5.4/6 (84 opinie)
5.0/6
Impreza bardzo ciekawa dużo zwiedziliśmy dzięki przelotom wewnętrznym/ nie traciliśmy czasu na jazdę autobusem/. Kolumbia bardzo bezpieczna, wspaniała dżungla , miasta, tubylcy oraz wyspy karaibskie.
Sławomir, Radom - 18.03.2024 | Termin pobytu: luty 2024
20/23 uznało opinię za pomocną
5.0/6
Słysząc o wycieczce do Kolumbii niejedna osoba puka się w czoło, bo kraj ten wciąż kojarzony jest kartelami, narkotykami, i niekończącą się walką rządu z partyzantką. Warto jednak tam pojechać i przekonać się na własnej skórze, że te wszystkie stereotypy są już nieaktualne! Dzisiejsza Kolumbia to bezpieczny i otwarty kraj, który zachwyca przyrodą, zabytkami i gościnnością mieszkańców! Oczywiście jak wszędzie,( również u nas w kraju) należy przestrzegać pewnych zasad bezpieczeństwa, ale w czasie podróży, zwiedzania czy samodzielnych spacerów po miastach i miasteczkach, nigdy nie czuliśmy się zagrożeni. Jeśli więc ktoś chce poznać kolejny ciekawy kraj Ameryki Łacińskiej, to Kolumbia jest strzałem w dziesiątkę!
Paweł - 16.03.2019
9/11 uznało opinię za pomocną
5.0/6
Na wycieczce Cumbialumbia byliśmy w terminie 11-26 stycznia 2025r. To dobry czas bo było ciepło, słonecznie i nie padało. Nasza grupa liczyła 24 osoby, pilotką była Edyta. Loty tam i z powrotem obsługiwane były przez linię PLUS ULTRA. W naszym samolocie było sporo miejsca na nogi miedzy fotelami, jedzenie nie najgorsze, niestety z powrotem nie było dobre. Słaba rozrywka pokładowa i to tylko na własnych urządzeniach. Należy wypełnić formularz wjazdowy online. Niekoniecznie drukować bo nikt tego w Kolumbii nie wymagał ani nie pytał o to. To samo przy wylocie z Kolumbii. Na lotnisku w Cartagenie osoby 60+ mogą przejść do innej (krótszej) kolejki do odprawy. Po przylocie zakwaterowano nas w Cartagenie, w hotelu Cartagena Plaza. Całkiem przyzwoity hotel, przy niestety brzydkiej plaży chociaż gdyby pójść dalej to było coraz lepiej i woda czysta. Dotarliśmy do hotelu ok. godziny 22:00 i otrzymaliśmy jeszcze kolację. W Cartagena Plaza oprócz podstawowych rzeczy jak ręczniki, kosmetyki, sejf, woda była suszarka do włosów oraz żelazko i deska do prasowania. Następnego dnia zwiedzanie Cartageny . Autobus podwiózł nas do San Felipe a następnie busikami udaliśmy się do La Pope. Na koniec spacer/zwiedzanie starego miasta w Cartagenie z pilotką aż do ok. 14:30. Kto chciał zostać i nadal samemu wędrować po mieście mógł a kto chciał autobusem wrócić do hotelu musiał się stawić na zbiórkę. A do hotelu można było podejść pieszo ok.30min lub taxi po uprzednio ustalonej cenie z kierowcą. Nas to kosztowało 20 000 COP. W autobusie codziennie miała być woda rozdawana-0,5l na osobę. UWAGA-w kawiarniach, restauracjach itp. do rachunku doliczają jeszcze ok 10% (choć to różnie było) do ceny posiłku. Proponuję samemu udać się do dzielnicy Getsemani (naprzeciw Starego Miasta) bo jest bardzo ciekawa i kolorowa-murale. Przechodzi się przez park gdzie spotkać można leniwca, małpki i iguany. Kolejny dzień to przelot do Bogoty liniami AVIANCA. Wjazd kolejką na wzgórze Monserrate-miejsce kultu religijnego. Jest ono na wysokości 3152 m n.p.m. i większość osób to odczuła. Toalety są wszędzie płatne ok. 1000 COP. Krótki spacer po Bogocie i wejście do Muzeum Botero. Na koniec dnia zwiedzanie Muzeum Szmaragdów gdzie również można było zakupić biżuterię. Gdy płatność gotówką, w dolarach można, to upust. Zakwaterowanie w hotelu Metrotel Radisson. Następny dzień to z rana zwiedzanie Muzeum