< WSTECZ
R.pl > Blog > Atrakcje na świecie > Miasta milionerów i matrioszek. Moskwa i Sankt Petersburg

Miasta milionerów i matrioszek. Moskwa i Sankt Petersburg

Skrócony opis

Puszkin i Dostojewski, doskonały balet na najwyższym poziomie i najpiękniejsze metro, jakie kiedykolwiek widziałam. Trudno mówić zwięźle o dwóch najważniejszych miastach Rosji, zwłaszcza gdy emocje z podróży potęgują przywiezione pamiątki, zdjęcia i wspomnienia. Rosja – ze swoimi potężnymi kopułami, dostojnymi cerkwiami i pysznymi smakami – jeszcze długo będzie śnić mi się po nocach. Lokalny koloryt, zamknięty w prostej matrioszce, jest jedyny w swoim rodzaju. Mawia się, że nie ma jednej Rosji. Faktycznie, ten kraj jest tak gigantyczny i zróżnicowany, a więc i obraz z podróży trudny do sklejenia w jedno.

Sekcja 1

Moskwa – sny o potędze. Odwiedziny w bajkowym soborze

Nawet jeśli wiecie o Moskwie bardzo niewiele, nie ma siły, żebyście nie kojarzyli tak charakterystycznego obiektu. Serce prawosławia bez wątpienia najsilniej bije właśnie w tutejszym Sobór Wasyla Błogosławionego. Zbudował go Iwan Groźny w latach 1555 – 1560, co jak na taki obiekt i realia wydaje się względnie szybko. Sobór miał być nie tylko kolejną świątynią, ale przede wszystkim pamiątką po zwycięstwie z Tatarami i zdobyciem miasta Kazań. W okazałym wnętrzu nie mogło zabraknąć ikony mecenasa budowy. Szczególnie mocno spodobał mi się ołtarz – w klimacie typowo wschodnim, z dużą ilością drewna, ikon oraz złotych zdobień. Imponująco prezentują się też ściany cerkwi, gęsto wymalowane wizerunkami świętych i patriarchów ichniego kościoła. Jest tu tak pięknie, a zarazem ciasno od złoconych malunków, że aż można dostać oczopląsu. Wraz z wycieczką weszliśmy po starych schodach wprost na górę, by tam podziwiać piękną panoramę miasta. Na sobór składa się osiem cerkwi, które są symbolicznym odniesieniem do walk pod Kazaniem. Po wizycie w tej najsłynniejszej rosyjskiej cerkwi mam silne wrażenie, że złoto i mistyka starosłowiańskiego wnętrza mocno gryzie się z jego bajkowym wizerunkiem z zewnątrz. Jest to aż zdumiewające, w jaki sposób dwa, tak odmienne style w architekturze, mogły się spotkać w jednej bryle. Rosjanie potrafią! 😉



Sklepy z pamiątkami – matrioszki

Cerkiew jest elementem rosyjskiego folkloru. Podobnie jak matrioszki, które nabrały statusu i rozpoznawalności, dając im silne miejsce w popkulturze. Napotkałam się na nie wiele razy, więc w końcu i ja się złamałam. Zabrałam jedną z nich ze sobą, a dwie inne kupiłam koleżankom na prezent. Akurat tam, gdzie kupowałam, sprzedawcy mieli najbardziej tradycyjne wzory. Następnym razem poszukam takich z Putinem 😊





Na stacjach najpiękniejszego metra na świecie

Śledząc blogi podróżnicze i relacje z miejsc niezwykłych nie raz i nie dwa słyszałam zachwyty na temat rosyjskiego metra. Że ogromne, że bogato zdobione, że zbudowane z rozmachem. Gdy tylko nadarzyła się okazja, żeby się nim przejechać, aż zatupałam z radości. Wchodzę i widzę: ogromne żyrandole, ozdobne stiuki na suficie, łukowe sklepienia, pięknie podświetlone kolumny z arkadami… Marmur na nie sprowadzano tu aż z Kaukazu, Uralu i Dalekiego Wschodu. Nie wiem doprawdy, na czym zawiesić oko, bo wszystko jest piękne jak w pałacu. A przypominam Wam, że wciąż jesteśmy tylko w metrze. Jest tu też dość czysto. Na suficie w metrze zobaczyłam coś, co wywołało we mnie lekką konsternację – coś a la fresk z sierpem i młotem. Na niektórych ścianach można dojrzeć płaskorzeźby rodem z PRL-u, podtrzymujące kult sojuszu robotniczo-chłopskiego. Pomimo swej wymowy, prezentują się dość okazale. Mają rozmach, tego im nie można odebrać. Oprócz piękna zachowuje też pełną funkcjonalność: 300-kilometrowa trasa naszpikowana 200 stacjami codziennie przewozi 9 milionów osób. Gdzieniegdzie (na niektórych stacjach) schody ruchome zjeżdżają nawet 62 metry w głąb ziemi. Jeśli będziecie w Moskwie, ani mi się ważcie ominąć to cudo! 😊





