Przejdź do treści

Park Narodowy Canaima – Salto Angel, Roraima i inne atrakcje

Park Narodowy Canaima to swoista kopia fragmentu naszej planety z czasów, gdy rodziło się na niej życie. Ten potężny, liczący ponad 30 tysięcy kilometrów kwadratowych obszar w południowo-wschodniej Wenezueli to geologiczny wehikuł czasu. Podczas gdy na pozostałych kontynentach rodziły się i znikały całe cywilizacje, tutejsza przyroda miała święty spokój, co wykorzystała, by pójść własną drogą. Nie przypadkiem to stąd Arthur Conan Doyle wziął pomysł na „Zaginiony świat”, a Pixar – scenerię „Odlotu”.

Do Canaimy nie prowadzą żadne asfaltowe drogi – do parku da się wyłącznie dolecieć lub dopłynąć. Przekonaj się, co czeka na Ciebie w jednym z najdzikszych i najbardziej magnetycznych zakątków naszej planety.

Laguna Canaima

Większość wypraw w głąb parku zaczyna się właśnie tutaj. Woda w lagunie jest czysta i płytka, plaże mają barwę różowo-białego kwarcu, a całość otacza las – to łagodny wstęp do krainy, która dalej robi się coraz bardziej bezwzględna. Laguna ma powierzchnię około 4 km², a temperatura wody oscyluje w granicach 20-24°C, więc kajak albo krótka kąpiel to świetny pomysł na orzeźwiającą aktywność.

Laguna Canaima

Herbaciana barwa wody nie bierze się z zanieczyszczeń, lecz z tanin uwalnianych przez rozkładające się rośliny. Ciemna woda obok jasnego piasku wygląda na zdjęciach ja efekt jakiejś obróbki fotograficznej, ale jest zupełnie naturalna.

Działa tu też niewielkie lotnisko, przyjmujące samoloty z Ciudad Bolívar i Caracas, bo do parku prowadzi wyłącznie powietrze i woda. Miejscowi przewodnicy zabierają chętnych na spływy, na których mija się egzotyczne ptaki wodne, a przy odrobinie szczęścia kajmany wygrzewające się na brzegu. Nocleg w kameralnej posadzie w stylu tradycyjnych domostw i talerz świeżej payary po pemońsku dopełnia niezwykłego klimatu tego miejsca.

Tepui, czyli górskie domy bogów

Tepui należą do najstarszych świadków historii tej planety – ich piaskowiec powstał jakieś 2 miliardy lat temu, jeszcze w prekambrze. Wyrastają nad Gran Sabaną jak twierdze, a strome, kilkusetmetrowe ściany działają niczym mur obronny i to dzięki nim na szczytach rozwinęły się osobne, odcięte od świata ekosystemy. Formacji jest ponad sto, ale wspinaczom udostępniono garstkę – wejście na resztę wymaga nie tylko odwagi, lecz i poważnego przygotowania.

Sam Park Narodowy Canaima położony jest w południowo-wschodniej Wenezueli, w stanie Bolívar, a stoliwa zajmują jakieś 65% jego powierzchni – resztę to sawanna i las.

„Tepui” znaczy w języku Pemonów „dom bogów”. Tutejsi mieszkańcy, że na szczytach tych gór mieszkają makunaima – potężne duchy, które kontrolują pogodę i życie. W czasie burzy, kiedy pioruny uderzają w szczyty tepui, Pemonowie opowiadają o gniewie duchów rzucających kamienne topory.

Roraima

Roraima, u Pemonów „Matka Wszystkich Wód”, to najbardziej dostępna z tepui, która przyciąga zarówno profesjonalnych wspinaczy, jak i amatorów intensywnych wrażeń. Trzeba się tu nastawić na kilkudniową pieszą wędrówkę, bo szczyt leży na wysokości 2810 m n.p.m., a po drodze zmienia się właściwie wszystko – las tropikalny ustępuje skalistej pustce, a wraz z kolejnymi piętrami przyrody pojawiają się endemity, które żyją wyłącznie na tych wyżynach.

Roraima widziane z daleka

Samej Roraimie poświęciłam zresztą osobny tekst – jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o związanych z nią mitach, zajrzyj do wpisu o legendarnym szczycie Wenezueli.

