Opinie o Przez wydmy Dakaru
Oceny szczegółowe
Zweryfikowane treści - Opinie pochodzą od Klientów, którzy odwiedzili dany hotel lub uczestniczyli w wycieczce objazdowej.
Dowiedz się, co sądzą inni
Nowość AIZastanawiasz się, czy ta wycieczka to dobry wybór? Wpisz pytanie, a dostaniesz podsumowanie wszystkich opinii naszych gości.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Pierwsze kroki w Afryce
Bogdan, Warszawa 19.04.2014 | Tagi: 26-35 lat, w parzePomysł na wyjazd do Senegalu z Rainbow Tours w marcu 2014 pojawił się nie bez przyczyny. Byłem już znudzony podróżowaniem po Europie, ale brakowało mi ciągle odwagi na zorganizowanie dalekiej wycieczki na własną rękę. Miałem sporo obaw, bo turystyka przez szybę autokaru z zegarkiem w ręku zupełnie nie pasowała do mojego sposobu spędzania wakacji. Okazało się, że moje obawy były zupełnie niepotrzebnie. Na wycieczce nie zabrakło wcale bezpośredniego kontaktu z lokalnym życiem, przypadkowych spotkań i wakacyjnego luzu, a w autokarze spędziłem nie więcej, niż 30 minut. Przeprawa przez rzekę Gambię pozwoliła poczuć afrykański folklor już pierwszego dnia. Prom nie kursował i zdecydowaliśmy się na lokalny środek transportu, czyli mieszczącą kilkadziesiąt osób, drewnianą i kolorową łódź napędzaną silnikiem spalinowym. Łodzie nie dobiją do brzegu, a pasażerów wraz z ich bagażem przenoszą pracujący na plaży tragarze. Wysiadanie z łodzi wygląda w analogiczny sposób, ale wymaga zejścia z burty wprost na ramiona tragarzy. Kamizelki ratunkowe są dostępne dla każdego i chętnie używane również przez miejscowych. Jestem całkiem nielichej postury i czułem się niekomfortowo z myślą, że ktoś po pas w wodzie będzie mnie przenosić. Gdy zobaczyłem jednak jak tubylcy - kobiety, mężczyźni, biedniejsi i bogatsi - wskakują tragarzom na barana, to uczucie szybko minęło. Turyści byli tutaj niemałym zaskoczeniem dla miejscowych, co dodatkowo wzmogło panujący na plaży zgiełk i chaos towarzyszący obsłudze kilku łodzi. Po tygodniu powrót promem już nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Prom wypływa kiedy chce, płynie wolno i zdarzyło mu się akurat czekać na przypływ zanim mógł dobić do drugiego brzegu. Ostrożnie z fotografowaniem, bo jest też wiele osób z dalszych regionów, które nie przywykły do białych z aparatami. To zresztą trzeba mieć w pamięci podczas całej podróży. W Kaolack to ja poczułem się egzotyczną ciekawostką. Tłum Afrykanów zajęty jest tam swoim życiem, które chaotycznie pędzi pomiędzy tysiącami straganów oferującymi wszystko, na co tylko może znaleźć się kupiec. Nikt specjalnie nie zabiega o uwagę turystów, zbyt wiele jest ważniejszych spraw. Ale jeśli zdecydujemy się na zakup lokalnych kosmetyków lub kadzideł, na pewno szybko dobijemy targu. Raczej nie ma co liczyć na pamiątki, te łatwiej kupić w Banjul. Na długo w pamięci pozostanie targ rybny, który gwarantuje wrażenia bardzo odległe od typowo europejskiej estetyki. Keur Saloum to idealne miejsce na odpoczynek, tutaj złapałem oddech i odprężyłem się przed dalszą drogą. Zanurzone w spokoju i rozrzucone pomiędzy drzewami chatki, a za nimi przestronny bar z widokiem na szeroką, meandrującą rzekę i lasy mangrowe. Wieczorny rejs był pierwszą okazją do bliższego poznania przyrody. Prawdziwą gratką są odwiedziny w noclegowni ptaków wodnych, które nic sobie nie robią z przypływających łodzi. Warto nie przegapić wieczornego pokazu afrykańskich tańców i muzyki, bo prezentowany jest z wielkim zaangażowaniem i nie brakuje mu autentyczności. Zresztą muzyka będzie towarzyszyć całej podróży i niezłym pomysłem byłoby nagrywanie akustycznych pocztówek z