< WSTECZ
R.pl > Blog > Rozmowy w podróży > "Wszystkie wakacje możemy spędzać w Grecji" – wywiad z Robertem Gawlińskim

"Wszystkie wakacje możemy spędzać w Grecji" – wywiad z Robertem Gawlińskim

Skrócony opis

Tyle jest atrakcyjnych miejsc na południu Europy, ale rodzina Gawlińskich od lat jeździ do Grecji. Od czego zaczęła się wasza miłość do tego kraju?


To był przypadek, chociaż podobno w życiu nie ma przypadków. Grałem w zespole Wilki z Mikisem Cupasem, który urodził się i wychował w Polsce, ale z pochodzenia jest Grekiem i dobrze mówi po grecku. Mniej więcej dwanaście lat temu postanowiliśmy wspólnie wyjechać do Grecji na wakacje – razem z naszymi rodzinami.

Sekcja 1

Jaki wyznaczyliście sobie cel na początek?


Pojechaliśmy na Kretę. Do tej pory bardzo miło wspominam pobyt tam. Kreta jest urokliwa. Dzika i piękna. Wynajęliśmy samochód i zaplanowaliśmy dużo wycieczek. Jeździliśmy po całej wyspie, która jest jedną z największych na Morzu Śródziemnym, i staraliśmy się zwiedzić jak najwięcej. Oglądaliśmy m.in. ruiny pałacu minojskiego w Knossos, grobowce i inne zabytki z tego okresu, których na Krecie jest sporo. Takie prehistoryczne pozostałości mocno działają na wyobraźnię, na przykład ruiny pałacu w Fajstos czy zbiory muzeum historycznego w Heraklionie. Ten pierwszy wyjazd tak intensywnie rozbudził w nas ochotę na poznawanie Grecji, że przedłużyliśmy go dwa tygodnie.

Wasi synowie byli wtedy mali. Pamiętasz, jakie oni mieli wrażenia z pobytu w Grecji?


Podobały im się wycieczki pirackim statkiem. A nam spodobało się to, że Grecy w szczególny sposób traktują małe dzieci, typowy dla ludzi z południa Europy, ciepły i otwarty. Nasi synowie poczuli się w Grecji jak ryby w wodzie. Biegali, śmiali się. Grecy byli tym zachwyceni. Na straganach częstowali ich słodyczami, w sklepach proponowali coś do picia. Emanuel i Beniamin świetnie sobie radzili bez mojej żony i mojej pomocy, i to chyba nas najbardziej w Grecji urzekło. Pomyśleliśmy wtedy: „Skoro ludzie tu mają takie fajne podejście do dzieciaków, w przyszłym roku też pojedziemy do Grecji”. I pojechaliśmy, ale w inne miejsce. Na trzeci palec Półwyspu Chalkidiki.

Jakiego rodzaju przeżyć szukaliście w miejscu, które uchodzi za dzikie i niedostępne?


Dziesięć lat temu, faktycznie, to miejsce dawało odpocząć od cywilizacji. Teraz prawdopodobnie to trochę się zmieniło. Ale nadal warto wybrać się na północny palec Półwyspu Chalcydyckiego, Athos, choćby po to, by podziwiać klasztory mnichów prawosławnych na Górze Athos. Z daleka, bo turyści poza nielicznymi wyjątkami nie mają tam wstępu, a kobiety nie mają go wcale. W tej części Chalkidiki może bardziej niż w innych można odczuć sielskość i dzikość Grecji, skierować się mocno ku naturze. Podczas naszych wakacyjnych wyjazdów lubimy uciekać na prowincję, ponieważ wyrywamy się z miasta po to, by odpocząć, a nie po to, by znów wpaść w tygiel. Cisza i morze – to jest to czego potrzebujemy i znajdujemy na mniej popularnym szlakach.


Czy kryzys w Grecji nie zniechęca was do spędzania tam urlopu?

