Polszczyzna przyswoiła termin Last Minute jako synonim promocji, podczas gdy realnie oznacza on wyłącznie zakup w ostatniej chwili i tak naprawdę opisuje wyłącznie czas do daty wylotu, a nie kwestie związane z ceną. Prawdopodobnie to właśnie ta różnica między oczekiwaniami a rzeczywistością sprawia, że niektórzy, przeglądając oferty w szczycie sezonu na ostatnią chwilę przed urlopem, czują się zwyczajnie rozczarowani.
To drugie znaczenie nie wzięło się jednak znikąd. Przez kilka lat polski rynek faktycznie zachowywał się tak, jak podpowiada skojarzenie. Tylko że tamten rynek już nie istnieje, a słowo zostało.
Żeby uczciwie odpowiedzieć na pytanie, kiedy kupować Last Minute, trzeba najpierw zrozumieć, skąd ta formuła w ogóle się wzięła – bo mechanizm, który do dziś ustawia ceny wycieczek, zaprojektowano pół wieku temu za oceanem, a polskie oczekiwania ukształtował rynek sprzed kilkunastu lat.
W tym artykule przeczytasz o:
- Skąd wzięło się Last Minute. Krótka historia pojęcia
- Czym oferta Last Minute jest dzisiaj?
- Kiedy kupować Last Minute?
- Które terminy naprawdę się opłacają?
- Elastyczność i jej cena
- Last Minute czy przedsprzedaż. Gdzie zwykle jest najniższa cena?
- Kiedy najlepiej rezerwować wakacje. Krótka ściąga
- Najlepsze oferty Last Minute znajdziesz z Rainbow!
Skąd wzięło się Last Minute. Krótka historia pojęcia
Możliwość kupienia wyjazdu na kilka dni przed wylotem jest wynalazkiem technicznym, nie handlowym, a jego narodziny mają swoje konkretne umiejscowienie w historii.
Zanim rezerwacja na ostatnią chwilę stała się w ogóle możliwa
Do połowy lat 70. XX wieku rezerwacja lotu wymagała cierpliwości. Zgłoszenie szło do linii lotniczej, a potwierdzenie rezerwacji wracało pocztą. Między jednym a drugim mijał czasami szmat czasu, więc podróż trzeba było zaplanować z tygodniowym wyprzedzeniem, niezależnie od chęci. Kiedy system rezerwacyjny SABRE, budowany przez American Airlines wspólnie z IBM (obsługuje on dziś znaczną część światowych rezerwacji lotniczych), otwarto dla biur podróży, całą tę procedurę skrócono do minut. Dopiero wtedy w ogóle stało się możliwe to, co dziś określa się mianem ofert Last Minute.
Drugą ważną datą dla rozwoju tego typu ofert był październik 1978 roku, kiedy Jimmy Carter podpisał ustawę deregulacyjną (Airline Deregulation Act) i amerykańskie linie lotnicze po raz pierwszy mogły same ustalać ceny biletów. Skorzystał z tego przede wszystkim Robert Crandall, człowiek odpowiadający wtedy w American Airlines za sprzedaż, a od 1980 roku prezes firmy (kierował nią do 1998 roku). Jeszcze przed deregulacją, 24 kwietnia 1977 roku, wprowadził taryfę Super Saver – zniżkę dla kupujących z wyprzedzeniem. To jemu przypisuje się też nazwanie i rozwinięcie całej metody, znanej dziś jako „zarządzanie przychodami”.
Metoda opiera się na jednym spostrzeżeniu. Fotel w samolocie, który i tak wystartuje, należy do kategorii „towarów nietrwałych”, ponieważ dokładnie o godzinie odlotu jego wartość spada do zera i nie da się jej odzyskać żadnym późniejszym działaniem – opłaca się więc sprzedawać ten sam fotel za różne kwoty różnym osobom, zależnie od tego, kiedy się po niego zgłaszają. Początkowo decyzje podejmowali pracownicy, porównując prognozę sprzedaży z rzeczywistymi rezerwacjami, a w 1988 roku American Airlines uruchomiło system, który liczył to automatycznie.
Jak to pojęcie trafiło do polszczyzny
Polska weszła w ten świat po 1989 roku, i to od razu w wersji przyspieszonej. Rainbow zaczynało od sprzedaży biletów na własną linię autokarową do Londynu, Triada budowała pozycję od początku lat 90., a rynek czarterowy rósł przez następne dwie dekady szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.
