Opinie o Poszukiwacze Zaginionych Świątyń
Zweryfikowane treści - Opinie pochodzą od Klientów, którzy odwiedzili dany hotel lub uczestniczyli w wycieczce objazdowej.
Dowiedz się, co sądzą inni
Nowość AIZastanawiasz się, czy ta wycieczka to dobry wybór? Wpisz pytanie, a dostaniesz podsumowanie wszystkich opinii naszych gości.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Rewelacja
Piotr, Rozkopaczew 26.03.2023 | Termin pobytu: luty 2023 | Tagi: 36-45 lat, z rodzinąJedna z najlepszych wycieczek na jakich byłem. Program super. Przewodnicy elastyczni i konkretni zarówno polscy jak i zagraniczni. Polecam
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Poznajemy Tajlandię i Kambodżę.
Grazyna Helena, Bolesław 28.03.2025 | Termin pobytu: marzec 2025 | Tagi: 56-65 lat, w parzeWyprawa zorganizowana profesjonalnie.Miejsca pobytu w dobrej lokalizacji dla uczestników.Przewodnicy stanęli na wysokości zadania.Ogromna wiedza i zaangażowanie.Mila atmosfera.Dobór miejsc zwiedzania pozwolił na poznanie ciekawych miejsc w obu krajach.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Swietna:)
Elzbieta Świebodzice 28.03.2014 | Tagi: 36-45 lat, ze znajomymiBardzo mnie się podobało ,jestem zadowolona z kompetencji przewodnika,dziękuje
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Kambodża- "Poszukiwacze zaginionych świątyń”
Jolanta 25.02.2026 | Termin pobytu: styczeń 2026 | Tagi: 56-65 lat, w parze„Poszukiwaczy zaginionych świątyń” kupujemy z jednego powodu. Powód nazywa się Angkor. Po wylądowaniu autokar zawozi nas do Palace Hotel w Bangkoku. Spotkanie grupy, zbiórka pieniędzy na bilety wstępów, napiwki itp. oraz informacja n/t programu kolejnego dnia, czyli oglądanie Pałacu Królewskiego, Świątyni Złotego Buddy i Buddy Szmaragdowego, spacer po rynku kwiatowym w China Town oraz rejs po klongach, gdzie z łódki można obserwować wygrzewające się na słońcu warany. To standardowy punkt programu azjatyckich wycieczek. Można wykupić fakultet na rejs statkiem z kolacją w formie bogatego bufetu, który odbywa się po zachodzie słońca. Ponieważ oglądaliśmy to dwa lata temu w „Baśniowej Tajlandii”, rezygnujemy z wycieczki grupowej na rzecz indywidualnego szwendania się po Bangkoku. Kambodża Pobudka o godzinie 3.30 rano, wystawienie walizek na korytarz przed pokojem o godzinie 4.00. W sali wydawany jest lunch box. Woda, sok, parę plasterków owoców, trochę skrawków kapusty, kromka chleba tostowego. O godzinie 4.30 ruszamy autobusem na lotnisko. Godzina lotu do Phnom Penh w Kambodży. Lotnisko nowe, działające dopiero od 4 miesięcy, przestronne. Przewodnik zbiera paszporty, by na podstawie zawartych w nich danych urzędnicy wydali wizy. Nie trzeba też wypełniać deklaracji. Błyskawicznie otrzymujemy wizy. To karteczki, które trzeba trzymać do powrotnego lotu. Wsiadamy do autobusu zajmując miejsca zgodnie z terminem wykupu wycieczki, czyli im później dokonano transakcji, tym dalsze miejsca. Wysiadamy przed Pałacem Królewskim. Trzeba mieć założony „strój świątynny” czyli długie spodnie i koszulkę zasłaniającą ramiona. Znajdujemy się na wielkim placu, na którym jest wiele budynków z wygiętymi, spiczastymi dachami, przypominającymi łuskowatą skórę węża. I tak jak ona błyszczą i skrzą w południowym słońcu. Zwiedzamy Srebrną Pagodę, pawilon sali tronowej, oglądamy białe stupy, galerię z freskami zawierającą sceny z Ramajamy. Potem przystanek przy Pomniku Norodoma Sihanouka przedstawiającego króla w garniturze biznesowym. Następnie zwiedzamy S-21, czyli tajne więzienie. To duży ośrodek z salami przerobionymi na sale tortur. Są w nich stalowe łóżka, do których przykuwani byli więźniowie. Potem autobus wiezie nas na obiad, który podany jest w restauracji nad brzegiem rzeki. Następnie zakwaterowanie w Lux Hotelu znajdującym się w centrum miasta. Wi Fi prawie nie działa. Potem spacer na zwiad terenu. Zapuszczamy się w wąskie zaułki, gdzie czujemy azjatycki klimat. Na ziemi wyłożone mięso, żywe