Złota. UWAGA-seniorzy mają bilet darmowy, za 0 (zero) COP. Proszę na to zwrócić uwagę i domagać się zwrotu pieniędzy. Atrakcja ta jest bowiem wliczona w pakiet który płacimy pilotowi. W ogóle jeśli nie uczestniczymy w jakiejś aktywności biletowanej to upomnieć się u pilota o zwrot. Potem wylot z Bogoty do Pereiry a stamtąd busem do Salento. Salento to cudowna, klimatyczna, kolorowa, jakby górska miejscowość, z mnóstwem hosteli rodzinnych, z turystami, knajpkami. My mieszkaliśmy w La Floriste. Małe pokoje z podstawowym, prostym wyposażeniem. Śniadania na tarasie z pięknym widokiem. Kolacje były w restauracji Camino Real, w centrum Salento. Warto się wybrać na wieczorny spacer po miejscowości. Mnóstwo sklepów z pamiątkami. Po nocy spędzonej w tym uroczym miejscu największa chyba atrakcja tej wycieczki-Valle de Cocora. Wyjazd jeepami spod hoteliku do doliny. Dolinę można przejść pieszo lub jechać na koniu. Tu pilotka nie oddawała żadnych pieniędzy osobom które nie jechały konno. Twierdziła, że cena biletu wstępu do Doliny jest jedna bez względu na sposób poruszania się po niej. A wydawać by się mogło, że jednak za konie się płaci. No cóż-do sprawdzenia. Pogoda nam dopisała i idąc pieszo zobaczyliśmy piękno tego miejsca w pełnej okazałości. Droga nie jest trudna tylko dosyć długa i cały czas jednak pod górkę. Są dwa punkty widokowe i sporo miejsc zaaranżowanych do ciekawych zdjęć. Rankiem następnego dnia czekała nas wycieczka znowu jeepami na plantację kawy. Całkiem ciekawa, poczęstowano nas kawą i opowiedziano o całym procesie przygotowania kawy. Można było wejść między krzaki i spróbować znaleźć czerwone owoce ale uwaga-prawie wszyscy zostali pogryzieni przez jakieś meszki i trudno się to goiło. Więc repelent konieczny. Oczywiście możliwy był zakup kawy. W tym samym dniu przelot z Pereiry przez Bogotę do Medellin. I zaczyna się koszmar. Do Bogoty wszystko OK. Ale lecimy liniami AVIANCA a te lubią odwoływać loty i spóźniać się. Biuro musi o tym wiedzieć ale, bez zastanowienia, rezerwuje lot za lotem z odstępem 1 godziny między nimi. To się nie sprawdza już od wielu wycieczek. Wystarczy, że lot z Pereiry do Bogoty się spóźni – a tak było-i nie zdążyliśmy na kolejny do Medellin. I tu wielkie podziękowania dla kolumbijskiego pilota który dwoił się i troił żeby znaleźć dla grupy miejsca w jakimś kolejnym samolocie. Tym sposobem spędziliśmy na lotnisku w Bogocie 6 godzin a do hotelu w Medellin dotarliśmy o godzinie 0:30 dnia następnego. Medellin – cmentarz z grobem Escobara a wcześniej pomnik jego ofiar. Ciekawa, kolorowa Comuna 13 na którą wjeżdża się ruchomymi schodami. To tu narodził się Hip-Hop i nadal króluje. Następnie kolejką linową/wagoniki przejechaliśmy nad dzielnicą 13 a metrem dojechaliśmy do Placu Botero. Na tym placu stoją rzeźby tego artysty. Ogólnie można się tu poczuć nieswojo, niezbyt bezpiecznie chociaż nic się nie działo. Panie lekkich obyczajów, trochę policji ale uważać trzeba. Nawet butelka z wodą wystająca z plecaka może okazać się atrakcją po którą miejscowy będzie chciał sięgnąć. Kolejny dzień zaczął się bardzo wcześnie-wyjazd 6:30. Jedziemy do El Penol-potężna granitowa formacja skalna. Można na nią wejść schodami i zejść z drugiej strony (ruch jednokierunkowy). Przy schodzeniu jednak może być nieco niebezpiecznie-schody nie są w pełni zabezpieczone. Kto nie wchodzi otrzyma zwrot pieniędzy (trzeba zgłosić przed zakupem biletów). Po tej atrakcji czeka kolejna-jazda tuk-tukami do Guatape bardzo kolorowej, klimatycznej