Około 2008 roku doszło do przegrzania rynku. Przy nadwyżce podaży część oferty sprzedawano dużo taniej – i to właśnie tamte wyprzedaże ugruntowały polskie rozumienie terminu Last Minute, razem z legendą wyjazdów za pół ceny. Komentator branżowy Krzysztof Matys pisał wprost, że w ten sposób zepsuto rynek – klienci stracili zaufanie do kupowania z wyprzedzeniem i do ostatniej chwili czekali na „lasty”.
Kulminacja przyszła latem 2012 roku wraz z falą upadłości biur podróży. Na jej gruncie wyrósł zresztą Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, który zmienił bezpieczeństwo rezerwacji z obietnicy w ustawowy obowiązek – pieniądze klientów biur podróży są dziś chronione niezależnie od kondycji pojedynczego organizatora. Fundusz to zresztą dopiero druga linia ochrony, bo pierwszą jest obowiązkowa gwarancja ubezpieczeniowa każdego organizatora, proporcjonalna do skali sprzedaży. W Rainbow opiewa ona na setki milionów złotych i rośnie z każdym sezonem, bo rośnie liczba klientów, których zabezpiecza.
Czym oferta Last Minute jest dzisiaj?
Co zatem oznacza dziś ta etykieta? Last Minute obejmuje wyjazdy, do których od dnia rezerwacji zostało najwyżej osiem tygodni, i tak naprawdę nie mówi nic ponadto, w szczególności nic o cenie.
Wycieczka z takiej listy oraz ta sama wycieczka kupiona w styczniu to – i tego nie da się obejść – jeden produkt opisany w jednym katalogu, więc różnica sprowadza się do daty podpisania umowy (hotel, przelot i zakres usług pozostają identyczne). Zmienia się cena oraz liczba wariantów, jakie pozostały jeszcze w ofercie. Nic poza tym.
Ceny Last Minute bywają niższe od wyjściowych i bywają – co zaskakuje chyba najbardziej – od nich wyższe, ponieważ zależą od liczby chętnych na dany termin. Przy słabym zainteresowaniu opłaca się obniżyć kwotę, przy dużym nie ma ku temu żadnego powodu – dokładnie tak, jak zaprojektował to Crandall pół wieku temu.
Kiedy kupować Last Minute?
Czy istnieje zatem dobry moment na zakup Last Minute? W kalendarzu go nie ma, jest za to w układzie sił między liczbą wolnych miejsc a liczbą chętnych.
Najkrócej rzecz ujmując, kupować warto możliwie blisko terminu wyjazdu. Im mniej dni dzieli nas od wylotu, tym więcej ofert wchodzi w tę pulę i tym bardziej organizatorowi zależy na zapełnieniu miejsc, które wciąż stoją puste – wtedy zdarzają się kwoty wyraźnie niższe od wyjściowych.
Ta sama bliskość terminu działa jednak odwrotnie wszędzie tam, gdzie chętnych jest wielu. Tydzień w środku wakacji szkolnych, wylot z portu obsługującego jedną trasę tygodniowo, hotel z etykietą „bestseller” i pokojem rodzinnym – w takich przypadkach kurcząca się liczba miejsc podbija cenę, więc czekanie na ostatni moment może po prostu zadziałać odwrotnie.
Które terminy naprawdę się opłacają?
Najlepsze oferty pojawiają się wtedy, gdy reszta rynku kupuje mniej, a polski kalendarz wyznacza te okresy wyjątkowo precyzyjnie, bo rytm wyjazdów podporządkowany jest rokowi szkolnemu.
Tanie wakacje? Skraje sezonu, czyli czerwiec i wrzesień
Fala wyjazdów rusza wraz z zakończeniem roku szkolnego, w ostatnich dniach czerwca, i kończy się około 1 września. Te dwa miesiące to w branżowym żargonie „wysoki sezon”. Tygodnie bezpośrednio przed tą falą i bezpośrednio po niej, czyli „skraje sezonu”, przynoszą najwięcej okazji i atrakcyjnych cen – to wtedy Last Minute najbardziej się opłaca, bo woda w Morzu Śródziemnym jest już albo jeszcze ciepła, a samoloty wypełniają się wolniej niż w szczycie sezonu.