Szczyt wygląda jak dekoracja surrealistycznego filmu – czarne skały o dziwacznych kształtach, doliny usiane kwarcami wielkości pięści i mikroskopijne ekosystemy, które rozwijały się niepokojone przez miliony lat. W skałach straszą szczeliny, przez które zagląda się prosto w kilkusetmetrową przepaść. Gdyby kusiło Cię, żeby sprawdzić to na własnych nogach – szlak na Roraimę pokonasz również z nami, w ramach wycieczki „Zaginiony świat – wyprawa na Roraimę”!

Auyán

Auyán tepui to gigant wśród olbrzymów – jego płaski szczyt zajmuje powierzchnię 700 km². To właśnie z jego północnej ściany spada najwyższy wodospad świata – Salto Angel. Sam szczyt jest praktycznie niedostępny dla turystów, ale można go podziwiać podczas lotów widokowych lub podczas trekkingu w dolinie.

Najbardziej fascynującym elementem Auyán jest jego pionowy klif o wysokości ponad 1000 metrów, wokół którego narosły legendy o ukrytych skarbach i złotym mieście. Te opowieści prawdopodobnie zainspirowały Arthura Conana Doyle'a do napisania „Zaginionego świata”.

Salto Angel spadający ze szczytu Auyán tepui

Spośród wielu legend o Auyán szczególnie ważna jest ta, tłumacząca jej kształt – góra widziana z lotu ptaka przypomina bowiem pęknięte serce. Historia ta opowiada o tragicznej miłości dwojga młodych ludzi z dwóch rywalizujących plemion – młodej Pemonki o imieniu Yara i chłopca z plemienia Yekuana, o imieniu Amaru. Choć ich miłość była zakazana, spotykali się potajemnie na szczycie Auyán Tepui, z dala od nieprzychylnych spojrzeń swoich rodzin.

Pewnego dnia ich spotkanie zostało odkryte przez wojowników z plemienia Pemonów. Wściekli i pełni gniewu na „zdradę” Yary, rzucili się na zakochanych, a Yara i Amaru zmuszeni byli uciekać na krawędź góry. Widząc, że nie mają drogi odwrotu, skoczyli razem w przepaść, aby pozostać nierozłączni na wieczność. Gdy zniknęli we mgle, szczyt pękł na dwie części ułożone w kształt serca.

Wodospad Salto Angel – najwyższy wodospad świata

Salto Angel to nie tylko najwyższy wodospad – to cud natury, który trzeba zobaczyć na własne oczy. Woda spada tu z oszałamiającej wysokości 979 metrów, z czego 807 metrów to nieprzerwany spadek, co czyni Salto Angel najwyższym wodospadem świata – jest ponad 15 razy wyższy niż Wodospad Niagara! Źródłem wodospadu jest rzeka Churún, której wody przecinają plateau Auyán Tepui, zanim opadną niemal kilometr w dół, tworząc tę spektakularną kaskadę. W kulturze rdzennych Pemonów rzeka Churún jest uznawana za „wodę spadającą z nieba”, a także za duchowy most łączący tepui z doliną – to żywy symbol więzi między ziemią a niebem.

Wodospad Salto Angel, z uwagi na swoją wysokość i zapierające dech położenie na Auyán Tepui, od zawsze wzbudzał respekt i stał się częścią lokalnych legend. Według jednej z nich wodospad Salto Angel to symbol miłości i straty. Opowieść głosi, że młody bóg zakochał się w pięknej ziemskiej dziewczynie, która mieszkała u podnóża Auyán Tepui. Ich miłość była jednak zakazana – bogowie nie mogli wiązać się z ludźmi. Zmuszony do porzucenia ukochanej, bóg powrócił na szczyt tepui. Nie mogąc pogodzić się z rozstaniem, z rozpaczy wylewał łzy, które spływały jako wodospad z Auyán Tepui. Wody Salto Angel płyną więc nieustannie, symbolizując tę wieczną żałobę.

Najwyższy na świecie wodospad - Salto Angel

Inna legenda mówi o grupie duchów, które żyły na szczycie Auyán Tepui i słynęły z niezwykłych zdolności kontrolowania pogody, a także kapryśnego, buntowniczego charakteru. Według tej opowieści, duchy sprzeciwiały się rozkazom starszyzny i próbowały zdominować okoliczne plemiona. W wyniku swojego buntu zostały ukarane przez wszechmocnego boga i strącone ze szczytu. Upadając, jeden z duchów przebijał skały, tworząc pierwszy nurt wodospadu, który stał się wieczną pamiątką ich klęski.

