< WSTECZ
R.pl > Blog > Zainspiruj się > Iran – co warto zobaczyć i jakie atrakcje czekają na turystów

Iran – co warto zobaczyć i jakie atrakcje czekają na turystów

Skrócony opis

Irańczycy są bardzo otwarci i przyjaźnie nastawieni. Wyraźnie zależy im na tym, żeby ich kraj był postrzegany w Europie jako przyjazny, bezpieczny i warty odwiedzenia. W czasie swojego pobytu przekonałam się o tym wielokrotnie. Spacer po bazarze w Sziraz pokazał mi nie tylko ten region od kuchni, ale też udowodnił, jak życzliwi są tutejsi ludzie. Kilkakrotnie zaczepiali mnie zwykli przechodnie – zaciekawieni, skąd przyjechałam i jak mi się podoba w ich kraju. Jak mogło by się nie podobać 😊 Mozaikowe meczety, wypełniające się o poranku feerią barw, tętniące życiem targi, doskonała kawa, herbata i przyprawy, piękne miedziane tygielki i kolorowa ceramika. Iran. Takim go zapamiętam.

Sekcja 1

Persepolis – obowiązkowa atrakcja Iranu

Być w Iranie i nie zobaczyć tego miejsca to jak przyjechać do Moskwy i nie zobaczyć Placu Czerwonego. Toteż ochoczo wybrałam się z wycieczką, żeby zwiedzanie Iranu rozpocząć właśnie od tego wyjątkowego miejsca. Duch historii czai się tu w każdym najmniejszym kamieniu. Choć okolica wygląda dziś raczej jak stanowisko archeologiczne, bo z samego pałacu pozostało niewiele, i tak jest pięknie. Urok Persepolis odkrywałam stopniowo, przemierzając schody, zaglądając do miejsc, które niegdyś były – jak mniemam – zachwycającymi salami, w których przesiadywał władca. Na każdym kroku można znaleźć tu, na swój nieoczywisty sposób, piękne (czy też dziwaczne) tajemnicze fragmenty dawnych rzeźb, przypominających jakby gryfy albo (po krótkim przyjrzeniu się) coś na kształt krów, osłów i orłów. Niektóre reliefy przedstawiają lwa azjatyckiego (lwa perskiego), a ocalałe fragmenty kolumnad – konie. Mimo upływu wieków wciąż może zachwycić Was staranność, z jaką dawni rzemieślnicy wykuwali w skale wszystkie te detale. Na szczęście czas ich nie zatarł. Patrząc na to, co pozostało, można wyobrazić sobie, jak potężny i imponujący pałac był w czasach swojej świetności. Według legendy, budowlę spalił Aleksander II Wielki (chociaż miejscowi unikają używania tego przydomku). Niektóre źródła mówią jednak o tym, że pałac w Persepolis uległ zniszczeniu z bardziej prozaicznych przyczyn – z biegiem lat. Koniecznie musicie się tu wybrać – najlepiej z dobrym aparatem.



Naqsh-e-Rustam – starożytne grobowce perskich królów

Kolejnym punktem mojej podróży po Iranie była wizyta w Dolinie Królów – Naqsh-e Rustam, oddalonej o 13 kilometrów od Persepolis. Do przyjazdu tutaj skłoniły mnie wyjątkowe rzeźby przedstawiające sceny z pola bitwy, sławiące czyny przywódców. Niesamowite, z jaką determinacją i poczuciem misji działali rzemieślnicy, którzy z tak wielką precyzją wykuli w skałach gór Zagros grobowce ówczesnych władców Persji. Płaskorzeźby upamiętniają wielkość Dariusza I Wielkiego, Kserksesa I, Artakserksesa oraz Dariusza II. W ścianach skalnych znajdują się komory grobowe, w których pochowano władców z dynastii Achemenidów. Reliefy z czasów Sasanidów są wykonane z taką dokładnością, że nie zdołał ich zatrzeć ani najeźdźca, ani nawet nieubłagany upływ czasu.




CIEKAWOSTKI na temat Iranu

W Iranie hidżab jest prawnie wymaganym nakryciem głowy, który muszą zakładać zarówno rodowite mieszkanki, jak i kobiety przyjeżdżające tu z innych krajów. Od tej reguły nie ma wyjątków. Hidżab muszą nosić tu również turystki wyznające wiarę inną niż islam. Nie widać, aby którakolwiek z pań próbowała sprzeciwiać się temu prawu. Za jego nieprzestrzeganie grozi kara finansowa.

Irańczycy to w większości muzułmanie odłamu szyickiego.

