Opinie o Czas na Bałkany




Zweryfikowane treści - Opinie pochodzą od Klientów, którzy odwiedzili dany hotel lub uczestniczyli w wycieczce objazdowej.
Dowiedz się, co sądzą inni
Nowość AIZastanawiasz się, czy ta wycieczka to dobry wybór? Wpisz pytanie, a dostaniesz podsumowanie wszystkich opinii naszych gości.
4.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
wyciecka dla ludzi chcących dużo zobaczyć
Karol, Wrocław 19.11.2015 | Tagi: do 25 lat, ze znajomymibył to mój pierwszy wyjazd z bióra podróży, polecam osobom chcącym wiele zobaczyć, odradzam chcącym poleżeć, trzeba wstawać dość wcześnie (przed 8, czasami znacznie przed) program jest bardzo intensywny, troche brakowało czasu na kąpiel w Adriatyku, czy godziny czasu wolnego w niedzielę żeby pójść do kościoła.
3.5/6
Czy ta opinia była pomocna?
Tak było....
Rozczarowana... 02.08.2017 | Tagi: 36-45 lat, w parzeWycieczka w dniach 15.07-24.07 W zależności od tego jakie założenia zostaną przyjęte przez koordynatora taka pewnie będzie opinia o wycieczce. W naszym terenie na pierwszy plan wysuwają się bardzo długie i męczące podróże autokarem do hoteli (potem rozczarowanie ich standardem) i mnóstwo czasu straconego na granicach,zwiedzanie na zasadzie byliśmy w tym miejscu i kolejny punkt wycieczki oraz bardzo słabe zakwaterowanie. Można się naprawdę rozczarować. Plusy: - piękne widoki,super Macedonia po skorzystania z wycieczek fakultatywnych można ją naprawdę poznać i się w niej zakochać, - hotel w Albanii w którym niestety byliśmy najkrócej, - piękna słoneczna pogoda. Minusy: - najsłabsze punkty zwiedzania Tiran i Belgrad, - bardzo mało czasu w Dubrowniku, - niezrealizowanie całości zakładane programu, - słabej jakości hotele i wyżywienie (oprócz Albanii), - bardzo długie przejazdy autokarem do hoteli,których standard pozostawiał wiele do życzenia Informacje dodatkowe: - kocyk i poduszki się przydadzą
3.5/6
Czy ta opinia była pomocna?
Cała prawda o wycieczce ,,Czas na Bałkany" -15 - 24 lipiec 2017 r.
Turystka 25.07.2017 | Termin pobytu: sierpień 2017 | Tagi: 36-45 lat, samemuWycieczka dla osób zdrowych i sprawnych fizycznie ze wzgledu na bardzo długie przejazdy, o czym poniżej.
3.5/6
Czy ta opinia była pomocna?
Program do zmiany
Adam, Gdańsk 20.06.2022 | Tagi: 46-55 lat, w parzeWycieczka ogólnie pokazuje piękno i różnorodność Bałkanów, jednak program jest stanowczo zbyt ubogi w relacji do ceny. Wycieczka polegała głównie na oprowadzaniu po miejscach ogólnie dostępnych i w większości bezpłatnych (starówki, mury, twierdze, świątynie), natomiast podczas przejazdów pilot jedynie mówił o tym, co mijamy, a co zdecydowanie warto by obejrzeć z bliska. Aż się prosiło, żeby zatrzymać autokar i chociaż zrobić jakieś zdjęcia z punktu widokowego, a nie pędzić dalej i dalej. Zwiedzanie Belgradu można by sobie spokojnie darować, i zamiast tego wprowadzić jakieś inne miejsce do programu.
3.5/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wrażenia wspaniałe, ale ten transport.
Jolanta Słomińska -Kot 31.05.2025 | Tagi: powyżej 65 lat, ze znajomymiZ pięcioma przyjaciółmi uczestniczyłam w objazdówce,,Czas na Bałkany „ . Pani Beata jako przewodnik i człowiek wspamniała, profesjonalna, empatyczną wręcz idealna. Program przygotowany przez biuro bardzo atrakcyjny. Kierowcy bez zarzutu. Niestety autokar beznadziejny, twarde siedzenia, odległości między siedzeniami tak małe, że trudno było się nawet obrócić. To nie pierwsza moja objazdówka, więc zapewniałam przyjaciół o dużym komforcie jazdy. Niestety wszyscy odchorowaliśmy powrót do domu . Stawy, kręgosłup do leczenia. Może czas zmienić biuro?
