Zastanawiasz się, czy ta wycieczka to dobry wybór? Wpisz pytanie, a dostaniesz podsumowanie wszystkich opinii naszych gości.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Kolejna podróż do Afryki z Rainbow. Po Kenii i Tanzanii przyszła kolej na "uśmiechnięte zachodnie wybrzeże Afryki". Wycieczka dla wszystkich osób, zarówno młodszych jak i starszych bo intensywność jest bardzo spokojna, tak bym to delikatnie ujął. Ale po kolei. Dzień 1: czyli praktycznie cały dzień w samolocie Enter Air (akurat w naszym terminie lot z międzylądowaniem w Madrycie). Wieczorem przylot do Banjul, przejazd do hotelu Laico Atlantic, zakwaterowanie na które trzeba przeznaczyć dużo cierpliwości dla osób, które nie miały styczności z "czarną Afryką". Tutaj stres, pośpiech i tego typu pojęcia nie istnieją. Dzień 2: WOLNY w programie. Dla leniuchów bardzo fajny hotel, prywatna plaża nad Oceanem, basen, jacuzzi, bilard, jest gdzie wypoczać nie wychodząc z hotelu. Ale nie każdy leci do Afryki leżakować prawda? My poszliśmy do pozwiedzać centrum Banjul, z Albert Market włącznie - jakieś 10 min pieszo od naszego hotelu, potem Kachikally czyli park z krokodylami, w którym możemy je dotykać głaskać itd. oraz park małpek. Są oczywiście inne atrakcje - poszukajcie i coś wybierzecie dla siebie na pewno. Koszt całego przejazdu taxówką to 800 Dalasi. Super dzień samemu bardzo łatwo tutaj zorganizować - ludzie są przyjaźnie nastawieni, chętni pomóc czy nawet poprowadzić za darmo! Dzień 3: Zwiedzanie Banjul z wycieczką, Łuk, który leży 15min pieszo od Laico, czy Albert Market możecie już zobaczyć sami w 1wszym dniu. Po południu przejazd (niedługi) do świętego lasu Makasutu. Przejazd chwiejącą się łódką (ok 30min) i spacer po lesie. My z wróżb Marabouta nie korzystaliśmy, wiec nie napiszę jak tam u niego jest. Genaralnie Makasutu to super miejsce! Dzień 4: Wykwaterowanie z hotelu i przejazd do portu, gdzie rzeczy dalej jadą busem, a my wsiadamy na statek i 3h płyniemy na wyspę Kunta Kinteh. Podczas rejsu dostępne zimno piwko i napoje. Jul Brew - pyszne gambijskie piwko, porównywalne nieco do naszego Heinekena :) Na wyspie w sumie mamy czas wolny - ok 40min. Wysepka malutka, ale bardzo nam sie podobaly baobaby czy same pozostalosci fortu. Nastepnie płyniemy do Albredy, zwiedzamy na muzeum niewolnictwa i idziemy kilka minut do wsi Juffureh, skąd pochodzi Kunta Kinteh. Spotykamy się z rodziną Kunta. Później jedziemy na granicę z Senegalem i wieczorem meldujemy się w nowym hotelu w miejscowości Toubacouta, położonej ok. 30min drogi od Parku Fathala. Dzień 5: Po śniadaniu ruszamu do Parku Fathala. Zaczynamy od spaceru z lwami, który po prostu jest NIESAMOWITY !!! Ekstra przeżycie i nawet dla samego spotkania z tymi kociakami warto tu przyjechać!! Spacer trwa około godzinki, zdjęć mnóstwo. Następnie safari w tym parku, dla nas średnio udane, ponieważ była bardzo wysoka trawa, i udało się spotkać jedynie zebry i żyrafy z dość daleka (udało się pstryknąć dość fajne zdjęcie obiektywem 400mm). Obiad na własny koszt w Parku - pizza bardzo dobra. Wracamy do hotelu. Znowu dość sporo czasu wolnego, więc my wybieramy się na spacer po wiosce poobserwować codzienne życie tubylców. Nad wieczorem rejs na wyspę ptaków i baobabów - tutaj lekki niewypał, łodka nabierała wody, na wyspę ptaków, którą opływamy dookoła, docieramy