Najbardziej rozpowszechniona jest jednak legenda opowiadająca historię miłosną młodych wojowników, którzy rywalizowali o rękę córki szamana, ale on nie chciał oddać jej żadnemu z nich. W desperacji postanowił rzucić czar, aby zamienić zalotników w kamienie. Jednak moc zaklęcia odbiła się od skał tepui i trafiła w serce dziewczyny – Churún. Rozpadło się ono z ogromnym hukiem, który rozdarł górę na pół. Z tej wyrwy wypłynęła rzeka, dając początek wodospadowi Salto Angel.

Ciekawą opowieścią jest także historia odkrycia Salto Angel. Wodospad odkrył amerykański pilot i poszukiwacz przygód Jimmy Angel w 1933 roku, podczas jednego z lotów nad płaskowyżem Auyán Tepui. W 1937 roku Angel próbował wylądować na szczycie tej góry, szukając legendarnego „Złotego Miasta”. Jego samolot ugrzązł jednak na szczycie tepui, a Angel i jego towarzysze musieli schodzić pieszo przez 11 dni, zanim dotarli do cywilizacji. Na jego cześć nazwano wodospad Salto Angel, upamiętniając jego wyczyn.

Pod samym wodospadem znajduje się obozowisko Mirage Island Camp, gdzie można przenocować w tradycyjnych churuatas – okrągłych chatach krytych strzechą. Pobudka o świcie, gdy pierwsze promienie słońca rozświetlają wodospad, to jedno z tych doświadczeń, dla których warto przelecieć pół świata. W tak niezwykłą podróż możesz udać się również z Rainbow w ramach wycieczki objazdowej „Indianie, dżungla, wodospady”.

Wodospad Hacha

Hacha przegrywa sławą z Salto Angel, ale ma nad nim jedną przewagę – wodę można tu dotknąć. Spada szeroką kurtyną z około 60 metrów i nie wysycha przez cały rok, więc robi wrażenie nawet w porze suchej.

Wodospad Hacha w parku Canaima

Jej sekret kryje się za spadającą wodą – wąski tunel, którym przechodzi się na drugą stronę kurtyny. W środku jest zaskakująco jasno, bo słońce przebija się strugi wody, a refleksy skaczą po ścianach; woda pryska wtedy dosłownie zewsząd. W porze deszczowej (maj-październik) napór bywa tak duży, że przejście staje się niemożliwe.

Woda w wodospadzie utrzymuje temperaturę około 20°C, więc kąpiel po trekkingu w upale jest wręcz zbawieniem dla zmęczonego ciała. Do tego wodna mgiełka w połączeniu ze słońcem tworzy bajeczne tęczowe widoki – zdjęcia z Hachy bronią się same.

Wodospady El Sapo i El Sapito

Bliźniacza para El Sapo (Żaba) i El Sapito (Żabka) proponuje coś więcej niż tylko widok samej kaskady, czyli przejście ścieżką za ścianą wody.

El Sapo, wyższy, ma 12 metrów wysokości. Za jego kurtyną biegnie jakieś 20 metrów ścieżki, na której siłę wodospadu czuje się całym ciałem. Woda ma 18-22°C, a peleryna przeciwdeszczowa niewiele tu pomaga – i tak wychodzi się przemoczonym, co akurat jest częścią przyjemności.

Wodospady El Sapo i El Sapito

El Sapito, wysoki na 8 metrów, jest łagodniejszy i lepiej nadaje się na pierwszą tego typu aktywność w życiu. Kurtyna jest tu niższa, ale za nią odsłania się coś naprawdę wyjątkowego. Rzeka, która tworzy wodospady, przez wieki wypłukiwała skały, tworząc formacje o intrygujących strukturach, wyglądających niemal jak rzeźby wykonane ludzką ręką.

Rzeka Carrao

Carrao to główna droga parku. Bez niej najdziksze zakątki dżungli pozostałyby zupełnie odcięte od świata. Woda ma tu tę samą herbacianą barwę co laguna – przypominam: od tanin, nie od zanieczyszczeń.

Rzeka Carrao w parku Canaima

Rejs tradycyjną curiarą po rzece trwa zwykle 4-5 godzin i prowadzi przez pełen przekrój terenu, od rwących bystrzy po senne rozlewiska. Doświadczeni przewodnicy doskonale znają każdy odcinek rzeki i prowadzą łódź przez trudniejsze fragmenty bez obaw. Rejs przeplata się postojami – dzikie plaże, bezpieczne zatoczki do kąpieli i tepui odbijające się w wodzie.

