Kategoria lokalna: 4
Zastanawiasz się, czy ten hotel to dobry wybór? Wpisz pytanie, a dostaniesz podsumowanie wszystkich opinii naszych gości.
1.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Moje wrażenia są bardzo negatywne rozczarowała mnie pani rezydent swoją postawą panie sprzątające nie wykonywały swoich obowiązków w pokojach wszech obecna wilgoć na siłowni kapała woda z sufitu nie mówiąc już o smrodzie to co jest na folderze zupełnie nie oddaje rzeczywistości
1.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wybraliśmy ten hotel tylko ze względu na wysoką ocenę na stronie internetowej Rainbow, która w chwili rezerwacji widniała jako 5.4, a wg. Rainbow ten hotel ma 4* lokalne. Uważamy, że zostaliśmy wprowadzeni w błąd, a te komentarze tu i oceny, to zwykła manipulacja. Ten hotel nie posiada naszym zdaniem żadnych gwiazdek, gdyż prawdopodobnie nie przeszedł procesu certyfikacji i żadne gwiazdki na nim nie widnieją, ani na szyldach, ani w holu. Jeździmy na wakacje tylko do hoteli 4 i 5 gwiazdkowych od ponad 30 lat, a w Turcji też nie byliśmy pierwszy raz i to był NAJGORSZY hotel w jakim spędziliśmy wakacje. W opisie widnieje, że pokoje mają 30 m. kw., a w rzeczywistości musieliśmy spędzić 2 tygodnie w klitce, w której można było tylko leżeć, nie miała chyba nawet 20 metrów (zdjęcie w załączeniu), dosłownie nora. W pokoiku TV z niedziałającym pilotem, próbowano wymieniać w nim baterie 3 krotnie, aż w końcu obsługa całkowicie zabrała baterie i nie wróciła więcej, co było o tyle uciążliwe, że TV miał tylko jeden przycisk Power, nie można było w odbiorniku ani zmienić kanału, ani ściszyć, itd.. Na naprawę zepsutego sejfu w pokoju czekaliśmy 2 dni. Do pokoju dostaje się jedną kartę wstępu, która służy także do uruchamiania prądu w pokoju, co oznacza, że przy wyjściu zabiera się kartę i wyłącza się klimatyzację, więc po plaży, wycieczce, czy nawet posiłku, wraca się do nagrzanego słońcem pokoju, w którym nie ma jak oddychać, a klimatyzacja działała słabo. Drzwi balkonowych nie dało się zamknąć tak, aby nie można ich było otworzyć z zewnątrz, co nas stresowało, gdyż do znajomych w hotelu na Majorce wszedł w nocy złodziej po balkonach, gdy oni spali w pokoju. Dodatkowo drzwi balkonowe nie były szczelne, co powodowało, że hałas samochodów przejeżdżających ruchliwą ulicą, uniemożliwiał spokojny sen w nocy. Jedzenie było najgorszej jakości, jaką można sobie wyobrazić, dosłownie garmażeryjne. Mrożone frytki (czasem inne formy mrożonych ziemniaków) wsypywane do oleju przy gościach z worków jak z marketu, puree z proszku, surowe w środku kotlety mielone robione na tzw. live cooking (kolejnego dnia podawane w sosie), kotleciki z indyka pływające w cuchnącej zalewie, wyciągane na widoku na patelnię z wielkiego plastikowego wora, wędlina do śniadań, to trzy, codziennie te same mortadele, a pizza z mortadelą udającą salami, lub z kukurydzą, to specjalność tego ‘zakładu’. Potrawy obiadowe często zimne, mięso wysuszone. Desery najtańsze, sztucznie barwione ciasta, baklawy nasączane syropem z wody i cukru zamiast miodem, itd. Nie jestem wybredny, w dzieciństwie smakowała mi nawet szkolna stołówka w PRL’u, ale pierwszy raz w życiu, zdarzyło mi się w hotelu trzykrotnie