Opinie o Kenia i Tanzania




Zweryfikowane treści - Opinie pochodzą od Klientów, którzy odwiedzili dany hotel lub uczestniczyli w wycieczce objazdowej.
Dowiedz się, co sądzą inni
Nowość AIZastanawiasz się, czy ta wycieczka to dobry wybór? Wpisz pytanie, a dostaniesz podsumowanie wszystkich opinii naszych gości.
0.5/6
Czy ta opinia była pomocna?
ORGANIZACYJNY DRAMAT
Były Klient RAINBOW 03.04.2026 | Termin pobytu: marzec 2026 | Tagi: 46-55 lat, ze znajomymiKwestie organizacyjne wycieczki całościowo niszczą wszelkie pozytywne doznania jakie powinny towarzyszyć uczestnikom takiego Safari. O ile można zrozumieć poranny lub nocny wylot samolotu z Polski, z czym oczywiście wiąże się nieprzespana noc, pomijając kwestie żenującego pomysłu międzylądowania, to wyjazd na drugi dzień w kierunku Tanzanii o godzinie 04:30 po pierwszej nieprzespanej nocy zasługuje na miano doktoratu honoris causa. Hotel do którego przywozi się owieczki, to z reguły europejski barak o standardzie najwyżej 7.0 na popularnych portalach rezerwacyjnych. O ciepłej wodzie należy zapomnieć, a i ta zimna jest ewenementem. Ze względu na olbrzymią wilgotność powietrza spowodowaną bliskością Oceanu, smród pleśni w tzw. pokojach hotelowych będzie towarzyszący do chwili wyjazdu. Generalnie na zmrużenie oka po pierwszej nieprzespanej nocy, ma się dwie, może trzy godziny. Tak więc w drugim dniu tego survivala spora grupa uczestników przypomina zombie, kolebiąc się na prawo i lewo w podskakującym na nierównościach, kenijskim, zatłoczonym busiku. W kolejnych dniach jest o tyle lepiej, że codzienne wyjazdy są planowane na godzinę 06:30, co powoduje konieczność zjedzenia śniadania o 05:30, czyli pobudki o 04:30 lub wcześniej. W przedostatnim dniu tej hucpy, na popołudniowe safari wybiera się garstka uczestników, reszta chodząc ze zmęczenia na rzęsach pozostaje w lodgy na wypoczynek. Wisienką na torcie jest ostatni dzień, w którym uczestnicy pomimo podpisanych umów na trzykrotne wyżywienie w ciągu dnia, otrzymują jedynie śniadanie, które powinno wystarczyć do kolejnego poranka czyli do dnia powrotu do kraju. Ale hitem samym w sobie tego dnia jest wpisanie do planu wycieczki czasu na odświeżenie się w tzw. hotelu po powrocie z safari, a przed wylotem do Polski. Pani na recepcji o jedynym słusznym kolorze skóry w tej części świata, otwiera szeroko oczy i ze zdumieniem wysłuchuje dziwnych zapytań uczestników o możliwość skorzystania z tej formy „relaksu” po podróży. Kończy się zatem na czekaniu na lotniskowego busa w tzw. hotelowej restauracji w konsystencji kompletnie brudnej i przepoconej. Brawo! Kwestie finansowe nie odbiegają od tych organizacyjnych. Koszt safari podany w umowie, znacząco wzrasta po codziennym opłaceniu bagażowych, kelnerów, kierowców i wszystkich pozostałych wyciągających ręce. I zapewne przebywając w tej części świata można zaakceptować tego rodzaju zachowania i obdzielić wszystkich usługodawców po dolarze, to po chłodnej kalkulacji uczestnik wycieczki nabiera dystansu co do kwoty opłaconej na rzecz biura przed wylotem. Skoro koszt Safari na głowę znacząco przebija tysiaka zielonych, to co jest w cenie płaconej w formie rezerwacji. Przelot czarterem, brudny, śmierdzący hotel w Mombasa czy zwiedzanie Hurghady z lotu ptaka? W tym wątku najciekawszym epizodem jest pobór opłaty na safari, które odbywa się w busiku w drodze z lotniska do hotelu. Dwie osoby w koszulkach RAINBOW pobierają od uczestników zielone, po czym w połowie drogi opuszczają pojazd tłumacząc się koniecznością odbioru kolejnej grupy. Uczestnicy wycieczki pozostają bez pokwitowania i pieniędzy, z nadzieją że to byli pracownicy biura, a nie grupka dobrze zorganizowanych przebierańców. Postępowanie wysoce naganne. Świat zna wiele podobnych przypadków malwersacji finansowej. Tym razem skończyło się na strachu. Może fajnie się to czyta, ale jak się w tym uczestniczy to już nie jest tak różowo. Jeśli zatem ktokolwiek planuje tego rodzaju eskapadę w powyższej formie należy na kilka dni przed wylotem solidnie wyspać się i nabrać na miejscu sporego dystansu do wyrzucania na prawo i lewo jedno lub dwu-dolarówek, zapominając całkowicie o kosztach wycieczki opłaconych przed wylotem. Szkoda, gdyż przy odrobinie pomyślunku, wsłuchując się na miejscu w sugestie uczestników w zakresie odpowiedniego wypośrodkowania pory dnia i nocy, celem uniknięcia potężnego zmęczenia, można z tej partyzantki zrobić naprawdę fajne safari.