5.1/6 (126 opinii)
5.0/6
Nepal to specyficzny kraj. Bieda widoczna jest na każdym kroku, a pomimo tego ludzie są naprawdę zadowoleni z tego co mają. Wszędzie spotkać można uśmiechniętych i bardzo życzliwych Nepalczyków. Jadąc na wycieczkę objazdową U podnóża Himalajów najlepiej nastawić się na to, żeby na nic się nie nastawiać. Jak coś się uda zobaczyć, to super, a jak nie to nie i już. Po przylocie do Nepalu (podróż trwała kilkanaście godzin i były to godziny wieczorne i nocne) myśleliśmy, że zaplanowane na ten dzień zwiedzanie będzie katorgą - na szczęście myliliśmy się :) Po formalnościach na lotnisku jest przejazd do hotelu i możliwość odświeżenia się. Dopiero później rozpoczyna się zaplanowane na ten dzień zwiedzanie. Zobaczyliśmy stupę Boudhanath i mieliśmy czas na zjedzenie Momo (bardzo popularne lokalne pierożki - najczęściej z kurczakiem lub wegetariańskie, czasem z serem). Następnie otrzymaliśmy informację, że szykuje się okienko pogodowe i istnieje szansa na zobaczenie gór, dlatego jest możliwość wjazdu kolejką linową na Chandragiri Hills (fakultet). Tuż po wjeździe na szczyt widać było jedynie jeden wierzchołek, jednak w ciągu 30 min chmury obniżyły się na tyle, że widoczna była cała panorama szczytów. Piękny widok. Tego dnia nie udało się dojechać do kompleksu świątyń hinduistycznych Paśupatinath nad świętą rzeką Bagmati - ten punkt programu zaliczyliśmy ostatniego dnia w drodze na lotnisko. Kolejnego dnia, dla chętnych, odbył się lot nad Himalajami. Pogoda była naprawdę dobra, a personel pokładowy rozdawał plan szczytów oraz na bieżąco wskazywał kolejne mijane góry. Po śniadaniu udaliśmy się do miasta Patan, gdzie zobaczyliśmy świątynie buddyjskie i odwiedziliśmy lokalną Kumari. Odwiedziliśmy również wytwórnię śpiewających mis. Niestety - ze względu na poranny wypadek, gdzie spadając z krawężnika udało mi się obić oba śródstopia - nie udało mi się zwiedzić miasta Kirtipur, gdzie można było zobaczyć oryginalną siatkę ulic, stare ceglane domy oraz świątynie. Zostałam w autokarze i wraz z kierowcą odwiedziłam lokalny warsztat samochodowy, gdzie wykonano drobną naprawę autokaru. Następnie udaliśmy się do Bhaktapur, gdzie ze względu na kontuzję musiałam zrezygnować ze zwiedzania trzeciego co do wielkości leżącego w Dolinie Katmandu newarskiego miasta, w którym można było zobaczyć Durbar Square oraz świątynię Nyatapola. Grupa wróciła zachwycona klimatem i architekturą miasteczka. Kolejnym punktem programu był klasztor Thrangu Tashi i stupa Namobuddha. Dojście miało być krótkie i łagodne, jednak po drodze były dość strome podejścia i cała masa schodów. Niemniej warto było się pomęczyć, bo klasztor był niesamowity - pełen kolorowych flag z nadrukowanymi modlitwami, mandalami z życiem Buddy i drogą do Oświecenia. Z trekkingu zrezygnowałam. Z relacji wiem, że zejście było dość strome, ale przyjemne, a odwiedzane wioski pozwalały na obserwację codziennego życia na wsi. Po