W Iranie to kobieta decyduje o tym, czy chce nosić czador (czarne nakrycie zasłaniające większą część ciała), czy też woli zamiast tego przywdziać tunikę i hidżab.

Piątki w Iranie są odpowiednikiem polskiej niedzieli. Ulice pustoszeją, bo większość ma dzień wolny od pracy.

• W Iranie oficjalnie nie wolno śpiewać ani pić alkoholu. Jednak, jak to zwykle bywa, państwowe zakazy nieco rozmijają się z prawdziwym codziennym życiem. Dlatego gdy tylko jest okazja do wspólnych śpiewów przy odrobinie araku, Irańczycy dyskretnie (i żeby nie usłyszeli ich sąsiedzi) gromadzą się na domówkach.

Irańskie kobiety nie mogą prowadzić roweru ani motocykla – szyiccy duchowni uważają to za niemoralne. Nic natomiast nie stoi na przeszkodzie, aby panie były pasażerkami.




Shiraz – w mieście pełnym poezji i ogrodów Jeśli zastanawiacie się, co zwiedzić w Iranie, zajrzyjcie do Shiraz. O tym mieście słyszałam wiele dobrego. W sumie jakże miałabym nie słyszeć, skoro sami Irańczycy określają je jako „miasto poezji, wina, róż i słowików”. Sziraz musiało więc znaleźć się na trasie mojej wędrówki po Iranie. Zaczęłam od mauzoleum Ali Ebn-e Hamze. Zobaczyłam jego fasadę i przepadłam. Przepiękne kolorowe mozaiki, utrzymane w kolorystyce typowej dla sztuki islamu, okazała kopuła o lekko spłaszczonym kształcie, też bogato zdobiona – po prostu cudo. Na dowód pokazuję Wam zdjęcie 😊



Oszołomiona pięknem, zmierzam w stronę kolejnego zabytku – meczetu Nasir ol-Molk, znanego z przepięknych bajkowych kolorów. Z racji tego, że sączące się przez jego kolorowe witraże światło wypełnia każdego poranka jego wnętrze malinową poświatą, bywa nazywany Różowym Meczetem. Bilet wstępu kosztował mnie 350 tys. riali. Najlepszą porą do jego zwiedzania jest wczesny poranek, kiedy ludzi jest tu jeszcze mało. Wczesna godzina niesprzyjająca śpiochom daje realną okazję do obejrzenia przepięknego wnętrza świątyni w spokoju, ciszy i skupieniu. Otwiera też pole do zaspokojenia swoich fotograficznych zapędów. I mi się udało pstryknąć parę zdjęć.







Pozostając wciąż pod wrażeniem pięknego Różowego Meczetu, wybrałam się na tutejszy bazar Vakil. Oprócz wielkich budowli, szczegółowo opisanych w przewodnikach turystycznych, chciałam też poznać codzienne życie Irańczyków. Ci chętnie przychodzą na targ, na jednym ze stoisk zamawiają fasolkę na parze i zaczynają ostre negocjacje cenowe, gdy upatrzą sobie coś ładnego. Mnie od razu przywiodło do naczyń z przyprawami. Tak kolorowych i pachnących nie widziałam jeszcze nigdy!



Shiraz to przede wszystkim miasto ogrodów – pozostałości po perskich poetach. Służą jego mieszkańcom za oazę odpoczynku, w której można spotkać się z bliskimi i znajomymi. Mi też udało się odwiedzić jedno z takich miejsc – rezydencję Narandżestan, mały ogród zbudowany w XIX wieku.



Z wizytą w ormiańskiej katedrze Wank w Isfahanie

Irańczycy mawiają „jeśli widziałeś Isfahan, widziałeś połowę świata”. Bez wątpienia jest tu pięknie. Jeśli będziecie w mieście, gorąco polecam Wam wybrać się do parku nad rzeką Zajande. Na jednym z okolicznych mostów możecie posiedzieć i spędzić miło czas. To popularne miejsce spotkań Irańczyków.

Wbrew temu, co w Europie sądzi się o muzułmanach, potrafią być oni tolerancyjni wobec odmiennych religii. Najlepiej świadczy o tym budowla, którą miałam okazję zwiedzać. Katedra Wank, bo o niej mowa, znajduje się w ormiańskiej dzielnicy Dżulfa. Katedra Świętego Zbawiciela zachwyciła mnie przede wszystkim unikalnymi malowidłami.