Grecja zmaga się w tej chwili z kryzysem, to prawda, ale jest coś takiego w tym kraju, i przede wszystkim w ludziach, co podnosi mnie na duchu. Gdy jestem wśród Greków, słucham ich muzyki, jem greckie jedzenie, poznaję historię i kulturę tych wszystkich miejsc, które odwiedzamy, po prostu świetnie się tam czuję. Poza tym, uważam, że tym bardziej teraz, w czasie kryzysu, warto jeździć do Grecji, wspierać ich turystykę, chodzić do tawern, muzeów. Nasza europejska kultura wywodzi się z Grecji, powinniśmy chociaż w taki sposób supportować teraz Grecję, która boryka się nie tylko z kryzysem finansowym, ale także z problemem uchodźców.

Sekcja 2

Odkryliście miejsca, które was zachwyciły, a nie są często wymieniane w przewodnikach?


Kilka lat temu trafiliśmy na Mani, środkowy półwysep Peloponezu. Znajomi Grecy rekomendowali nam to miejsce mówiąc, że Półwysep Mani zamieszkują ludzie pod względem mentalności podobni do Kreteńczyków. I rzeczywiście tak jest. Są spontaniczni, otwarci, przywykli do prostych warunków życia i pełni radości. Tam dopiero w latach 60. poprowadzono pierwsze drogi lądowe z Aten, Pireusu czy innych większych miast. Wcześniej wszystko przewożono statkami i łodziami, nawet stada kóz. W tawernach zachowały się piękne zdjęcia z tamtych czasów. Jeśli się trochę pozna Greków, chętnie je pokazują. Właśnie tam, na Półwyspie Mani, znaleźliśmy miejsce, do którego uwielbiamy wracać. To jest wąski pasek lądu skryty za górami Tajget, które malowniczo schodzą do morza. Może mieć szerokość kilometra, a miejscami zwęża się nawet do kilkuset metrów. Góry i morze, jin i jang – miejsce, w którym jest pełnia tego, co nas uszczęśliwia. A ponieważ jeździmy na wakacje całą rodziną i zdarza się też, że jedzie z nami kilkoro przyjaciół, wynajmujemy na Mani domy. Czasem z basenem, innym razem bez, ale zawsze blisko morza i z dostępem do dzikiej plaży. Takich plaż tam nie brakuje.

Czy w związku z tym unikacie też popularnych restauracji i sami gotujecie, gdy jesteście w Grecji?

W tej sprawie zwykle zdajemy się na Greków. Wprawdzie Monika, moja żona, świetnie gotuje, ale wszyscy jesteśmy zdania, że w Grecji nie smakuje inne niż greckie jedzenie. Staramy się więc trafiać w miejsca, gdzie podawane są lokalne potrawy. Nie jem mięsa, więc podczas pobytów na Mani nastawiam się na owoce morza, które serwuje każda tawerna. Rano obserwujemy jak przypływają łodzie do portu, wychodzą z nich rybacy z siatami pełnymi ryb, kalmarów, ośmiornic, wspaniałych wielkich krewetek i małż, a nawet homarów. Świeżo złowione owoce morza są tak wyśmienite, że nie trzeba robić z nich żadnych skomplikowanych dań. Wystarczy usiąść przy stoliku i poczekać aż właściciel tawerny przyrządzi wybrane przez nas okazy w najprostszy możliwy sposób, po prostu wrzuci je na grill, a potem poda ze świeżymi warzywami i cytryną. Co ciekawe, Grecy w głębi lądu preferują zupełnie inną kuchnię. Hodują kozy i owce. Im wyżej, tym lepiej smakuje ser feta robiony z owczego mleka. Górale jedzą przede wszystkim dania z mięsa, a pieczenie go to dla nich okazja do wspólnego spędzania czasu. Wtedy od razu słychać gitary i buzuki, instrument, na którym Grecy grają rebetiko, swoją muzykę ludową. Dużo jest emocji podczas takich występów.

Czyli Grecy muzykują spontanicznie?