noclegu w Dhulikhel rozpoczęła się nasza podróż do Pokhary. Droga jest w większości nieutwardzona i kręta (prawie 200 km placu budowy), dlatego jedzie się ok. 20-30 km/h. Podobno na trasie są miejsca, gdzie (przy dobrej pogodzie) można zobaczyć góry. Nam się to nie udało. Tumany kurzu na drodze do Pokhary czasem ograniczały widoczność do kilkudziesięciu metrów. Biorąc pod uwagę inne mijane środki transportu oraz fakt, że nasz autokar miał nawiew, można śmiało stwierdzić, że warunki podróży były o wiele wyższe niż w lokalnej komunikacji. Następnego dnia rano miały się odbyć wycieczki do Sarangkot na zapalanie szczytów, przelot helikopterem do Annapurna Base Camp oraz lot paralotnią (fakultety). O ile zapalanie szczytów i lot paralotnią udało się zrealizować (choć zdania o zapalaniu szczytów były podzielone, bo część wróciła zachwycona, a część stwierdziła, że to zwykły wschód słońca), to niestety na Annapurnie były mocne opady śniegu i helikoptery nie latały. Po odwołaniu lotów zwiedziliśmy obóz dla uchodźców tybetańskich nazywany Małym Tybetem oraz wspięliśmy się do górującej nad miasteczkiem Stupy Pokoju. I znów, przy dobrej pogodzie widać z góry Himalaje, jednak nam nie było to pisane. Po południu pływaliśmy wielkim (10 os.) rowerem wodnym/barką po jeziorze. Pogoda nie pozwoliła na oglądanie odbicia gór w tafli jeziora, ale i tak miło spędziliśmy czas. Z Pokhary wyjechaliśmy dopiero koło południa. Dzięki elastyczności naszej Pani Pilot mieliśmy kolejne, niestety też nieudane, podejście do lotu do Annapurna Base Camp. Ze względu na późny przyjazd do Chitwan nie udało nam się odbyć spaceru do punktu widokowego nad rzekę na zachód słońca. Dzień spędzony na aktywnym wypoczynku wśród zieleni Parku Narodowego Chitwan był pełen wrażeń. Wcześnie rano pojechaliśmy na jeep safari (warto ubrać się nieco cieplej). Następnie była możliwość zwiedzania Parku na słoniu (fakultet). Dopiero podczas takiego "spaceru" udało nam się zobaczyć z bliska nosorożce, małpy, wielkie stada saren i liczne ptaki. Wielkim przeżyciem był też spływ tradycyjnymi łodziami wydrążonymi z jednego pnia drzewa kapokowego po rzece Rapti. Krokodyle były na wyciągnięcie ręki, jeden nawet się ruszył i wpłynął pod naszą łódź! W drodze było już słychać zbliżającą się burzę, dlatego cała grupa zgodnie postanowiła zrezygnować ze spaceru po dżungli i od razu przejść na farmę słoni. Poznaliśmy historię tego miejsca. W drodze do samochodów zaczęło padać, dlatego tego dnia również nie udało się zrealizować spaceru na zachód słońca. Podczas podróży powrotnej do Katmandu zatrzymaliśmy się przy moście wiszącym nad rzeką, miał kilkaset metrów i dostarczył masę wrażeń. Późnym popołudniem udaliśmy się do stupy Svayambhunath, gdzie mieszkają stada małp. Trzeba uważać, bo jak ma się na widoku coś do jedzenia, to małpy potrafią się na to rzucić. Zachód słońca widoczny ze wzgórza zapierał dech w piersiach. Kolejnego dnia chętni mogli