Życie nad rzeką skupia się na brzegach. Na piasek wychodzą kapibary, największe gryzonie świata, zostawiając charakterystyczne tropy, a na płyciznach wygrzewają się kajmany, których oczy odbijają światło dnia (choć może lepiej nie podchodzić do nich na tyle blisko, by się temu przyglądać). Nad tym wszystkim bez przerwy hałasują ptaki, od dostojnych czapli po jaskrawe amazonki – dżungla nie zna ciszy.

Kultura i wioski rdzennej ludności Pemon

Pemonów jest około 30 tysięcy i to oni od pokoleń trzymają pieczę nad tym terenem. Zamiast romantyzować „życie w zgodzie z naturą”, bo tak zwykle opisuje się rdzenne społeczności, warto powiedzieć wprost – ich wiedza o tym miejscu, przekazywana ustnie z pokolenia na pokolenie, jest niezwykle precyzyjna i dogłębna. Często przewyższa dokładnością nawet nowoczesne mapy.

W wioskach codzienność wygląda inaczej niż w reszcie Wenezueli. W powietrzu wisi zapach casabe, placków z manioku, i zupy sancocho gotowanej na wolnym ogniu. Przy ogniu można spróbować ryb robionych według starych receptur i posłuchać opowieści starszyzny o czasach, gdy bogowie mieszkali na szczytach.

Tutejsze rękodzieło to nie są pamiątki produkowane taśmowo w jakiejś odległej fabryce pod turystę. Z włókien roślinnych powstają misterne kosze, z nasion i kamieni biżuteria, a każdy przedmiot niesie jakąś historię. Brzmi to może górnolotnie, ale w praktyce znaczy tyle, że rzeczy mają tu autora i powód, dla którego wyglądają tak, a nie inaczej.

Osobny rozdział to znajomość roślin leczniczych. Dla Pemonów niemal każde drzewo i zioło ma zastosowanie, a skuteczność tej wiedzy niejeden raz zaskakiwała nawet doświadczonych specjalistów.

I jeszcze jedno – najlepszymi przewodnikami po Canaimie są sami Pemonowie. Czytają pogodę z układu chmur, znajdują przejścia w ścianach, które z dołu wyglądają na gładkie, a ich opowieści o powstaniu tepui i o tutejszych wodospadach dokładają wyprawie warstwę, której w zasadzie nic nie zastąpi, czy to świetnie napisany poradnik, czy wybitnie przygotowany przewodnik.

Fauna i flora w Parku Narodowym Canaima

Park Canaima jest skarbnicą endemicznych gatunków. Na szczytach tepui gatunki rozwijały się w izolacji tak długiej, że przyrodnicy nazwali cały region „Galapagos lądu”. Nie bez powodu park w 1994 roku trafił na listę UNESCO. Trudne warunki wymusiły adaptacje spotykane wyłącznie na tych wyżynach.

Endemiczne rośliny

Rośliny musiały tu wymyślić, jak przeżyć na gruncie ubogim w składniki i pod pogodą, która zmienia się w kwadrans. Najlepiej poradziły sobie gatunki owadożerne, które braki azotu w glebie nadrobiły łapaniem i trawieniem owadów. Rosną tu jedne z najrzadszych okazów świata:

  • Heliamphora minor (dzbanecznik) – roślina mięsożerna; jej liście w kształcie dzbanków działają jak pułapki na owady.

  • Heliamphora nutans (dzbanecznik) – większy gatunek, o czerwonawych dzbankach i pochylonych kwiatach.

  • Heliamphora pulchella (dzbanecznik) – najmniejszy z tepuiowych dzbaneczników, o wyjątkowo delikatnej budowie.

  • Brocchinia reducta (roślina owadożerna) – przypomina miniaturową agawę; zielone rozety wabią owady do środka.

  • Drosera roraimae (rosiczka) – jej lepkie liście błyszczą w słońcu jak oszronione, tworząc atrakcyjne pułapki na owady.

  • Bromelie – gatunki odporne na skaliste podłoże tepui; szerokie liście gromadzą wodę i minerały.

Do tego dochodzi około 500 gatunków samych storczyków, a mniej więcej co trzecia tutejsza roślina rośnie wyłącznie w tym regionie.

