Przejdź do treści

Opinie o Mahdia Palace

Kategoria lokalna: 5

5.2/6
(534 opublikowane opinie)
Powyższa ocena stanowi średnią arytmetyczną ocen z opublikowanych opinii.
Zobacz szczegóły
Oceny szczegółowe
Atrakcje dla dzieci
4.3
Obsługa hotelowa
5.3
Plaża
5.5
Pokój
5.1
Położenie i okolica
5.1
Rezydent
5.0
Sport i rozrywka
4.8
Wyżywienie
5.0
Zweryfikowane treści - Opinie pochodzą od Klientów, którzy odwiedzili dany hotel lub uczestniczyli w wycieczce objazdowej.
pani z lornetka
Dowiedz się, co sądzą inni
Nowość AI

Zastanawiasz się, czy ten hotel to dobry wybór? Wpisz pytanie, a dostaniesz podsumowanie wszystkich opinii naszych gości.

    1.0/6

    Czy ta opinia była pomocna?

    6

    Najgorsze wakacje

    Kasia 31.03.2025 | Tagi: 26-35 lat, z rodziną

    Hotel jest stary. Wszędzie pali się fajki, po przyjeździe do pokoju prowadził nas pracownik z papierosem w ręku. Pokoje stare i stęchnięte. Wewnętrzny basen również w fatalnym stanie. Obsłucha w sali śniadaniowej nie miła. Nie byłam chyba w gorszym hotelu. Nie polecam.

    0.5/6

    Czy ta opinia była pomocna?

    7

    nigdy więcej rainbow

    KRZYSZTOF, LODZ 29.09.2024 | Termin pobytu: wrzesień 2024 | Tagi: 36-45 lat, w parze

    drugi i ostatni raz korzystam z rainbow. byliśmy w Tunezji małżonka uległa wypadkowi gdzie przeszła kilkugodzinną operacje w tunezyjskim szpitalu. kontakt między nami a rezydentką oraz firmą ubezpieczeniową był ograniczony do minimum. zostaliśmy tam sami . musieliśmy radzić sobie sami w tak trudnej sytuacji. za operację pomimo ubezpieczenia zapłaciliśmy za wszystko z własnej kieszeni. mam nadzieję że firma rainbow dołączy do firm które ogłosiły bankructwo.

    0.5/6

    Czy ta opinia była pomocna?

    1

    Dwa tygodnie we własnym pocie i z jedzeniem z resztek – pobyt 3* sprzedany jako 5*

    BERNADETA, GDANSK 30.08.2026 | Termin pobytu: sierpień 2026 | Tagi: 46-55 lat, w parze

    Nie dajcie się zwieść pięciu gwiazdkom. Rainbow reklamuje Mahdia Palace jako obiekt oferujący „wysoki standard”, „komfort i luksus” oraz „najwyższą jakość usług”. Po dwóch tygodniach All Inclusive oceniamy go najwyżej na mocno zużyte trzy gwiazdki, sprzedawane w cenie pięciu. Tunezyjska klasyfikacja nadal opiera się na normach z 1 grudnia 2005 r., skupionych głównie na mierzalnych wymaganiach dotyczących pokoi, wyposażenia, infrastruktury i personelu. Lokalne pięć gwiazdek nie gwarantuje więc jakości jedzenia, napojów, obsługi ani rozrywki oczekiwanej dziś od nowoczesnego hotelu pięciogwiazdkowego. Mimo to wiele opisanych poniżej sytuacji trudno uznać za dopuszczalne nawet według lokalnych standardów. Hotel ma zalety: szeroką piaszczystą plażę, wyjątkowo czyste morze z łagodnym zejściem, efektowną architekturę, duży basen i piękny, starannie utrzymany ogród. Ogrodnicy oraz osoby sprzątające teren i plażę wykonywali swoją pracę bardzo dobrze. Widać, że kiedyś był to imponujący obiekt i nadal ma duży potencjał. Niestety na tym kończy się wrażenie pięciu gwiazdek. Przyjechaliśmy około południa i usłyszeliśmy, że pokój będzie gotowy za około 90 minut. Otrzymaliśmy go dopiero około 15:30–15:40, po trzech i pół godzinach w skrajnie gorącym lobby bez skutecznej klimatyzacji, wentylatorów ani ruchu powietrza. Brak klimatyzacji w częściach wspólnych był jednym z głównych problemów pobytu. Lobby, restauracja i bary przypominały saunę. Przy temperaturach 33–39°C i wysokiej wilgotności byliśmy dosłownie mokrzy od potu; ochłodzić można było się tylko w pokoju. Pod koniec pobytu nocne przerwy w dostawie prądu wyłączały również tam klimatyzację. Wielokrotne spożywanie posiłków w takim upale budziło uzasadnione obawy o zdrowie. Pokój był przestronny, ale bardzo zużyty i od dawna wymagający generalnego remontu. Znajdowały się w nim zardzewiała lodówka, podarte i zakurzone zasłony, uszkodzone meble, poobijane drzwi i klamki oraz stara armatura. Po przyjeździe w wannie znaleźliśmy cudze włosy, rdzę i czarny nalot grzybiczy. Po zgłoszeniu problemu wanna nie została prawidłowo wyczyszczona. Pracownik spryskał uszkodzoną powierzchnię białą farbą, przykrywając nią nalot. Wanna pozostała lepka, a intensywny zapach farby i rozpuszczalnika utrzymywał się w pokoju przez około dobę. Pokazano nam inne pokoje, ale ich stan był równie mocno zużyty. Czarny nalot widzieliśmy również na zasłonach, meblach i części wyposażenia plażowego. Sprzątanie nie polegało jedynie na nierównym poziomie czystości – nie uzupełniano nawet podstawowych materiałów. Zużyte ręczniki zabierano, ale nie zawsze pozostawiano pełny komplet. Po sprzątaniu nie uzupełniano papieru toaletowego. Mydła i żelu pod prysznic nie było przy zameldowaniu; otrzymaliśmy je dopiero po wielokrotnym szukaniu personelu i proszeniu o podstawowe środki higieniczne. W toalecie nie było również kosza na odpady higieniczne. Zardzewiała lodówka była całkowicie pusta. Nie było minibaru, żadnego powitalnego napoju ani nawet butelki wody, a przez cały pobyt niczego w niej nie uzupełniano. Trudno pogodzić taki poziom wyposażenia i obsługi pokoju z ofertą pięciogwiazdkowego hotelu All Inclusive. Największym rozczarowaniem było jedzenie. Duży z pozoru bufet był monotonny, pozbawiony smaku i przypraw. Mięso oznaczało często głównie kości, skórę, błony i ścięgna. Wołowina i kurczak bywały twarde, suche albo zaschnięte, ryby i burgery przypalone, a część smażonych potraw smakowała zjełczałym olejem. Purée zawierało ogromne nierozgniecione kawałki, a inne ziemniaki bywały twarde i gorzkie. Śniadania zdominowały słodkie wypieki, naleśniki i dżemy, a wybór wytrawny był bardzo ograniczony. Codziennie podawano gumowate, intensywnie barwione parówki i mielonkę przypominające najtańsze wyroby sojowe oraz cebulę smażoną z zewnętrzną łupiną. O jajka sadzone trzeba było specjalnie prosić. Brakowało nawet musztardy i ketchupu, a podobny omlet śniadaniowy pojawił się później podczas kolacji. Wybór owoców był niewielki, część była niedojrzała, uszkodzona albo zepsuta. Przy większej liczbie gości szybko brakowało mięsa, ryżu, frytek i czystych talerzy. Frytki albo wołowina znikały po około 15 minutach, a puste pojemniki długo nie były uzupełniane. Po krewetki tworzyły się ogromne kolejki. Wielokrotnie odnosiliśmy wrażenie ponownego wykorzystywania niezjedzonych produktów. Ten sam wysuszony kurczak pojawiał się przez kilka dni, a ryba z grilla następnego dnia była rozpoznawalna w kuskusie i sosie. Składniki z poprzednich posiłków zdawały się wracać w garnkach z makaronem, kuskusem lub sosem, a niektóre zupy przypominały zmiksowane i rozcieńczone resztki. Jedna z ostatnich kolacji wyglądała jak czyszczenie zapasów uzupełnione nuggetsami i omletem. Najpoważniejsze były jednak kwestie