ulicznych występów. Przy śniadaniu również przywitała mnie muzyka, ale tym razem klasyczna, a wtórował jej ptasi chór. Touba może rozczarować znawców architektury, ale i tak jest sporym zaskoczeniem na tle krajobrazu. Po przebyciu dziesiątek kilometrów wśród prostych wiosek z dachami ze słomy, strzeliste minarety i bogate mozaiki zdają się pochodzić z innego świata. Islam nie jest tutaj ortodoksyjny, ale przypomina o swoim surowym obliczu parzącymi w gołe stopy marmurami. Wnętrza meczetu oferują natomiast cień i chłód, a wierni ucinają sobie drzemki w niedbałych pozach. Przy tej okazji warto wspomnieć o pochodzącym stąd napoju, mianowicie o Cafe Touba. Ta mocna kawa z mieszanką przypraw rozlewana jest z wielkich termosów, które można znaleźć w okolicy targów lub tłocznych ulic. Nie ma co jej szukać w hotelach, a wielka szkoda. Jest też świetnym sposobem nawiązywania serdecznych znajomości, bo tubylców bardzo cieszy docenianie tego przysmaku. Saint Louis to miasto muzyki i sztuki, które chętnie pozuje do fotografii, ale trzeba też pamiętać, że nie wszyscy mieszkańcy są przyzwyczajeni do obecności turystów. Znajdziemy tutaj kolonialne, chociaż zaniedbane, zabudowania, mosty zawieszone nad kolorowymi pirogami, kolorowe stragany i tłoczne porty. Jeśli traktujemy fotografię troszkę poważniej, to właśnie tutaj warto poszukać miękkiego światła, najlepiej w okolicach Pont Moustapha Malick Gaye. W programie czeka nas też przejażdżka bryczką, ale dopiero wycieczki na własną rękę pozwalają poczuć atmosferę tego miejsca. Panujący wokół bałagan i chaos zupełnie mnie nie raził, a raczej kokietował specyficznym, egzotycznym charakterem. Polecam przechadzkę miejską plażą, która jest wielkim, niekończącym się targiem, portem, wioską i boiskiem piłkarskim w jednym. Południowy, nieco bezludny kraniec półwyspu skojarzył mi się z Helem, a przynajmniej podobnie tutaj wiało - warto o tym pamiętać przy pakowaniu. Park Djoudj znajdował się całkiem niedaleko od hotelu i aż szkoda, że nie dotarliśmy tam o brzasku. Mimo tego, czekały na nas setki, a może tysiące pelikanów. Oprócz nich całe ptasie bogactwo Senegalu, bo to ostatni przystanek ze słodką wodą przed Saharą. Miałem ze sobą lornetkę i teleobiektyw, ale nieprzygotowany turysta też niczego nie straci, bo ptaki nie robią sobie nic z podpływających łodzi. Sprawną identyfikacją gatunków zaskoczyła mnie nasza przewodniczka, Sylwia, która miała ze sobą również mini-atlas na wypadek rzadszych osobników. Podczas rejsu spotkaliśmy też warany, guźce, szakala a nawet krokodyla. Guźce okazały się później wyjątkowo sympatyczne i beztrosko baraszkowały przy śmietniku kilka metrów od nas. Zauważyłem, że niektórym dzień się nieco dłużył – ale nie byli to z pewnością fani kontaktu z przyrodą. Dakar to mieszanka Afryki i Europy, ale raczej gorszych elementów z obu kultur. Tłoczny, rozciągnięty po horyzont koszmar urbanisty i górujący nad nim pomnik próżności władz - statua odrodzenia. W mojej pamięci widokówką Dakaru będzie minibus, ozdobiony i umalowany w afrykańskim stylu, pędzący z kilkorgiem dodatkowych pasażerów na tylnym zderzaku trzypasmową autostradą. Oprócz miasta, czekały na nas dodatkowe atrakcje – różowe jezioro, wycieczka ciężarówkami i wyspa Goree, dla której warto było odwiedzić ten zakątek Afryki. Wyspa Goree to muzeum handlu niewolnikami, które jest celem wycieczek szkolnych z całego kraju. Pasażerami promu była więc mała grupa białych turystów, kilku handlarzy pamiątkami i dziesiątki dzieciaków w obowiązkowych mundurkach w każdym wieku. Po tym doświadczeniu wiem, że afrykańskie dzieci są zdecydowanie grzeczniejsze, niż