Lenin wiecznie żywy? Czyli wizyta w mauzoleum

Symbolem kojarzącym się z Moskwą, na równi z Soborem Wasyla Błogosławionego, jest też sam wódz Rewolucji, a raczej to, co z niego zostało. Lenin, bo o nim mowa, leży zakonserwowany od 1924 roku. Po tylu zabiegach, transporcie i latach wystawiania na widok publiczny oryginalnego Lenina w Leninie jest zaledwie 10%. Reszta to preparaty, sztuczne wypełnienia i odzież. To, co dla polskiego turysty jest punktem obowiązkowym zwiedzania, dla 3/4 Rosjan jest powodem kontrowersji. W ostatnim sondażu większość mieszkańców opowiedziała się za ostatecznym pochówkiem Lenina. Śpieszcie się, zanim rosyjskie władze zdecydują się na likwidację tego miejsca. Krąży wiele pogłosek, może do tego dojść w ciągu najbliższego roku.








• W Moskwie na głównym placu miasta znajduje się ogromny dzwon odlany z brązu – Car-kołokoł. Pochodzi z XVIII wieku, waży 202 tonu, a jego średnica ma 6,6 metra. Jest pęknięty i nigdy nie zadzwonił. Jest największym dzwonem na świecie. Macie możliwość wdrapać się na jego podest i zajrzeć do środka, lecz wejście w głąb skutecznie uniemożliwia kratka.

• W sercu Moskwy stoi Car-puszka – największa na świecie armata prochowa. Choć podania mówią, że nigdy nie została użyta, nie jest to do końca prawdą – odbył się co najmniej jeden strzał testowy. Armata nie wzięła jednak udziału w żadnych bitwach.

• W stolicy Rosji znajduje się ponad 40 schronów. Największy z nich ma aż 15 pięter pod ziemią. Co ciekawe, został zbudowany w 1996 roku. Miał służyć na wypadek wybuchu bomby atomowej.

• W Rosji wciąż możecie spotkać symbole Rosji sowieckiej i Rosji carskiej.

• Moskwa to miasto, w którym mieszka największa liczba miliarderów. Jest ich tu aż 79, co na taką skalę nie jest spotykane nigdzie indziej.

• W Moskwie, gdzie się nie obejrzysz, tam Pałac Kultury 😉 Budowle łudząco podobne do charakterystycznego gmachu Warszawy stoją tu w dziesiątkach.




Sankt Petersburg – Wenecja Północy

Podróży do Sankt Petersburga nigdy się nie zapomina. Oj, nie… To miasto zbudowane w miejscu, gdzie Newa wpada do Morza Bałtyckiego, poeci nazywają Wenecją Północy – jej urokliwe pejzaże w niczym nie ustępują tym włoskim (socjaliści mieli mniej romantyzmu w nazewnictwie, określając Petersburg Leningradem). Wędrując tutejszymi uliczkami, czułam się, jakbym otwierała bombonierkę pełną pralinek – na każdym kroku kryła się jakaś niespodzianka, jakiś skarb – głównie w postaci niezwykłego zabytku czy dzieła sztuki, a jego kolor przypomina ten z pazłotka.





Zawsze marzyło mi się obejrzenie z bliska malarstwa ikonowego, typowego dla prawosławnej Rosji, a w Petersburgu miałam ku temu wiele okazji. Obiektywnie rzecz biorąc, najwspanialsze skarby kultury rosyjskiej zawdzięczamy carskim władcom. To właśnie w okresie ich panowania i na ich cześć w kraju zbudowano – imponujące po dziś dzień – pałace, zamki, cerkwie i fortyfikacje. Choć carstwa dawno już nie ma, nieskromny blask i przepych, który rozgościł się tu jeszcze za panowania Piotra I Wielkiego, można znaleźć w Petersburgu w bardzo wielu miejscach. Nie wiem, czy wiecie, ale dzisiejszy kształt Petersburga to efekt inspiracji cara wyglądem… Amsterdamu. Tak, tak, carski władca skierował swoje spojrzenie daleko na Zachód. Samej Moskwy nie lubił, nazywając ją jedną wielką wsią. Fakt faktem – Petersburg z wsią nie ma nic wspólnego. Wielkomiejski rozmach tutejszej architektury przyciąga turystów z Polski i całego świata. Szalenie spodobały mi się lądowe trasy spacerowe, rozmieszczone tuż obok kanałów, którymi mogłam sprawnie dojść do każdego z interesujących mnie zabytków. Zwiedziłam m.in. Twierdzę Pietropawłowską z XVIII wieku, zbudowaną w celu ochrony terenu przed Szwedami. Otoczona z każdej strony wodami, połączona mostami z lądem, była bastionem trudnym do zdobycia. Niegdyś pełniła rolę więzienia. Dziś w kryptach są pochowani rosyjscy władcy – Aleksander II i św. Mikołaj II.