Wrzesień z pierwszą połową października bywa pod tym względem najlepszym miesiącem w roku. Grecja, Hiszpania i Turcja, od lat najpopularniejsze kierunki polskiego lata, utrzymują wtedy temperaturę kąpielową (morze oddaje ciepło zmagazynowane przez całe lato, więc traci je wolniej niż powietrze), a lista dostępnych hoteli pozostaje zauważalnie dłuższa niż w szczycie – dobrze to widać na podstronach typu Grecja Last Minute czy Turcja Last Minute. Podobny mechanizm dotyczy Bułgarii, gdzie Słoneczny Brzeg i Złote Piaski pozwalają na kąpiele jeszcze we wrześniu. Zarówno pary bez dzieci w wieku szkolnym, jak i osoby bez sztywnego urlopu mają w tych terminach sytuację wyjątkowo dogodną, zarówno pod względem ceny, jak i luzu w kurortach.
Miesiące, o których nikt nie myśli
Zimą rządzi ta sama zasada, tylko mapa kierunków wygląda inaczej. Listopad oraz tygodnie następujące po feriach zimowych – które w Polsce rozkładają się na cztery tury, województwo po województwie, od połowy stycznia do końca lutego – otwierają szeroki wybór wakacji egzotycznych. Na Wyspach Kanaryjskich kąpiel w oceanie pozostaje możliwa przez cały rok, więc wyjazd w miesiącu, który nikomu nie kojarzy się z plażą, bywa najspokojniejszym zakupem w całym kalendarzu. Listopad sprzyja też city breakom – na krótkie wypady do europejskich stolic pula wolnych terminów i atrakcyjnych cen jest wtedy najszersza w całym roku.
Długie weekendy, które działają na odwrót
Trzy długie weekendy w polskim kalendarzu zachowują się wbrew własnemu położeniu poza sezonem. Majówka (1-3 maja), Boże Ciało oraz listopadowy weekend wokół 11 listopada ściągają zainteresowanie porównywalne ze szczytem lata, bo pozwalają wyjechać niewielkim kosztem dni urlopowych – wystarczy wziąć urlop na jeden albo dwa dni. Pula kurczy się wtedy szybko, ceny w popularnych kierunkach idą w górę, a cała formuła przestaje przypominać polowanie na okazję. Kto planuje wyjazd akurat wtedy, zyskuje więcej na wcześniejszej rezerwacji.
Elastyczność i jej cena
Czym jeszcze, poza pieniędzmi, płaci się za wyjazd z bliskim terminem? Trzeba zgodzić się na ustępstwa, a każdy dodatkowy warunek zawęża pulę, z której da się wybierać. To one, a nie sama kwota, rozstrzygają zwykle o powodzeniu poszukiwań.
Jeden określony hotel, jeden konkretny tydzień, pokój rodzinny, dwa pokoje obok siebie, wylot z lotniska oddalonego o pół godziny jazdy, All Inclusive w wariancie Ultra – każdy z tych punktów osobno jest zupełnie rozsądny, lecz zestawione razem zostawiają garstkę ofert. Im mniej takich warunków, tym większa szansa na trafienie – osoba, która nie stawia żadnego z nich, upoluje wakacje w okazyjnej cenie niemal zawsze. Działa to zresztą w obie strony – kto nie ma preferencji ani co do kierunku, ani co do formy wyjazdu, ani co do długości czy terminu, temu właśnie ta pula potrafi podsunąć najlepszą ofertę całego sezonu.
Elastyczne podejście do daty, kierunku i portu wylotu czyni z tej formuły narzędzie skuteczne, natomiast długa lista wymagań przemawia za rezerwacją z dużym wyprzedzeniem. Rodzinne wakacje, związane kalendarzem szkolnym i potrzebą konkretnego typu pokoju, mieszczą się zwykle w tej drugiej grupie.
Last Minute czy przedsprzedaż. Gdzie zwykle jest najniższa cena?
Najniższa cena pojawia się najczęściej w „przedsprzedaży”, czyli na starcie sezonu (sprzedaż lata otwiera się zwykle jeszcze poprzedniego lata), kiedy katalog jest kompletny, wszystkie terminy są dostępne, a dodatkowo dochodzą jeszcze specjalne zniżki. Wydaje się, że właśnie ten fakt najtrudniej przyjąć osobom przywiązanym do przekonania z 2010 roku.
Nie jest to argument przeciwko wyjazdom z bliskim terminem, ponieważ obie formuły odpowiadają na dwie różne potrzeby. Wcześniejsza rezerwacja rozstrzyga potrzebę „chcę ten hotel w tym konkretnym tygodniu”, a Last Minute „mam wolne za trzy tygodnie i szukam czegoś sensownego” – kto zna daty urlopu z rocznym wyprzedzeniem, ma po prostu inne zadanie niż ktoś, komu wolne pojawia się nagle, po zmianie grafiku albo planów rodzinnych.