niczego nie wziąć na talerz podczas kolacji. Nawet krojone sałatki warzywne, były czasami z nieświeżych warzyw (dużo sałatek z surowych warzyw, ale w prostej konfiguracji: sam pomidor, pomidor z ogórkiem, pomidor z cebulą, pomidor z ogórkiem i cebulą, pomidor z ogórkiem i sałatą i cebulą, pomidor z sałatą, sama cebula, sam ogórek, sama sałata, wiele półmisków, ale ta sama historia…). Wina do posiłków, to najtańsze sikacze, ledwo przypominały smak wina, serwowane niezmiennie w brudnych kieliszkach. Ogólnie na jakąkolwiek elegancję, wymóg długich spodni do kolacji, jak to jest w szykownych hotelach, tu nie ma co liczyć. Cieszysz się, że krzesło jest suche, gdy nikt w mokrych kąpielówkach wcześniej na nim nie siedział. Napoje w barach podawane w tak brudnych naczyniach, że nie da się tego opisać, szkło tłuste, z odciskami palców, zaciekami, proszę zobaczyć na zdjęciach, zwykły skandal. Po 3 dniach my i duża część gości miała zatrucie pokarmowe. Wiemy, gdyż wszyscy spotykali się w oddalonej od hotelu 150 metrów w stronę morza aptece, gdzie kupowaliśmy środki na zatrucie i probiotyki (dwa dni leżenia w łóżku z potwornym bólem brzucha i z zawrotami głowy). Widzieliśmy, że część gości hotelowych, mimo opasek AI, stołowała się w pobliskich restauracjach, których w tym mieście na szczęście nie brakuje. Basen mały, zatłoczony, nie da się popływać, brudny, woda wręcz mętna, cuchnąca chlorem, skorzystaliśmy tylko w pierwszy dzień i chodziliśmy później nad morze. Co ciekawe, pewnie ktoś zgłosił zastrzeżenia do czystości, gdyż wychodził tam jakiś człowiek w białym kitlu i pobierał do próbówek wodę do badań. Oczywiście leżaki przy basenie pozajmowane od wczesnego rana, nikt z obsługi tego nie pilnował. Czytaliśmy w komentarzach jakieś zachwyty, że nad morzem panowie z obsługi rozdają zimną wodę, tyle tylko, że okoliczne hotele na tej samej plaży mają swoje pełnoprawne bary AI, lepsze leżaki z materacami, utwardzone ścieżki pomiędzy nimi, parasole do każdej pary leżaków. Tu były stare plastikowe, brudne klejące się leżaki, tylko część miała parasole, połamane stoliczki pamiętające chyba ubiegły wiek, ale te warunki były i tak lepsze, niż nad śmierdzącym basenem. Plaża ogólnodostępna, więc średniej czystości, pety, śmieci, itd. ale szeroka z pięknym widokiem na port i półwysep z zabytkową cytadelą. Do plaży niby tylko 300 metrów, ale trzeba pokonać bardzo ruchliwą drogę, gdzie za każdym razem, aby przez nią przejść ryzykowało się życiem, gdyż piesi na przejściach nie mają w Turcji pierwszeństwa. Hotel oferuje niby All Inclusive Ultra. Te ‘ultra’. zdaje się ma polegać na serwowaniu alkoholu do północy. W tym problem, że jak wszystko w tym hotelu, alkohol był najgorszego sortu. Zamiast whisky lano jakiś waniliowy brązowy roztwór, drinki miały smak słodziku, jedynie pijalne było piwo i wódka. Nawet ich narodowe Raki, w dzień jeszcze było firmowe, ale często wieczorami to się kończyło i już lali jakiś trunek o jakości bimbru z aromatem anyżowym. Alkohol podawany jest jedynie w barze przy basenie. Bar jest otwarty na ulicę, co oznacza brak klimatyzacji (były tylko dwa wiatraki sufitowe na całą jego powierzchnię), brud, wilgoć, wieczorami klimat jak w saunie i do tego co