higieny i bezpieczeństwa żywności. Pewnego dnia ryba miała wyraźny zapach zepsucia. Spożycie takiego produktu mogło zakończyć się poważnym zatruciem. Przez kilka poranków to, co podawano jako mleko, natychmiast po dolaniu do kawy ścinało się w płatki. Zarejestrowaliśmy to na filmie. Mleko było wodniste i lekko gorzkie. W restauracji znajdowały się martwe i półżywe muchy, a żywe latały wokół jedzenia. Niedomyte talerze regularnie trzeba było odkładać i szukać innych. Nie były to kwestie indywidualnego smaku, lecz warunki budzące poważne obawy o higienę oraz bezpieczeństwo gości. Dwie kolacje à la carte były niemal surrealistyczne: bez karty, wyboru ani informacji o podawanych daniach. Odbywały się na zewnątrz przy około 32°C i bardzo wysokiej wilgotności, bez wentylatora czy innego chłodzenia. Siedzieliśmy w eleganckich ubraniach, oblewając się potem. Napoje All Inclusive były tak słabe, że zaczęliśmy nazywać ten pakiet „All Exclusive”, ponieważ prawie wszystko, co nadawało się do picia, było wyłączone z pakietu i dostępne za dodatkową opłatą. Wino było agresywnie kwaśne i czasami podawane niemal w temperaturze panującej na zewnątrz. Kiedy zwróciliśmy na to uwagę, do czerwonego wina zaproponowano kostki lodu. Lokalny napój podawany jako „whisky” intensywnie pachniał terpentyną albo rozcieńczalnikiem, do tego stopnia, że budziło to obawę, czy w ogóle nadaje się do spożycia. Gin smakował jak preparat do gardła, a Piña Colada wyglądała na napój przygotowywany z nieprzyjemnej gotowej mieszanki z butelki. Piwo było jedynym alkoholem objętym pakietem, który nadawał się do picia. Lepsze wina, alkohole, koktajle i część jedzenia były dostępne za dodatkową opłatą. Komunikacja po angielsku była bardzo trudna niemal w całym hotelu. Zamówienie Pepsi bez cukru zakończyło się przyniesieniem trzech zwykłych, a koktajlu bez cukru — napojem pełnym syropu. Mówię w trzech językach, lecz wyjaśnienie problemu z pokojem lub złożenie prostego zamówienia pozostawało trudne. W recepcji pracownicy potrafili odwrócić się, zacząć rozmowę telefoniczną albo odejść bez informacji, czy zrozumieli zgłoszenie. Plaża i morze są piękne, ale plażę zmieniono w bazar. Sprzedawcy cały dzień chodzili między leżakami, gwizdali, krzyczeli, podchodzili do wypoczywających gości i zatrzymywali osoby idące do wody. Ochrona pozwalała, by trwało to bez ograniczeń. Wzdłuż brzegu, między turystami, poruszały się także traktory z przyczepami na śmieci, pojazdy techniczne i skutery. Pewnego dnia pomiędzy leżakami a morzem ustawiono metalowy wózek z dymiącym grillem węglowym. Na plaży nie roznoszono napojów. Rano leżaki nie były ustawione, brakowało stolików, a materace często trzeba było samodzielnie odnajdywać i przenosić. Ręczniki wydawano dopiero od 8:00. Niektórzy starsi pracownicy terenu i ochrony byli życzliwi, lecz obsługa plaży najczęściej siedziała w cieniu z telefonami, obiecywała pomoc i znikała. Wieczorna rozrywka była niezwykle monotonna. Gitarzysta i saksofonista wracali co kilka dni z tym samym, częściowo pokrywającym się repertuarem. Wokalistka zamieniała każdą europejską piosenkę w jednakowe, przeciągłe i fałszujące zawodzenie bez dynamiki czy zmiany nastroju. Lokalny „show” wyglądał na improwizowany i niedopracowany. Jak na tak duży obiekt wieczory były wyjątkowo nudne. Przed nocnym wyjazdem poprosiliśmy o lunch box albo wcześniejsze śniadanie, ponieważ czekało nas około 14–15 godzin podróży bez zapewnionego jedzenia. Personel twierdził, że nie wie, czym jest lunch box, i nie przygotowano dla nas żadnego posiłku. Mahdia Palace jest piękną architektoniczną skorupą zarządzaną zdecydowanie poniżej swoich możliwości. Morze, plaża, architektura i ogród są znakomite, a kilku pracowitych sprzątaczy, ogrodników i starszych pracowników zasługuje na szczere uznanie. Nie są oni jednak w stanie zrekompensować zużytych pokoi, widocznego nalotu grzybiczego, nieznośnego upału w częściach wspólnych, poważnych problemów higienicznych, niesmacznego jedzenia sprawiającego wrażenie przygotowywanego z resztek, fatalnych napojów All Inclusive, trudnej komunikacji, praktycznie nieistniejącej obsługi plaży i monotonnej rozrywki. Nie wrócę do Mahdia Palace i zdecydowanie nie polecam tego obiektu jako pięciogwiazdkowego hotelu All Inclusive.

    0.5/6

    Czy ta opinia była pomocna?

    1

    Nie jedź do tego hotelu

    Sebastian 06.08.2026 | Termin pobytu: lipiec 2026 | Tagi: 46-55 lat, z rodziną

    Jeśli nie przeszkadzają ci warunki starego hotelu śmierdzącej klimatyzacji tłumów ludzi , blaku miejsc na plaży i przy basenach, kolejek do jedzenia, czekania po kilkanaście minut na zrobienie choćby frytek . To ten hotel jest dla ciebie . A jeśli nie chcesz być na każdym kroku sfrustrowany omijaj ten hotel z daleka szczególnie za te pieniądze .