Opinie o Cesarskie Miasta
Zweryfikowane treści - Opinie pochodzą od Klientów, którzy odwiedzili dany hotel lub uczestniczyli w wycieczce objazdowej.
Dowiedz się, co sądzą inni
Nowość AIZastanawiasz się, czy ta wycieczka to dobry wybór? Wpisz pytanie, a dostaniesz podsumowanie wszystkich opinii naszych gości.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Rewelacja!
Maria Jolanta, Pabianice 02.11.2022 | Termin pobytu: wrzesień 2022 | Tagi: 56-65 lat, w parzePolecam każdemu, kto chce poznać Maroko. Bogaty program, świetna pilotka p. Nina - o wysokiej kulkturze i bardzo rozległej wiedzy o tym kraju. Cóż jeszcze? Niezapomniane wrażenia ze zwiedzanych miast i znad Atlantyku. Dobre hotele, jedzenie dla każdego: kuchnia europejska i marokańska. Tę ostatnią warto poznać. Mieszkańcy Maroko uprzejmi, życzliwi i uśmiechnięci. Przejazdy autokarem urozmaicone opowieściami pani pilot o Maroku i filmami o marokańskiej kulturze, kuchni etc. Dobrze byłoby tam wrócić i przeżyć wszystko jeszcze raz :)
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Zadowolony klient
Paulina, Wrocław 21.11.2018 | Termin pobytu: październik 2018 | Tagi: 26-35 lat, w parzeWycieczke była ciekawa, trochę męcząca.Pani przewodniczka Iza była bardzo profesjonalna.Gorąco polecam
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Jedno okoko na Maroko....
agis70@gmail.com 29.03.2014 | Tagi: 36-45 lat, samemuPOLECIAŁAM, POBYŁAM, PRZYLECIAŁAM... Pozostały wrażenia, wspomnienia, fotografie i to co nie uchwycone w żaden sposób - zapachy gwar specyficzny i niektóre dźwięki. Tyle ostało się z Maroko. A to i tak dużo, baaaaaardzo dużo. Są tu dirhamy około 10 dir - 1 euro. Ceny europejskie. Dirhamów nie można wywozić z kraju, a i przywozić również nie można. Na lotnisku jest dość długa odprawa wjazdowa. Pierwszy kontakt z tym krajem wprowadził mnie w lekki niepokój. O godzinie 1 w nocy (po kilkugodzinnych opóźnieniach w podróży) znalazłam się sama w prawie wygaszonym ze świateł "Hotelu Omega" Agadir, z dziwną muzyką dobiegającą jakby z piwnic, w dodatku w ciasnej windzie z ciemnoskórym osobnikiem w turbanie i jakby szlafroku do ziemi, z kapturem. On, w sumie, grzecznie wskazał mi pokój na piątym piętrze. Zanim jakiś prysznic i zerknięcie jednym okiem na kolację przyniesioną do pokoju, trzeba było zachwycić się widokiem roztaczającym się na Agadir. Mocno oświetlone miasto i dlatego nawet o tak późnej porze widać było dużo budujących się hoteli wokół. Ale to że ocean Atlantycki był 7 minut od hotelu można było stwierdzić dopiero rano. Widać też z okna piękne wzgórza na horyzoncie Gór Atlas - Pasmo Antycznego. Dzień zapowiadał się słonecznie i bezchmurnie . I - pierwszym celem był przejazd z południowej części miasta na północ, mijając nadoceaniczne hotele m.in. znaną sieć Iberostar oraz plażę, niewielki port, było wzgórze z kasbą, z której roztaczał się cudny widok na okolicę. Mury obronne na wzgórzu są w zasadzie jedyną budowlą z XVI w.która pozostała po trzęsieniu ziemi z 1960 roku. Mnóstwo ofiar i wysiedleń. Odbudowa mediny trwa do tej pory. Wzgórze jest charakterystyczne z napisem w języku arabskim "Bóg, ojczyzna, król". Oświetlony po zmroku. Pałac króla znajduje się całkiem niedaleko Hotelu Omegi. Idąc plażą na południe, w pewnym momencie