5.4/6 (127 opinii)
6.0/6
Hotel przepiękny w stylu domków suahili, nad samym brzegiem oceanu przy plaży Diani. Bardzo czysto - proszę powiedzieć obsłudze, że aż niepotrzebnie każdego dnia zmieniają pościel, po co tak niszczyć środowisko naturalne i zużywać wode ! Jedzenie pyszne, szczególnie owoce i soki ! Obsługa sympatyczna. Domki przepiękne, ogród cudowny. Rano i wieczorem można obserwować ptaki, jaszczurki, cudowne małpki, tylko NIE należy je karmić, szczególnie żywością przetwożoną jak chleb, jogurty (bo to dla nich szkodliwe), jedynie orzeszki albo owoce, ale jest to też złe, bo się je wtedy przyzwyczaja i potem same nie szukają sobie pożywienia w naturze i podobno mogą odgryźdź palec. Przepiękny ogród - szczególne wrażenie robią ogromne baobaby. Jedyny nieprzyjemny akcent - to w dniu wymeldowania podsunęli rachunek za napoje z baru, których nie brałam. Ale potem niby sprawa się wyjaśniła. Jednak historia powstania hotelu jest okrutna. Kolonizatorzy, tak jak na całym świecie, pozostawili po sobie ziarno goryczy w postaci wyboru jednego z plemion by przejęli po nich pałaczke i byli na ich usługach (neokolonializm). I takim plemieniem w Kenii są Kikuju. W latach 1988-1990 rządowy dygnitarz (oczywiście Kikuju) wyrógował siłą z tego terenu 4 rodziny rybaków z plemienia Digo, przy pomocy uzbrojonego wojska używając gazów łzawiacych. Po smierci dygnitarza, hotel jest w rękach jego dzieci. Z dnia na dzień rodziny te zostały bez dachu nad głową i bez żadnego wsparcia. Jedna z rodzin znalazła kawałek ziemi w wiosce za drogą, gdzie ojciec z trójką dzieci zdołał sklecić nowy domek. Jednak stres spowodowany tą tragedią wpłynął na jego zdrowie i po kilku latach zmarł a po nim jego żona. Dziś jego dorośli synowie - dwóch wysokich braci Ali oraz siostra z trójką dzieci (jej mąż również nie żyje) próbują jakoś zarobić na życie. Bracia po lewej stronie plaży oferują płynięcie oryginalną łódką dhow, dłubanką z jednego ogromnego pnia drzewa mango, słoną rzeką wzdłuż mangrowców. Wioślarz pokazuje i opowiada o tutejszym życiu i przyrodzie, o pojawiających się na brzegu ptakach i innych stworzeniach. Ja widziałam czaple, ibisy, zimorodki kolorowe i czarno-białe, ogromnego kraba. Można również odwiedzić wioske. Polecam - jest bezpiecznie i nie nachalnie. Bracia sprzedają również wycieczki lokalnego biura na wyspe Wasini i Shimba Hills, ale na tych akurat nie byłam, bo tydzień wcześniej byłam na objazdówce - Kenia Classic. Po prawej stronie plaży, za wojskowymi radarami, są namioty - Stella, gdzie można skorzystać z masażu. Polecam Izabelle - robi cudowny masaż całego ciała za 10 $. Kocham jednak ten kraj za ochronę natury - tutaj do kłusowników się strzela ! A nie jak w Polsce działają legalnie pod znakiem PZŁ i LP ! A mimo tego zwierząt i tak jest coraz mniej :(. Za kradzież żółwich jaj - co najmniej kara więzienia! Jest zakaz wwożenia toreb plastikowych pod rygorem wysokiej grzywny! Niedawno wprowadzono zakaz używania plastikowych słomek i w już loggach na Masai Mara są szklane butelki na wodę wielorazowego użytku zamiast plastikowych! Można ? Można !
6.0/6
Kolejny raz zachwyciliśmy się tym, co Kenia ma najlepszego. Przyrodą i wspaniałymi ludźmi. Piękne wybrzeże Diani ,urzekające Tsavo ,oszałamiające kolory kobiecych kang i zapach Afryki chłonęliśmy wszystkimi zmysłami i zachowamy w sobie do czasu kolejnej podróży. Dziękujemy Ci Tęczo. Z Wami wszystko jest prostsze. Elżbieta i Piotr.
6.0/6
W hotelu spędziliśmy 2 tygodnie i definitywnie polecamy. Hotel składa się z wolnostojących domków na bardzo rozległym terenie. Pokoje z tarasami czyste i zadbane, sprzątane codziennie. Pół litra wody dostarczane każdego dnia. Plaża bezpośrednio przy obiekcie, a także dostępne bezpłatnie leżaki i ręczniki plażowe zarówno na plaży jak i przy basenie. Jedzenie dobre, lecz powtarzalne, ale każdy znajdzie coś dla siebie. Pyszne owoce i świeże soki. Obsługa bardzo miła i pomocna. Beachboysi nie mają wstępu na teren hotelowej plaży, nie są nachalni, ale korzystają z każdej okazji, żeby coś sprzedać. Hotel znajduje się około 4 km od dobrze zaopatrzonego sklepu Carrefour, do którego łatwo dostać się tuk-tukiem. Małpy na terenie hotelu nie są groźne i stanowią dodatkową atrakcję, choć korzystają z okazji i lubią podkradać jedzenie. Pobyt uważamy za bardzo udany i w przyszłości chcielibyśmy tam wrócić.
6.0/6
Fantastyczne, bajeczne miejsce. Czyściutko, miła obsługa, kameralny hotel, doskonały dla osób szukających spokoju. Bardzo dobre jedzenie. Przed hotelem duża część plaży wydzielona tylko do użytku gości hotelowych, nie mają tam wstępu beach boysi i sprzedawcy. Oaza małp, trzeba uważać, ponieważ lubią podkradać turystom słodycze, ale poza tym są nieszkodliwe.