miejscowości, z mnóstwem murali. I wszystko fajnie tyle, że zafundowano nam obiad już o 10:30. Potem czas wolny do 12:30 i znowu lotnisko. Trochę za wcześnie na lunch tym bardziej, że kolejny posiłek to dopiero śniadanie dnia następnego. W programie wycieczki nie ma mowy o locie z Medellin do Santa Marta z przesiadką. Są loty bezpośrednie. Cóż z tego – Biuro zafundowało nam kolejne zamieszanie z lotami. Znowu przesiadka w Bogocie, znowu opóźnienie samolotu z Medellin, znowu szybkie przebookowywanie biletów dla nas do Santa Marta i…o mały włos to by się nie udało. Lecieliśmy do Santa Marta ostatnim samolotem w tamtym dniu. Ktoś w Biurze chyba nie myśli jak rezerwuje loty. W Santa Marta ulokowali nas w hotelu Mercure. Spędziliśmy tam dwa dni. W tym czasie można było skorzystać z wycieczek fakultatywnych. 1. Minca. Szczerze mówiąc nieciekawa i droga jak na to co zobaczyliśmy. Spacer szeroką drogą w dżungli po której co rusz jechały samochody i motory czyli spacer w spalinach. Zboczenie na ścieżkę do mikrowodospadu i rzeczki przez którą trzeba było przejść na drugi brzeg. A tam tablice objaśniające dotyczące kawy, poczęstunek kawą i likierem kawowym, możliwość zakupu. Powrót tą samą drogą przez rzeczkę i ścieżkę do głównej drogi. Dalszy spacer do kolejnego wodospadu. Ścieżka bardziej stroma, z korzeniami wystającymi. Wodospad taki sobie a kąpiel w nim raczej nie wchodziła w rachubę bo było mnóstwo tubylców i brak miejsca. Przejście przez miejscowość do restauracji na lunch. Długa droga, przez inną część dżungli. Lunch OK a potem prelekcja o wodnych zwierzątkach, o bambusie i w końcu o czekoladzie połączona z poczęstunkiem i zajęciami praktycznymi. Powrót do busów znowu przez całą miejscowość i do hotelu. Nie polecam. 2. Park Tyrona. Część grupy wybrała się zupełnie indywidualnie-taxi do Santa Marta centrum i autobusem do Parku. Część z jakimś miejscowym biurem. Trasa niełatwa. Z atrakcyjnych zwierząt były kapibary. Czy warto-to już trzeba samemu ocenić. Zdania były podzielone. Koło hotelu w Santa Marta nie ma sklepu ale wychodząc z hotelu w lewo, idąc prosto do ruchliwej ulicy (niedaleko) mamy po drugiej stroni ulicy co najmniej 2 markety (ceny różne, towar też)-przejście nadziemne. A skręcając w prawo blisko jest całe centrum handlowe. Szkoda, że pilotka o tym nie powiedziała. Po pobycie w Santa Marta został już tylko przejazd i pobyt w Cartagenie. W tym dniu nie dostaliśmy wody w autobusie. Po drodze zatrzymaliśmy się przy pomniku Shakiry i ok. 14:30 byliśmy w hotelu Capilla del Mar. Inni uczestnicy wybrali inne hotele. Najbliżej Starego Miasta Cartageny był nasz hotel i Hyatt tak, że można było znowu indywidualnie udać się tam na spacer. Ponadto oba są na Bocagrande gdzie , jak to powiedziała jedna z turystek, jest życie, coś się dzieje, są sklepy i lokale. Hotel Capilla del Mar nie polecam. Jest skromny to OK ale bardzo ubogi w wyposażenie pokoju-brak wody bezpłatnej, kawy czy herbaty (co z tego, że jest ekspress jak nie ma kapsułek), żelazka i deski (co było w prawie wszystkich poprzednich). Nadto prawie wszyscy mieli z balkonu widok na budujący się wieżowiec zaraz obok i rozkopaną plażę której nie ma. Sama plaża też nieciekawa , woda brudna – trzeba pójść daleko w lewo by było fajnie. Jedzenie też jakoś niespecjalnie smaczne. Ogólnie wycieczka udana, godna polecenia, ciekawa. Tylko ta organizacja przelotów zostawia wiele do życzenia. Pilotka bardzo miła aczkolwiek mogłaby przekazywać więcej informacji praktycznych.
