcześnie rano, będących w stanie zaakceptować trochę niższy standard noclegów (w końcu to safari) ale za to cieszyć się z podziwiania pięknej natury, zwierząt dziko żyjących i roślin. Jedzenie było ok. Przewodnicy i kierowcy MEGA doświadczeni i pomocni (szczególne podziękowania dla Mozesa). Busy którymi jeździliśmy były wygodne. Hotele po safari bardzo czyste. Jedzenie super. Pokoje klimatyzowane. Obsługa bardzo uprzejma. Wyjazd wart swojej ceny i wart polecenia.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
To nasz drugi wyjazd do Afryki. Nasz rezydent Marcin jak zawsze wykazał się cudowną wiedza o Kenii, opowiadał o kulturze i życiu w Afryce z wielkim zamiłowaniem do tego kraju. Zawsze uśmiechnięty i pomocny . Hotele podczas safari czyste, ładne z pięknymi widokami na dzikie zwierzęta. Jedzenie bardzo dobre, desery przepyszne plus świeże owoce. Samo Safarii cudowne przeżycie. Duże podziękowania dla naszego kierowcy. Mose to uosobienie spokoju, cierpliwości i z ciągłym uśmiechem na twarzy. Dodatkowo znający j. polski co było dodatkowym atutem wyjazdu. Podczas safari stada słoni, żyrafy, antylopy, bawoły i przeróżne ptaki itp. Udało nam się zobaczyć Kilimandżaro, piękny ośnieżony szczyt co było dużym przeżyciem. Również wizyta u Masajów ukazała nam życie plemion Afryki. Przywitali nas śpiewem, tańcem. Hotel po Safarii Voyager to bajka. Obsługa miła, uśmiechnięta, czyste baseny, pyszne jedzenie., pokoje duże, czyste . Brak leżaków na plaży co jest skutkiem przypływów. Ale podczas odpływu można spacerować po plaży i wodzie. Polecam ten wyjazd każdemu kto chce mieć kontakt z dzika przyroda i doświadczyć tego osobiście. Bo być oko w oko ze słoniem to jak spełnienie marzeń. Jeszcze raz podziękowania za ten wyjazd dla Marcina i Mose.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wycieczka “Kenijskie Trio” z Rainbow to prawdziwa perełka dla każdego miłośnika przyrody, podróży i autentycznych doświadczeń. Safari przerosło moje najśmielsze oczekiwania – było intensywne, emocjonujące i świetnie zorganizowane. Amboseli z majestatycznym Kilimandżaro w tle to widok, który zapiera dech w piersiach, szczególnie o zachodzie słońca. Park Tsavo zachwycił czerwonymi słoniami, majestatycznymi żyrafami i stadami zebr, a widok lwów z bliska to coś, czego nie da się zapomnieć To nie była zwykła wycieczka – to było pełne przygód, emocji i piękna safari, które zostanie ze mną na zawsze. Jeśli ktoś zastanawia się, czy warto – odpowiadam: zdecydowanie TAK. Rainbow i Kenijskie Trio to połączenie, które spełnia marzenia!
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Przed wyjazdem miałam mieszane uczucia. Po przyjeździe - jedno wielkie WOW! Bajka z nami w roli głównej,inny świat. Krajobrazy zachwycające, zwierzęta zniewalające,roślinność powalająca. Świetna organizacja. Program wycieczki wykorzystany na maksa.Dobrze zaplanowana każda minuta, brak jakiejkolwiek monotonności.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wycieczka Kenijskie Trio, którą miałem przyjemność odbyć w sierpniu, była niezapomnianym doświadczeniem. Widziałem wspaniałe zwierzęta, takie jak żyrafy, zebry, bawoły, słonie i antylopy, podczas ich imponującej migracji. To było niesamowite widzieć je w tak licznych stadach. Nie zabrakło również ekscytujących chwil z drapieżnikami, jak lem, lampart i hieny, które obserwowaliśmy w ich naturalnym środowisku. Widok bezchmurnego Kilimandżaro zapierał dech w piersiach, co dodatkowo podniosło nasze wrażenia z tej podróży. Nasz pobyt w hotelu Neptune Paradise Resort & SPA był komfortowy, a piękna plaża Galu zapewniła nam relaksujące chwile. Wylot do Polski był wieczorem, więc mieliśmy możliwość zwiedzenia Mombasy na własną rękę z wynajętym prywatnie przewodnikiem (poleconym przez rezydenta), co było wspaniałym uzupełnieniem całego wyjazdu. Wszystko to razem stworzyło niezapomnianą podróż, którą z pewnością będę wspominać przez długi czas.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Piękna impreza, pełna zwierząt i niezapomnianych widoków z majestatycznym Kilimandżaro. Słonie, bawoły, żyrafy i różne kopytne w swoim naturalnym środowisku. Hipopotamy i krokodyle u źródeł Mzimy. Wioska Masajów z epoki brązu. Samowystarczalna. Chata Masaja z paleniskiem w środku. I pytanie czy oni tak żyjąc są biedni czy bogaci. A na koniec słoneczny, bardzo upalny Reef Hotel nad Oceanem Indyjskim. Warto było.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Super wyjazd, dobra organizacja, bardzo dobre hotele na Safari i nad oceanem, niesamowite krajobrazy. Trafiliśmy na mnóstwo zwierząt na Safari w tym bardzo blisko od nas. Wyjazd godny polecenia. Tylko naprawdę ubierajcie się ciepło na poranne wyjazdy na safari :-).