gościu ze spluwą każe gwiżdżąc zawracać. Wstęp zabroniony - bez względu na to, czy Król Hassan Mahomed VI jest w pałacu czy nie. Przy kasbie oprócz pięknego widoku przywitały nas kolorowo wystrojone wielbłądy, można było wsiąść, po ich uprzejmym ukucnięciu. I to cały Agadir. Plaża cudna, szeroka, ale tylko do wypoczynku, leniuchowania, popływania. Nie ma specjalnie, gdzie się wypuścić, a i te hotele w trakcie budowy burzą jeszcze estetykę krajobrazu, Zjeżdżamy w dół z kasby na północ, cały czas wzdłuż oceanu i krótki postój w, znanej z windsurfingu, wiosce Tarazud. Fale faktycznie duże, ale regularne. Po drodze mijaliśmy posiadłość saudyjską. Imponujący pałac wraz z zabudową i ogrodzeniem ciągnie się kilka kilometrów. Następny punkt to wioska z sadem drzew arganowych. Widok był zadziwiający: każde drzewo oblepione było...kozami. Kozy pasły się na kilkumetrowych drzewach wśród liści i kolców arganowych. Kolce tych drzew powodują, że owoców do tłoczenia oliwy nie zbiera się z drzew tylko spod drzew, jak spadną. Odwiedzona mała wytwórnia oliwy - zobaczyliśmy cały proces produkcji oliwy jadalnej i kosmetycznej metodą całkowicie manufakturową (złoto Berberów). Zapach prażonych orzeszków (do jadalnej) i olejków z kwiatu pomarańczy, gardenii i piżma (do kosmetycznej) unosił się dookoła. Degustacja chlebka z oliwą, miodem i amlu - ichniejsza nuttella - dopełniła cały pobyt w zakładzie produkcyjnym. Starsze Marokanki, siedząc po turecku, tłukły w moździerzach ziarna orzeszków arganowych. Ich dłonie okazały się niegdyś znacznie gładsze i młodsze i odkryto właściwości odmładzające i kosmetyczne arganu. Zajechaliśmy do pięknej, kurortowej miejscowości Essałira (Essaoira) nad oceanem. Mury otaczają medinę. Nazwa oznacza zorganizowanie, uporządkowanie i tak uliczki w medinie z XVIII wieku, jak rzadko, przecinają się pod kątem prostym, a nie jak w większości w labiryncie. Są ponadto znacznie szersze. Nad brzegiem oceanu oprócz niebieskich łódek po nocnych połowach roztaczał się zapach rybek i owoców morza. Knajpki na nadbrzeżu serwowały wszystko! Piękne kalmary, wielkie krewety z wąsami, kraby, ośmiorniczki, małe, duże rybki z grilla - wszystko świeże i na oczach smażone. SAFI - nadoceaniczna miejscowość przemysłowa - port, sardynki, bure hałdy, odpady po fosforydach. Znana z dzielnicy garncarzy z czerwonej gliny. Wypalają naczynia do tadżinu, zajadałem u bram mediny rosół ze ślimakami, które odchorowałam caaaałą noc. Nocleg w "Golden Tulip Farah" w Safi. Dużo palm i zieleni, bardzo blisko oceanu, z okna widać horyzont oceanu. To był bardzo długi dzień. II dzień. Poranek bardzo szybki i tempo, w błękicie nieba i oceanu, do Casablanki. Pierwszy postój na siorbnięcie ostrygi - Oudilia. Oj! co to były za zjawiska.... Surowe, proso z oceanu, ale poprzez koszyk wiklinowy, zakrapiane cytryną ostrygi, brzytwy morskie, jeżowce - dobre, ale bez odrobiny promila ciężko strawne. Fale cudne uderzały o skały i pieniły się. Zbierają też algi. Pokarbowane ciemnozielone wstążeczki suszyły się w wiklinowych koszykach. nie jedzą ich, wszystko jest eksportowane. Następna wysiadka w El Jadigda (Aldżadira). Nad oceanem twierdza z czterema basztami. Potem oglądamy przepiękne łuki z kolumnami, jakby w podziemiach, na posadzkach woda, a