Dbanecznik

Endemiczne zwierzęta

Zwierzęta dorównują roślinom. Izolacja skalnych „wysp” powołała gatunki zamknięte na tych szczytach, a miliony lat ewolucji dały im adaptacje skrojone pod tutejsze, wymagające realia. W szczelinach, w cieniu formacji i na otwartych płaskowyżach można trafić między innymi na:

  • Oreophrynella quelchii (ropucha z Roraimy) – maleńka i czarna, najsłynniejszy endemit góry. Zagrożona nie ucieka skokiem, tylko zwija się w kulkę i stacza po skałach, odbijając się od kolejnych progów. Żyje wyłącznie na Roraimie i sąsiednim Wei-Assipu.

  • Pristimantis jamescameroni (żaba) – pomarańczowobrązowa, opisana dopiero w 2013 roku i nazwana na cześć Jamesa Camerona; znana tylko ze stoliwa Aprada.

  • Boana tepuiana (rzekotka tepui) – żółtobrązowa, z pomarańczowoczerwonymi błonami między palcami, związana z górskimi lasami tepui.

  • Crypturellus ptaritepui (kusacz tepui) – płochliwy ptak znany zaledwie z kilku tepui w stanie Bolívar.

  • Thysania agrippina (motyl „biały czarownik”) – motyl o największej rozpiętości skrzydeł na świecie, sięgającej 30 cm; zygzakowaty wzór maskuje go na porośniętej porostami korze.

Poznaj egzotyczną przyrodą Parku Narodowego Canaima z Rainbow!

Każda wyprawa do Parku Narodowego Canaima to podróż w czasie – do ery, gdy kontynenty dopiero się formowały – i w przestrzeni, do ekosystemu, który nie ma sobie równych na Ziemi. To także spotkanie z kulturą Pemonów, którzy przez pokolenia strzegli tych terenów i bez których park nie byłby tym samym miejscem.

Wędrując między tepui, wsłuchując się w grzmot wodospadów i obserwując unikalne formy życia, które się tu rozwinęły, zaczynamy rozumieć, dlaczego miejsce to od dawna inspiruje naukowców, podróżników i marzycieli. W świecie, który wydaje się już całkowicie odkryty i zbadany, Canaima wciąż skrywa swoje tajemnice.

Przeżyj przygodę życia z Rainbow, odkrywając ten zapomniany świat pełen nieziemskich widoków i mistycznych historii. Wakacje w Wenezueli to prawdziwa wyprawa, godna największych odkrywców z przeszłości!

Data Aktualizacji: 08.07.2026
autor artykulu zdjecie

Artykuł autorstwa: Alicja Górska

Kulturoznawczyni z doktoratem, krytyczka literacka i filmowa oraz pisarka publikująca pod pseudonimem. Od ponad dekady związana zawodowo z branżą copywritingu i SEO. Absolwentka filmoznawstwa oraz twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim, gdzie obecnie prowadzi zajęcia dla studentów. Miłośniczka różnorodnych tekstów kultury – klasycznych, popularnych i zupełnie niszowych. Szczególnie bliska jej sercu jest Islandia, o czym świadczy imponująca kolekcja literatury islandzkiej i o Islandii. Marzy o tym, by pewnego dnia zamieszkać w tej fascynującej krainie lodu i ognia. W podróżach jednak się nie ogranicza, chciałaby poznać cały świat. Ostatnio interesują ją zwłaszcza: Hawaje, Maroko i Korea.

Zobacz inne o:

Podobne artykuły

krajobraz kierunku
Puerto Plata – atrakcje. Co warto zobaczyć na Bursztynowym Wybrzeżu Dominikany?Za wysokimi górami, gęstymi lasami i niemal nieskończonym oceanem kryje się miejsce z karaibskiej baśni. Zamiast łusek smoka zobaczymy tu błyszczące w słońcu bursztyny. Miejsce królewskich zamków zajmują wiktoriańskie kamieniczki, a za karocę już wkrótce (ponownie) posłuży pierwsza kolejka linowa na Karaibach. Obraz ten domyka plaża – z białym piaskiem, głęboko błękitnymi wodami oceanu i z zielonymi zboczami gór w tle. Brzmi to jak bajka? A może jak sen, który przychodzi, gdy coraz bardziej potrzebujesz błogiego wypoczynku. To jednak najprawdziwsza prawda – wystarczy 12-godzinny lot na Karaiby, by stanąć w miejscu, które Krzysztof Kolumb nazwał Srebrnym Portem – szerzej znanym jako Puerto Plata. W tym artykule przyjrzymy się północnemu wybrzeżu Dominikany. Puerto Plata łączy uroki nadmorskiej miejscowości z bujną przyrodą i historią, sięgającą czasów pierwszych odkrywców Nowego Świata. Przede wszystkim jednak uchodzi za kolebkę dominikańskiej turystyki – to tutaj w latach 70. XX wieku powstał pierwszy zorganizowany kurort i do dziś przylatujemy tu w poszukiwaniu beztroskiego odpoczynku.
krajobraz kierunku
Park Narodowy Serengeti w Tanzanii – wędrówki milionów zwierząt przez bezkresną sawannę Masajowie mówią o tym miejscu: „siringit”, co po polsku oznacza dosłownie „bezkresne równiny”. I jeśli do tej pory spędzaliśmy urlop raz nad morzem, raz w górach, to Serengeti może zaskoczyć spokojnym krajobrazem. Płaski teren jest jednak największym sprzymierzeńcem turystów. Pozwala bez trudu oglądać jedno z najbardziej spektakularnych widowisk przyrodniczych na świecie, czyli Wielką Migrację. To właśnie tu, na północy Tanzanii, od wieków rozgrywa się wędrówka gigantycznych stad w poszukiwaniu świeżej trawy i wody. Reakcja jest kaskadowa, a człowiek na nią patrzący uświadamia sobie, jak wspaniale natura potrafi się obejść bez jego udziału, bo ekosystem Serengeti działa jak sprawna maszyna. To tu można się zakochać w obserwacji zwierząt. Korzystając z naszych doświadczeń, przygotowaliśmy przewodnik dla podróżników, którzy wybierają się do Tanzanii i chcą wykorzystać ten czas jak najlepiej. Wyjaśnimy, czym jest Serengeti, dla jakich zwierząt jest domem i dlaczego jest niepowtarzalne.
krajobraz kierunku
Podziemna Rzeka w Puerto Princesa – cud natury z listy UNESCO na filipińskim PalawanieNiewielka łódź wpływa wprost z tropikalnej laguny do ciemnego otworu w wapiennej skale. Po chwili znikają odgłosy lasu i szum morza, a światło latarki wydobywa z mroku potężne komory, skalne sklepienia oraz formacje rzeźbione przez wodę od milionów lat. Tak zaczyna się rejs po Podziemnej Rzece w Puerto Princesa – jednej z najbardziej niezwykłych atrakcji Palawanu i całych Filipin. To miejsce fascynuje jeszcze zanim znajdziesz się pod ziemią. Droga do wejścia prowadzi przez krajobraz porośniętych lasem gór, plaż i namorzynów, które tworzą chroniony ekosystem rozciągający się od wnętrza wyspy aż po morze. Sama rzeka ma około 8,2 kilometra długości, przepływa przez rozległy system jaskiń i uchodzi bezpośrednio do Morza Południowochińskiego, przez co jej dolny odcinek podlega działaniu pływów. To osobny i zamknięty miniświat natury, który najlepiej poznasz krok po kroku – od nadmorskiej wioski Sabang aż po ciszę panującą głęboko pod wapiennymi górami.
krajobraz kierunku
Dominikana – atrakcje. Co warto zobaczyć w kraju rumu, cygar i tańca? Gdy w grudniu 1492 roku Kolumb w oddali ujrzał wyrastające z lazurowej wody góry, nowy ląd nazwał La Isla Española. Masywne drewniane okręty powoli podpływały coraz bliżej. Wyspa pokryta była gęstym tropikalnym lasem, nad którym górowały wysokie szczyty. Żyzne łąki sąsiadowały z szerokimi plażami o białym piasku i przejrzystej wodzie. W raporcie dla pary królewskiej Kolumb napisał o niej krótko – że to istny cud, gdzie wszystko jest wspaniałe, łańcuchy górskie, szczyty i doliny. Dziś wyspa nosi nazwę Hispaniola, choć w polskiej tradycji funkcjonuje też jako Haiti. Jej wschodnią część zajmuje Dominikana, czyli Republika Dominikańska. To kraj białym piaskiem i rumem płynący, z wysokimi palmami i turkusową wodą przy długim brzegu. To również miejsce z pokaźnym bagażem kolonialnym, po którym zostały najstarsze miasta w całym Nowym Świecie. Jeśli planujecie egzotyczną podróż w kierunku Karaibów, zajrzyjcie do mojego tekstu i poznajcie różne twarze Dominikany – tę od strony plażowych wakacji, tę od strony trekkingu w tropikalnej dżungli i tę od strony historii hiszpańskich konkwistadorów.