Atrakcje Batumi i Adżarii. Co zobaczyć w słynnym kurorcie Gruzji?

Podobno, gdy Bóg dzielił ziemie między narody, Gruzini się spóźnili – akurat wznosili toasty na Jego cześć. Gdy w końcu się stawili, Bóg dał im ten kawałek lądu, który zachował dla siebie. Tak przynajmniej o tym opowiadają w swoim folklorze. Jeśli gdzieś czuć ten rajski klimat, to zwłaszcza w Batumi – uwielbianym przez turystów kurorcie na wybrzeżu Morza Czarnego.

W Polsce miasto spopularyzowały Filipinki – w dobie PRL kojarzyło się z wakacyjnymi uciechami przy polach herbacianych. Dziś w całej Gruzji można zaobserwować rosnący ruch turystyczny, któremu towarzyszy modernizacja infrastruktury turystycznej. Komu wciąż „Batumi, ech, Batumi" gra w głowie, ten powinien zobaczyć zdjęcia i imponujący pejzaż współczesnego miasta ze strzelistymi wieżowcami i pięknymi tańczącymi fontannami.

Na turystę czekają efektowne, długie plaże nad ciepłym morzem, stanowiska archeologiczne i zabytki, a do tego niepowtarzalne sąsiedztwo historii ze współczesnością. Jednocześnie w Batumi tętni nocne życie, turyści i mieszkańcy tańczą w tych samych klubach, a przez całe lato promenadami snuje się grana na żywo muzyka, nie tylko gruzińska. Po jednej stronie góry, po drugiej stronie morze wręcz czekające na pływaka. Dokąd warto zajrzeć w stolicy Adżarii? Jak ułożyć wycieczkę, by zobaczyć jak najwięcej i poczuć ducha tego miejsca?

W tym artykule przeczytasz o:

Z czego słynie Batumi – gruziński kurort nad Morzem Czarnym?

Batumi, określane czasem mianem Dubaju Europy, istnieje od ponad tysiąca lat, a o pierwszych osadach w tym miejscu wspominali już Arystoteles i Pliniusz. Dawniej znajdował się tu rzymski fort Batys, o dużym znaczeniu strategicznym, natomiast aktualne imię miasta pochodzi z XI wieku. Długa historia Gruzji daje się poznawać przez zabytki. W Batumi to dziedzictwo widać dziś w bogatej mieszance stylów architektonicznych, zabytków sakralnych i historycznych przestrzeni miejskich. Na starym mieście historia splata się z nowoczesnością – pośród zabytków, na brukowanych uliczkach czekają na nas klimatyczne kawiarnie, ale za rogiem zobaczymy wieżowce przyprawiające o zawrót głowy: jak to jest zrobione?

Kurort słynie jednak przede wszystkim z wyjątkowo korzystnego położenia geograficznego. Turystów przyciągają gorące lata, ciepłe morze, aksamitne jesienie i łagodne zimy, wygodne hotele, bulwar tętniący życiem i możliwości aktywnego wypoczynku, także z dala od wody – na szlakach w okolicznych górach.

Na ulicach, nawet w ścisłym centrum, czeka na nas onieśmielająco zielona roślinność basenu Morza Śródziemnego – palmy, cyprysy, magnolie, drzewa laurowe, cytrusy, bukszpany, nawet bambusy. Już spacer przez bulwar Batumi i Stare Miasto jest ucztą dla zmysłów. Gdy tak będziemy spacerować promenadą o zachodzie słońca, stanie się jasne, czemu Gruzini woleli zostać w Raju...

Dodajmy jeszcze, że Batumi to drugie miasto pod względem populacji, zaraz po Tbilisi – stolicy Gruzji. Nie osiąga jednak 200 tysięcy mieszkańców, a miasto jest dość kompaktowe i przyjazne dla turysty pod względem komunikacji. Przechodzi też efektowny rozkwit od początku XXI wieku i co tu kryć: polskim miastom nad Bałtykiem brakuje takiej fantazji i takich inwestorów...