kurczaki, żaby, żółwie. Idziemy na targ. Przeciskamy się pomiędzy świeżymi warzywami, mięsem wiszącym na hakach, owocami, wśród których dominują banany, mango, smocze owoce w kolorze fioletu, liczi, kokosy. Na patykach grillowane żaby, kurczaki, skrzydła, żołądki, wątróbki, serca. Trafiamy też na różne robale: smażone pająki, karaczany, koniki polne oraz inne obiekty pełzające niezidentyfikowane przeze mnie. Płaci się dolarami, najlepiej mieć jednodolarówki. Stamtąd wychodzimy na promenadę. Następnego dnia po śniadaniu jedziemy autobusem do najstarszej świątyni Wat Phnom. Budynek pagody mieści się na usypanym pagórku. Wchodzi się do niej po schodach z poręczami o kształcie legendarnego węża Naga. Potem jedziemy w stronę Siem Rep. Przystanek na toaletę. Wokół stragany z suszonymi owocami, wśród których królują banany i mango. Małe paczki po 1 dolarze, większe po 3 dolary. Ponadto duży wybór świeżych owoców: pomelo, dżakfrutów, mango, bananów. Kolejny przystanek robimy przy kompleksie domków na palach, a jeszcze następny na obiad w restauracji. Podano amok - narodową potrawę kambodżańską, czyli rybę gotowaną na parze w gęstym curry z mleka kokosowego, trawy cytrynowej i galangalu, potem beef lok lak, czyli marynowana wołowina smażona na dużym ogniu, podawana z pomidorami, ogórkiem, cebulą i ryżem. Na deser owoce. Wykupujemy fakultet, czyli wyjazd nad jezioro Tonle Sap. Robimy krótki przystanek na farmie lotosu. To otwarta przestrzeń z zielonymi połaciami upraw na stawach. Następnie na przystani wsiadamy do zadaszonej łodzi zajmując miejsca na dwóch poziomach i wypływamy na jezioro. Z lewej strony burty ukazują się domki sklecone z desek, kawałków blach i bambusowych mat. Niektóre z nich są pomalowane błękitną lub zieloną farbą, wyposażone w werandy tudzież tarasy ozdobione donicami z kwiatami. Cześć z nich ma panele fotowoltaiczne. Przy każdym domostwie widać zacumowane łódki jako jedyny środek transportu. Przystanek w „supermarkecie” i niewielkiej farmie krokodyli. Tu restauracja i sklep. Obserwujemy zachód słońca. Po powrocie zakwaterowanie w hotelu Sokhea w Siem Rep, w którym spędzimy trzy noce. Następny dzień poświecony jest na Angor Wat. Obowiązuje strój świątynny: każdy ma zakryte kolana i ramiona. Najpierw musimy wyrobić sobie wejściówkę ze zdjęciem. Autokar podwozi nas do budynku, gdzie ustawiamy się w ogonku, tam ekspresowo robią nam w okienku zdjęcie. Chwilę później przewodnik rozdaje wszystkim bilety opatrzone fotografią, które umieszczamy w foliowym etui i zakładamy na szyję. Będą sprawdzane w kilku miejscach w ciągu dwóch dni. Przesiadamy się do busów, które wiozą nas do Ta Phrom. To labirynt korytarzy, sal, galerii i dziedzińce. Wszyscy robią sobie zdjęcie przed drzewem, gdzie na filmie przechadzała się Angelina Jolie. Plątanina konarów, niczym macek oplatających ściany świątyni przyciąga tłumy turystów. Ściany kamiennych budynków pokrywają głębokie płaskorzeźby i reliefy. Następnie przez most nad fosą docieramy do Bramy Południowej. Po obu stronach mostu znajduje się 54 posągów. Stamtąd docieramy do świątyni Bayon. Centralna świątynia jest okrągła, otoczona dwiema kwadratowymi galeriami, których ściany pokrywają płaskorzeźby. Ilustrują one historyczne opowieści Khmerów oraz ukazują dzień powszedni z ich życia. By dojść do Baphuon, jednej z najstarszych świątyń, pokonuję 200 metrowy pomost stromymi schodami w górę, skąd roztacza się widok na rozległy teren. W drodze powrotnej mijamy jeszcze Taras Słoni i Taras Trędowatego Króla. Po spacerze busy zawożą nas na lunch do restauracji na terenie kompleksu. Po obiedzie najbardziej znana ze zdjęć świątynia Angkor Wat. Wewnątrz świątyni jest wiele korytarzy, przejść, wewnętrznych dziedzińców. Liczne krużganki i portale zdobią misterne płaskorzeźby ukazujące sceny z historii khmerskiego państwa. Potem oglądam Angkor Wat z oddali z kamiennymi wieżami odbijającymi się w tafli wody. Po powrocie do hotelu wybieramy się do centrum