u góry regularny otwór na niebo. Podobno kupcy chcieli powiększyć sklep i odkopali właśnie to. Do końca nie powiedziano, co to było. Casablanca - góruje meczet z minaretem 200 m nad oceanem, najwyższy i największy w świecie. Zbudowany z pieniędzy ludzi zebrano 700 mln$, a wydano 500 mln$ (?). Tytanowe drzwi, żyrandole ważą 1 tonę i są z kryształu z Murano (Wenecja), marmury z Carraro, a różowe z okolic Agadiru, sufit z drewna cedrowego. Budowano go 6 lat dzień i noc. Minaret ma dwie windy. Włączany jest laser skierowany w stronę Mekki. Meczet pomieści 25 tys. wiernych - czyt.mężczyzn, dla kobiet jest balkon na 5 tys. Plac przed meczetem pomieści 80 tys. ludzi. MUŁEZIN nawołuje 5 raz dziennie do modlitwy. A IMAN prowadzi modlitwę śpiewając, tzn mówiąc śpiewająco koran. Iman jest wykształconym człowiekiem. Te nawoływania bardzo klimatycznie dają odczuć Maroko. Plac Mohameda V w Casablance jest jak rynek w Krakowie. Przychodzą ludzie i siedzą i siedzą i już. Gapią się i karmią gołębie. Nie spotka się w całym kraju ogródka z piwem. Są ogródki, ale wyłącznie piją w nich kawę, miętę, wodę. I oczywiście przesiadują tam sami faceci. Wędrówka z meczetu odbyła się bulwarem, gdzie lans afrykański ma miejsce. Tydzień wcześniej dziwięciometrowa fala zmiotła przyplażowe knajpki i parasole. Zgliszcza było widać.... Ale bulwar nadal miał swoją świetność. Odwiedziliśmy kościół katolicki. Piękne witraże, ale ogólnie bardzo ciemny i mroczny, choć żłóbek był zrobiony na zewnątrz jako grota skalna. W kraju 98% to muzułmanie, ale tolerancja wiary jest bardzo duża i nie ma oporu króla na inne wiary. Nocleg w Hotelu "Atlas ALMOHADES" Casablanca, całkiem blisko centrum. Na Plac Mohameda poszło się z buta, ciepło, miło, ale wszędzie kręcili się tylko mężczyźni. (Gdzie te kobiety?) Rundka, choć po zmroku, była bezpieczna. Nie dotarłyśmy do słynnego lokalu "Cafe u Ricka" - z filmu "Casablanca". Też ponoć gra tam Murzyn a'la Sam w białej marynarce. Okazuje się, że film ten był kręcony tylko i wyłącznie studiu filmowym w Los Angeles. III dzionek nadal na północ wzdłuż oceanu w kierunku stolicy państwa Rabatu. Nie jest to za duże miasto. Tu pracuje król w swoim kolejnym zamku. Mogliśmy się do niego zbliżyć na odległość 10 metrów, ale tylko dlatego, że króla tam nie było. Obstawa zamków i innych miejsc związanych z królem jest potrójna: policja (na granatowo), wojsko (na zielono) i straż królewska (na czerwono). Nie wolno robić im zdjęć. Wyjątkowym miejscem, gdzie można straży robić foty było mauzoleum króli. Robiliśmy fotki z przystojniakami na zewnątrz i w środku i z tymi na koniach. W mauzoleum leżą dziadek, ojciec i wujek króla. Podczas otwarcia przez cały czas czytany jest, a raczej śpiewany koran. Wystrój jest bardzo okazały i bogaty. Wszystko w marmurach, złocie, kryształach i drzewie. Obok jest meczet, a minaret kilkadziesiąt metrów dalej. Król Maroka jako pierwszy ma jedną żonę i 2 dzieci z jedną kobietą. Po raz pierwszy swoją żonę pokazano światu. Jest bardzo ładna i mądra (skończyła informatykę w e Francji) i jest celebrytką w Maroku. Para królewska jest uwielbiana. Dziadek miał harem,a ojciec 2 żony. Do tej pory mogą mieć po dwie żony, ale każdej trzeba zapewnić ten sam poziom majątkowy i społeczny. W Rabacie medina