3.5/6
Czy ta opinia była pomocna?
Czas na Bałkany - Sierpień 2014
Marta, Tomaszów Mazowiecki 29.08.2014 | Tagi: 36-45 lat, w parzeDość męcząca wycieczka. Nie wiem kto układa program w którym nie zwiedza się praktycznie nic poza kościołami, meczetami i cerkwiami. A przecież jest tyle innych ciekawych miejsc. Zakwaterowanie w hotelach średniej klasy, wyżywienie mało interesujące, warto jednak spróbować lokalnych specjałów w miejscowych knajpkach. Nie polecam wieczoru macedońskiego: dają kieliszek rakiji, potem słabe wino, na pewno jeśli ktoś chce się wybrać to musi się porządnie najeść na kolację bo na wieczorku są tylko przekąski. Beznadziejna trasa po Albanii, nie wiem kto planuje przejazd przez Tiranę do Kruji, po to by potem z powrotem wracać do Tirany w której nie ma nic ciekawego do obejrzenia i na dodatek wydłuża to trasę która jest do zrobienia kolejnego dnia. Lepiej byłoby odpuścić Tiranę i przejechać wybrzeżem Albanii którego w ogóle nie widzieliśmy. Ponadto jeśli chodzi o czas wolny to faktycznie w każdej miejscowości dawali go trochę, jednak gdy już chciało się coś zjeść to nie było czasu na nic więcej
3.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Ocena imprezy Czas na Balkany
Alicja, Ratkowska 11.09.2014 | Tagi: 46-55 lat, samemuDużo można zobaczyć porównać kraje byłej Jugosławii
3.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Opinia z uczestnictwa w dniach 28.09.-7.10.2019
ANDRZEJ, Bielsko-Biała 16.10.2019 | Tagi: 56-65 lat, ze znajomymiŚrednia.

3.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Bałkany
Alicja 14.07.2026 | Termin pobytu: lipiec 2026 | Tagi: 36-45 lat, samemuWycieczka była niezwykle intensywna i pełna niezapomnianych wrażeń. Program został dobrze ułożony i pozwolił zobaczyć wiele wyjątkowych miejsc. Pierwszy dzień spędziliśmy w Belgradzie. Późnym popołudniem pojechaliśmy do hotelu Groš w miejscowości Leskovac. Pilot zachęcał do spaceru po centrum miejscowości, by poczuć atmosferę lat 90- tych, ale okazało się to zbędne, bo wystrój hotelu, mojego pokoju i łazienki przeniósł mnie w czasie do lat znacznie wcześniejszych. Obskurna toaleta, brudna wykładzina, wszechobecny kurz, zużyte meble z odchodzącymi elementami, popsuta toaleta z niedziałającą spłuczką to tylko niektóre rzeczy, które wymienię. Przed wyjazdem czytałam opinie o wycieczce i w wielu przeczytałam o kiepskim zakwaterowiu w Serbii. Sądziłam zatem, że później będzie już tylko lepiej. Jedzenie w tym hotelu było tłuste, ale bardzo smaczne. Dodam, że w hotelu nie było windy, schody były mocno wysłużone, a w niektórych miejscach niedokończone. Kolejny dzień spędziliśmy w Skopje. Późnym popołudniem udaliśmy się do hotelu Mizo w Ochrydzie, w którym warunki były zdecydowanie lepsze niż w hotelu w Leskovac. Był to jednak kolejny hotel, w którym dostałam pokój z niedziałającą spłuczką i kolejny bez windy. Na recepcji zgłosiłam usterkę. Recepcjonistka była bardzo nieprzyjemna, miała wręcz pretensje o to, że w ogóle śmiem przychodzić i zgłaszać jakieś problemy. Gdy po kolacji wróciłam do pokoju, miałam wrażenie, że ktoś się do niego włamał. Drzwi były otwarte, a toaleta rozwalona. W środku znajdowały się moje rzeczy, w tym paszport; zostałam zatem narażona na kradzież, w tym danych osobowych. Dopiero około godziny 22, czyli prawie po 8 godzinach bez dostępu do toalety, po zrobieniu awantury na recepcji, dostałam nowy pokój. Wszystko w nim działało, ale lokalizacja była fatalna- tuz przy basenie, w którym do późnych godzin nocnych odbywały się głośne orgie i tuż przy drzwiach