za szybko i ptaków tak naprawdę było kilka, a wyspa baobabów - raczej nic specjalnego, poza jednym drzewem kapokowym - wieeeeelkim! Reszta bez WOW. Dzień 6: Tu praktycznie cały dzień spędzamy w busie jadąc w kierunku południowego Senegalu. Dojeżdżamy do Barra, gdzie jesteśmy świadkami niezwykłej przeprawy promowej do Banjul - na promie jest wszystko! dosłownie! samochody, ludzie, zwierzęta, sprzęt rtv, agd itd. itp. Samo przepłynięcie przez rzekę trwa około 30min. Do Cap Skirring dojeżdżamy wieczorem i jeszcze chętni wyjeżdżają na koncert w restauracji. Pomimo zmęczenia, było bardzo sympatycznie. Dzień 7: Dzień do godz. 15 wolny. My z racji braku słońca (tak sami się zdziwiliśmy, że nie było upału) poszliśmy tylko zobaczyć plaże i ocean położone w pobliżu hotelu - około 500m a potem ok. 2km do centrum, zwiedziliśmy wioskę, wypiliśmy piwko i poraz pierwszy posmakowaliśmy orzeszków ziemnych, które dostaliśmy gratis do piwka - SKOSZTUJCIE są jakieś inne ;) lepsze! Po południu kolejny rejs - wyspa Ehidje, na której główną atrakcją jest wielkie drzewo kapokowe oraz smakowanie ostryg. Dzień 8: Powrót do Laico Atlantic w Banjul - około 14 w hotelu, a 17 wyjazd na lotnisku. Brak wolnych pokoi, więc przepakowujemy się w recepcji i spędzamy czas nad basenem. Nocny przelot i rano meldujemy się w Warszawie. CO ZABRAĆ? Hmm USD albo Euro to przede wszystkim. Przejściówki do kontaktów typu angielskiego. Coś na komary, bo istnieją w sumie chyba tylko w Banjul. Coś na głowę, na skórę zabezpieczające przed słońcem oraz przede wszystkim dobry humor! Jeśli macie to weźcie żółtą książeczkę szczepień, niby wymagane nie jest szczepienie przeciw żółtej febrze, a jednak przy jednym z przejść był problem..
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Objazd po Gambii i Senegalu będę wspominał z uśmiechem na ustach. Każdy dzień w tych niezwykłych krajach przynosił nowe, fascynujące doświadczenia, a ich różnorodność i piękno pozostaną na długo w mojej pamięci. Spacer z lwami to z pewnością jedno z najbardziej zapadających w pamięć wydarzeń w moim życiu. Zdjęcia, na których patrzę prosto w oczy olbrzymiemu królowi zwierząt, wciąż budzą we mnie ekscytację i zachwyt. Bliskość tych majestatycznych stworzeń to doświadczenie, którego nie da się porównać z niczym innym. Ten wyjazd jest idealny dla osób, które cenią sobie kontakt z ludźmi. Na każdym kroku byłem zagadywany przez tubylców, którzy swoją otwartością i serdecznością sprawiali, że czułem się tam jak w domu. Senegalczycy i Gambijczycy są niezwykle przyjaźni, zawsze gotowi do pomocy i w wielu przypadkach bezinteresowni. Ich życzliwość i gościnność to coś, co na długo pozostaje w sercu. Organizacja całego wyjazdu zasługuje na najwyższe oceny. Wszystko było dopracowane w najmniejszych szczegółach, co pozwalało mi skupić się na czerpaniu radości z podróży i odkrywaniu nowych miejsc. Wspaniałe wspomnienia z Gambii i Senegalu będą mi towarzyszyć przez całe życie.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wycieczka wspaniała. Team przewodnicy Karol, Kemo i kierowca Baba super, zawsze pomocni, przewodnicy z dużą wiedzą. Hotele jak na objazdowce ok , zawsze należy pamiętać że jesteśmy w Afryce. Spacer z lwami - poziom adrenaliny wzrósł momentalnie, ale warto było. Spacer cudowny. Wycieczki łodziami bardzo fajne.Grupa wspaniała.Polecam .