jest najdroższą dzielnicą biało niebieska. Na drzwiach są mosiężne dłonie Fatimy mające odstraszyć blondynów z przerażającymi dla nich niebieskimi oczami. Z jednego tarasu kawiarni wśród zabudowań rozlegał się widok na zatokę i ocean. W Meknes złapał nas porządny deszcz. Wyjątkowo dużo było turystów. Nawet mam foto z 4 małoletnimi Marokankami. Ze mną też fotografowały się jak ze zjawiskiem. Okolice Meknes to centru rolnicze kraju: winnice, gaje oliwne, słoneczniki, kukurydza, jabłonie. Noclegi - dwa w Fezie "Hotel TGHAT" - najbardziej europejski 4*, w centrum miasta. Bardzo dużo palm jest na skwerach. Palmy rosną 1m na 10 lat i wykradają je z oaz i przehandlowują za grube pieniądze. Za tą dealerkę ścigają srogo. IV Fez od wczesnego rana zwiedzaliśmy baaaardzo wiele zakamarków. Zaczęło się od pałacu króla i podziwianie, co najwyżej zewnętrznych fasad, w tym, drzwi z brązu. Najwięcej różnorodności się mieści na medinie. Zaczęliśmy od synagogi żydowskiej. Mogliśmy obejrzeć wszystkie kąty - ja po raz pierwszy. Medina to jaśniutkie budynki na wzgórzach Atlasu, zakręcone ponad 9 tys.uliczek w labirynt. Zgubić się łatwo. Jakimś ciasnym przejściem przecisneliśmy się do synagogi - tu też są Żydzi. Odwiedziliśmy wiele pracowni: - brązu - paterę wykuwa artysta dłutem wg wzoru z głowy, a nie z projektu, a następnie kształt nadaje drewnianym młotem. Wyroby tam były jak z „Baśni tysiąca i jednej nocy” np. z lampą Alladyna; - tkackie kolejne baśnie kolorów tkanin mieniących się złotą, srebrną poświatą - poprzebierali nas w różne turbaniki ... co można zrobić z jednym cieniutkim szalem... okazuje się, że bardzo wiele, - mozaiki ceramiczne - widzieliśmy proces układania, wykuwania, zalewania, malowania, zapiekania... I to jest piękna, mozolna sztuka, którą podziwiamy na ścianach, posadzkach, fontannach, stołach, kościołach.... - garbiarnia - przy wejściu dawano nam bukiet mięty, jakby komuś zapach nie odpowiadał procesowi technologicznemu. Nie było źle, choć dla wrażliwszych... Wspinaliśmy się na ostatnie piętro, skąd doskonale widoczne było doskonale niecki z różnymi zabarwieniami płynów. I etap to białe jak mleko płyny do czyszczenia skór w odchodach gołębich z resztek włosia i innych organicznych elementów, następne niecki to kolorowe farby dla skór, które potem suszyły się na południowych murach. Wyroby były fantastyczne. - muzeum drewna z tarasem i widokiem na jasne budynki i wzgórza. Popołudniem wędrówka alejami Fezu, zahaczając ryneczek warzywny. Zakupiłam truskawki, które pachniały cudnie, ale w smaku nie bardzo truskawkowe. Potem wieczorne wyjście na pizze i w poszukiwaniu tadżina, ale niestety bez skutku. Skończyło się w europejskiej do bólu knajpce na naleśnikach różnej maści. O alkoholu można zapomnieć. Okres narodzin ichniejszego proroka zabrania na wiele dni spożywania i sprzedaży alkoholu. W marketach - kraty, w knajpkach - posucha... Do hotelu marsz grzecznie spać... V Wczesny wyjazd w kierunku Marakeszu górami Atlas Średni. Widoki były cudowne. Kluczyło się serpentynami. Były postoje przy punktach widokowych, aby oczy i aparat nacieszyć. Po drodze był spacer w kurorcie Ifrane. Nazwany Szwajcarią marokańską. Rzeczywiście miejscowość iście europejska, zadbana. Piękny widok był przy zbiorniku wodnym