polecieć pod bazę na Evereście (fakultet). Po południu udaliśmy się na Durbar Square w Katmandu. Mieliśmy okazję zobaczyć wiele świątyń, w różnych stylach architektonicznych oraz bogato zdobiony pałac Kumari, która na krótką chwilę pojawiła się w oknie. Kolacja serwowana była w lokalnej, newarskiej restauracji połączona z pokazem tańców i muzyką na żywo. Na zakończenie naszej wycieczki, już w drodze na lotnisko, odwiedziliśmy największy kompleks świątyń hinduistycznych Paśupatinath nad świętą rzeką Bagmati, gdzie odbywają się kremacje zwłok. Trafiliśmy akurat na kremację ważnego urzędnika państwowego, dlatego rytuał przygotowania stosu pogrzebowego był nieco bardziej podniosły niż innych, które odbywały się w tym samym czasie. PODSUMOWUJĄC: 1) Nepal to niezwykły kraj, z bogatą kulturą i tradycją, który na pewno warto odwiedzić. Warto się przy tym na nic nie nastawiać i dać się zaskoczyć. 2) Od ludzi tu mieszkających naprawdę można się wiele nauczyć. Przede wszystkim tego, że nawet jeśli mamy niewiele, to warto to docenić i cieszyć się z tego co mamy. 3) W dalszym ciągu, w wielu miejscach, widoczne są skutki trzęsienia ziemi z 2015 roku. 4) Himalaje widać lub ich nie widać, wszystko zależy od pogody. Dlatego warto wykupić fakultety - lot nad Himalajami, wjazd kolejką na Chandragiri Hills lub lot do bazy na Annapurnie, wtedy mamy prawie pewność, że góry zobaczymy :) 5) Hotele były różne w zależności od miejsca, jednak pozytywnie nas zaskoczyły - naszym zdaniem były naprawdę na poziomie (może z wyjątkiem Chitwan, gdzie i tak nie mieliśmy dużych oczekiwań, choć i tak było OK). 6) Generalnie jedzenie było w większości lokalne i każdy znajdował sobie coś dla siebie. Choć zdarzało się, że wybór był niewielki. W każdym razie wszechobecne były pierożki Momo, więc jak ktoś się nie najadł zawsze mógł, za naprawdę niewielkie pieniądze, zaspokoić głód. 7) Pani Pilot miewała lepsze i gorsze chwile. Tak po ludzku odczuwała zmęczenie na równi z nami. Niemniej opowiedziała co nieco o odwiedzanych miejscach, Nepalu, kulturze, tradycji i religii. Dla jednych to był ogrom informacji, inni czuli lekki niedosyt - my zaliczamy się do tej drugiej grupy. 8) Program wycieczki jest dość lekki i w wielu miejscach mieliśmy czas wolny zarówno na szaleństwa zakupowe, jak i samodzielne błądzenie po uliczkach miast, w których nocowaliśmy. Nawet mimo kontuzji doznanej drugiego dnia zwiedzania miałam czas na regenerację i dzięki temu udało mi się uczestniczyć w zdecydowanej większości punktów programu.
Ola i Przemek, Poznań - 12.03.2024 | Termin pobytu: luty 2024
31/31 uznało opinię za pomocną
5.0/6
Na największą pochwałę zasługuje pilotka pani Karolina. Poziom przekazywanych wiadomości i prowadzenie wycieczki na bardzo wysokim poziomie. Uczestniczyłem w wielu wycieczkach lecz tą pilotkę zaliczam do grupy najlepszych. Program wycieczki dość intensywny - nie było wiele "teraz czas wolny i róbta co chceta".