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Każdemu polecam odwiedzenie tego pięknego kraju. Wycieczka jest warta każdych pieniędzy. Grupy są do 20 osób co sprawia że każdy że każdy czuję się jak na indywidualnej wycieczce. Przewodnik Michał jest przemiły i świetnie przekazuje wiedzę ,pomaga mu w tym miejscowy przewodnik Buba z plemienia Mandinka jest super.Gambia to kraj w którym turystyka się dopiero się rozwija. Tydzień pobytu spędziliśmy w hotelu G0LDEN BEACH był fantastyczny dzięki naszym gambijskim przyjaciołom Bubie ,Jojo i naszej rezydence Monice .All-inclusive odbiegało od ALL-inclusive w Egipcie Majorce czy Dominikanie ale to Afryka to-Gambia-no stress, no problem. pozdrawiam Ania i Piotr
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wyjazd bardzo udany, zdecydowanie przerósł nasze oczekiwania. Zaczynając od pogody tzn. codziennego +39st C, poprzez przyrodę kończąc na najważniejszym, tj. ludziach. Wyjazd w lutym, czyli w porze suchej oznacza codzienne zmaganie się z temperaturami na poziomie +37..+39st C w cieniu, brakiem chmurek na niebie, ale ma to swoje zalety…oznacza minimalną ilość komarów – praktycznie nie używaliśmy zabranych z kraju w olbrzymich ilościach repelentów 😊. Pewne jest, że porze suchej bardziej poszukiwanymi środkami są kremy z filtrami UV niż repelenty. Kolejnym bardzo pomocnym wyposażeniem, koniecznym do zabrania, są latarki….częste zjawisko w odwiedzanych hotelach to zaniki zasilania i związany z tym komplikacje w postaci braku wody. Ale wybierając wycieczkę objazdową po tej części Afryki trzeba przyjąć to normę i traktować jako dodatkowe atrakcje. Wyżywienie…hotelowe śniadania i kolacje były bardzo monotematyczne, wyjątek stanowił hotel La MARSU w Cap Skirring, ale tylko w zakresie kolacji 😊. Ale te niedostatki w pełni wynagrodzone zostały posiłkami serwowanymi w lokalnych restauracjach, bardzo smacznym obiadem przygotowanym przez załogę łodzi, którą płynęliśmy na wyspę Kunta Kinte, pieczonymi ostrygami na wyspie Ehidj, czy też degustacją wina z soku palmowego. Przyroda – jak to w porze suchej, raczej uśpiona, ale mimo wszystko cudowna. Wśród roślinności dominowały baobaby, palmy, mahoniowce i oczywiście wszechobecne namorzyny. Dużo więcej można powiedzieć na temat zwierząt. Zaczynając od Kachikally Crocodile Pool, czyli sadzawki (dosłownie) z żyjącymi w niej krokodylami, następnie park Makasutu z agresywnymi pawianami bezczelnie kradnącymi wszystko to było pozostawione na stołach, wyspę ptaków, czyli miejsce na rzece, gdzie na nocleg zlatują niezliczone ilości czapli, kormoranów, a nawet pelikanów. Kulminacyjny punkt objazdu to wizyta w rezerwacie Fathala, gdzie praktycznie w naturalnych warunkach żyją antylopy, zebry, guźce, bawoły, nosorożec (jeden, król Kevin) i żyrafy (trzeba przyznać, że potrafią się maskować, szukaliśmy ich ponad czterdzieści minut 😊). Jednak najpiękniejsze co można przeżyć w rezerwacie to spacer z lwami – wszyscy wiedzą, że zwierzęta są przyzwyczajone do obecności ludzi, że są nakarmione, nie mniej przebywanie w zasięgu ręki z takimi „kociakami” wywołuje pewien dreszczyk emocji. Jednak to co najbardziej zapada w pamięci po tym wyjeździe to ludzie. Gambia to jeden z biedniejszych krajów na świecie, nie lepszą pozycję zajmuje Senegal, co widać na każdym kroku, jednak nie przeszkadza to w tym, że ludzie są weseli, życzliwi i pomocni. Praktycznie za każdym razem, kiedy opuszczaliśmy hotel zaraz dołączał do nas ktoś miejscowy, który towarzyszył nam w trakcie spaceru opowiadając swoją historię, prezentując ciekawe miejsca, w które sami nigdy byśmy się nie zapuścili 😊, co najważniejsze nigdy nie próbowali naciągać na jakieś datki. Dzięki tym „towarzyszom” można było poznać, jak wygląda rzeczywistość w tych krajach. Od razu dodam, że część z tych miejsc nie polecana jest dla ludzi ze słabymi żołądkami, np. targ rybny w Tanji – oczywiście ryby są świeże, praktycznie prosto z łodzi, niemniej wszystkie pozostałości z ich oczyszczania pozostawione w palącym słońcu powoduje, że zapach tam panujący może zniechęcić do spożywania ryb. Podsumowując – wspaniałe przeżycie, wyjazd z pewnością pozostanie na długo w pamięci. Szczególne podziękowania dla pilota Wojtka i niezmiernie sympatycznego lokalnego przewodnika Kemo.