wejściowych i schodach, po których non stop ktoś biegał. W dodatku od wczesnych godzin porannych ktoś walił w moje drzwi. Trudno było zatem o jakikolwiek odpoczynek. Dodam, że gdybym nie znała języka angielskiego, przez trzy doby byłabym pozbawiona dostępu do toalety, bo pilot całkowicie zlekceważył tę sytuację. Kolejne przedpołudnie spędziliśmy w pięknej Ochrydzie, a popołudniu wybraliśmy się do Monastyru św. Nauma. Mimo bardzo zawyżonej ceny, bardzo polecam ten fakultet, podobnie jak wycieczkę fakultatywną następnego dnia. Bitola i Heraclea nie zrobiły na mnie specjalnego wrażenia, ale Park Narodowy Galicica jest jak najbardziej wart zobaczenia. Kolejny dzień spędziliśmy w Albanii. Wieczorem udaliśmy się do hotelu Arif, który zdecydowanie był najlepszym podczas całego wyjazdu. Jako jedyny posiadał windę. Mój pokoj były czysty, wszystko w nim działało. Podczas obiadokolacji zalecam usiąść blisko stołu z jedzeniem lub szybko biegać, bo dla niektórych, w tym mnie, zabrakło jedzenia. Dodam, że pakiet sniadaniowy- w postaci śliwek i jajka- to raczej kiepski pomysł na długą podróż autokarem. Kolejnego dnia o godzinie piątej wyruszyliśmy do Kotoru, a później do Dubrownika. Na nocleg wróciliśmy do Neum w Bośni i Hercegowinie. Nigdy nie spotkałam się z większym bałaganem i chaosem, niż w Villi Matic, w której nas zakwaterowano. Zostałam przez pilota poinformowana, że mój pokój 509 znajduje się w budynku głównym. Wniosłam zatem moją ciężka walizkę po schodach, zniosłam do windy, wjechałam na piąte piętro, gdzie okazało się, że numeracja kończy się na 508. Zjechałam zatem na piętro czwarte, do recepcji, by dowiedzieć się, gdzie jest mój pokój. Nikogo tam jednak nie zastałam. Wniosłam zatem walizkę po schodach, by wyjść przed budynek. Pilot poinformował mnie, że mój pokój znajduje się jednak w drugim budynku. Poszłam zatem do drugiego budynku, zniosłam walizkę po schodach, weszłam na piąte piętro, bo w drugim budynku nie było windy. Okazało się, że numeracja zaczyna się od 510, a mojego pokoju nie ma. Wyszłam przed hotel, gdzie dowiedziałam się, że jednak mój pokój jest w tym pierwszym budynku. Okazało się, że rzeczywiście był. Oznaczenia nie było żadnego, żadnej strzałki, żadnej informacji. Prowadziły do niego niczym nieoznaczone schody od piątego piętra. W pokoju była łazienka, w której ktoś zaczął sprzątać, ale nie skończył. Ręczniki były niewymienione, na toalecie leżała brudna scierka. Od toalety prowadziły schody do maleńkiego pokoju przypominającego celę więzienną, w którym panował okropny zaduch. Podczas kolacji od innych uczestników dowiedziałam się, że mają normalne pokoje z balkonem, z ładnym widokiem; zaczęłam się w związku z tym zastanawiać za co biuro pobrało ode mnie wysoka dopłatę za pokój jednoosobowy. Następnego dnia po zwiedzeniu Trogiru i Szybenika, udaliśmy się na nocleg na północ Chorwacji- do Uvala Scott. Gdy podczas rozdawania kluczy, okazało się, że mam pokój w innym budynku niż reszta grupy, wiedziałam, że dobrze na pewno nie będzie. Mój pokój znajdował się w piwnicy ukrytej w krzakach. Żeby się do niego dostać trzeba było najpierw pokonać sporą górkę, później kilkadziesiąt ruszających się schodów. Śmierdziało w nim okropnie. Wanna była tak brudna, że od początku wiedziałam, że o jakiejkolwiek kąpieli nie ma mowy, bo grzyba nie wyleczyłabym przez kolejne 20 lat. Później okazało się że nawet o prysznicu w klapkach nie mam nowy, bo odpływ był zapchany i woda stała. Opłukałam się zatem pod zlewem. Pokój był zapleśniały, zagrzybiały, łóżko zapadnięte. Wszędzie