Opinie o Po Bałkańsku!

5.3/6 (126 opinii)

5.3/6
126 opinii
Intensywność programu
4.8
Pilot
5.6
Program wycieczki
5.3
Transport
5.4
Wyżywienie
4.7
Zakwaterowanie
4.8
Opinie pochodzą od naszych Klientów, którzy odwiedzili dany hotel lub uczestniczyli w wycieczce objazdowej.

Osoba dodająca opinię musi podać dane osobowe, takie jak imię i nazwisko oraz dane dotyczące wyjazdu, czyli datę i kierunek wyjazdu lub numer rezerwacji. Dzięki tym informacjom sprawdzamy, czy autor opinii faktycznie podróżował z nami. Jeżeli dane się nie zgadzają, wówczas nie publikujemy opinii.
Sortuj: Najlepiej oceniane
Typ turysty: Wybierz
  • 6.0/6

    Po Bałkańsku! Bułgaria, Macedonia, Serbia Typ wyjazdu:objazd

    Kilkakrotne wyjazdy z biurem Rainbow pozwoliły mi poznać ciekawe miejsca na Bałkanach oraz ich historie i kulturę

    Urszula, WODZISŁAW ŚLĄSKI - 06.09.2019

    1/3 uznało opinię za pomocną

  • 6.0/6

    Po Bałkańsku, czyli w znane i nieznane.