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Warto zobaczyć inną kulturę i uzmysłowić sobie, jak w naszym kraju dobrze się ludziom żyje. Spacer z lwami to niezapomniane przeżycie, zwłaszcza, gdy lwica ryczy na konarze tuż nad głową. Hotele jak na warunki afrykańskie dobre, chociaż oczywiście nie był to poziom europejski. Jedzenie skromne, ale smaczne. Program nie był intensywny, ja raczej miałam za mało ruchu. Jak ktoś ma możliwość, niech weźmie jakieś rzeczy do oddania miejscowym.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wyjazd do Gambii i Senegalu to pokłosie innej afrykańskiej wycieczki „Magiczne Południe”, również z firmą Rainbow. To właśnie wtedy pustynna część Maroka, mało uczęszczana przez turystów, dzika i pierwotna stała się inspiracją do poznania, tego co jeszcze dalej na południe, hen za Saharą. Pamiętam mural w pustynnym saharyjskim miasteczku: Zagorze z napisem „52 dni drogi do Timbuktu” (Timbuktu to stolica Mali) wtedy pomyślałam sobie, że trzeba zobaczyć, jak wygląda Afryka, ta bliżej zwrotnika… Bardziej prozaiczną przyczyną wyboru tego kierunku był brak urlopu/wolnego czasu na wyjazd w lecie. Przed podróżą usłyszałam, że Senegal i Gambia nie obfitują w bogactwo fauny i flory tak jak Kenia. Ja osobiście byłam pod tym względem usatysfakcjonowana. Dość powiedzieć, że w samej Gambii, o powierzchni 11 tyś km kwadratowych, żyje ponad pół tysiąca gatunków ptaków. Więcej, ten zakątek Afryki nie jest turystycznie popularny, co było dla mnie dużym plusem. W pierwszym dniu wyjazdu organizatorzy postanowili dać uczestnikom wycieczki czas wolny, co po uciążliwym locie jest doskonałym pomysłem. Wygodni (takich w naszej grupie nie było), mogą go spędzić nad oceanem na pięknej plaży należącej do hotelu Senegambia w Kololi (klienci biura są bez problemu wpuszczani na teren ośrodka). Część grupy, przyjmując zaproszenie od przechodnia na ulicy, pojechała do wioski na afrykańskie wesele. Ja ten dzień zaplanowałam już w Polsce: zwiedzanie centrum Kachikally oraz Monkey Park. Kachikally to muzeum etnograficzne otoczone ogrodem i połączone ze szkółką krokodyli obok świętego jeziorka. Wolny datek na karmę dla krokodyla (jedno zwierzę zjada około 250 kg ryb dziennie) kosztuje 100 dalasi. Tyle samo zapłacimy za naszyjnik z zębem gada. Monkey Park, znajdujący się blisko hotelu, to rozległy teren zielony: z alejkami do chodzenia pośród egzotycznych drzew, z kamiennymi ławeczkami, w towarzystwie licznych małp i wielkich jaszczurek. Na bilet wstępu wydamy 50 dalasi. Bez trudu można wynająć na cały dzień taxi wraz z oprowadzaniem (500 dalasi). Przyroda tej części Afryki jest dla nas Europejczyków czymś niezwykłym. Żelaznym punktem programu tej wycieczki jest spacer z lwami na terenie Fathala Park w Senegalu. Taką możliwość daje jedynie 5 ośrodków na świecie. Spacer z lwami oferowany jest tutaj od 7 lat, trwa 45 minut, prezentowane są zawsze zwierzęta w parach. Ja miałam przyjemność poznać Chrisa i Sisi. Przed spacerem każdy otrzymuje drewniany kij, który należy trzymać zawsze przed sobą. Ubiór powinien być stonowany i raczej jednobarwny. Nie należy zakładać okularów lub innych przedmiotów mogących połyskiwać w słońcu. Nie wolno wykonywać zbyt gwałtownych ruchów ani krzyczeć. Lwy są jak najbardziej prawdziwe, nie idą na smyczy, ani nikt ich nie karmi substancjami uspokajającym. Są piękne i na wyciągniecie ręki. Fathala Park zajmuje obszar 6 tyś. hektarów, z czego 2 tyś. udostępnione zostało turystom. Po ekscytującym spacerze z królem zwierząt (w pełni zasługuje na to miano i ja to teraz wiem) program wycieczki przewiduje safari. Na trasie zobaczyłam: 9 żyraf, 1 dorosłego nosorożca, 4ry gatunki antylop (w tym 2 antylopy Elan), koczkodany zielone, stado zebr, guźce oraz 2 zielono-żółte papużki faliste. Pierwszy raz w życiu widziałam drzewo mahoniowe, a cudownie pachnący dziką miętą busz był dopełnieniem szczęścia. Wyjazd obfituje w atrakcje przyrodnicze. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie wszędobylskie baobaby, plantacje orzeszków ziemnych i nerkowców, namorzyny obficie obrośnięte ostrygami, wreszcie pola ryżowe. Na wyspie ptaków, w dorzeczu rzeki Saloum w Senegalu, mogłam podziwiać z małej łódki tysiące ptaków: czaple, kormorany, zimorodki, pelikany. Na sam koniec pobytu, rajskie plaże Cap Skirring z palmami kokosowymi wydały mi się jak z dawnej reklamy pewnego batonika… Tubylcy powiadają, że Gambia nie ma bogactw naturalnych, nie ma nic, ale za to ma ludzi. Coś w tym jest…Region zamieszkują plemiona Diola, Mandinga, Uolof oraz Fula. Każde z nich ma swój język i zwyczaje. Park Makasutu, będący w programie wycieczki, założyli miejscowy szaman oraz policjant, wykupując ziemię od okolicznych wiosek. Makasutu w języku Mandinga oznacza „święty las”. To tu można udać się do miejscowego szamana, zwanego marabutem, do czego gorąco zachęcam. Spotkanie ma charakter kameralny i obywa się w szałasie. Poruszonych w rozmowie spraw oraz udzielonych rad nie wolno zdradzać. Chcecie znać swoją przyszłość, otrzymać wskazówki, jak zadbać o zdrowie najbliższych i własne szczęście? Musicie koniecznie jechać na wycieczkę „Senegambia spacer z lwami” z biurem podróży Rainbow.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Mając juz doswiadczenie w " wycieczkowaniu " - stwierdzam, że w kraju , ktory nie jest zapewne najciekawszym miejscem na ziemi , jak np. Kenia, RPA , czy kraje Dalekiej Azji - mozna znaleźć sporo inyteresujących miejsc, głównie za sprawą wiedzy pilotow, znających kraj i, jego historię i charakterystyczne cechy , odróżnjące tę część świata od innych. Nasi piloci ( Pani Malgorzata - zwana przeze mnie " Margaret" i pan Robert w pełni spełnili moje oczekiwania. Byli troskliwi , opiekuńczy , dysponowali dużą wiedzą historyczną i socjologiczną dotyczącą Senegalu i Gambii, zwyczajów tam panujacych, znali języki ( francuski , angielski) ,a przy tym mieli ogromnie dużo cierpliwosci w stosunku do uczestników, imponujące wiadomosci i komunikatywność , znajomość realiów miejscowych i sposoby " załatwienia" jak najbardziej wygodnych dla uczestników warunków podróżowania. Przyroda piekna, jeszcze nie do końca " zadeptana" - jak we wschodniej Afryce. Mnóstwo ciekawej fauny i flory. I mimo ,że nie ma tam słynnej "wielkiej piątki " - poczułem smak, zapach i życie Afryki zachodniej ( innej niż poprzednio zwiedzane przeze mnie Maroko , moze nawet bardziej ciekawe ). Nieco inne takze niż w poprzednich moich podróżach ( Kenia, Uganda, Tanzania - jesli chodzi o ten kontynent) , ale o to wlaśnie chodziło. Jestem ogromnie zadowolony ze sposobu organizacji imprezy ( forma Rainbow ) widoków , które tam miałem mozliwość oglądać ( mangrowce,. rzeka Gambia z dorzeczami, ptaki, także , dla turystów w sposób atrakcyjny stworzone " safari" ze spacerem i bliskością lwów-lwiątek , pięknymi baobabami i zachodami slońca. Mimo zaleddwie kilku dni mogłem odpocząć i zapomnieć o pracy, a to dalo mi wiele. No i ta sympatyczna atmosfera ( uczestnicy naprawdę na imponujacym poziomie , przyjacielscy i mili ) , uczucie bezpieczeństwa i fachowych informacji ze strony pilotów . Dziękuję. - Dr Roman Kabarowski
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wycieczka godna polecenia.Wspaniali wciąż uśmiechnięci ludzie😄
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Niesamowite klimaty