unosił się kurz. Śmierdziało tak, że wymiotowałam kilka razy. Rano osłabiona dowlokłam się na śniadanie, by chociaż herbatę wypić. Do pokoju ledwo dobiegłam, bo do wymiotow doszła biegunka i jasnym się stało, że próbowano mnie otruć. Później okazało się, że kilkanaście innych osób rowniez się podtruło. Podczas wieczornej video rozmowy moja czteroletnia bratanica, gdy pokazałam jej mój pokój, zapytała:"Ciocia, co Ty zrobiłaś, że ktoś za karę Cię tam wysłał?" Myślę, że te słowa najlepiej oddają warunki, w jakich mnie zakwaterowano. I najgorsze jest to, że jeszcze za to zapłaciłam. Dodam, że w nocy ktoś po mnie chodził i zostawił kilkanaście śladów, ale w takim miejscu nie powinno to dziwić. Następnego dnia po zwiedzeniu Rovinj i Piranu udaliśmy się do Polski. Teraz, gdy jestem w moim czystym domu, na moim czystym łóżku traktuję tę wycieczkę jako coś, co udało mi się przetrwać, a nie przeżyć. Każdy musi sam rozważyć, czy ma na to ochotę. Pilota wycieczki, pana Grzegorza, oceniam pozytywnie. W jednej sytuacji mnie zawiódł, ale obiektywnie muszę przyznać, że to jeden z najlepszych pilotów, jakich miałam podczas wycieczek objazdowych. Ma ogromną wiedzę o odwiedzanych krajach. Potrafi przekazywać informacje w bardzo ciekawy sposób, a jego poczucie humoru sprawiało, że nawet długie przejazdy mijały w świetnej atmosferze. A ja na Bałkanach, które odwiedziłam po raz kolejny, znów zostawiłam cząstkę swojego serca. Znów zachwyciły mnie widoki, kolor wody, zabytki i smaki... Szkoda tylko, że organizator nie zadbał o lepszy standard zakwaterowania, bym mogła przywieźć same dobre wspomnienia...




3.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Logistyczna porażka
Jacek 04.08.2017 | Termin pobytu: sierpień 2017 | Tagi: 46-55 lat, z rodzinąBałkany jak najbardziej na tak ale nie w okresie wakacyjnym czyli nie w lipcu i sierpniu. Ja wybrałem termin lipcowy i naprawdę bardzo tego żałuję. Sugerując się wspaniałymi opiniami o tej wycieczce jak to było cudownie, tyle czasu wolnego na spacery po mieście a wieczorami na relaks na plaży nie zwróciłem uwagi że były to opinie o wycieczkach które odbyły sie w kwietniu i maju tego i wrześniu ubiegłego roku a to zupełnie inna bajka. Moja bajka zaczęła się od koszmaru na granicy węgiersko-serbskiej. 5 i pół godziny stania wg naszej Pani pilot to rekord. Rekord który przełożył się na rekordowo krótki czas zwiedzania Belgradu. Pani przewodnik jak w dobrej komedii - po prawej muzeum po lewej ambasada, w końcu nie nadążałem z obracaniem głowy i wybuchnąłem śmiechem. Potem szybkie zwiedzanie tylko jednego zabytku - cerkwi Św. Sawy bo na inne zabytki zabrakło czasu i powrót do autokaru, przejazd do centrum , 1,5 godziny na posiłek, chwilkę na odpoczynek w cieniu i w drogę do Leskovaca na nocleg. Kolejne 3 dni rzeczywiście były bajkowe. Czarujące chociaż trochę kiczowate Skopje z odpowiednią ilością czasu wolnego. Popołudniowy przejazd na kolejne noclegi w okolice Ochrydu nad przepięknym jeziorem Ochrydzkim. Kolejne 2 dni to wycieczki fakultatywne dla chętnych i czas na wytchnienie w malowniczej scenerii. Wracam do mojej bajki, kolejny dzień podróży to krótki postój na granicy macedońsko-albańskiej i Tirana otwiera swoje bramy przed nami. Doskonały przewodnik który we wspaniały sposób nas przeprowadził przez obecną stolicę Albanii. Dla kontrastu zabrał nas do dawnej stolicy Albanii - Kruje, która kryje się w malowniczych zakątkach u podnóża góry Sarisalltikut. Przejazd w okolice lotniska i nocleg w hotelu wysokiej klasy. I tutaj właściwie