Wycieczka Fakultatywna

Opinie o Dzikie południe

5.5/6 (147 opinii)
5.5/6
147 opinii
Atrakcyjność programu
5.3
Pilot
5.5

Opinie pochodzą od naszych Klientów, którzy uczestniczyli w wycieczce fakultatywnej.
Osoba dodająca opinię musi podać dane osobowe, takie jak imię i nazwisko oraz dane dotyczące wyjazdu, czyli datę i kierunek wyjazdu lub numer rezerwacji. Dzięki tym informacjom sprawdzamy, czy autor opinii faktycznie podróżował z nami. Jeżeli dane się nie zgadzają, wówczas nie publikujemy opinii.

    5.5/6

    Czy ta opinia była pomocna?

    2

    Jedrzej, Walcz 08.02.2025 | Termin pobytu luty 2025

    świetna byliśmy już 3 raz . za każdym razem jest to punk obowiązkowy. dużo informacji, dużo miejsc po drodze do zobaczenia. zapora , sad bananowy, wytwórnia naczyń, bardzo fajny pobyt u dziadka Ibrahim i smaczny obiad, ale kluczowa dla nas jest przejażdżka po klifach atlantyckich starą trasą Paryż Dakar

    5.5/6

    Czy ta opinia była pomocna?

    1

    Ewa, --- 06.01.2025 | Termin pobytu grudzień 2024

    ciekawa, pełna wrażeń, udało się zobaczyć trochę oryginalnego terenu, interesujący pobyt w wytwórni naczyń

    5.5/6

    Czy ta opinia była pomocna?

    3

    Aleksander, Gliwice 08.10.2024 | Termin pobytu wrzesień 2024

    Było super. Odwiedziliśmy manufakturę ceramiki marokańskiej, plantację bananów ( karmiliśmy osiołka - domagał się się skórek od bananów zaglądając do wszystkich plecaków i torebek) , Małą Saharę, zaporę wodną Ibn Yousf Tachfin, wysiedloną wioskę Berberów nad oceanem, zjedliśmy tradycyjny obiad marokański u dziadka Ibrahima (przystawki marokańskie tradycyjny tażin, deser i pyszna miętowa marokańska herbatka). Bardzo nam się podobały widoki z punktu widokowego przy zaporze, a najfajniejszą atrakcją wycieczki był przejazd odcinkiem rajdu Paryż-Dakar nad oceanem z naszym szalonym kierowcą jeepa - polecamy :)

    5.5/6

    Czy ta opinia była pomocna?