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Świetnie zorganizowana wycieczka. Hotele czyli tzw Lodge zarówno na Safari jak i w części pobytowej zdecydowanie powyżej oczekiwań. Pilotka Nike godna polecenia, imponowała mi jej wiedza ornitologiczna. Bardzo udana impreza
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Pokochać smak safari Zima w kraju, Śnieżyce i oblodzenia, jakie mało kto pamięta, więc warto chociaż odrobinę przybliżyć sobie wiosnę. Tym razem nocny start z Gdańska, z lotniska Lecha Wałęsy. Nie interesują nas tym razem zabytki, galerie, drapacze chmur. To nasz 68 kraj świata na czterech kontynentach. Zamierzamy trochę polować na dzikie zwierzęta, oczywiście z aparatem fotograficznym. Może uda się trafić Wielką Afrykańską Piątkę - słoń, nosorożec, lew, bawół i lampart. A jak nie, to sam pobyt w cieniu " dachu Afryki", śniegów Kilimandżaro też będzie satysfakcjonujący.. A więc KENIJSKIE TRIO. Parki narodowe czekają - East i West Tsavo i Amboseli. No to w drogę! Wsiadamy do jeepów. Trzy pary, dwie młode i my weterani, przed 80 tką , ale jeszcze ciągnie nas do świata. Chociaż gdzieś z tyłu głowy pojawia się pytanie, jak pokonamy setki kilometrów po bezdrożach ? Kierowca, ciemnoskóre potężne chłopisko przypominające boksera Tysona. uśmiechnięty, przyjazny silny. To dobry omen. Przez kilkadziesiąt kilometrów wiedzie dobra droga, ulica, różniąca się znacznie od europejskich. Ktoś na tylnym siedzeniu wzdycha : jak dobrze mieszkać w Europie...Ale tu, AFRYKA. Kilkadziesiąt kilometrów przed parkiem Tsavo East , ogromne słonisko stojąc przy ruchliwej ulicy sprawiało, że nas wita, albo na "stopa" chce uciec dalej. Bo „stop” w Kenii to popularna forma komunikacji. Proszę słonia.. pański dom jest w parku narodowym.....- chciałoby się zwrócić uwagę . Ale słoń nie przejmował się przepisami, podobnie jak od lat czynią to Masajowie. Przepisy muszą być , ale przestrzeganie to już inna bajka. W komunikacji podchodzi się do nich w rezerwą. Każdy tu jeździ gdzie chce, jak chce i co ma pod ręką. W handlu miejsce jest tam, gdzie stanie sprzedawca. Nikt nie wymaga żadnych pozwoleń, na handel kilkoma bananami. Rząd Kenii też sprzedaje. I to swój najlepszy towar - cudowną przyrodę. Turystyka , gdzie numerem jeden są gatunki zwierząt, sprzedaje się znakomicie, przy okazji Masajowie mogą zaprezentować swoją narodową tożsamość. Idziemy do nich w gościnę. W swoich czerwonych strojach witają nas serdecznie. To nie na pokaz, tak ubierają się na co dzień – zapewnia przewodnik. Normalka, ale domy w których mieszkają, to dla Europejczyków już nie normalka. Lepianki z paleniskiem pośrodku. Dym szczypie w oczy, ale ponoć można się przyzwyczaić. Może i można! Na dużym placu poukładane wyroby miejscowego rzemiosła. Ceny wręcz księżycowe. Za niewielką maseczkę, która miała kosztować 4500 szylingów, zapłaciłem 1000. I tak przepłaciłem. Pobyt w wiosce Masajów wieńczyły wspólne tańce, charakteryzujące się wysokimi skokami. Polowanie z aparatem fotograficznym w kenijskim parku AMBOSELI sprawia podwójną radość i satysfakcję. W tych łowach prawie z każdego miejsca widoczne jest Kilimandżaro. Ale