wieczór, kończył się lód do drinków, więc tych ciepłych słodkich zlepków i tak nikt nie chciał pić, chyba, że był już mocno wstawiony, a takich w tym ponurym miejscu nie brakowało. W barze wieczorem, nastrój depresyjny powiększał widok starych stolików bez obrusów z zardzewiałymi nogami, żółte światło i animacje (kulturalne) rodem z wiejskiego wesela. Obsługa lepiej mówi po rosyjsku, niż po angielsku. Tylko w recepcji można się swobodnie porozumieć w języku Albionu. W całym hoteli dostępne jest Wi-Fi. Ale jak to tutaj, nic nie może działać tak, jak powinno. Transfery dochodziły do 20 KB/s, więc o obejrzeniu czegoś z YT, N, itd. Można zapomnieć. Dodatkowo Internet rozłączał się średnio 5 do 10 razy na godzinę, lub po przemieszczeniu się w ramach hotelu, co każdorazowo wymagało wpisywania od nowa hasła, aby się z nim ponownie połączyć. Sprzątanie pokoi w hotelu to osobna historia, pobieżne i niesolidne. Łazienka bardzo mała (siedząc na toalecie, można było myć nogi pod prysznicem), niska (sufit poniżej 2m), ręczniki wymieniane najczęściej co dwa dni, więc nawet jak pobrudzisz ręczniki, rano zrzucisz je na ziemię, oraz zostawisz na nich spory napiwek, to i tak ci je odwieszą brudne na haczyk, jeżeli nie upłynęły dwie doby od wymiany. Szyb od prysznica nikt chyba nigdy nie przetarł (załączam zdjęcie), grzyb na fugach. Z pozytywów, to hotel prezentuje się ładnie od fasady, jest estetycznie pomalowany, ma ładną wyremontowaną recepcję, ładne lobby i nowy klimatyzowany lobby bar (niby otwarty do 5:00 rano, ale w którym możecie zamówić jedynie prostą kawę, herbatę i wodę, po wejściu tam z drinkiem wyganiają). Przed hotelem fajny 'Detox bar', w którym serwują lody i różne kawy, (same wodniste napoje typu detox, to raczej chwyt marketingowy). Świetna lokalizacja, blisko morza, bazaru (100m w prawo od hotelu w poniedziałki), przystanku miejskich autobusów, którymi za 40 lir tureckich można dojechać w 20 minut do centrum (linia 1 i 101). W okolicy 4 polskie biura wycieczek i jeszcze więcej tureckich. Goście egzotyczni, wielu Rosjan, szczególnie z azjatyckiej części tego kraju, sądząc po rysach, także wielu Turków. Obsługa oczywiście miła, ale z niemiłą, nigdy, w żadnym hotelu się nie spotkaliśmy. Nie polecamy tego hotelu, to skandal, że Rainbow oferuje go klientom, w tej cenie i jako hotel 4 gwiazdkowy, czy też 4 słoneczkowy. Pozytywne opinie mogli wystawić tylko goście, którzy nigdy w życiu nie byli nigdzie indziej i nie znają standardów hotelowych i żywienia, oraz podstawowych zasad higieny, o ile wystawiali je rzeczywiście turyści, a nie pracownicy, czy sztuczna inteligencja. Nie mamy pretensji do obiektu, to po prostu tani hotel dla lokalnych gości z innymi standardami czystości i dla osób przejezdnych, zatrzymujących się w nim na góra 1-2 dni. Mimo wszystko, wakacje oceniamy pozytywnie, gdyż Turcja i Alanya to piękne miejsce, lecz nie dzięki zakwaterowaniu w tym hotelu, ale pomimo niego. Widzę, że Rainbow w ramach manipulacji opiniami, po kilku wrzuconych tu przez poprzedników, realnych fotkach z tego miejsca, wyłączył dla tego hotelu możliwość dodawania zdjęć, ale nasze można obejrzeć na stronie tripadvisora, gdzie umieściliśmy dla Hotelu Citrus Plaza tę samą opinię.