Promenada i nabrzeże – spacer brzegiem Morza Czarnego

Od razu po przyjeździe do Batumi, turyści wybierają się nad bulwar. Batumi Boulevard to miasto w pigułce i jego recepta na sukces. Promenada ciągnie się na ponad 7 kilometrach i tętni życiem przez całą dobę. Jest idealna na spacery i przejażdżki na rowerze, ale i pierwsze spotkania z gruzińską kuchnią, urokliwe chwile przy winie z Kaukazu, wreszcie imprezy, gdy Morze Czarne ostatecznie połknie słońce. Wzdłuż promenady i w jej bezpośrednim sąsiedztwie czekają na nas klasyczne atrakcje Batumi, które możemy potraktować jako przewodnik po mieście – streszczenie dziejów Batumi i Gruzji.

Ali i Nino – ruchomy pomnik miłości na tle zachodu słońca

Romeo i Julia? O nie, Gruzini mają swoją własną opowieść o trudnej miłości – Ali i Nino. Różnice między kulturami, które obok siebie zasiedlają Kaukaz, są niestety bardzo głębokie i ten bestseller przedstawia je dosadnie. Romans opublikowany przez anonimowego pisarza w 1937 roku podbił serca gruzińskich czytelników.

W powieści poznajemy Alego – azerskiego arystokratę, muzułmanina, zakochanego w Nino – gruzińskiej chrześcijance o europejskim spojrzeniu na świat, także należącej do miejscowej arystokracji. Gorące uczucie natrafia na przeszkody wręcz nie do przeskoczenia: uprzedzenia bliskich, głębokie podziały religijne, niestabilną sytuację Kaukazu, I wojnę światową, wreszcie inwazję bolszewików. W powieści można poznać kaukaskie podziały, które sięgają głębiej niż granice państw i języków. Miłość niestety nie może tych granic zasypać...

Na promenadzie czeka na nas imponujących rozmiarów ruchoma rzeźba z metalu, przedstawiająca kochanków, którzy co dzień wieczorem zbliżają się do siebie i splatają w uścisku, by za chwilę znów się rozejść. Choć sama historia nie ma szczęśliwego zakończenia, dla odwiedzających rzeźba stała się symbolem wiecznej miłości oraz wzajemnego zrozumienia ponad granicami kultur i religii.

Wieża Alfabetu – panorama miasta z wysokości 130 metrów

Pierwsze spojrzenie na gruziński alfabet nie pozostawia wątpliwości: te piękne znaki są dla Polaka zupełnie niezrozumiałe, a ich opanowanie to nie jest zadanie na krótkie wczasy. W Batumi wybieramy się na Wieżę Alfabetu z szacunku dla gruzińskiej historii i tożsamości. W kształt podwójnej helisy o wysokości 130 metrów wpleciono 33 litery alfabetu – każdy znak mierzy 4 metry. Twórca tej konstrukcji daje nam do zrozumienia, że gruziński alfabet, unikalny dla tego kraju, stanowi jego kod genetyczny. Ciekawostka: alfabet gruziński jako taki znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Na szczyt wieży prowadzi winda. W błyszczącej kuli o średnicy 30 metrów czekają na nas między innymi taras widokowy z malowniczą panoramą kurortu i morza, a także restauracja, która w ciągu godziny wykonuje pełny obrót. Porównanie Batumi z futurystycznym, dynamicznym Dubajem staje się już bardzo zrozumiałe.

Park Cudów, diabelski młyn i Fontanna Posejdona

O nadmorskiej promenadzie władze miasta i mieszkańcy mówią jako o Parku Cudów. Cudem jest z jednej strony ekspresowy rozwój tej części miasta, zwłaszcza w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Z drugiej strony mianem cudu można określić odważne projekty architektów i artystów jak wspomniane wcześniej ruchome rzeźby i Wieżę Alfabetu. Do tej listy trzeba dodać koło diabelskie o wysokości 55 metrów, czyli kolejną okazję do obejrzenia całego miasta z góry.