Podobnie wygląda sprawa z kierunkami egzotycznymi, gdzie miejsc bywa mniej, a program jest bardziej złożony (dalekie przeloty, wyznaczone terminy grup, wymagane dokumenty), więc rezerwacja wakacji z wyprzedzeniem liczonym w miesiącach daje tam szerszy wybór.
Kiedy najlepiej rezerwować wakacje. Krótka ściąga
Odpowiedź na pytanie, kiedy najlepiej rezerwować wakacje, zależy od tego, ile realnie wiesz o swoim urlopie i jego terminie.
-
Lubisz planować i znasz daty z góry – najlepiej rezerwuj z dużym wyprzedzeniem, na starcie przedsprzedaży. Zyskujesz największy wybór hoteli i terminów, statystycznie niższe ceny niż później oraz czas na spokojne przygotowanie swoich wymarzonych wakacji.
-
Jedziesz w szczycie sezonu albo z dziećmi – tu wcześniejsza rezerwacja jest szczególnie ważna. Popularne kierunki i pokoje rodzinne wyprzedają się pierwsze, a lipiec z sierpniem premiują tych, którzy zaplanowali wakacje najwcześniej.
-
Wolne pojawiło się nagle – przeglądaj oferty Last Minute z elastycznym podejściem do kierunku i daty. Last Minute najbardziej opłaca się poza szczytem, bo oszczędność bierze się tu z elastyczności.
-
Marzy Ci się egzotyka – rezerwacja wakacji z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem daje szerszy wybór, bo program w miejscu docelowym bywa złożony.
Wspólny mianownik jest jeden – najlepiej rezerwować wakacje wtedy, gdy Twoja elastyczność jest największa. U planujących to dzień otwarcia sprzedaży, u spontanicznych ostatnie tygodnie przed wylotem. Taniej bywa na obu końcach tej osi.
Najlepsze oferty Last Minute znajdziesz z Rainbow!
Pula Last Minute jest z natury węższa niż pełny katalog biura podróży – trafiają do niej tylko te wyjazdy, w których wolne miejsca przetrwały do ostatnich ośmiu tygodni przed wylotem. Znajdziesz tu jednak i czasy z wyżywieniem dopasowanym do potrzeb, i hotele w formule All Inclusive oraz wycieczki objazdowe z pilotem i gotowym programem. Nowe oferty Last Minute pojawiają się falami, w miarę jak zwalniają się pojedyncze miejsca w samolotach i pokoje w kurortach – tanie wakacje zdarzają się w tej puli naprawdę, tylko traktuj je jako nagrodę za elastyczność.
Pełna lista ofert czeka na stronie Last Minute, a osobne podstrony prowadzą do poszczególnych krajów i do konkretnych lotnisk – na przykład z Warszawy, z Katowic czy z Gdańska. Kto woli planowanie wakacji z dużym wyprzedzeniem, powinien zajrzeć do zakładek przedsprzedaży na Lato i Zimę – i to tam statystycznie zaczyna się polowanie na najlepsze ceny.
Gdyby ująć całą tę historię w jednym zdaniu, powiedziałabym tak. Last Minute premiuje elastyczność, a przedsprzedaż premiuje pewność planów, więc jeżeli szukasz tanich wakacji, musisz po prostu ustalić, do której grupy należysz.
Reszta należy już do kalendarza, a ten – jak widać z dat przytoczonych wyżej – bywa w tej sprawie konkretny co do dnia. Można to sprawdzić samodzielnie – wystarczy porównać ceny tego samego hotelu w ostatnim tygodniu sierpnia i w drugim tygodniu września.
Artykuł autorstwa: Alicja Górska
Kulturoznawczyni z doktoratem, krytyczka literacka i filmowa oraz pisarka publikująca pod pseudonimem. Od ponad dekady związana zawodowo z branżą copywritingu i SEO. Absolwentka filmoznawstwa oraz twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim, gdzie obecnie prowadzi zajęcia dla studentów. Miłośniczka różnorodnych tekstów kultury – klasycznych, popularnych i zupełnie niszowych. Szczególnie bliska jej sercu jest Islandia, o czym świadczy imponująca kolekcja literatury islandzkiej i o Islandii. Marzy o tym, by pewnego dnia zamieszkać w tej fascynującej krainie lodu i ognia. W podróżach jednak się nie ogranicza, chciałaby poznać cały świat. Ostatnio interesują ją zwłaszcza: Hawaje, Maroko i Korea.Zobacz inne o: