Zastanawiasz się, czy ten hotel to dobry wybór? Wpisz pytanie, a dostaniesz podsumowanie wszystkich opinii naszych gości.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Program bardzo ciekawy. Pilot wycieczki Pani Patrycja osoba o olbrzymiej wiedzy, bardzo sympatyczna i pomocna. Kierowca prowadził autobus bardzo bezpiecznie. Niektóre noclegi poniżej oczekiwań. Współtowarzysze wycieczki bardzo sympatyczni i bezkonfliktowi.
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Objazdówka udana; hotele jak na wycieczkę objazdową o dość wysokim standardzie; program interesujący, choć mółby być bardziej intenstywny; szczególną uwagę należy poświęcić pilotce Pani Kornelii, która umiała tak przekazać swoja wiedzę, że chciało się słuchać, przeplatala fakty historyczne legendami tak żeby nie zanudzić; zawsze uśmiechnięta, miła, slużąca pomoca; to wszystko dopełniał przesympatyczny i pomocny lokalny pilot Nodari i kierowca Zauri; pobyt czerwiec 2018
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wspomnienia z tej niesamowitej kaukaskiej wyprawy zostaną z nami na długo! Tam można poczuć, po co się żyje! Radość i zachwyt na całej trasie. Zmienne krajobrazy, niezmiennie górskie, aż po promenadę w Batumi i widok na Morze Czarne. Ośnieżone w lipcu szczyty, zapach kwiatów na zboczach i zabytki architektury sakralnej w tych niebywałych miejscach. Przyroda i kultura spleciona w ciekawym programie, dzięki czemu wciąż na nowo byliśmy zaskakiwani: cerkwie i kościoły ormiańskie w górach, skalne miasta, jaskinia, megalityczne obserwatorium i dwie stolice pełne życia. Kultura i serdeczność Gruzinów i Ormian przejawiała się na różne sposoby, nie tylko podczas degustacji, których byliśmy uczestnikami. Przy aromatycznej kawie z tygielka, miseczce! wina z najstarszych szczepów w rodzinnej piwniczce, czy przy wtórze mocnej gruzińskiej chachy i ormiańskiego koniaku Ararat. Muzyka, śpiew i taniec - każdy znalazł tu coś wyjątkowego dla siebie! Dla nas zwieńczeniem 15 dni była dwudniowa wyprawa do Swanetti, w Wysoki Kaukaz. Bez widoku panoramy ośnieżonych pięciotysięczników, czulibyśmy niedosyt. Gruzja i Armenia w dwa tygodnie? Absolutnie WARTO!
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Bardzo ciekawy program, wspaniałe przewodniczki, hotele jak dla podróżnika ok. Kierowca profesjonalista, autokar mógłby być lepszy ale dało się wytrzymać
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Jezeli czytasz te opinie, i zastanawiasz sie nad wyjazdem, to przestan czytac, zamawiaj, kup i jedz, bo naprawde warto, a moze sie wycieczka rozejsc jak przyslowiowe cieple bulki bo czarter zabiera tylko 180 osob...
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Program poznawczo starannie wyważony. Spełnione zostały 3 najważniejsze warunki: poznanie Gruzji, poznanie Armenii, a wszystko to w spokojnym rytmie, bez wyścigu z czasem. Dobrą decyzją jest pokazanie turystom wpierw Gruzji – kraju pięknego, zielonego i rozsmakowanego. Połączenie zwiedzania „prowincji” z dużymi i religijnie ważnymi miastami i ośrodkami pozwala dostrzec różne oblicza kraju. Daje też skalę porównawczą z biedniejszą ale jakże urzekającą Armenią. Przylot do Batumi odbył się w naszym przypadku wcześnie rano. W programie zawarta została informacja, iż po zakwaterowaniu w hotelu będziemy mieli czas wolny. I na to wszyscy się nastawiliśmy. Natomiast w realu pilot – Pan Wojtek, zaprosił nas na wspólne zwiedzanie Batumi, które rozpoczęliśmy wizytą w kantorze, aby dokonać pierwszej wymiany. Pomysł świetny, czas do udostępnienia nam pokoi w hotelu zagospodarowany perfekcyjnie, tylko … wystarczyłoby wiedzieć, a wszyscy byśmy się odpowiednio przepakowali, aby ruszyć na miasto (i skorzystali z toalety, bo na tzw. „mieście” były jeszcze zamknięte ;-). Dzięki spacerowi po Batumi przed południem mogliśmy samodzielnie ruszyć po południu do miasta mając już odniesienie do tego, co widzieliśmy i co nam jeszcze do zobaczenia zostało. Dalsza trasa objazdu jest już tylko uwiedzeniem naszych zmysłów pięknymi, w przeważającej mierze górskimi krajobrazami i widokiem rozkosznych krów rozpłaszczonych na ciepłych asfaltowych drogach, stających do boju z pędzącym żelastwem. Czasami stworzenia te reagowały na klaksony i leniwie ustępowały, ale bywało, że wydawały wojnę nerwów, bo ani drgnęły, a samochody zmuszone były wykonać nerwowe manewry omijające. Widok codzienny dla Gruzji i Armenii, ale dla nas niezwykły i bardzo sympatyczny. Pierwsze dni spędza się zbliżając do Wielkiego Kaukazu i mijając po drodze urokliwe kompleksy klasztorne m.in. w Gelati, katedrę Bagrati w mieście Kutaisi. Potem tylko Gori z muzeum Stalina, które niestety przemieniono w mini-ośrodek kultu i niesamowite Uplisciche, Stepantsminda, Mccheta. Żadnymi słowami nie opiszę jak barwne i urzekające swą prostotą są to miejsca. Dodatkową atrakcją jest wjazd do kościółka Cminda Sameba samochodami terenowymi. Krajobraz groźny i srogi, drogi obiecujące katastrofę, kierowcy z twarzą pokerzysty mknący ostro pod górę, a na miejscu cudowny kościółek i otulone w futro z chmur szczyty górskie. Innym klimatem ugości wszystkich Tbilisi, miasto które chyba nigdy nie śpi. Dobrym pomysłem jest poznawanie Tbilisi piechotą schodząc ze wzgórza pilnowanego przez Mateczkę Gruzję w kręte uliczki starego miasta, zwiedzając meczet, napotykając wodospad, mijając piękne budynki łaźni – wszystko to oddaje klimat i urok tego miejsca. Mało udanym punktem programu jest Signagi – na mnie nie zrobiło wrażenia, ale w klasztorze w Bodbe pochowano patronkę Gruzji św. Nino, więc rozumiem pewną spójność programową. W Signagi zatrzymaliśmy się także na obiedzie połączonym z degustacją czaczy (= bimber pędzony chałupniczo ;-) i wina domowego – przemiła supra (uczta) a wznoszonym toastom przez naszego gruzińskiego przewodnika końca nie było ;-) Po Tbilisi program prowadzi nas do Armenii – sąsiadujący kraj a jednocześnie tak inny i odmienny. Już pierwsze zwiedzane miejsce – klasztor Haghpat wyraźnie odcina się od poznanych zespołów klasztornych w Gruzji. Z zewnątrz małe, urokliwe kościółki, w wewnątrz surowy i piękny świat zaklęty w kamieniu z dumnymi chaczkarami rozsianymi wszędzie. Gruzja urzeka pięknem świątyń, zaś Armenia uwodzi ascetycznym, dumnym i milczącym pejzażem klasztornym. Trudno mi zdecydować, który klasztor, czy też miejsce było piękniejsze od tych już widzianych i równie pięknych. Moim osobistym wyborem jest armeński Geghard i Tatew – wszędzie było niesamowicie, ale w te dwa miejsca natychmiast bym wróciła. Najbardziej rozczarowuje Erywań – miasto młode, wyzute z tkanki historycznej, eklektyczne i bez uroku. Ale ma też swoje mocne strony – przejmujące Muzeum Ofiar Ludobójstwa 1915 i zwiedzaną fabrykę brandy Ararat ( połączoną z degustacją). Dziwolągiem jest Kaskada – miło było to miejsce zobaczyć, ale jeśli jest to jeden z głównych punktów miasta, to od razu widać, że niewiele ich ma do zaoferowania. Wracając z Armenii do Gruzji zagląda się jeszcze programowo do skalnego miasta Wardzia (najjaśniejszej perły wśród pereł) i Borjomi, gdzie faktycznie przez moment można wczuć się w klimat uzdrowiskowego świata popijając życiodajną wodę przy