Siem Rep. Część grupy zdecydowała się na fakultet, czyli kolację z pokazem tańców khmerskich. Bierzemy tuk tuka za 2,5 dolara, który zawozi nas na miejsce. Jest wieczór, ulice są pełne. Mijamy kilka głośnych barów, gabinety masażu, sklepiki z t-shirtami, szalami. Bierzemy masaż khmerski za 6 dolarów za godzinę. Stąd udajemy się na Night Market. Następnego dnia o godzinie 8.00 po azjatyckim śniadaniu wyjeżdżamy autobusem na eksploracje kolejnych świątyń. Docieramy do ruin świątyni Beng Mealea. Jej teren jest niemal całkowicie porośnięty drzewami i pnączami, co tworzy niesamowitą atmosferę. Korzenie drzew wyłaniają się ze szczelin w skałach, oplatając starożytne bramy, wciskając się jak węże między bloki skalne, obejmując jak ramionami kulturystów płaskorzeźby. Tu bardziej mi się podoba niż w Angkor Wat. Potem w autobusie przewodnik puszcza film „Córa Kambodży wspomnienia”. Dojeżdżamy do Koh Ker i oglądamy ceglaste wieże świątyni Prasat Pram. Jest ich pięć. Tu znowu natura w postaci ogromnych konarów i korzeni drzew oplątała ruiny dawnych świątyń. Zaledwie kilka minut jazdy pomarańczową drogą szutrową jest świątynia Prasat Linga. Stąd podjeżdżamy do piramidy Prang przypominającej budowle Majów. Wznosi się ona na wysokość 36 m. Przewodnik zarządza czas wolny, bo nie wszyscy się piszą na wspinaczkę. Ze szczytu roztacza się widok na las. Potem lunch, który jest w restauracji w pobliżu piramidy. Jak zwykle długi stół. Zupa z trawą cytrynową i kurczakiem, wołowina, warzywa w sosie, kurczak z dodatkami, owoce. Przylot do Bangkoku Zbiórka w samo południe, trzeba wystawić walizki na korytarzu przed pokojem. Przewodnik przy wyjeździe z hotelu przypomina sobie o konieczności wypełnienia deklaracji wjazdu do Tajlandii. Nerwowa atmosfera, ale udaje się wszystkim. Autobus podwozi nas na lotnisko w Siem Rep. Trzeba mieć ze sobą wizę. Godzina lotu. Potem autokar zawozi nas do hotelu Palace w Bangkoku. Część osób wykupiła szalony wieczór na tuk tukach, więc grupa szybko się formułuje, bo już późna pora. I wycieczka się skończyła. O wiele za szybko...
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Poszukiwacze zaginionych świątyń
Teresa 11.03.2023 | Tagi: 56-65 lat, z rodzinąWspaniała wycieczka. Pierwszy dzień w Kambodży, zapewne podobał się większości uczestników wycieczki, bo mieliśmy te pocztówkowe świątynie, czyli "oficjały", które należy obejrzeć, ja jednak pokochałam dzień drugi - poszukiwaczy (choć przed nami wszystko zostało odkryte), jednak spacery po lesie i "kamieniach" miały swój nieodarty urok. Mogłabym szukać świątyń w ciągu następnych dni, niestety zawieziono nas do dawnego kolonialnego francuskiego miasta, wiejącego śmiertelną nudą, a próba poprawienia atmosfery, czyli jazda drezyną była c o najmniej beznadziejna (pamiętam fakultatywną wyprawę busem do nepalskiej wioski, zupełnie inne klimaty), a tu czysta komercja połączona z usługami dla miejscowej społeczności. Ale coś musiano dla nas zrobić - lepszy hotelowy basen. W ofercie napisano, że poziom hoteli może odbiegać od europejskiego. I odbiega - na plus! Mieszkałam w tzw. trójce i zawsze miałam wygodne łóżko i odpowiednią ilość miejsca, w odróżnieniu od beznadziejnych hoteli w Europie nastawionych na zysk, a nie wygodę klientów. Wyżywienie może odpowiadać każdemu, duży wybór dań, warto polubić ryż we wszystkich odsłonach. Nie napisano w ofercie, co ważne, o strojach świątynnych, czyli obowiązkowych spodniach lub spódnicach zakrywających kostkę. Takie spodnie na miejscowym bazarku kosztują ok. 12 zł. Wspaniały pilot pan Łukasz i kambondżąńscy przewodnicy
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
wycieczka objazdowa
Marcin Łukasz 12.04.2026 | Termin pobytu: luty 2026 | Tagi: 46-55 lat, w parzeWycieczka zaczęła się w dniu w którym Izrael i USA zaatakowały IRAN, co spowodowało że reszta naszej grupy nie dotarła ale dzięki temu byliśmy w małej grupce. było tak fajnie ze żałuje że to naszego lotu nie odwołali i pie przeszumieli o tydzień wylotu . Mało tego innym biuro pokryło hotel na tydzień. Ale wracając do samej wycieczki. Po przylocie odpoczynek w hotelu i cały dzień na zwiedzanie na własną rękę co było fajne. drugi dzień zwiedzanie świątyń z lokalnym przewodnikiem który mówił po angielsku, była chaotyczna ale każdy zobaczył to co chciał wcześniej w autobusie pilot przekazał ważne informacje. przelot samolotem lokalnym do Kambodży samolot prawie pusty. W stolicy Phnom Penh zwieszenie szkoły w której czerwoni Khmerzy zabili ponad 22 tyś ludzi coś na wzór naszego Oświęcimia a mieli takich miejsc więcej. zwiedzanie miasta i ich świątyń. przejazd następnie przejazd do Siem Reap i zwiedzanie kompleksu świątynnego Angkor Wat, Rejsz po jeziorze Tonle Sap ze zwiedzaniem wioski pływającej na wodzie. oczywiście w między czasie zwiedzanie świątyń tych starych w dżungli jak i tych nowych w których się modlą. W między czasie dużo czasu wolnego na odpoczynek i zwiedzanie na własna rękę. Hotele w czasie wycieczki dostęp do gniazdek bez przejściówki w każdym hotelu sejf, lodówka, czajnik suszarka, zestaw kosmetyków + szczoteczka do zębów, i pantofle każdy hotel miał dostępny basen do pływania i odpoczynku. Polecam
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Poszukiwacze Zaginionych Świątyń i Koh Chang
Andżelika Magdalena, Toruń 19.02.2026 | Termin pobytu: styczeń 2026 | Tagi: 46-55 lat, w parzeWycieczka „Poszukiwacze zaginionych świątyń” okazała się świetnie zorganizowanym i niezwykle satysfakcjonującym wyjazdem. Sześć intensywnych dni w Kambodży pozwoliło nam zobaczyć miejsca absolutnie niezwykłe – na czele z majestatycznym Angkor Wat, ale również mniej oczywiste świątynie ukryte w dżungli. Te porośnięte mchem budowle oplecione potężnymi korzeniami drzew robią ogromne wrażenie i pozostawiają w pamięci atmosferę tajemnicy oraz autentyczności. To była podróż nie tylko krajoznawcza, ale wręcz duchowa. Kambodża urzekła mnie spokojem, życzliwością mieszkańców, bardzo dobrą kuchnią i tym, że mimo rosnącej popularności wciąż nie jest przytłoczona masową turystyką. Program był dobrze zorganizowany i pozwalał naprawdę poczuć klimat tego kraju. Na szczególne wyróżnienie zasługuje nasza przewodniczka – pani Ewelina. Ogromna wiedza, kultura osobista, umiejętność przekazywania historii w sposób ciekawy i uporządkowany oraz bardzo serdeczne podejście do grupy sprawiły, że zwiedzanie było prawdziwą przyjemnością. Druga część wyjazdu – tydzień na wyspie Koh Chang – była idealnym dopełnieniem objazdu. Górzysta wyspa z serpentynowymi drogami, pięknymi plażami i bujną dżunglą zrobiła na nas ogromne wrażenie. Hotel Sylvan spełnił nasze oczekiwania w 100% – pokój położony wśród zieleni na wzgórzu, cisza, świetna kuchnia i niezwykle uprzejma obsługa stworzyły doskonałe warunki do wypoczynku. Wyjazd był bardzo dobrze zaplanowany – połączenie intensywnego zwiedzania z relaksem w tropikalnym otoczeniu okazało się strzałem w dziesiątkę. Z pełnym przekonaniem polecam tę wycieczkę oraz biuro Rainbow.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
fantastyczna przygoda
Piotr, --- 29.12.2023 | Termin pobytu: grudzień 2023 | Tagi: 46-55 lat, w parzeObjazd po Tajlandii i Kambodży był naszym pierwszym wyjazdem tego typu. Impreza w 100% spełniła nasze oczekiwania. Jeśli dołożymy do tego fantastycznego przewodnika, Pana Marcina, który przekazywał nam mnóstwo ciekawych informacji o miejscach , kulturze, obyczajach panujących w Tajlandii i Kambodży oraz super grupie , to daje nam to wyjazd życia. Dodam, że organizacja wyjazdu, standard hoteli na objeździe były super. Polecamy każdemu niezdecydowanemu.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Bol na wycieczce.
STEFAN, ZABRZE 29.03.2023 | Termin pobytu: marzec 2023 | Tagi: powyżej 65 lat, samemuUdana wycieczka, gdyby nie przypadek usuniecia paznokcia lewej stopy, wszysko by bylo na 200 %. Ostatnie 7 dni spedzilem w bolu i w hotalu, nie moga chodzic.