Ważnym punktem dla mieszkańców miasta jest Meczet Piątkowy (nazywany także Wielkim). Jego przepiękne zdobienia, utrzymane w niebieskiej kolorystyce, stały się później wzorem dla innych świątyń tego typu. Wyróżnia się kolumnami i czterema ejwanami – czyli charakterystycznymi dla islamu otwartymi pomieszczaniami, wyglądającymi jak wielkie bramy. Bardzo wdzięczne miejsce do zrobienia zdjęć z podróży 😉

Nieskończone piękno natury – góra Dena i wodospad Semirom

W drodze do Isfahan miałam okazję zobaczyć górę Dena – jeden z najtrudniejszych szczytów Iranu. W okolicy znajduje się piękne wodospady Semirom, nad który się wybrałam. Zazwyczaj jest tu sporo turystów – w końcu inni też chcą nacieszyć się jego urokiem 😉



Biszapur – olśniewające ruiny pośród gór Zagros

Kolejnym punktem na mapie w podróży po Iranie był Biszapur. Położony w prowincji Fars jest chętnie odwiedzany przez turystów ze względu na ruiny osady wybudowanej z kamienia. Kompleks składa się z ruin miasta, pozostałości pałacu, ale też wspaniałej świątyni Anahity. To, co widać dziś jest zaledwie szczątkami dawnej potęgi osady i jej mieszkańców. Zajrzyjcie tu nie tylko ze względu na wspaniałe reliefy, ale także górskie przełęcze mijane po drodze.



Teheran – imponująca Wieża Wolności

Jeśli zastanawiacie się, co warto zobaczyć w Iranie, weźcie pod uwagę Teheran z jego Wieżą Wolności. Przeglądając przewodnik po mieście (którego zdobycie trochę mi zajęło), rzucił mi się w oczy charakterystyczny obiekt. Już będąc na miejscu dowiedziałam się, że to Wieża Wolności, powstała dla uczczenia panowania Persów na tych ziemiach. Rzecz jasna, nie omieszkałam zrobić jej, na szybko, pamiątkowego zdjęcia.



Polski akcent – wizyta na cmentarzu katolickim w Teheranie

W Teheranie odnalazłam też polski akcent. To cmentarz, na którym pochowano Polaków, którzy dotarli tu przed ponad 70 laty w wyniku ewakuacji ze Związku Sowieckiego. Wielu z nich, wycieńczonych po ciężkiej pracy w rosyjskich łagrach, zmarło krótko po przybyciu. Inni zawędrowali tu z armią generała Andersa i zostali już na zawsze. Dla wielu irańska ziemia stała się miejscem ostatniego spoczynku. Na skutek ostatnich działań rządu cmentarz został odnowiony, dzięki czemu jest symbolicznym miejscem dla wszystkich przybywających tu Polaków.



Z kostkami cukru w ustach, czyli o tym, co się pija i jada w Iranie

Dzięki przewodniczce, która zna tu pewną sympatyczną rodzinę, miałam pierwszą – i być może ostatnią – szansę, by skorzystać z zaproszenia na tradycyjny obiad do irańskiego domu. Gospodyni, jak na prawdziwą Irankę przystało, wykazała się prawdziwą gościnnością i naszykowała zestaw lokalnych przysmaków. Na pierwszy ogień poszedł dizzi, czyli specyficzny, typowo irański rodzaj gulaszu. Specyfiką tego dania jest nie tyle smak czy składniki, ale sposób podania. Na początek, z glinianego kociołka wywar rozlewa się do misek, potem dorzuca się mięso ze środka. Do kociołka trafiają warzywa, które się rozciera i następnie, wraz razem z dodatkiem chleba, dolewa się do uprzednio poporcjowanego bulionu. Zazwyczaj Irańczycy zapijają ten przysmak słonym jogurtem z dodatkiem mięty (tak, to pasuje). Zaraz potem rozpoczęliśmy następną pozycję. Chleb pojawia się tu w naprawdę wielu postaciach, a jedną z popularniejszych jest, znany mi z innych krajów, lawasz. W to ciasto przypominające naleśnika zostały zawinięte mielone kotleciki jagnięce, które rozpływały się w ustach. Same w sobie były na tyle pyszne, że nie potrzeba było im dodatków. Deser był wyjątkowo słodki – poza chałwą i daktylami, skusiłam się na standardową (w tych stronach) metodę picia herbaty – z kostkami cukru w ustach. Posiedzenie się trochę przeciągnęło, więc na stole pojawiły się jeszcze lody szafranowe 😉

Ocena artykułu

Ten artykuł nie został jeszcze oceniony
Dziękujemy za wystawienie opinii!

Komentarze

Brak komentarzy.

Polecane wycieczki

Zobacz inne wpisy

Sprawdź kierunki powiązane z tym artykułem:

Iran