    Dzień pierwszy. Wyjazd z Polski około 11:00. Przyjazd do hotelu w Serbii późnym wieczorem. Dzień drugi Nowy Sad, zaczęliśmy zwiedzanie od twierdzy Petrovaradin. Jednej z największych tego rodzaju budowli w Europie. Nie sposób nie zachwycić się panoramą Nowego Sadu uwiecznioną z tego miejsca. Najbardziej charakterystycznym punktem twierdzy jest wieża zegarowa ‘z błędnie wskazującym czas zegarem’. Ulicami miasta obok Pałacu Biskupiego doszliśmy do centrum przy kościele Najświętszej Maryi. Dość ładne, zadbane (przynajmniej centrum), tętniące życiem miasto. W czasie wolnym chciałem zwiedzić sobór św. Jerzego, odbywała się jakaś zamknięta uroczystość rodzinna i nie wypadało mi już wchodzić. Popołudniem zwiedziliśmy Lepenski Vir - osadę z epoki kamienia!, najstarszą w Europie. Niezwykłe doświadczenie móc choć przez chwilę obcować w miejscu bądź co bądź naszych przodków. Dzień trzeci, Bułgaria. Pierwszym punktem programu był Bełogradczik, niewielkie miasteczko o ciekawych kształtach skalnych. Sprytni Rzymianie wykorzystali kształty formacji skalnych uformowanych przez naturę jako mur obronny budując tu twierdzę, pozostałością której mogliśmy się zachwycać. Nie mniej krajobrazy i rozległe widoki z najwyższego punktu obserwacyjnego na który udało mi się wspiąć to czysta poezja. Chciałbym zobaczyć jak wygląda wschód i zachód słońca. Niestety, nie było nam to dane - Sofia czekała. Sobór Św. Aleksandra Newskiego. Jeden z największych kościołów prawosławnych na świecie, niczym Bazylika Św. Piotra w Rzymie. Z kategorycznym zakazem filmowania i fotografowania wnętrz Świątyni. Nie po to tu przyjechałem by nie móc utrwalić niepowtarzalnych fresków ozdabiających mury wewnątrz Świątyni jak i samej Świątyni. Nie rzucając się nikomu w oczy jedną ręką zgrabnie wykonałem kilkanaście zdjęć. Podobnie podczas zwiedzania Cerkwi Św. Sofii. Stąd też wyszedłem bogatszy o wiele inspirujących zdjęć. Szkoda, że ciekawie wyglądająca Cerkiew Św. Mikołaja była zamknięta. Z placu Gradska Gradina weszliśmy na dziedziniec Pałacu Prezydenta Bułgarii pomiędzy budynkami którego znajdowała się okrągła Cerkiew Św. Jerzego wraz ze szczątkami dostępnych rzymskich zabudowań pośród których mogłem poobcować choć przez chwilę. W pamięci zachowałem także inne pozostałości po rzymianach - znakomicie zachowaną drogą wyłożoną ociosanymi kamieniami. W czasie wolnym można było napić cię wody z podziemnych źródeł o smaku jajka. Okazała się gorąca. Coś w tym smaku z jajka było, nie potwierdził tego inny uczestnik wycieczki. Zapewne był świeżo po Covidzie, nie odzyskał więc jeszcze w pełni zmysłu węchu i smaku. Trochę szkoda, że meczet Bani Baszi był już zamknięty. W czwartym dniu z hotelu na przedmieściach Sofii wyruszyliśmy w kierunku Monastyru Rylskiego. Przy pokonywaniu długich tras proponuję przykleić czoło do szyby autokaru i pochłaniać widoki miasteczek, wsi, krajobrazu - po to by zobaczyć jak wygląda zwiedzany kraj. No i wreszcie Monastyr Rylski – przepiękny!!. Symbol tożsamości narodowej i jedno z najświętszych miejsc w Bułgarii. Znów z zakazem fotografowania!. Jak już wiemy, dla sprytnego nic trudnego więc… odpowiednią techniką utrwaliłem wspaniałe freski wraz z ikonostasem. W trakcie podziwiania wnętrz w bocznym ołtarzu pomogłem starszej kobiecie ułożyć olej i dwa bochenki chleba, w których umieściła świece. Po chwili podszedł Pop i śpiewem zaczął odprawiać modlitewny rytuał. Nie wypadało mi już odejść więc stojąc obok niej z rękami złożonymi do modlitwy uczestniczyłem w pobłogosławieniu chleba i oleju. Na zewnątrz pod arkadami Monastyru ściany wraz z sufitem wypełnione były wyjątkowymi ozdobnymi freskami w bardzo intensywnych kolorach. Siedząca na murku pod arkadami grupa wycieczkowiczów z dalekiego wschodu wpatrywała się w nie bardzo intensywnie. Przysiadłem się do nich by wspólnie kontemplować to co piękne i fascynujące zarazem. Obowiązkowa wizyta w muzeum przyklasztornym by móc podziwiać wyjątkowe dzieło czyli krzyż Rafaiła. Cóż, czas nie stoi w miejscu, pora ruszać dalej. Z wielkim żalem opuszczałem Monastyr Rylski by udać się do podobno najmniejszego miasta Bułgarii – Mełnik. Takie skromne miasteczko, słynące z tradycji winiarskich, w którym niewiele się dzieje. My trafiliśmy do zabytkowego domu bogatego kupca zbudowanego przeszło 200 lat temu, w którym znajduje się muzeum. Oprócz domu zwiedziliśmy wydrążone w skale korytarze piwniczne w których w ogromnych beczkach leżakują różnego rodzaje wina. Po tym ‘odbyła się degustacja’. Skąpy gospodarz – polał tylko dwie kolejki zakrywając ledwie dno kieliszka. Skoro tak, my odpłaciliśmy mu tym samym - dwie może trzy osoby z grupy zakupiły jakiś wina. Piątego dnia wyruszyliśmy do miasta w