z tamą. Przez cały dzień niebo było chabrowe. W jednej wiosce był postój na tadżina. Sprzedający mówili 3 słowa po polsku: koza, krowa, królik. Pyszny był. Podobno jedzą też wiewiórki. Wielbłądzina smakuje jak wołowina, a pastija to wielki naleśnik smażony na wielkiej rozgrzanym "jaju-kuli", i nadziany mięsem z gołębia. Po drodze widzieliśmy Wysoki Atlas całkiem ośnieżony. Świetnie prezentowały się zielone palmy na tle śniegowych gór w oddali. Fotki z Marokańczykiem i osiołkiem były ostatnie z mojego aparatu po czym runął na kamienie..... Do czerwonego Marakeszu zajechaliśmy o zachodzie słońca, co było cudowne. kolor gliniano-czerwonych zabudowań oświetlane pomarańczowym słońcem. Plac Jamal el Fna był szumny, a jednocześnie nastrojowy. Różniasta muzyka i gwar dobiegały z każdej strony. Budynki w całym mieście są czerwone i mogą być wyższe od minaretu stojącego przy wylocie z Placu Jamal el Fna. Dlatego tak długo jest widoczne słońce jak zachodzi. Oświetla wówczas cały plac. Nocleg w najbardziej marokańskim hotelu, również prawie w centrum. Wystrój bardzo klimatyczny z rzeźbionymi łukami. Do restauracji przechodziło się przez dziedzińce i balkony. "Hotel OUDAYA" Marakesz VI dzionek to wędrówka po Marakeszu. Bardzo pucowali to miasto, a to tylko dlatego, że aktualnie był tam król. Zwiedzaliśmy Pałac Bahia z grobowcami, meczet Kutabija z XII wieku. Szkoła koraniczna zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Na dziedzińcu wokół fontanny, pod gołym niebem uczą się wspólnie koranu a potem w malutkich celach. Ozdoby szkoły były piękne: drzewo cedrowe stiuki z marmuru pokruszonego z gipsem i białkiem. Mediną szliśmy uliczkami: piękne lampiony, wyroby z metaloplastyki,skóry i cała reszta kolorowa konfekcja. Tam byliśmy na prezentacji ziół i kosmetyków - głównie z arganu. Duże zakupy zostały zrobione. Teraz będę zdrowa i młoda ;-) Popołudnie ostatnia prosta - wyjazd do Agadiru. Nocleg w tym samym Hotelu Omega. Zdążyliśmy na zachód słońca nad ocean. Plaża jest bardzo szeroka, wzdłuż niej bulwar i pas hoteli. Pięknie prezentowało się wzgórze z oświetlonym napisem "Allah Al-Watan Al-Malik". Piach był mocno ubity. Na plaży były tylko zakochane pary i jogging'owcy. Szum fal do tej pory słyszę. I o zamglonym świcie PA MAROCCO!! z wielkim opóźnieniem... Pilotka zaspała, autobus na lotnisko nie odpalił, zamglenia opóźniły lot o 4h. Myślałam, że już nie odlecimy.... Przepraszam za przekręcanie nazw.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Piękne Wspomnienia
Michał 21.08.2024 | Tagi: 26-35 lat, w parzeWycieczka “Cesarskie Miasta” była niezwykle urozmaicona i pełna fascynujących doświadczeń. Każde z miast miało swoje unikalne atrakcje. Zachwyciły mnie kolorowe bazary, gdzie można było zakupić ręcznie wykonane wyroby i tradycyjne przyprawy, imponujące mury obronne i piękne ogrody. Miasta oferowały przepiękne widoki na morze oraz ciekawe zabytki, takie jak Kasbah des Oudaias. Natomiast Fez, z jego wąskimi uliczkami medyny, był prawdziwym labiryntem pełnym tajemnic i historii. Przewodnik Michał miał potężną wiedzę o kazdym z miejsc a jego opowieści wciągały i ciekawość o tych miejscach jeszcze bardxiej rosła. Lokalne jedzenie smakowało wybornie. To był tydzień pełen niezapomnianych chwil i odkryć!"