pięciotysięcznik lubi chronić swój niepowtarzalny urok. Nie wszyscy mogą go dostrzec, bo najczęściej tonie w chmurach, tylko od czasu do czasu, zwłaszcza o bladym świcie można go dostrzec w całej okazałości. Świt też budzi świat zwierząt. A wtedy w ruch idą kamery, aparaty fotograficzne, startują balony. Zaczyna się SAFARI. Spotykamy zwierzęta, które dotychczas mogliśmy oglądać w ogrodach zoologicznych. Im dalej w busz tym jest ich więcej, słonie , żyrafy, bawoły, antylopy,niesamowite ptactwo. Chciałoby się krzyczeć: jaki ten świat piękny, za wszelką cenę nie można pozwolić by ginął, a tak się niestety dzieje. Tsavo West Ostatnie safari najkrótsze, ale niezwykle owocne. "Strzeliliśmy" wiele ciekawych, nam nieznanych, zwierzaków, spotkaliśmy przecudowną lwią rodzinę. Od baraszkujących maluchów nie mogliśmy oderwać oczu. I znowu kilka przejechanych kilometrów. Ktoś krzyknął: mam cię!. Poruszenie. Gdzie.? Bo nic nie widać Ale był. Wielki, piękny, jak filmowy Simba.(Król lew) Zaszył się w wysokiej trawie, że ledwie było go widać. Spał nie jak suseł, ale jak prawdziwe lwisko. Smacznie z podniesionymi do góry łapami. Słodziak. „Ustrzeliliśmy” lamparta, też w dżungli, ale i w hotelu... Jeden przepiękny okaz , będący chyba w zmowie z szefem hotelowej kuchni, codziennie przychodził na kolację. Otrzymywał regularnie kawał mięsa, którym powoli się posilał. Czynił to z niesamowitą gracją, tak by stojący na tarasie , oczywiście w znacznej odległości goście, mogli go sfotografować. Miał lamparcisko parcie na szkło. Do wodopoju znajdującego się niedaleko hotelu podchodziły stada słoni, a widzieć jak do tego „baru” zbliża się,by ugasić pragnienie, kilkaset bawołów, było obrazem, który długo pozostanie w pamięci. A po „łowach” szklaneczka piwa o znanej nazwie „TUSKER” (a więc nie tylko wina...) łagodzi całodzienny trud. Noclegi w loggiach, dość komfortowych domkach w sercu puszczy, wspaniałe. Znakomite warunki pobytu i smakowite jedzenie. I tak na każdym postoju. Rewelacja. Nie było jednak tego , o czym marzyliśmy- Wielkiej Afrykańskiej Piątki, ale jest "czwórka". Też dobrze...NOSOROŻCA nie udało się wytropić. Zwierząt tych jest bardzo mało i rzadko można je spotkać Pokonaliśmy wiele setek kilometrów. Kurz czerwonej ziemi wdzierał się wszędzie, pokrywał ubrania, wdzierał się w każdy zakątek ciała. Mogliśmy poznać w ustach i zębach jego smak. Ale wszelkie trudy za nami. Kierowcy safari to mistrzowie w swoim fachu. Jedyne co trochę przeszkadzało, to nasz "pokaźny" Pesel... Ale wszyscy mówili, że łatwo nie było...I mieli rację. Pięknie smakuje safari. W dodatku w cieniu Kilimandżaro. A potem czas na relaks, w moim uwielbianym ciepełku, 32 st. C. Plaża w Mombasie / Diani See Resort/ szeroka, piaszczysta, sprawia wrażenie, że to biały puder...., a do tego błękit oceanu.... Ładujemy akumulatory. No i nura w ciepłą ,jak zupa, wodę. JUMB0, czyli cześć!!! Tak jak w każdej opinii są zalety i wady. Jeśli idzie o te pierwsze, to .. same zalety, Są i wady. A właściwie tylko jedna. To głos kapitana : lądujemy w Gdańsku gdzie temperatura powietrza wynosi minus 18 stopni Celsjusza. Łatwo przeliczyć różnicę: 50 stopni C. .