rejonie winiarskim - Demir Kapija. Przyznaje, widoki na okolicę z miejsca, w którym nas ugoszczono to balsam dla duszy. Kiedy spoglądałem na okolicę przekonałem się, że ‘wszystko w życiu jest po coś’. Przed degustacją - krótki wykład jak wytwarza się białe a jak czerwone wina, dlaczego owoce zbierać jest najlepiej rano i wyłącznie do koszy z wikliny. Po wykładzie przystąpiliśmy do degustacji. Cztery karafki na stół przy którym siedziało 6 osób włącznie z dolewką dla chętnych, spowodowało, że część wycieczkowiczów w drodze do Bitolii oddała się w objęcia Morfeusza. W mocno upalne popołudnie dotarliśmy do Heraclei, miasta założonego w IV w. pne. przez Filipa, a właściwie to 1/40 ruin będących jego pozostałościami. Na uwagę zasługuje całkiem dobrze zachowany teatr antyczny oraz niezwykłe antyczne mozaiki podłogowe a właściwie to co po nich zostało. Dzień szósty. Najbardziej intensywny dzień wycieczki. Ochryda, miasto światła zwiedzanie którego rozpoczęliśmy uliczkami jego starszej części pośród sklepików z pamiątkami i tłumu spacerowiczów. Najpierw Cerkiew Świętej Zofii zbudowanej na gruncie trzech świątyń, następnie niewielka, osamotniona Cerkiew św. Barbary pomiędzy domami mieszkalnymi, antyczny teatr rzymski z II wieku pne., pamiętający krwawe walki gladiatorów. Dalej Cerkiew św. Klimenta z XIII wieku z freskami uważanymi za najwspanialsze na Półwyspie Bałkański, oczywiście z zakazem fotografowania!. I co z tego!. Oraz nie mniej wspaniała Cerkiew Matki Bożej ‘Periwetta’ z wisienką na torcie czyli Cerkwią św. Jana z Kaneo zbudowaną na skraju urwiska. Po czasie wolnym, dla chętnych czyli dla mnie rejs statkiem do monastyru św. Nauma. W trakcie rejsu krótki postój w Zatoce Kości by zwiedzić 'Złote miasto' tj. zrekonstruowaną osadę w postaci kilkunastu chat pokrytych strzechą sprzed około 1000 lat pne. Wreszcie dotarliśmy do Monastyru Św. Nauma z X w. Podobno najświętszego miejsca prawosławia. W odosobnionym miejscu znajdowała się krypta ze szczątkami świętego Nauma. Przykładając ucho do krypty można było usłyszeć bicie jego serca. Ja niczego nie usłyszałem. Tu też obowiązywał zakaz fotografowania – ale nie dla mnie. Odbyliśmy jeszcze krótki rejs po jeziorze 'Czarny drin' z krystalicznie czystą wodą, by na zakończenie dnia udać się na degustację miejscowych specjałów wspomaganych (bez ograniczeń) białym i czerwonym winem no i ma się rozumieć macedońską rakiją. Jak dotarłem do Ochrydy z powrotem? - nie pamiętam, urwał mi się film. W siódmym dniu naszej wycieczki po kilkugodzinnej podróży dotarliśmy do Kanionu Matka podobno jednego z najpiękniejszych miejsc w Macedonii. Ścieżką wykutą w skałach doszliśmy do urokliwej Cerkwi św. Andrzeja, skąd łodziami wyruszyliśmy do zwiedzenia jaskini Vrelo. W jaskini zobaczyć można było coś co przypomina szyszkę sosnową powstałą ze stalaktytu. Wspaniałe dzieło sztuki, wytworzone nie przez człowieka a przez naturę. Szkoda, że nie było czasu aby eksplorować kanion, co najwyżej napatrzeć się na piękno skalnego krajobrazu. Ósmego dnia z miasteczka Sjenica dwoma busami wybraliśmy się do Parku Narodowego Uvacz, założonego po to by chronić sępy płowe. Widok na kanion, wieki drążony przez wody wijącej się rzeki Uvacz to prawdziwe cudo natury wypełnione dobrocią i pokorą. Drugi raz jestem w tym miejscu i choć usilnie bym się starał nie znalazłbym słów aby móc wyrazić to czego doświadczyć można patrząc na majestatyczne miejsce Kanionu. Na odchodne krótka wizyta u ostatnich zamieszkałych gospodarzy. Późnej udaliśmy się do Mokrej Góry. Następnego dnia o 08:00 rano wyruszyliśmy na niespełna 2 godzinną przejażdżkę tutejszym expresem, czyli kolejką wąskotorową o nazwie Ćira z muzealnymi wagonami w stylach z różnych czasów ciągnięte przez lokomotywę spalinową. Podróż przez mosty i tunele z krótkimi postojami na przystankach stanowiących stacje lub punkty widokowe. W jednym z punków znajdował się duży kamień, ktoś powiedział, że to kamień spełnienia, jeśli dziewczyna go dotnie będzie miała szczęście w miłości. Podziałało, młodsze Panie dyskretnie muskały dłonią o kamień. Od dotknięcia kamienia nie stroniły także dużo starsze Panie, takie których następnym przystankiem będzie dom spokojnej starości. Ostatnim punktem programu był skansen Drvengrad zbudowany przez Emira Kusturicę na potrzeby filmu „Życie jest cudem”. Niezwykła drewniana wioska, w całości otoczona drewnianym płotem. Wioskę przemierzyłem wzdłuż i w wszerz zaglądając gdzie tylko można było, utrwalając wszystko co możliwe na zdjęciach. Szczęśliwy powrót do kraju dnia następnego około 07:30. Fajna, ciekawa wycieczka polecana przez mnie stałego bywalca Bałkanów. Uczestnik wycieczki 'Po Bałkańsku' - 03- 12.08.2024 Jerzy K. Opole.