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Cesarskie Miasta
Ewa Teresa, Warszawa 12.08.2025 | Termin pobytu: lipiec 2025 | Tagi: powyżej 65 lat, w parzeBardzo podobała nam się objazdówka. Wiele ciekawych miejsc i bardzo dużo ciekawych informacji. Pilot Michał bardzo cierpliwy, kulturalny, empatyczny , pomocny, dowcipny z ogromną wiedzą. To była ogromna przyjemność przebywać w jego towarzystwie. Czuliśmy się bezpiecznie i zaopiekowani.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Marokański świat kontrastów :)
Adam, Wrocław 11.05.2022 | Tagi: 36-45 lat, samemuMaroko to jeden z popularnych kierunków na urlop w północnej Afryce. Po odwiedzeniu Egiptu, nadszedł czas na Maroko. Zgodnie z wytycznymi przed wyjazdem konieczne jest wykonanie testu PCR co nie zapewnia 100% pewności co do wyjazdu na 2 dni przed planowanym urlopem. Po otrzymaniu negatywnego wyniku ruszamy w drogę. Z uwagi iż wylot był zaplanowany na godzinę 10:35 wykorzystana została oferta noclegu w hotelu przy lotnisku za dobrą, promocyjną cenę. Wypoczęty i po śniadaniu udałem się do pobliskiego terminala aby rozpocząć całą procedurę przed wylotem do Maroka. 5-godzinny lot pozwolił przenieść się do ciepłego Agadiru co w porównaniu z temperaturami w Polsce, było już przedsmakiem wspaniale rozpoczynającego się urlopu. Późnym popołudniem zakwaterowanie w hotelu Omega - szczęśliwcy mogli dostać pokoje z widokiem na ocean - i jest to jeszcze okazja,aby trochę nabrać sił przed zwiedzaniem na plaży, która jest oddalona o około 500 m od hotelu. Zwiedzenie rozpoczynamy kolejnego dnia według mniej więcej stałego szablonu czyli śniadanie od 7:00, walizki 7:30 lub 8:00 i 8:00 lub 8:30 wyjazd z hotelu. Zaczynamy od wyjazdu do Marrakeszu. Droga wiedzie przez malownicze góry Atlasu Wysokiego Po drodze przy odrobinie szczęścia zobaczymy kozy na drzewach arganowych. Do Marrakeszu dotarliśmy po południu i wizytę w tym mieście zaczęliśmy od zameldowania w hotelu i lunchu. Marrakesz zrobił na nas duże wrażenie ze względu na swoją zabudowę w większości koloru czerwonego. Podczas spaceru po Marrakeszu mieliśmy okazję podziwiać pałac Bahia z bardzo stylowymi i pięknymi wnętrzami opartymi na drzewie cedrowym, mozaice oraz ceramice. Później zobaczyliśmy z zewnątrz meczet Koutoubija i weszliśmy na suk czyli arabski bazar gdzie można dosłownie kupić wszystko poprzez żywność, ubrania, rzemiosło czy pamiątki. Warto kupować od razu wszelkie pamiątki gdyż później może nie być okazji lub może nie być tego co nam się podobało. Sam marokański suk głównie wyróżnia się zapachami przypraw, ziół czy owoców czego nie spotkamy w takie intensywności w innym kraju arabskim. Po drodze jeszcze zielarnia berberyjska gdzie Pan po polsku zachwalał wszelkie mikstury i olejki, które potem można kupić. Dzień kończymy wieczorem na placu Dżamaa al Fna,. Tu spotkamy wiele garkuchni, możliwości kupienia świeżych soków owocowych, a także zaklinaczy węży, połykaczy ognia, treserów małp, tancerzy czy inne gry skupiające muzułmanów do zabawy. Można usiąść też w jednej z licznych kawiarni na piętrze okolicznych budynków i spojrzeć na plac z góry. Polecam w Maroku już od tego momentu napić się soku pomarańczowego - naprawdę pyszny i bez obaw można go pić nawet na ulicy - kosztuje max 1-1,5 euro za szklankę. Kolejny dzień to długi przejazd do Fezu, który zajął praktycznie cały dzień z przerwami na stacjach benzynowych oraz z krótkim zwiedzaniem Rabatu czyli stolicy Maroka. Rabat to pałac królewski który można obejrzeć jedynie z zewnątrz. Mimo iż króla tam nie było pilnowało wejścia przynajmniej kilkunastu różnych żołnierzy ubranych w kolorowe mundury. Następnie zobaczyliśmy meczet, wieżę Hassana, Mauzoleum Mohameda V, kazbę czyli dawną część miasta w kolorach