skończyło się wszystko co dobre. Następnego dnia pobudka o 4 rano, lunch-box (wypasiony) na drogę i o 5 rano już w autokarze, w drogę ku katordze! Pierwsza granica Albania-Czarnogóra około pół godziny stania więc dzień zapowiadał się całkiem nieźle. Oczywiście o zwiedzaniu Budvy którą się zwiedza jeśli czas pozwoli mogliśmy zapomnieć. Przyjechaliśmy do Kotoru, zwiedzanie, czas wolny i dalej w drogę. Następna granica Czarnogóra-Chorwacja zatrzymała nas na 3,5 godziny w prawie 40 stopniowym skwarze. Przed nami zwiedzanie Dubrownika (UNESCO) perełki Chorwacji, malowniczy rejs statkiem wokół murów Starego Miasta, ta myśl trzymała nas w dobrych humorach. Rzeczywistość okazała się jednak rozbieżna od zaplanowanego programu. Po pierwsze mamy potworne spóźnienie i program zwiedzania musi zostać drastycznie skrócony. Po drugie z powodu braku czasu rejs statkiem wokół murów Starego Miasta został odwołany. Po trzecie nic w zamian, tylko sprint po głównej ulicy, w ostatniej chwili wejście do zabytkowej Apteki (po naszym wyjściu od razu została zamknięta), weszliśmy do portu co w sumie zajęło nam około 45 minut!!! Dostaliśmy 30 min czasu wolnego i nie wiedzieliśmy co z nim zrobić? Czy pobiec na mury obronne z których roztacza się przepiękny widok na miasto, czy iść coś zjeść bo od rana nic nie jedliśmy oprócz suchego prowiantu a wiedzieliśmy że do hotelu jeszcze mamy trzy godziny jazdy. Zacząłem się zastanawiać po co nas tu przywieziono?. O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby zawiezienie nas od razu do hotelu i zwiedzanie Dubrownika następnego dnia choćby wczesnym rankiem ale w zaplanowanych na to normach czasowych wraz z rejsem. Niestety jeszcze mieliśmy jedną granicę do przekroczenia chorwacko - bośniacką i zakwaterowanie w Hotelu w Neum do którego przybyliśmy przed 22.00, po około 18 godzinach w podróży z czego tylko 3 i pół godziny było przeznaczone na zwiedzanie (2 godz Kotor i 1,5 godz Dubrownik) a 14 i pół godziny spędziliśmy w autokarze. Tego nie da się nazwać inaczej niż SKANDAL!!! Następny dzień zapowiadał się całkiem przyzwoicie. Mieliśmy zaplanowane zwiedzanie Trogiru i Szybenika. Wszystko tego dnia byłoby znakomicie gdyby nie 5-cio godzinny przejazd –około 400 km na ostatni nocleg w hotelu na półwyspie Istria. Około 22 godziny przybyliśmy na miejsce, do „hotelu ***” (ten hotel opisuję poniżej). Ostatniego dnia zwiedzania przybyliśmy do malowniczego Rovinja a następnie do Piranu już na terenie Słowenii. Stąd o godz. 19 wyruszyliśmy do kraju. W miejscu przesiadkowym w Woszczycach byliśmy około 8-mej rano następnego dnia. W przeciągu ostatnich kilku lat wielokrotnie, świadomie korzystałem z tej formy wypoczynku jakim są wycieczki objazdowe. Przejechałem w sumie kilkadziesiąt tysięcy kilometrów po całej Europie w „wysokim sezonie” i nigdy wcześniej nie uczestniczyliśmy w tak skandalicznie źle ułożonym planie wycieczki. Nigdy nie zdarzyło się żebyśmy tak późno wracali do hotelu na odpoczynek. Jakim to trzeba być ignorantem żeby nie uwzględniać przede wszystkim czasu na przekroczenie granicy w szczególności w okresie wakacji, wiedząc że od kwietnia tego roku nakazem Unii Europejskiej Chorwacja ma zaostrzyć kontrole na swojej granicy! Wycieczka do krajów gdzie jest tak dużo prawdziwych granic ze szczegółową kontrolą do przekroczenia powinna być zaplanowana w zupełnie inny sposób. I to jest właśnie ta żałosna logistyka którą chciałem przedstawić w tej opinii. Z tego miejsca apeluję do przyszłych wycieczkowiczów - przemyślcie dokładnie termin swojego wyjazdu!