strumieniu i pomniku Prometeusza. W tym miejscu świat zwalnia i zaprasza do błogiego lenistwa. Wszędzie na trasie spotykały nas nowe doznania i dodatkowe atrakcje – w Geghard kręcono film / serial ? historyczny i można było sobie popatrzeć na długowłosych i brodatych Panów przyodzianych w peleryny i sandały rzymskie, w Garni wysłuchaliśmy mini koncertu na duduku we wnętrzu świątyni boga Mitry, w górskim Gudauri ruszyliśmy na zwiedzanie w temperaturze +4°C, aby zakończyć je w upalnej dolinie przy + 25°C, w Tbilisi byliśmy świadkami uroczystości zaślubin wraz ze śpiewem chóru męskiego, w Mcchecie odbywało się akurat nabożeństwo prowadzone przez Patriarchę, w Erywaniu … rozpoczęły się demonstracje i zamieszki, których jednak nie odczuliśmy. Piękna to była trasa, świetnie skomponowana i jeszcze lepiej przez Pilota poprowadzona, cudowne wakacje, które utrwalą się we wspomnieniach. Baza hotelowa – bardzo dobra. Wszędzie czysto, pokoje o przyzwoitej wielkości aż do przestronnych i baaardzo dużych. W większości z balkonami, gdzie wieczorem można było poobserwować życie codzienne mieszkańców. Tylko w Kutaisi hotel miał bardzo małe pokoiki i klaustrofobicznie małą łazienkę. Ale to właśnie w tym rodzinnym hoteliku ugoszczono nas pierwszą kolacyjną ucztą podając przepyszne regionalne potrawy do skosztowania. A skoro o jedzeniu mowa – śniadania we wszystkich hotelach smaczne, urozmaicone i w wystarczających dla każdego ilościach. Kolacje to już było istne szaleństwo – sporadycznie bufet, najczęściej podawano na stół półmiski, a stoły uginały się pod ilością serwowanych przystawek, zup i dań głównych (tych mięsnych i niemięsnych), na deser obowiązkowo arbuzy, picie (woda, kawa i herbata) bez dodatkowych opłat. Smacznie, pysznie i obficie – trzeba porzucić wszelkie myśli o diecie, bo i tak się nie uda :-) Hotele położone najczęściej na obrzeżach miasta, ale świetnie skomunikowane (w Tbilisi np. 3 stacje metrem i jest się w samym centrum, w Batumi krótka przejażdżka maszrutką i jest się na promenadzie, pozostałe hotele umożliwiają dotarcie do śródmieścia spacerkiem krętymi uliczkami mieszkalnych dzielnic). Wyjątkiem są hotele górskie – w Gudauri wysoko i do miasteczka daleko, ale można pospacerować i podziwiać pasące się owce i cudowne śnieżne szczyty górskie, w armeńskim Goris też wysoko ponad miastem, ale hotel dysponuje sympatycznym wielkim tarasem dla wszystkich, co zachęciło nas do integracyjnego spotkania przy zebranych na trasie napitkach (wino, brandy i co kto jeszcze miał). W Erywaniu hotel na obrzeżach miasta, ale za to z widokiem na szczyt Araratu :-) Koło każdego hotelu znajdowały się sklepiki spożywcze, gdzie można było uzupełnić zapasy picia, a w przypadku lokalizacji górskich zatrzymywaliśmy się w ostatniej miejscowości z marketami i robiliśmy zakupy na wieczór i następne przedpołudnie. Możliwość zrobienia szybkich zakupów zawsze była stałym punktem programu. Pilot – Pan Wojciech Blumhoff. Zorganizowany, dysponujący szeroką wiedzą, opowiadający ze swadą o historii i czasach współczesnych, z fantastycznym poczuciem humoru, pełen życzliwości do Grupy jako całości i każdego z nas z osobna, nie pozwalał nam odczuć zbędnego pośpiechu, dbając jednocześnie o punktualność i realizowanie programu, który był tak modyfikowany, aby zobaczyć więcej i więcej i jeszcze ciut ciut :-) Poświęcił nam np. prywatny czas proponując wspólne wyjście w Tbilisi na wzgórze, z którego można było podziwiać wieczorną panoramę miasta (sami byśmy tam zapewne tak łatwo nie dotarli) i zawsze doradzał, co można jeszcze indywidualnie zobaczyć, gdzie pójść, jak dotrzeć. Myślę że to dzięki niemu nasza Grupa była punktualna, fantastycznie zorganizowana i nastawiona na poznanie krajów do których się wybrała. Przewodnik gruziński – Nodari –życzliwie pomocny, wszędzie tam gdzie można było coś jeszcze dopowiedzieć lub pokazać lub zaprowadzić – na Nodarim mogliśmy polegać. W Armenii dołączyła do nas Eliza biegle posługująca się językiem angielskim, a jak się później okazało również rosyjskim i włoskim. W wolnych chwilach stanowiła kopalnię wiedzy o życiu codziennym Ormian, dla nas narodu bardziej egzotycznego i nieznanego niż by mogło się to wydawać. Kierowca dbał o nasze bezpieczeństwo (a na drogach gruzińskich i dziurach armeńskich nie łatwo jest uniknąć sytuacji drażliwych i niebezpiecznych), podstawiając autobus zawsze przed czasem i wysprzątany. UWAGI końcowe: Legenda o tym, że Bóg oddał Gruzinom ziemię, którą zamyślił zostawić sobie, na pewno jest prawdziwa !!!