EDMUND , STAWIGUDA - 22.04.2023 | Termin pobytu: marzec 2023
2/5 uznało opinię za pomocną
5.0/6
pobyt w bazie na Annapurnę niezapomniany, wart każdych pieniędzy, warto, trzeba tam być, tam czuje się najwyższe góry świata
Ewa, Kraków - 11.03.2025 | Termin pobytu: luty 2025
4/4 uznało opinię za pomocną
4.5/6
Komentarz odnosi sie do wycieczki do Nepalu, ktora odbyla sie w lutym 2023. Nepal - kraj, kultura bronią sie same. Naprawde warto pojechac i zobaczyc. Wycieczka Rainbow "U podnoza Himalajów" jest ciekawa, dobrze zaplanowana i wszystko byloby super, gdyby nie... Na lotnisku okazało sie, ze kilka osob ma do Dubaju bilet Stand-by, co oznacza, ze linia sprzedala wiecej biletow i jesli wszyscy pasazerowie sie pojawia, to nie bedzie dla nas miejsca w samolocie i tym lotem nie polecimy. To taki lekki zaskok na dzien dobry... Po zgloszeniu tego do biura, Rainbow odpisalo, ze jest mu przykro. Mnie bylo jeszcze bardziej przykro, kiedy byłam zestresowana na lotnisku... Bez komentarza... Dostaliśmy informacje, ze caly przelot z przesiadka w Dubaju ma byc obsługiwany przez linie lotnicze Emirates... Tutaj kolejna niemiła niespodzianka, bo z Dubaju do Kathmandu przelot odbywal sie liniami FlyDubai. Komfort lotu tanimi liniami oraz posiłek, ktory jest serwowany na pokladzie bardzo rozni sie od Emirates. Rainbow twierdzi, ze nie wiedziało, ze do Kathmandu leci FlyDubai (?!) i ze wszystko jest ok, bo lot sie odbyl i wszystkie swiadczenia mialy miejsce... To rowniez pozostawię bez komentarza (nie wiem tylko dlaczego wprowadzają klientów w błąd...?). Pilotka Pani Monika... Niby sympatyczna osoba, nawet pomocna, jesli byla taka potrzeba... szkoda tylko, ze niewiele sie od niej dowiedzielismy o Nepalu. Jakby zsumowac to, ile mowiła w autobusie, to moze uzbierałoby sie ze 2 godziny na caly pobyt (trochę malo). Tutaj od razu dodam, ze pilot nie jest przewodnikiem i nie ma obowiązku opowiadać o danym kraju i zabytkach, bo to jest zadanie lokalnego przewodnika, choc czesto z wygody piloci mówią od siebie, nie tłumaczą lokalnego przewodnika. Tylko, ze na naszej wycieczce również nasza lokalna przewodniczka "Sara" niewiele powiedziala (moze ze 30 min. by sie uzbieralo). Ani jedna ani druga Pani sie tutaj nie popisaly. Podczas podrozy do Pokhary byl problem z mikrofonem, wiec usprawiedliwiały się tym i wzdychaly, ze chcialy cos opowiedziec, ale sie nie dalo. Jak w koncu sie udalo przekazac te informacje, to trwalo to moze 20 min!!! Osoby z grup prosiły, ze rozwinac jakies tematy, ale na prosbach sie skonczylo, ewentualnie temat byl wyjasniony w 2 zdaniach. Bedac w Nepalu, nie został poruszony temat gor, zdobywcow szczytow, nic (?!), bylo tylko krotko o szerpach... Natomiast bylo milo patrzec, jak obie Panie sie zaprzyjaznily, robily wspolnie zakupy etc, fajnie, ale szkoda, ze o nas zapomnialy. Mam ogromny niedosyt, a czytajac inne recenzje o fantastycznych pilotach na tym kierunku, mam ogromne poczucie żalu oraz zmarnowania czasu urlopu i pieniedzy. Komunikacja - kolejna rzecz, ktora szwankowala, np. fakultety, pilotka wspomniala tylko o kilku, ktos sie zapytal o paralotnie, to zostal zapisany, a czesc grupy nawet nie wiedziala, ze sie odbeda, choć finalnie nic nie wyszlo ze wzgledu na pogode. I bylo mnostwo takich sytuacji, ale szkoda nawet opisywac. Jesli ktos chce sie udac na Sarangkot na zapalanie szczytów - niech sam we wlasnym zakresie