biało-niebieskich i panoramę Oceanu Atlantyckiego. Dzień zakończyliśmy po 19tej w Fezie gdzie zatrzymaliśmy się w hotelu na 2 noce. Czwarty dzień to chyba najbardziej wyczekiwany moment na tej wycieczce - całodzienna przygoda z Fezem - duchową i religijną stolicą Maroka. Większość część dnia spędziliśmy w medynie z labiryntem 9000 uliczek, często krętych, wąskich. Co istotne to przeniesienie się jakby do średniowiecza - brak transportu w medynie, a spotykamy tylko wózki, osiołki i oczywiście ludzi, którzy tu mieszkają, handlują, pracują. W trakcie tego długiego spaceru przez suk przemieszczaliśmy się przez pralnię, rzemiosło, smaki przypraw, ziół, ciastek. oliwek, owoców, ceramiki, garnków, pojawiła się piękna medresę Bou Inania, meczet El Karawijjin oraz mauzoleum Mulaj Idrisa II. Jednak największym zaskoczeniem i najbardziej znanym miejscem jest garbarnia skór, w której są wytwarzane wyroby ze skóry metodami naturalnymi. Panuje tam okropny fetor na poskromienie którego każdy wchodząc otrzymuje garść mięty, którą może wąchać zamiast unoszącego się ekstremalnego smrodu. Skóry są tam wyprawiane naturalnie za pomocą gołębich odchodów, a ludzie depczą skóry w tych śmierdzących miksturach. To trzeba zobaczyć, poczuć, powąchać i zrozumieć jaką trudną pracę wykonują od setek lat garbarze w tym miejscu. Można tu też kupić wiele wyrobów ze skóry czyli kurtki, torebki, portfele, torby itd. Na koniec zobaczyliśmy panoramę medyny - jak wygląda z zewnątrz ta najstarsza część miasta gdzie pokonaliśmy setki uliczek na nogach. Czas pożegnać Fez i kolejnego dnia jest zwiedzanie ruin rzymskiego miasta z I wieku w Volulibis. To de facto ruiny, ale z zachowaną mozaiką którą warto zobaczyć. Dalej kolejne miasto i znów suk a także spichlerze, które niestety były w remoncie. Dzień skończyliśmy w Casablance. Hotel mimo, że w centrum miasta jednak był najsłabszym punktem wycieczki. Sama Casablanka - miasto o którym każdy słyszał rozczarowuje, ale to trzeba samemu zobaczyć. Plac z ważnymi budynkami, promenada, nowoczesna zabudowa biurowa i oczywiście meczet Hassana II z jednym z najwyższym minaretów na świecie. Jest on przepiękny i ogromny, a największe wrażenie robi fakt, że to nowa budowla, ale wybudowana w stylu dawnych czasów. Trzeba wejść i go zobaczyć gdyż w środku też robi niesamowite wrażenie, a do tego ciekawostką jest fakt, że sufit meczetu jest co jakiś czas otwierany automatycznie, aby muzułmanie mogli zobaczyć błękitne nieba i wznosić modlitwy do Allaha, albo może przewietrzyć meczet w którym może być nawet 25 tysięcy wyznawców islamu. Kolejny punkt to urocze miasta Essaouira nad wybrzeżem Oceanu. Miasto i medynę zwiedzamy kolejnego dnia i zaczynamy od portu gdzie rano przypływają łodzie i kutry pełne świeżych ryb. Rybacy handlują rybami, albo wędrują na pobliski suk, a my zanim znów wtopimy się w świat handlu na pobliskim suku zobaczymy jeszcze fortyfikacje kazby. Miasto wyróżnia się prostym układem ulic, pięknymi arkadami w kolorach biało-niebieskich i oczywiście kolejnym sukiem gdzie to już ostatnia okazja coś kupić ponieważ wycieczka powoli dobiega końca. Wszyscy obkupieni, najedzeni, napojeni, ruszają w ostanie kilometry krętej drogi wzdłuż oceanu do Agadiru - do tego samego hotelu co byliśmy pierwszego dnia - do hotelu Omega. Jest jeszcze okazja późnym popołudniem pójść na plażę, zobaczyć zachód słońca. Kolejny dzień to już powrót do Polski, albo zmiana zakwaterowania na hotel pobytowy, albo na hotel związany z kolejną wycieczką - Magiczne Południe. Ja wybrałem tę ostatnią opcję i nabierałem sił przez cały dzień w kolejnym hotelu Oasis na kolejną przygodę z Marokiem - tym razem przyrodniczą i pustynną.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Maroko objazd. Cesarskie Miasta.