To obowiązkowy punkt wieczornego spaceru. Po zmierzchu zobaczymy, jak w dole światłami i kolorami nęci nabrzeże z jego gwarnym charakterem, jak kusi strzelistymi wieżowcami, jak barwne spektakle tańczących fontann zachęcają do dalszych wędrówek. Te iluminacje wiążą się też z drugim porównaniem Batumi – Las Vegas Morza Czarnego.

W Parku Cudów zobaczymy też Fontannę Posejdona. Niech nas jednak nie zmyli jej historyzująca forma – to zupełnie nowy posąg, ale w udanym XIX-wiecznym kostiumie. Niedaleko zobaczymy też gmach, który obecnie jest obowiązkową lokalizacją na zdjęcia do mediów społecznościowych, czyli Batumi Tower.

Statua Medei i Złote Runo – mit Kolchidy wiecznie obecny w krajobrazie Batumi

Gruzini, a przede wszystkim mieszkańcy Adżarii utożsamiają swój kraj z Kolchidą – starożytnym królestwem nad Morzem Czarnym, na terenie dzisiejszej zachodniej Gruzji, słynącym swego czasu z wielkiego bogactwa. To właśnie tę krainę Grecy wpletli w swoją mitologię: Argonauci pod wodzą Jazona wyruszyli tu w wyprawę po Złote Runo, strzeżone przez smoka, który nigdy nie zasypiał. Ostatecznie załodze podarowała je Medea, królewna Kolchidy.

Ta prastara opowieść wciąż żyje w autoportrecie Gruzinów. Wpisuje ich w krąg kultury europejskiej, bardzo głęboko tropi korzenie, pozwala patrzeć przez okno na Zachód. Urokliwie historyzujący pomnik Medei prezentuje się najpiękniej wieczorem, gdy w runie odbijają się iluminacje Parku Cudów. Przy okazji warto wiedzieć, że mit o złotym runie mógł być związany z wypłukiwaniem złota na Kaukazie, do czego poszukiwacze mogli używać owczych skór.

Latarnia morska – jeden z najstarszych symboli portowego Batumi

Położenie Batumi na wybrzeżu Morza Czarnego zdecydowało o jego bogactwie i udziale w ważnych szlakach handlowych. W dobie industrializacji Batumi zyskało niepowtarzalną okazję do wzbogacenia się na handlu ropą naftową. Latarnia morska, która dziś stoi przy promenadzie, ma bardzo prostą konstrukcję i białą elewację. Wybudowana pod koniec XIX wieku, wciąż pełni funkcję nawigacyjną, emitując czerwone światło. Tym samym przypomina turyście, że Batumi nadal jest pełnoprawnym portem – można się tu dostać między innymi z Bułgarii.

Stare miasto i plac Europejski – historia w centrum Batumi

Na Plac Europejski trafiamy w poszukiwaniu posągu Medei i to dobra okazja, by poznać Batumi z zupełnie innej perspektywy. Ważną wiadomością dla turysty jest to, że na mapie Gruzji akurat Batumi – w dzisiaj znanej wersji – należy do ośrodków dość młodych, a jego starówka pochodzi z XIX wieku. I to też jest jego atut, bo ile można zwiedzać średniowieczne mury miejskie.

Stare Miasto tworzą kamienice z wyraźnymi wpływami europejskimi. Dobre wrażenie robią odrestaurowane elewacje z kutymi balkonami i drewnianymi okiennicami, zadbane podwórka z suszącym się praniem i starymi winoroślami, oświetlone wąskie uliczki. Dalej czuć tu echa wielkich fortun, których kupcy dorabiali się na handlu między Wschodem a Zachodem – zwłaszcza przy ulicach Memed Abashidze i Parnavaz Mepe.