ich europejscy rówieśnicy. Oprócz kontekstu historycznego, warto przyjechać tu ze względu na bogatą, kolorową, kolonialną zabudowę. Obowiązkowo trzeba zjeść gigantyczne krewetki nad samą plażą z widokiem na łodzie i pracujących przy nich rybaków. Wyspa to jednak nie tylko historia, żyje tutaj mała społeczność utrzymująca się z turystyki i rybołówstwa, tworząca niepowtarzalny folklor tego miejsca. Banjul to stolica Gambii, i jak przystało na stolicę najmniejszego państwa w Afryce, nie rości sobie praw metropolii. Widać to zwłaszcza z panoramy z łuku 22 lipca. Kiedyś nazywane miastem świateł, dzisiaj raczej jest miastem uśmiechów. Gambia bardziej niż Senegal zdaje sobie sprawę z roli turystyki w rozwoju kraju, co widać zarówno w nastawieniu spotykanych ludzi, jak i np. w obowiązkowym sprzątaniu kraju ze śmieci. Obowiązkowym miejscem jest Albert Market, czyli wielkie targowisko, gdzie koniecznie trzeba odwiedzić uliczki z rękodziełem. Spotkamy tam nie tylko handlarzy, ale też rzeźbiarzy na bieżąco uzupełniających asortyment. Kupując pamiątki trzeba się targować, ale warto pamiętać, że oprócz zakupów, to też konkretny i bezpośredni sposób na pomoc materialną dla ludzi, którzy jej naprawdę potrzebują. Zresztą, targowanie w stylu afrykańskim jest o wiele sympatyczniejsze i weselsze od tego, co spotyka się w krajach arabskich.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wspaniała wycieczka
Hanna 04.07.2025 | Termin pobytu: luty 2025 | Tagi: 56-65 lat, samemuProgram wycieczki całkowicie zrealizowany. Ciekawe miejsca. Mnóstwo wrażeń. Jestem bardzo zadowolona. Wszystko super!!!
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
pozytywna
Cezary, Poznan 22.12.2015 | Tagi: 36-45 lat, w parzeBardzo polecam te wycieczke. Biorac pod uwage oczywiscie ze to Afryka. Proponuje by zabrac cos z materialow biurowych dla dzieciakow z odwiedzanej szkoly. Biuro o tym nie informuje.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
marzenia z RT się spełniają :)
Ela, Poznań 18.04.2014 | Tagi: 26-35 lat, z rodzinąZawsze można się czegoś doczepić : a to nie-luksusowego busa, wiecznie spóźnionego promu, czy innych nie do końca zależnych od nas spraw... Ale można spakować się w środku zimy, dotrzeć do krain pełnych słońca i uśmiechu, gdzieś "po środku dzikiej Afryki", i przeżyć niezapomniane chwile! Afryka była dzika na tyle, by móc podejrzeć dzikie ptactwo w parku Langue de Barbarie, pospacerować z lwami w Reservat de Fathala, i podziwiać zebry i żyrafy w Reserve de Bandia. Gambia i Senegal nie były dzikie na tyle, by czuć się tam nieswojo, czy niebezpiecznie. Zamiast tego otaczały mnie przyjazne i uśmiechnięte twarze tubylców, niejednokrotnie usłyszałam "no problem the Gambia", co oznaczało, że wszystko jest do zrobienia, nie ma rzeczy niemożliwych. Skosztowałam nowych pysznych potraw, przygotowanych m.in. z orzeszków, które uprzednio można było przesiać osobiście na polu z senegalczykami, w czasie ich zwykłego dnia pracy. Pilot wprost zalewał nas ciekawostkami i cennymi informacjami. Co dzień odkrywaliśmy nowe zakątki, zatapialiśmy się w kulturę tubylców tak odmienną od naszej oraz ich historię. Dowiedziałam się wiele o codziennym życiu, pełnym radości, zabawy, ale i trosk o byt. Wszystko to bez uciążliwego wysiłku, nawet będąc wiecznie w drodze, "na walizkach" i niezależnie od wieku uczestników. Do dziś pamiątki- te drewniane w postaci figurek, czy papierowe- zdjęcia przeglądane bez końca, czy w końcu oryginalna biżuteria wkładana od czasu do czasu, przypominają mi, że to nie była bajka, a jedna z lepszych wycieczek w moim życiu. Dziękuję RT!