    Jerzy, Opole - Uczestnik wycieczki 03-12.08.2024 r. - 24.08.2024  | Termin pobytu: sierpień 2024

    17/19 uznało opinię za pomocną

  • 6.0/6

    Zivot je cudo

    „Zivot je cudo” - to najlepsze podsumowanie moich wrażeń z imprezy. Już sam opis wycieczki zapowiadał niezwykłą przygodę, a że chcieliśmy wybrać coś szczególnego na ostatnie dni lata, to – po przeczytaniu programu i opinii - decyzję podjęliśmy błyskawicznie. W autokarze dowożącym nas do Woszczyc usłyszeliśmy od byłego uczestnika, że wybraliśmy świetną wycieczkę, którą wspomina się bardzo długo… O miejscach i pięknych widokach na trasie wycieczki napisano tu już wiele, każdy niewątpliwie ma swój własny ranking i swoje perełki. Wrażeń jest tyle ilu podróżujących, niezależnie od stylu podróżowania: na własną rękę, czy z biurem. Dlatego przede wszystkim chciałabym odnieść się do sposobu organizacji i realizacji naszej imprezy. Była moc, był nasz wesoły bałkański autobus z super grupą, był nasz uroczy i sympatyczny pilot Jakub i świetni kierowcy Paweł i Sylwek (z firmy JW Wołoszka), którym zawdzięczamy nasze życie po pełnej wyzwań i serpentyn bałkańskiej trasie ;-). Już pierwszego wieczoru, na hotelowym parkingu w Suboticy przywitała nas energetyczna bałkańska muzyka. Mieliśmy szczęście trafić na ostatni dzień imprezy zorganizowanej z okazji święta regionu – w rynku na scenie występował bardzo znany serbski zespół Legende, ludzie śpiewali i tańczyli. Mogliśmy na żywo zobaczyć i poczuć magię tańca kolo towarzyszącego Serbom przy wszelkich okazjach i będącego elementem kultury życia codziennego. Niesamowite wrażenie. Przypadkowi ludzie bez względu na wiek nagle chwytają się za ręce i tańczą razem. Bałkańska muzyka często towarzyszyła nam w czasie podróży autokarem, a także dopełniała krajobrazy widoczne z okien kolejki wąskotorowej Sargańskiej Osmicy. Bałkany to nie tylko niezwykłe krajobrazy i muzyka, ale także pyszna kuchnia lokalna, której kosztowaliśmy każdego dnia, również podczas degustacji na fakultatywnych imprezach – na wieczorze macedońskim w Ochrydzie i w czasie rejsu statkiem po Jeziorze Ochrydzkim lub w przydrożnych barach, czy restauracjach. I wreszcie przyprawiająca o zawrót głowy bałkańska królowa trunków – rakija. Można było ją degustować (i nie tylko rakiję) ile tylko dało radę na imprezach fakultatywnych. Podczas rejsu po źródłach Czarnego Drimu, bardzo sympatyczny kierujący łódką Zarko powiedział nam, że najlepsze efekty (zwłaszcza dla Panów) są wtedy, gdy rakiję pije się razem z miodem i orzechami :-). Uczestniczyliśmy także w dwóch degustacjach win: w XVIII-wiecznym Domu Kordopułowa w Melniku (Bułgaria) oraz w nowoczesnej Popovej Kuli (Macedonia). Może to my nie mieliśmy szczęścia, ale czerwone wino degustowane i zakupione potem przez nas w Domu Kordopulova okazało się zupełnie inne. Może to kwestia akurat tej jednej butelki (nieszczelny korek?), ale już sam zapach wina po otwarciu wydał nam się dziwny, smak również. Na szczęście nie zdążyliśmy nim nikogo obdarować. Obie winiarnie są położone w uroczym miejscu, jednak w Popovej Kuli można było spróbować więcej gatunków i dokonać bardziej przemyślanego zakupu. Samo jej otoczenie jest ciekawe – położona na wzniesieniu i otoczona górami. Degustacja odbywała się na świeżym powietrzu, więc mogliśmy upajać się pięknymi widokami. W Melniku jest sporo czasu wolnego i warto odwiedzić liczne sklepy z pamiątkami i winami. Przy okazji można również wstąpić do jednej z knajpek na lokalne jedzonko, my w ten upalny dzień delektowaliśmy się w małej restauracji rodzinnej orzeźwiającym chłodnikiem tarator. W wielu miejscach towarzyszyli nam lokalni przewodnicy, a część z nich mówiła po polsku (Daniel w Nowym Sadzie, Elena w Bułgarii i David w Kanionie Matka). Spośród nich mój numer jeden to Daniel – za sposób bycia, dużą wiedzę i poczucie humoru. Natomiast największym zaskoczeniem okazała się Elena – panowie z naszego autokaru, a zwłaszcza z końcówki będą wiedzieć dlaczego (szczególne pozdrowienia dla Roberta);-). Najwięcej czasu spędziliśmy z macedońskim przewodnikiem Zoranem – profesorem na uczelni w Ochrydzie, istnym showmanem, ale trzeba przyznać z dużą wiedzą i darem jej przekazywania, często w zabawny sposób. Nigdy nie zapomnimy macedońskiego wieczoru w lokalu Belvedere w Ochrydzie, który dzięki Zoranowi przerodził się w rodzimą biesiadę ze wspólnym tańcem, śpiewem polskich przebojów i kultowym dla nas polsko-macedońskim wykonaniem Marianny :-):-):-) Bardzo wysoko oceniam również pracę naszych super kierowców Pawła i Sylwka. Zawsze uśmiechnięci, rozmowni i pomocni przy pakowaniu bagażu. A śmiechu Pawła chyba nikt z nas nie zapomni :-) Granicę serbsko-węgierską w obie strony przekroczyliśmy szybko i sprawnie, mimo że w tym czasie były problemy z uchodźcami. Mile zaskoczyła nas zwłaszcza podróż powrotna, spodziewaliśmy się wielkiej kolejki autokarów do granicy i długiego oczekiwania. Mieliśmy szczęście, bo przed naszym przyjazdem na granicę właśnie otworzyli nieczynne przez jakiś czas przejście, więc było jeszcze luźno. Minął już miesiąc od powrotu, a my wciąż nie możemy wrócić do siebie i czekamy na kolejne spotkanie z Bałkanami… Zamierzamy wrócić do Ochrydy, bo kilka godzin spędzonych w tym cudnym miejscu to tylko zachęta. Tym razem zdecydowaliśmy się na oba fakultety, więc zabrakło czasu na dłuższy samodzielny spacer po mieście. Część z naszej wycieczki zwiedzała miasto nocą i narobili nam sporego apetytu. Na szczęście Ochryda jest punktem programu kilku różnych bałkańskich imprez organizowanych przez to biuro. To prawda, że Bałkany mają w sobie jakąś magię i że raz odwiedzone, przyciągają z powrotem jak magnes….

    Jola - 23.10.2015

    75/79 uznało opinię za pomocną

  • 6.0/6

    PO BAŁKAŃSKU

    Trasa wycieczki widzie przez Serbię,Bułgarię,Macedonię.Podczas przemierzania całej trasy odwiedziliśmy perełki które każdy musi zobaczyć będąc w tych krajach.Pierwszą taka perelką był zespół klasztorny Monastyr Rilski w Bułgarii kolejnymi to miejscowość Ohryd nad Jeziorem Ohrydzkim w Macedonii, Kanion rzeki Uvac w Serbii oraz kanion rzeki Matka w Macedonii. Polecam także wieczór Macedoński rewelacyjna zabawa całej grupy.

    KRZYSZTOF - 18.04.2014

    7/7 uznało opinię za pomocną

167891032
telefon

Pobierz aplikację mobilną Rainbow

i ciesz się łatwym dostępem do ofert i rezerwacji wymarzonych wakacji!

pani-z-meteracem