Wielokulturowe serce starówki – cerkwie, kościół i meczet

Ta historyczna część batumskiej starówki oddaje religijne i kulturowe bogactwo miasta. Wychodząc spod prawosławnej cerkwi św. Mikołaja, wzniesionej w 1865 roku, w odległości krótkiego spaceru odkryjemy kościół ormiański apostolski (1885), meczet Orta Jame (1886) przy ulicy Kutaisi, a nieopodal również prawosławną katedrę (1898-1903). Razem tworzą żywy obraz wielokulturowego charakteru Batumi i jego warstwowej historii – miejsca, w którym od pokoleń współistnieją obok siebie różne tradycje religijne i kulturowe.

Muzeum Archeologiczne – tysiące lat historii Kolchidy w jednym miejscu

Muzeum Archeologiczne w Batumi także jest dobrym miejscem na poznanie kurortu, choć z trochę innej perspektywy. Horyzont sięga bowiem jeszcze dalej w przeszłość. Najstarsze eksponaty pochodzą sprzed 300 tysięcy lat. Instytucja obszernie opowiada o Kolchidzie, która była dla Greków oknem na Kaukaz, Bliski Wschód i dalsze kultury. Eksponaty zawierają wpływy scytyjskie, perskie, anatolijskie, oczywiście także greckie.

Sporo miejsca poświęcono tutejszemu rzemiosłu złotniczemu, które mogło być inspiracją dla wspomnianego mitu o złotym runie. Narzędzia, ceramika, broń to artefakty pochodzące najpóźniej ze średniowiecza. W odróżnieniu od najpopularniejszych miejsc w Batumi, tu nie znajdziemy futurystycznej estetyki i iluminacji – raczej to, jak Gruzini sami postrzegają swoje pochodzenie.

Plac Europejski i Piazza – dobre jedzenie, muzyka i klimat południowego miasta

Po tej chwili refleksji – zawsze dobrej na pytanie, co pozostawiają po sobie narody, państwa i ponoć wieczne imperia – wracamy na Plac Europejski i Piazzę. To dwa place znajdujące się obok siebie, bardzo klimatyczne, ale cichsze niż dynamiczna promenada. Nie Dubaj i nie Las Vegas – tutaj zobaczymy Batumi jako typowe miasto śródziemnomorskie.

Plac Europejski, zdecydowanie reprezentacyjny, tworzą budynki pochodzące z XIX i początku XX wieku, ale swoją nazwę otrzymał wraz z dołączeniem Gruzji do Zgromadzenia Narodów Europy. To świetne miejsce na kolację, niekoniecznie gruzińską zresztą, eleganckie i nastrojowo podświetlone. Tu też odbywają się ważne miejskie i państwowe uroczystości.

Piazza to osobna opowieść. Wokół placu znajdują się kamienice o kolorowych fasadach, pokryte pięknymi mozaikami, wyraźnie inspirowane architekturą Wenecji. Ten europejski akcent nadaje miastu zupełnie własny charakter, a przebywanie na Piazzy przy akompaniamencie włoskiej muzyki staje się jednym z przyjemniejszych momentów wycieczki.

Batumi z lotu ptaka – kolejka linowa Argo i inne punkty widokowe

Batumi leży u podnóża gór Małego Kaukazu. Zaczynają się tuż za centrum miasta, choć tu nie odczujemy potęgi łańcucha. W poszukiwaniu efektownej panoramy najlepiej wybrać się na krótką przejażdżkę kolejką linową Argo. Wagoniki są komfortowe – to nowa atrakcja Batumi, zbudowana w 2013 roku. Droga w jedną stronę zajmuje około 10 minut, bo nie chodzi w niej o osiągnięcie celu, a raczej podziwianie Starego Miasta, brzegu morza, wieżowców, portu, wreszcie osiedli mieszkalnych.

Na szczycie znajduje się taras widokowy, który powoli zaczyna żyć swoim własnym życiem – z restauracją i letnimi koncertami. Można też się trochę przespacerować po okolicy, bo przy stacji mieszkańcy i turyści wydeptali nieoficjalne, kameralne ścieżki idealne na zdjęcia.