Elżbieta, Gliwice - 02.02.2025
14/16 uznało opinię za pomocną
5.0/6
Nasz program zwiedzania zaczęliśmy w pięknej Cartagenie. Najpierw odwiedziliśmy imponującą fortecę Castillo San Felipe de Barajas, a potem klasztor Santa Cruz de la Popa. Oba te miejsca położone są na wzgórzach, więc przy okazji mogliśmy z nich podziwiać ładne widoki na miasto. Potem przenieśliśmy się na starówkę, gdzie m.in. zobaczyliśmy (z zewnątrz) kilka miejscowych kościołów i główne place tej zabytkowej i malowniczej części miasta. Wśród nich była katedra pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej, kościoły Santo Domingo i San Pedro Claver, Plaza Santo Domingo (z jedną z rzeźb Fernando Botero), Plaza Bolivar, Plaza San Pedro Claver, Plaza de la Aduana, Plaza de los Coches. Widzieliśmy też mury miejskie z Wieżą Zegarową. W czasie wolnym dotarłem także do pobliskiej dzielnicy Getsemani z barwnymi muralami. Kolejnego dnia polecieliśmy do Bogoty i zaczęliśmy zwiedzanie tego miasta. Kolejka zębatą wjechaliśmy na górę Monserrate. Tam zwiedziliśmy miejscowe sanktuarium i podziwialiśmy widoki na miasto. Potem pojechaliśmy do centrum miasta, a tam najpierw zwiedziliśmy muzeum słynnego kolumbijskiego artysty Fernando Botero. Potem pospacerowaliśmy po bogotańskiej starówce zwanej La Candelaria. Dotarliśmy m.in. do Plaza Bolivar – głównego placu starówki z katedrą i budynkami władz. Następnego dnia dokończyliśmy zwiedzanie Bogoty. Zobaczyliśmy najstarszą część starówki, a potem zwiedziliśmy Muzeum Złota. Dalej był przelot do miasta Pereira, a stamtąd przejazd do urokliwego miasteczka Salenta. Kolejny dzień to wyprawa jeepami Willys do cudownej Doliny Cocora. Tam przejażdżka konna i trekking pośród wspaniałych krajobrazów. Następnego dnia najpierw odwiedziliśmy plantację kawy, a potem był przelot do Medellin z przesiadką w Bogocie. Kolejnego dnia zwiedzaliśmy Medellin. Najpierw zobaczyliśmy pomnik poświęcony ofiarom karteli narkotykowych, potem odwiedziliśmy cmentarz, na którym pochowany jest m.in. Pablo Escobar. Potem pospacerowaliśmy po barwnej dzielnicy Comuna 13 i zaliczyliśmy przejazd kolejką linową jeżdżącą nad miastem. Przejechaliśmy się też miejscowym metrem, którym dotarliśmy do Plaza Botero z 23 rzeźbami Fernando Botero (artysta urodził się w tym mieście). Kolejnego dnia pojechaliśmy obejrzeć skalny monolit La Piedra Del Peñol. Wchodziliśmy na jego szczyt po ponad 600 schodach, a z góry podziwialiśmy wspaniałe widoki na bardzo malowniczą okolicę. Potem kolorowymi motorikszami podjechaliśmy do centrum miejscowości Guatape. To jedno z najbardziej kolorowych miasteczek Kolumbii. Potem pojechaliśmy na lotnisko w Pereira, skąd mieliśmy lecieć (z przesiadką w Bogocie) do Santa Marta. Okazało się jednak, że z powodu opóźnienia samolotu nie zdążymy na przesiadkę. Ostatecznie z Bogoty polecieliśmy do miasta Barranquilla, a dopiero z niego autokarem pojechaliśmy do Santa Marta (w hotelu byliśmy późną nocą). Następny dzień mieliśmy wolny, ja m.in. wybrałem się taksówką do centrum Santa Marta i trochę pozwiedzałem to najstarsze miasto w Kolumbii. Kolejnego dnia wybrałem się na wycieczkę fakultatywną do Parku Tyrona, gdzie odbyliśmy kilkunastokilometrowy trekking, podczas którego mogliśmy podziwiać wspaniałe cuda przyrody. Następnego dnia mieliśmy już przejazd do hoteli pobytowych. Ja trafiłem do hotelu Las Americas – Torre del Mar. W kolejnych dniach poza relaksem, poświęciłem czas na kolejne spacery po mieście. Poza starówką i dzielnicą Getsemani odwiedziłem także nowoczesną dzielnicę Bocagrande. Na starówce zwiedziłem 3 muzea: Pałac Inkwizycji, Muzeum Złota, Muzeum Pedro Clavera.
Robert, Łódź - 03.02.2025
17/20 uznało opinię za pomocną