    0

    Dagmara, SOSNOWIEC 31.10.2025 | Termin pobytu wrzesień 2025

    "Dzikie południe" to spokojna, krajobrazowa wycieczka pozwalająca odkryć inne, mniej turystyczne oblicze Maroko. Jej ogromną zaletą jest podróżowanie nowymi, klimatyzowanymi samochodami terenowymi. Każdy pojazd przypisany jest do jednej rodziny/grupy, co jest fantastycznym pomysłem, bo zdecydowanie zwiększa komfort jazdy. Szczególna pochwała należy się naszemu kierowcy. Był serdeczny, uśmiechnięty i troskliwy, zawsze dbał, żebyśmy bez problemu odnalazły właściwego jeepa. Mimo podstawowej znajomości języka angielskiego starał się przekazać jak najwięcej informacji, a także naczył nas paru słówek po arabsku i w języku Tamazight. Dwoma słowami - wspaniały człowiek! Nie sposób nie wspomnieć także o Paniach przewodniczkach. W bardzo ciekawy sposób opowiadały o odwiedzanych miejscach a także o samym Maroko. W razie pytań służyły radą i pomocą. Na plus oceniam również kwestie organizacyjne, gdyż cały plan wycieczki ułożony był "z głową". Nie było miejsca na nudę, lecz z drugiej strony niespieszne tempo pozwalało na spokojnie skorzystać ze wszystkich atrakcji, sfotografować piękne widoki, lub po prostu nacieszyć nimi oczy i trochę odpocząć. Trasę rozpoczęliśmy od przejazdu przez park narodowy Souss-Massa słynący ze swojej unikatowej fauny i flory - można zobaczyć drzewka arganowe, pasące się kózki oraz... flamingi w swoim naturalnym środowisku (niesamowite doświadczenie!). Po drodze mijaliśmy też wiele mniejszych miejscowości i ubogich wiosek, co stanowiło okazję do poobserwowania codziennego życia zwykłych Marokańczyków. Pierwszym przystankiem na naszej trasie był warsztat ceramiki. Zwykle nie jestem wielką fanką tego typu atrakcji, lecz ta zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Na początku mogliśmy poznać cały proces wytwarzania ceramicznych wyrobów. Szczególnie spodobał mi się pokaz pracy garncarza. Młody chłopak błyskawicznie "wyczarowywał" kolejne kubki i miseczki z mechaniczną wręcz precyzją. Następnie przyszedł czas na zakupy. Warto skorzystać, gdyż asortyment jest ogromny, wyroby przepiękne, a ceny niewygórowane (w dodatku ustalone, nie trzeba się zatem targować). Po zakupach krętymi, wiejskimi drogami dotarliśmy na niewielką plantację bananów (susza niestety nie obeszła się z nią łaskawie :( ). Tam, pomiędzy kaktusami spotkaliśmy sympatycznego starszego rolnika i jego osiołka. Za symboliczną opłatą mogliśmy nakarmić zwierzaka, zrobić pamiątkowe zdjęcie i spróbować małego, ale pysznego banana prosto z pola :). Kolejnym punktem programu była Mała Sahara. Jeśli ktoś przeżył już spotkanie z pustynią w pełnej krasie (np. w Tunezji), to jej skromniejsza marokańska wersja nie zrobi piorunującego wrażenia. Trzeba jednak przyznać, wydmy o intensywnej, wręcz pomarańczowej barwie na tle majestatycznych gór Atlas to wymarzony plener do zdjęć. Warto także zaliczyć przejażdżkę na wielbłądzie i na własne oczy zobaczyć skorpiona, jaszczurki i zaklinacza węży w akcji :). Moim absolutnym faworytem był punkt widokowy na zaporę Youssefa Ben Tachfine'a. Krajobraz dosłownie zapierał dech w piersiach, właśnie dla niego warto wybrać się na tę wycieczkę. Obiad u dziadka Ibrahima... no cóż. Pozostawił on u mnie mocno mieszane wrażenia. Do gustu przypadła mi sama restauracja, ulokowana w klimatycznym, starym berberyjskim domu. Polecam zerknąć do ogrodu. Pomiędzy mnóstwem egzotycznych roślin (limonki, cytryny, opuncje, awokado), kwiatów i ziół swobodnie przechadzają się...żółwie(!). Sam gospodarz powitał nas serdecznym uśmiechem, dobrym słowem i żartem, chwaląc się swoją znajomością języka polskiego:). Sam obiad niestety pozostawił wiele do życzenia. Tadżin warzywny całkowicie bez przypraw i smaku, kurczak suchy niczym piaski pustyni, kuskus polany migdałowym sosem amlou smaczny, ciekawy, lecz polewy było "jak na lekarstwo" (po jednej łyżce pozostawała tylko sucha kaszka), herbata miętowa zdecydowanie przesłodzona jak dla europejskich kubków smakowych (a lubię słodycze). Pyszny był za to świeży marokański chleb i naturalny sok pomarańczowy. Mimo wyżej wymienionych zalet, obiad ten niestety nie ukazuje prawdziwego bogactwa kuchni marokańskiej i moim zdaniem może bardziej do niej zniechęcić, niż zachęcić. Po posiłku ruszamy do niezwykłego miejsca, gdzie bezkres pustyni łączy się z turkusem oceanu. Opuszczona wioska rybaków stanowi dość smutny widok - śmieci i zgliszcza domostw wykutych w skale, jednak jest w tej scenie też ukryte, surowe piękno. Pozostałości barwnych kafelek, sprzęt rybacki, stare łodzie tworzą jeden w swoim rodzaju klimat. Na pożegnanie udajemy się na szaloną jazdę trasą rajdu Paryż-Dakar, gdzie możemy zakosztować nieco offroadu i poznać smak adrenaliny. Niezapomniane przeżycie!