Opinie o Kenia i Tanzania
Zweryfikowane treści - Opinie pochodzą od Klientów, którzy odwiedzili dany hotel lub uczestniczyli w wycieczce objazdowej.
Dowiedz się, co sądzą inni
Nowość AIZastanawiasz się, czy ta wycieczka to dobry wybór? Wpisz pytanie, a dostaniesz podsumowanie wszystkich opinii naszych gości.
2.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Średnio
Dariusz, Goleniów 10.12.2019 | Tagi: 46-55 lat, w parzeOgólnie ciężko ale zwierząt dużo i pilot Robert OK
1.0/6
Czy ta opinia była pomocna?
Nieprzyjazne biuro
Małgorzata 06.12.2025 | Tagi: 56-65 lat, w parze18 listopada mieliśmy zaplanowany wyjazd na objazdówkę" Kenia Tanzania" . Niestety wkradł się błąd w ETA i nie polecieliśmy do Mombasy. I tutaj zaczyna się historia. Natychmiast podeszliśmy do przedstawicieli biura na lotnisku a tutaj od razu tekst. Proszę pisać jak najszybciej rezygnacje. Zadzwoniliśmy do biura we Wrocławiu proponując ,że dolecimy na własny koszt i pokryjemy koszty transportu z lotniska. Niestety nikt się nie zainteresował naszym problemem i znowu pytanie : czy państwo rezygnujecie. J Po takim potraktowaniu wróciliśmy do domu a w następny dzień telefon z biura abyśmy przysłali mailem rezygnacje. W końcu zdecydowaliśmy się wykorzystać opłacony tydzień pobytu a na zapytanie czy może biuro odpłatnie zaoferować transport do hotelu znowu odmowa. Dolecieliśmy i dojechaliśmy na własny koszt . Nikt z rezydentów nie zainteresował się czy dotarliśmy, chociaż poinformowaliśmy biuro że wykorzystamy pobyt. Podczas wyjazdu grupy nie było żadnego rezydenta , który zainteresowałby się czy wszyscy wyjechali na lotnisku . Przedstawiciele innego biura byli w hotelu i na lotnisku. Jesteśmy klientami Rainbow od 16 lat. Wybieraliśmy dalekie wycieczki, czasami 2 razy w roku. Niestety to nasze pożegnanie z biurem. Taki brak empatii jest nie do zaakceptowania. A ciągłe ponaglania aby pisać rezygnacje jest skandalem. Małgorzata
0.5/6
Czy ta opinia była pomocna?
ORGANIZACYJNY DRAMAT
Były Klient RAINBOW 03.04.2026 | Termin pobytu: marzec 2026 | Tagi: 46-55 lat, ze znajomymiKwestie organizacyjne wycieczki całościowo niszczą wszelkie pozytywne doznania jakie powinny towarzyszyć uczestnikom takiego Safari. O ile można zrozumieć poranny lub nocny wylot samolotu z Polski, z czym oczywiście wiąże się nieprzespana noc, pomijając kwestie żenującego pomysłu międzylądowania, to wyjazd na drugi dzień w kierunku Tanzanii o godzinie 04:30 po pierwszej nieprzespanej nocy zasługuje na miano doktoratu honoris causa. Hotel do którego przywozi się owieczki, to z reguły europejski barak o standardzie najwyżej 7.0 na popularnych portalach rezerwacyjnych. O ciepłej wodzie należy zapomnieć, a i ta zimna jest ewenementem. Ze względu na olbrzymią wilgotność powietrza spowodowaną bliskością Oceanu, smród pleśni w tzw. pokojach hotelowych będzie towarzyszący do chwili wyjazdu. Generalnie na zmrużenie oka po pierwszej nieprzespanej nocy, ma się dwie, może trzy godziny. Tak więc w drugim dniu tego survivala spora grupa uczestników przypomina zombie, kolebiąc się na prawo i lewo w podskakującym na nierównościach, kenijskim, zatłoczonym busiku. W kolejnych dniach jest o tyle lepiej, że codzienne wyjazdy są planowane na godzinę 06:30, co powoduje konieczność zjedzenia śniadania o 05:30, czyli pobudki o 04:30 lub wcześniej. W przedostatnim dniu tej hucpy, na popołudniowe safari wybiera się garstka uczestników, reszta chodząc ze zmęczenia na rzęsach pozostaje w lodgy na wypoczynek. Wisienką na torcie jest ostatni dzień, w którym uczestnicy pomimo podpisanych umów na trzykrotne wyżywienie w ciągu dnia, otrzymują jedynie śniadanie, które powinno wystarczyć do kolejnego poranka czyli do dnia powrotu do kraju. Ale hitem samym w sobie tego dnia jest wpisanie do planu wycieczki czasu na odświeżenie się w tzw. hotelu po powrocie z safari, a przed wylotem do Polski. Pani na recepcji o jedynym słusznym kolorze skóry w tej części świata, otwiera szeroko oczy i ze zdumieniem wysłuchuje dziwnych zapytań uczestników o możliwość skorzystania z tej formy „relaksu” po podróży. Kończy się zatem na czekaniu na lotniskowego busa w tzw. hotelowej restauracji w konsystencji kompletnie brudnej i przepoconej. Brawo! Kwestie finansowe nie odbiegają od tych organizacyjnych. Koszt safari podany w umowie, znacząco wzrasta po codziennym opłaceniu bagażowych, kelnerów, kierowców i wszystkich pozostałych wyciągających ręce. I zapewne przebywając w tej części świata można zaakceptować tego rodzaju zachowania i obdzielić wszystkich usługodawców po dolarze, to po chłodnej kalkulacji uczestnik wycieczki nabiera dystansu co do kwoty opłaconej na rzecz biura przed wylotem. Skoro koszt Safari na głowę znacząco przebija tysiaka zielonych, to co jest w cenie płaconej w formie rezerwacji. Przelot czarterem, brudny, śmierdzący hotel w Mombasa czy zwiedzanie Hurghady z lotu ptaka? W tym wątku najciekawszym epizodem jest pobór opłaty na safari, które odbywa się w busiku w drodze z lotniska do hotelu. Dwie osoby w koszulkach RAINBOW pobierają od uczestników zielone, po czym w połowie drogi opuszczają pojazd tłumacząc się koniecznością odbioru kolejnej grupy. Uczestnicy wycieczki pozostają bez pokwitowania i pieniędzy, z nadzieją że to byli pracownicy biura, a nie grupka dobrze zorganizowanych przebierańców. Postępowanie wysoce naganne. Świat zna wiele podobnych przypadków malwersacji finansowej. Tym razem skończyło się na strachu. Może fajnie się to czyta, ale jak się w tym uczestniczy to już nie jest tak różowo. Jeśli zatem ktokolwiek planuje tego rodzaju eskapadę w powyższej formie należy na kilka dni przed wylotem solidnie wyspać się i nabrać na miejscu sporego dystansu do wyrzucania na prawo i lewo jedno lub dwu-dolarówek, zapominając całkowicie o kosztach wycieczki opłaconych przed wylotem. Szkoda, gdyż przy odrobinie pomyślunku, wsłuchując się na miejscu w sugestie uczestników w zakresie odpowiedniego wypośrodkowania pory dnia i nocy, celem uniknięcia potężnego zmęczenia, można z tej partyzantki zrobić naprawdę fajne safari.