Anna, Koczargi Stare 24.04.2024 | Termin pobytu: marzec 2024 | Tagi: 56-65 lat, w parzeJak zwykle z Rainbow kolejna bardzo udana wycieczka objazdowa. Wszystko świetnie zgrane. Na szczególną uwagę zasługuje wspaniała Pani przewodnik Sylwia o niesamowitej wiedzy którą nam przekazała. Jej wiadomości o tym kraju, jego zabytkach i historii powala. Wspaniały człowiek: troskliwy, miły i pomocny w potrzebie. Bardzo konkretna, pewna tego co robi. Przy jej przewodnictwie czuliśmy się z mężem bezpieczni i dobrze zaopiekowani. Co do hoteli, dobre pokoje i przyzwoite z klimą gdzie można było albo się schłodzić albo ogrzać. Fajna opcja z bagażowymi gdzie wnosili i znosili bagaże, przez co nie odczuwało się problemu codziennych zmian hotelu. Przy czym należy napomknąć że robili to we wszystkich hotelach bardzo sprawnie. W przeciągu 10 - 15 min po zakwaterowaniu bagaż już był w pokoju. Wszystko to było zorganizowane perfekcyjnie. Sama wycieczka bardzo, bardzo ciekawa. Miejsca które odwiedziliśmy przepiękne. Sami Marokańczycy bardzo fajni ludzie uwielbiają się targować i nawet trzeba się targować zwłaszcza na bazarach ale i w sklepach z pamiątkami, ziołami czy skórami również - to jest ciekawy element tej wycieczki i bardzo wesoły. Jedyny mankament tej wycieczki to jedzenie, no nam nie w każdym hotelu smakowało. Było trochę monotonne. Personel hoteli nie zawsze nadążał z dostarczeniem jedzenia tak aby na bieżąco było wszystko co powinno być. Trzeba było prosić i czekać aż uzupełnią. Ale, zawsze jest jakieś ale , otóż jedzenie na mieście bardzo smaczne i nie drogie. A co kupić, polecam daktyle, figi orzechy no i nugat oraz olejek arganowy ale z dobrego źródła bo jak się okazuje w Maroko jest dużo podróbek. Polecam wycieczkę bo jest bardzo fajna.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
wakacje mojej żony
Tadeusz 20.05.2017 | Termin pobytu: kwiecień 2017 | Tagi: 56-65 lat, w parzeprogram wycieczki oraz jego przeprowadzenie na 10 !!! do zobaczenia na następnej wycieczce objazdowej z Waszym biurem.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wyjatkowe doznania dla ciała i ducha:)
IZABELA MONIKA, GDANSK 06.07.2022 | Tagi: 46-55 lat, w parzeWycieczka do Maroko okazała się strzałem w 10! Wyjątkowe wrażenia i doznania dla ciała i ducha. Wycieczka Cesarskie Miasta i tempo zwiedzania dostosowane dla każdej grupy wiekowej. Program bardzo interesujący i tu należą się szczególne podziękowania dla Przewodniczki Pani Niny, która swoimi relacjami, opowieściami oraz z humorem wprowadzała nas w historię i życie Maroka. Doskonaląc je w tzw "smaczki" które trudno byłoby wyczytać w książkowych przewodnikach. I tak poznaliśmy tętniący życiem całą dobę plac Jemaa el fna w Marakeszu, przepiękny i nowoczesny Rabat. Fez, w którym nie ma ruchu kołowego, tylko pieszo lub na .... osiołku:) Casablankę, która troszkę rozczarowała ale to chyba z winy naszej wybujałej fantazji:) Volubilis gdzie zachowały się ślady architektury z czasów imperium rzymskiego a przy okazji z bliska podziwialiśmy drzewa karobowe od których pochodzi nazwa Karat. Essaouirę, która nie pozwala o sobie zapomnieć i po jej zwiedzeniu nie można się dziwić, że powstało tam tak wiele produkcji filmowych. Przy okazji zwiedzania kolejnych miast - medin mieliśmy okazję posłuchać muzyki Gnaua, zobaczyć - powąchać warunki manufaktury przy produkcji unikatowych wyrobów skórzanych, czy słynnych mozaik. Kuchnia wyjątkowa pobudzająca zmysły - być w Maroko i nie spróbować Tadżina to byłaby profanacja:) Długo można by jeszcze wymieniać i pisać z podziwem lecz należy coś pozostawić dla wyobraźni dlatego szczególnie polecam tę wycieczkę.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Super wycieczka
Jacek, Warszawa 29.03.2017 | Termin pobytu: luty 2017 | Tagi: 36-45 lat, z rodzinąSuper wycieczka, wszystko odbylo sie zgodnie z umową. Super hotele, biorąc pod uwagę, że była to objazdówka