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Impreza z klimatem i ...
ewa 04.01.2017 | Termin pobytu: luty 2017 | Tagi: 56-65 lat, w parzeObjazd zoorganizowany perfekcyjnie..dzieki m.in. polskiemu pilotowi Łukaszowi PRzewłockiemu ( wielka kultura i wiedza, takt i szacunek do mieszkańców Senegalu i Gambii). Kemo - lokalny przewodnik niezwykle kontaktowy i przyjazny. Program przemyślany , niezbyt męczący. Hotele ok ( z wyjątkiem pierwszego - ale o tym wszyscy już wiedzą ). PObyt mieliśmy w hotelu Sand Beach w KOtu - hotel godny polecenia . Gambia to przyjazny i bezpieczny kraj ... warto było !!!!!
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Pierwszy kontakt z Afryką
Beata 03.03.2026 | Termin pobytu: luty 2026 | Tagi: 56-65 lat, z rodzinąAfryka mnie zachwyciła. Senegal i Gambia zachwycają przyrodą , uśmiechami, kolorami, dźwiękami nie tylko marakasów. Cisza spokój i pełny relaks. Przewodnik krajowy jak i miejscowy o ogromnej wiedzy i kulturze. Kierowca zadbał o nasze bezpieczeństwo.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Afrykańska przygoda
Pipon 11.12.2019 | Tagi: 26-35 lat, z rodziną"Przez wydmy Dakaru" to nasza kolejna udana impreza z biurem Rainbow. Wycieczka ukazuje życie codzienne tubylców oraz występującą tam przyrodę. Ludzie zamieszkujący zwiedzane tereny są uśmiechnięci oraz przyjaźnie nastawieni do turystów. Podczas wyprawy poznaliśmy zwyczaje, tradycje, historie oraz różnorodne gatunki roślin a także zwierząt, o których z zaangażowaniem opowiadał nam przewodnik - p. Wojciech. Dzięki jego wiedzy mieliśmy okazję dowiedzieć się wyjątkowych i dotychczas nieznanych nam informacji na temat życia tubylców. Poniżej przedstawiam program naszej wycieczki: 1. DZIEŃ: Przylot do Banjul około godziny 19. Po wypełnieniu wizy lotniskowej i odbiorze bagaży transfer do hotelu. 2. DZIEŃ: Przejazd przez Banjul, następie oczekiwanie na przeprawę promową. W porcie możemy zobaczyć prawdziwy koloryt Afryki. Podczas drugiego dnia skorzystaliśmy z możliwości uczestnictwa w wycieczkach fakultatywnych. Obejmowały one spacer z lwami oraz rejs łodzią wraz z możliwością zwiedzenia wyspy baobabów. Następnie udaliśmy się do tzw. "ptasiej sypialni", gdzie obserwowaliśmy mnóstwo rodzajów ptaków. 3 DZIEŃ: Po śniadaniu wyruszyliśmy do Rezerwatu Bandia, gdzie czekały na nas specjalne przygotowane jeepy. Podczas jazdy, każdy z zaangażowaniem wypatrywał różnych mieszkających na terenie rezerwatu zwierząt (m.in. zebry, żyrafy, antylopy, nosorożce, strusie, małpy). Na terenie rezerwatu możliwość zakupu tamtejszych likierów. Po safari udaliśmy się do hotelu w Lac Rose. Na zakończenie dnia pełnego wrażeń czekała na ns przejażdżka wokół różowego jeziora. 4. DZIEŃ: Po śniadaniu udaliśmy się do Dakaru, skąd przepłynęliśmy statkiem na malowniczą wyspę Goree. Oprócz pięknych widoków, mogliśmy podziwiać oraz zakupić lokalne rękodzieło. Po zwiedzaniu wysypy i czasie wolnym przejazd do hotelu w Lac Rose. Dla chętnych możliwość skorzystania z kąpieli w różowym jeziorze oraz zażycia lokalnego prysznica. 