sprawdzi pogode (male sa szanse na dobra widocznosc), zaoszczędzi nie tylko pieniadze ale i pobudke bladym świtem. To samo sie tyczy wycieczki kolejką linową na Chandragiri Hills, czesc osob nie wiedziala nawet kiedy Pilotka robila zapisy i zbierala pieniadze, ale dzieki temu zaoszczedzili, bo Ci, ktorzy pojechali nic nie zobaczyli. Warto samemu sprawdzic pogode, jesli pilot tego nie zrobi. Chitwan - tutaj hotel zdecydowanie najslabszy, karaluchy (!!) biegajace po pościeli...i niezbyt czysto. No ale tam tak jest, to nie jest zaden zarzut, trzeba byc na to przygotowanym. Pilotka zle zorganizowala czas: miedzy zwiedzaniami dawala ok. 1,5h czasu wolnego, gdzie nie opłacalo sie ani isc do miasta, np. na masaż czy do restauracji, a w hotelu tez nie bylo co robic (siedzenie w pokoju z karaluchami - slaba opcja). Pogoda na wyjezdzie - mozna sprobowac sprawdzic przed wyjazdem jakie sa prognozy - u mnie sie sprawdzilo. Poranki i wieczory chlodniejsze, w ciagu dnia cieplo. W Chitwan bylo upalnie. Obuwie - niskie buty trekingowe ok, ale adidasy wystarcza. W Chitwan wziac koniecznie sweter, szal na powrot z safari. Jak sie wyjezdza jest bardzo cieplo, jak sie wraca, to w odkrytym samochodzie jest bardzo zimno!! Warto kupić wyroby z kaszmiru, paszminy, wełny yaka, przyprawy, kawę nepalską, rum khukri. Mozna sie zaopatrzyc w ubrania sportowe (naprawdę we wszystko, co jest w naszych sklepach sportowych) w duzo nizszych cenach. Koniecznie trzeba spróbowac pierożków momo (wegetariańskie i mięsne), napój lassi i jogurt juju. Zakupy - niby taniej w Kathmandu niż w Pokharze, ale moim zdaniem ceny podobne, zalezy od sprzedawcy. Można sie targować, ale czesto sie nie udaje, wtedy warto odpuścić i szukac tego samego towaru gdzie indziej. We wszystkich hotelach klimatyzacja, w Kathmandu bylo chlodniej, ale nie trzeba bielizny termicznej. W kazdym hotelu 1 litr wody pitnej na osobe i w autobusie tez codziennie byla rozdawana butelka wody. Czajnik i herbata, kawa jest dostepna w kazdym pokoju. Dla narzekaczy - toalety często „na malysza” i bez papieru toaletowego, wiec jak ktos ma z tym problem i stroi fochy, to niech lepiej zrezygnuje z wyjazdu. Trasa z Kathmandu do Pokhary (ok. 250 km) trwa min. 10h, u nas ponad 11h, bo jest na calej dlugosci remontowana. Wiele osob narzeka... Tutaj tak wlasnie wygladaja drogi, tak sie jezdzi i to jest wlasnie prawdziwy urok tego miejsca. Komus nie pasuje, niech wybierze inny kierunek zwiedzania, naprawde. To nie jest powód do narzekania… Wiza - wypełniony formularz online w Polsce jest niewazny. Wizę wyrabia sie w automacie na lotnisku po przylocie do Kathmandu, 2 Panie z obsługi pomagały - wystarczy zeskanować paszport i wypelnic reszte brakujacych informacji, nastepnie trzeba zrobic telefonem zdjecie wypelnionego formularza, udac sie do urzednika, zaplacic 30 USD za wize na 15 dni i gotowe. Jesli ktos nie ma drobnych 30 USD, reszte wydaja w rupiach, ale mozna prosic o wydanie w dolarach. Certyfikat szczepienia covid jest sprawdzany przed wejsciem na lotnisko w Kathmandu. Warto wziąć rzeczy dla dzieci: zabawki, kredki, ubrania, cokolwiek, tylko nie cukierki (brak dentystów a jesli sa, to koszty leczenia, naprawde wyrzadza sie duza szkodę). Podsumowanie: Nepal piękny, warty odwiedzenia, życzę tylko trafić na dobrego pilota :)
Uczestnik - 16.04.2023 | Termin pobytu: luty 2023
21/21 uznało opinię za pomocną