W poszukiwaniu najlepszego widoku możemy wybrać się na wzgórze Sameba – wieńcząca je cerkiew znajduje się wyżej niż górna stacja kolejki linowej Argo i oferuje inny widok – na różne części miasta zatopione w głębokiej zieleni wzgórz. Liczne punkty widokowe znajdują się na tarasach wieżowców przy bulwarze oraz w ogrodzie botanicznym, o którym jeszcze opowiemy. Diabelski młyn także oferuje świetną panoramę na niesamowite wieżowce nadmorskiego kurortu, do tego w dobrej cenie.

Plaże Batumi – kamieniste brzegi i długi sezon nad morzem

Krótka lekcja geografii. Batumi znajduje się w strefie klimatu wilgotnego podzwrotnikowego, możemy więc spodziewać się tu warunków zbliżonych do tureckiego Samsun i bułgarskiego Burgas. Gorące, słoneczne i długie lato pozwala na rozłożenie ruchu turystycznego od maja do końca października. W lipcu średnia temperatura wynosi 23 stopnie Celsjusza, ale często przekracza 30 stopni.

Jeśli taki upał nas nie zachęca, możemy wybrać się do Batumi w tak zwanym sezonie aksamitnym, czyli we wrześniu i na początku października – temperatura jest nieco niższa, ale morze nadal idealne do kąpieli. Co ważne, szybko się nagrzewa i latem utrzymuje ok. 25 stopni Celsjusza. Najczystsze jest w godzinach porannych.

Plaże ciągnące się przez około 7 kilometrów są bezpłatne i szerokie (50-70 metrów, miejscami nawet 100 metrów). Nie musimy się obawiać tłoku, zwłaszcza oddalając się od centrum. Są to na całej długości kamieniste plaże i dla komfortu pamiętajmy o butach do pływania. Na uwagę zasługuje infrastruktura – ławki, parki tematyczne, place zabaw, bogactwo restauracji i kawiarni. Bulwar nadaje się do jazdy na rowerze lub rolkach, a do tego warto obejrzeć Batumi także z poziomu morza, dlatego polecamy skorzystać z rejsu łodzią. Miłośnicy windsurfingu i paddla również będą zachwyceni.

Woda jest dość głęboka już kilka metrów od brzegu. Nie musimy obawiać się deszczu – opady są częste, ale bardzo krótkie i nawet jeśli zaskoczy nas wieczorna ulewa, to następnego dnia może być znów gorąco.

Ogród Botaniczny w Batumi – subtropikalna kolekcja na zboczach nad morzem

Wśród atrakcji Batumi ogród botaniczny jest prawdziwą gratką. Leży około 9-10 km na północ od centrum miasta, na stromych zboczach opadających bezpośrednio do morza. W przeciwieństwie do analogicznych ogrodów w Polsce, tu mamy do czynienia z ogromnym obszarem (ponad 100 hektarów!) rozłożonym warstwowo na wzgórzach. To dziś jeden z największych i najbardziej różnorodnych ogrodów botanicznych w regionie.

Rosyjski botanik Andriej Krasnow stworzył to miejsce w 1912 roku. Wybrał Batumi ze względu na klimat – w Adżarii można uprawiać na świeżym powietrzu rośliny z różnych stron świata w warunkach zbliżonych do naturalnych. Mieszkańcy Batumi z nieskrywaną dumą opowiadają o ogrodzie jako o miejscu, w którym można odbyć podróż dookoła świata. Poznamy rośliny z obu Ameryk, Australii, odległej Azji aż po Himalaje, jak również endemiczne, np. z Nowej Zelandii. Ogród pełni też z tego powodu funkcję naukową – botanicy sprawdzają tu zdolności adaptacji. Przy okazji warto wspomnieć, że w Polsce taki projekt też przeprowadzono: zbadano możliwości uprawy gruzińskiego barszczu Sosnowskiego na potrzeby paszy...