5. DZIEŃ: Przejazd do Saint-Louis. Podczas przejazdu postój na zdjęcia obok olbrzymiego baobabu. Po dotarciu do Saint-Louis przejazd dorożkami przez miasto. 6. DZIEŃ: Przejazd do Parku Narodowego DJOUDJ, gdzie braliśmy udział w rejsie po rzece Senegal. Punktem kulminacyjnym rejsu była wyspa pelikanów. Po rejsie przejazd do hotelu. 7. DZIEŃ: Dwunastogodzinny przejazd do Banjul. 8. DZIEŃ: Zwiedzanie Banjul, rezerwatu krokodyli, gdzie każdy mógł "pogłaskać" krokodyla. Następie przejazd na lokalny targ Albert Market. Po zwiedzaniu transfer do hoteli.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Bardzo ciekawy i różnorodny program!
MICHAŁ, Warszawa 15.02.2019 | Tagi: 26-35 lat, samemuGorąco polecam tę wycieczkę. Przeszła moje oczekiwania. Program jest różnorodny: od kontaktu z miejscowymi na każdym kroku, przyrody (widoki, baobaby, po ptaki, spacer z lwami i głaskanie krokodyli), po duże miasta, malownicze slumsy i (niestety) prawdziwą Afrykę, czyli miejscami pola zaścielone śmieciami. Wielkim plusem wyjazdu był przewodnik, pan Wojciech - sympatyczna osoba z ogromną wiedzą i doświadczeniem. Lokalny przewodnik był również bardzo pomocny i sympatyczny. Hotele również przerosły moje oczekiwania. Nie są może eleganckie, ale z moich poprzednich doświadczeń w krajach o podobnym standardzie życia, spodziewałem się dużo gorszych przybytków. Poprzedni uczestnicy straszyli, że jedzenia jest mało i monotonne. Nie miałem takiego wrażenia. Było smacznie - i znowu - jak na kraje gdzie prawie wszystko przyjeżdża z Europy - raczej nikt głodny nie chodził. Kolejnym plusem był bardzo wygodny mini-bus. Poza jednym dniem (powrót z Saint-Louis do Gambii) nie było długich przejazdów.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wyprawa godna polecenia
Renata, Wolczkowo 06.02.2023 | Termin pobytu: styczeń 2023 | Tagi: 56-65 lat, z rodzinąSuper przewodniczka Marta z ogromna wiedza o doswiadczeniem. Niezwykle sprawny i pomocny lokalny przewodnik Kemo. Super kierowca.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Fantastczna wyprawa
Iwona, ------ 16.03.2025 | Termin pobytu: luty 2025 | Tagi: 46-55 lat, z rodzinąTo była wspaniała wyprawa, która dała nam możliwość poznania prawdziwego życia w tej części świata. Towarzyszyła nam świetna przewodniczka Monika, skarbnica wiedzy o Afryce, a przy tym przesympatyczna, pełna energii i humoru dziewczyna. Muszę też wspomnieć lokalnych pracowników biura- pilota pana Sutaya,który dwoił się i troił,żeby wszystko się udało (był niezastąpiony!), a także sympatycznego pana kierowcę Alagi,który dokazywał cudów i woził nas bezpiecznie po drogach i bezdrożach Gambii i Senegalu. Polecam ten wyjazd każdemu, kto ma w sobie ciekawość świata, ale też gotowość do znoszenia pewnej niewygody czy zmęczenia. Miłośnicy luksusowych hoteli i drinków z palemkami nie powinni wybierać tej opcji,bo będą zawiedzeni.