Spontanicznie podrywają się do tańca. Wystarczy, że jedna osoba wstanie od stolika i zaczyna tańczyć, reszta rusza za nią. Ostatnio mielismy przyjemność uczestniczyć w takim prawdziwym greckim wieczorku, na który zostaliśmy zaproszeni do tawerny Voulimeneas Cafe Restaurant na Tsikno Pempti, odpowiednik naszego Tłustego Czwartku – tyle że Grecy nie objadają się wtedy pączkami, a mięsem, bo aż do Wielkanocy mieso znika z ich jadłospisu. Nasi znajomi pomyśleli też o nas i mogliśmy zjeść dania wegetariańskie. Mama właściciela Yiannisa Voulimeneasa wspaniale gotuje, w tawernie panuje rodzinna atmosfera. Gdybym miał wymienić ulubione potrawy, które serwuje pani Kaliope, lista byłaby bardzo długa. Nigdy nie wybieramy potraw z karty, najlepszym rozwiązaniem jest pytanie: “Co dobrego mama dziś ugotowała?” Zawsze jest to strzał w dziesiątkę, no i poznajemy nowe smaki, których być może nie zdecydowalibyśmy się wybrać sami.

Sekcja 3

Lubicie w Grecji słuchać tradycyjnej greckiej muzyki?

Tak, zresztą rebetiko można usłyszeć w Grecji niemal na każdym kroku. Grecy chętnie słuchają swoich faworytów. Jest to bardzo miłe i robi ogromne wrażenie. Widać, że są mocno związani ze swoją tradycją. To jest zdecydowanie walor, który ich wyróżnia. Podczas pobytu w Grecji nietrudno zauważyć, że pod względem wyrażania emocji związanych z tradycją Grecy są zupełnie inni niż my. Pewnie w dużej mierze dlatego, że przez kilkaset lat żyli pod okupacją turecką i tradycja stanowiła dla nich fundament zdrowego patriotyzmu. My natomiast wstydzimy się naszej muzyki ludowej. Na szczęście to się powoli zmienia, ale sporo moglibyśmy nauczyć się od Greków w tej kwestii.

Jakich greckich artystów w Grecji warto posłuchać na żywo?

Jeśli nadarzy się taka okazja, koniecznie trzeba zobaczyć Haris Alexiou – wspaniała grecka artystka. Panos i Xaris Katsimixas, mam ich płytę koncertową, “20 Xronia Live”. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zobaczyć ich na żywo.

Jakie greckie dania lubicie najbardziej?

Zdecydowanie najbardziej smakuje mi jedzenie w Voulimeneas Cafe Restaurant, najbardziej lubię tam briam, zielony groszek z karczochami, fetę z pieca czy świeże smażone kalmary albo osmiornicę z grilla. Pyszne są też marynowane gavrosy, takie malutkie rybki. Warto też spróbować domowych oliwek, najlepszych na świecie, bo to odmiana Kalamata, żadne hiszpańskie, czy włoskie nie dorównuja im smakiem. No i oczywiście lokalna oliwa. Moi synowie często odwiedzają tawernę Akrogiali w Stoupie. Ich ulubionym daniem są tam krewetki w bekonie i sałatka w stylu Mani z ziemniaków, pomarańczy i oliwek.

Co pijecie do takiego jedzenia?

Oczywiście greckie białe wino, dobrze schłodzone. Ono pasuje do każdej pory dnia;). Za ouzo nie przepadam, natomiast Metaxa ze świeżym sokiem z pomarańczy bardzo mi smakuje. W upalny dzień na doskonałe mojito wpadamy do Cafe Niriides w Ag. Nikolaos.

Powiedziałeś, że urlop w Grecji wolicie spędzac naprowincji, ale w jakim dużym mieście lubicie zatrzymać się choć na chwilę?

Obowiązkowo: Ateny. To miasto tętni życiem, nowoczesnością i jest jednocześnie pełne zabytków. Właściwie na każdym kroku spotykamy skarby europejskiej kultury. Ale po dniu spędzonym w Atenach warto wsiąść w samochód i pojechać do Delf, albo do Werginy, lub po prostu w nieznane, na jakąś dziką plażę, zatrzymać się po drodze w małej tawernie. Nie zawsze będzie szansa na dogadanie się po angielsku, ale mam wrażenie, że w Grecji to nie ma znaczenia, ludzie są tak otwarci i serdeczni, że może to być niezapomniana wycieczka.

Ocena artykułu

Średnia ocena tego artykułu: 4.00/5
Dziękujemy za wystawienie opinii!

Komentarze

Brak komentarzy.

Polecane wycieczki

Zobacz inne wpisy

Sprawdź kierunki powiązane z tym artykułem:

Grecja