6.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Rewelcyjna froma poznania zabytków, historii oraz kultury Gruzji i Armenii. Sąsiednie karaje, a tak różnorodne - inna przyroda, kuchnia i temperamenty mieszkańców. Mieliśmy szczęście do opiekującej się nami ekipy - skarbnicy wiedzy, Łukasza i ciepłej Gai. Świetnie ułożony program. Uroczy pobyt w rodzinnych hotelach. Trzynastoletnia córka nie tylko nie zmęczyła się codziennym zwiedzaniem (również w ostatni wolny dzień - i to dobrowolnie), ale też wyraziła rozczarowanie bądąc na koloniach we Włoszech...tam nie było takiego przewodnika...duża strata, a przecież nie będzie leżeć na plaży i się smażyć cały czas :). Bakcyl podróżnika połknięty! Dziękujemy!
5.5/6
Czy ta opinia była pomocna?
Zapierające dech w piersiach widoki idealne dla miłośników gór, a dla smakoszy duży wybór potraw i trunków.
5.5/6
Czy ta opinia była pomocna?
Wycieczka bardzo ciekawa , przewodnik z ogromną wiedzą, sympatyczny, pomocny, jesteśmy bardzo zadowoleni.
5.5/6
Czy ta opinia była pomocna?
w dniu dzisiejszym wrócilam z dwutygodniowej wycieczki. Moim zdaniem warto a nawet nalezy wybrać się do Gruzji i Armeni a jeżli przy odrobinie szcęścia traficie na obsadę Beata Iraki i Pan kierowac Zair to macie super urlop, ale po koleji. Nie może być tak że wszystko jest ok. Jak dla mnie za dużo kościołów (ale wiedziałam na co się godzę program przeczytany), można więcej czasu przeznaczyć na spotaknia z przyrodą. Kaukaz piękny, Gruzini bardzo mili. Największe wrażenie zrobiła na mnie Armenia przepiękny kraj. Szczególne słowa uznania dla opiekunów wycieszki Beaty i Irakiego. Na wyjazd jechałam sama z możliwością dokwaterowania w jedny z hoteli dostarczono nam jako dostawkę łóżko polowe (nie dało się na nim spać) po zgłoszeniu Pani Beacie problem został rozwiązany do końca objazdu nie było już w naszym pokoju łóżek polowych (mimo, że w hotelach na trasie takie pokoje były), wiedza ogromna. Beata jest osobą otwartą starającą się zaspokoić najbardziej kapryśnych turystów, posiada ogromną wiedzę, jest osobą bardzo wrażliwą i opiekuńczą. Irakli bardzo miły Gruzin, który z pasją opowiada historię sowjego kraju. Wspaniale uzupełniją się z Beatą. Tym ludziom można zaufać przy nich nic Wam nie grozi zaopiekują się Wami jak Rodzice :). Nie bez znaczenia dla bezpieczeństwa podróży są umiejętności kierowcy to co wyprawie Pan Zair to mistrzostwo świata. Bardzo dziękuję Beacie, Irakiemu i Zairowi za wspaniałe dwa tygodnie (23 lipca 06 sierpnia 2016r.) Agnieszka P