Państwowe Muzeum Ermitażu – dorobek kulturowy narodu zebrany w jednym miejscu

Na ten punkt programu czekałam chyba najbardziej. Państwowe Muzeum Ermitażu mieści się w pięciu pałacach nad brzegiem Newy. Niektórzy turyści, rozkochani w mieście, porównują go do francuskiego Luwru. Średnio przemawiają do mnie te analogie – może dlatego, że duch i estetyka Rosji są dla mnie po prostu nie do podrobienia 😊 Trzeba też uczciwie przyznać, że sale paryskiego Luwru mają kilkakrotnie mniej zbiorów niż te w Sankt Petersburgu. No, ale wracając do Ermitażu – wybierając się tu, koniecznie weźcie ze sobą mapę miejsca i zaplanujcie wcześniej, co najbardziej Was tu interesuje. W czasie jednej tylko wizyty zdołałam zobaczyć jedynie skromną część ogromnej kolekcji. Musicie wiedzieć, że liczba eksponatów przekracza… 3 miliony. Ta wspaniała galeria sztuki dzieł rosyjskich mistrzów ma aż 1000 pomieszczeń, z czego 353 są dostępne dla zwiedzających. Ponieważ zdecydowanie nie miałam tyle czasu 😊, skupiłam się na najbardziej ulubionych. Widziałam z bliska dzieła Rembrandta, Tycjana, Rubensa oraz kolekcję dzieł malarzy holenderskich i flamandzkich. Zupełnie mi to wystarczyło. Jeśli wybieracie się na zwiedzanie Ermitażu, obowiązkowo załóżcie wygodne buty – w przeciwnym razie będziecie co chwilę przysiadać. Zwiedzanie jest długie i męczące, choć bez wątpienia dostarcza satysfakcji każdemu turyście, który włoży trochę wysiłku w ich oglądanie. Mi tu zajęło 3 godziny. Przed wizytą sprawdźcie też godziny otwarcia – zwykle wejdziecie tu od 10.30. W poniedziałki Ermitaż jest zamknięty.





Wgryźcie się w Petersburg!

Na gastronomicznej mapie Petersburga zdecydowanie nie wieje nudą. Znajdziecie tu zarówno lokale serwujące tradycyjną kuchnię rosyjską (pielmieni, bliny, zupę rybną, kawior), ale też knajpki z nowoczesnym spojrzeniem na klasykę. Nie brakuje tu również lokali prowadzonych przez Ukraińców, Białorusinów czy Gruzinów (za których daniami wprost przepadam). W czasie jednego z wieczorów spędzonych w Sankt Petersburgu, za namową znajomych, wybrałam się do Repy (Teatralnaya Sq.,18/10). Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to przepiękne malunki na ścianach wewnątrz, m.in. te z motywem Jeziora Łabędziego. To zdecydowanie elegancka restauracja. Oprawa wizualna jest jej mocną stroną, ale nie jedyną. Sercem miejsca jest pyszna kuchnia, podana w wyrafinowanej i dopracowanej formie. Menu jest podzielone tematycznie na pochodzenie składników dań (sad, ziemia i ocean). W karcie są też desery. Ja się skusiłam na piklowane ogórki z orzeszkami pini i kremowym serem. Do tego świetnie pasowała lampka wina. Zamówiłam też wędzoną makrelę z panierką z pasternaka. Zmieścił się jeszcze deser i to nie byle jaki – parfait z piernikiem z ziołami i malinami. Choć lokal ekskluzywny, ceny wcale nie były zabójcze – niespecjalnie odbiegały od tych w Warszawie. Koniecznie zajrzyjcie!

Ocena artykułu

Średnia ocena tego artykułu: 4.00/5
Dziękujemy za wystawienie opinii!

Komentarze

Brak komentarzy.

Polecane wycieczki

Zobacz inne wpisy