Ścieżki prowadzą raz w górę, raz w dół i przypominają raczej trekking niż spacer po miejskim parku. Zieleń jest w wielu miejscach zupełnie nieokiełznana, zbliżona to dżungli. Wszystko to z oszałamiającym widokiem na Morze Czarne z poziomu wysokich klifów, a przecież jesteśmy w mieście, nie na krańcu świata. Na zwiedzanie ogrodu warto przeznaczyć cały dzień. By się nie zmęczyć nadmiernie, możemy skorzystać z busików i podwózki pomiędzy strefami. W drogę powrotną z klifu możemy się wybrać... tyrolką! Efekt wow z lotu ptaka – murowany. I chyba właśnie takie wrażenie wywarł Ogród Botaniczny na komisji World Travel Awards, bo w 2023 roku jurorzy ocenili ogród jako najlepszy w Europie.

Inną przyrodniczą gratką jest delfinarium, które znajduje się dość blisko głównych atrakcji Batumi. Powstało w 1975 roku i było wówczas jedną z pierwszych takich instytucji w regionie. W międzyczasie oczywiście zostało zmodernizowane tak jak i całe miasto. Pokazy odbywają się codziennie w zadaszonym obiekcie, więc deszcz nie przeszkodzi naszym planom. Show trwa 30-35 minut. Dodatkowo możemy wykupić pływanie z delfinami. Delfinarium przypadnie do gustu zarówno dzieciom, jak i dorosłym.

Warto wiedzieć, że te bystre morskie ssaki żyją też wolno w Morzu Czarnym i przy odrobinie szczęścia możemy zobaczyć ich skoki podczas rejsu statkiem – chętnie popisują się przy turystach.

Batumi – zwiedzanie okolic, czyli wycieczki w głąb Adżarii

Batumi znajduje się w południowo-zachodniej części Gruzji, 400 kilometrów od stolicy kraju. Region Adżarii jest republiką autonomiczną. O odrębności Adżarii zdecydowała sama geografia – większość powierzchni stanowią tu góry Kaukazu Małego. Gdy patrzymy na imponujące zbocza tutejszych gór, mając w wyobraźni jeszcze śnieżne wierzchołki Kazbeku, można zacząć się zastanawiać, jak w tak trudnej rzeźbie terenu może urządzić się człowiek.

Może się urządzić i to przepięknie. Musi wpierw nauczyć się pokonywać góry, zakładać osady w trudnych warunkach, współpracować z przyrodą zamiast ją rugować. Batumi jest doskonałą bazą wypadową na nieco dalsze wycieczki prosto w zieleń. Możemy korzystać z usług lokalnych przewoźników czy wziąć taksówkę, by zobaczyć zupełnie inne oblicze Adżarii. Absolutnie nie musisz wbiegać na pięciotysięczniki – zachęcamy jednak do spacerów. A na marginesie: czy wiesz, że w sezonie zimowym można tu przyjechać na narty? To już jednak inna opowieść...

Twierdza Gonio – rzymska forteca i wykopaliska polskich archeologów

Oddalamy się od Batumi, choć nieznacznie, kierując w stronę Turcji. Przed nami Gonio – jedna z najstarszych twierdz w Gruzji. Rzymianie założyli ją w pierwszym stuleciu naszej ery. Przede wszystkim pełniła funkcje ważnej placówki handlowej, idealnie na szlakach przez Morze Czarne. Do naszych czasów przetrwały potężne kamienne mury i czytelny układ urbanistyczny bastionu.

Mamy tu polski akcent. Uniwersytet Warszawski od wielu lat prowadzi tu swoje wykopaliska, wzbogacając wiedzę historyków o rubieżach Imperium Romanum. Nasi specjaliści badali tu między innymi łaźnie (oraz kanalizację, w imperium znaną dobrze już w antyku), odkrywali monety i ceramikę, badali fundamenty i ślady zabudowy obozu.

Stanowisko archeologiczne jest udostępnione dla turystów. Zwiedzanie trwa około jednej do dwóch godzin. Możemy pochodzić po terenie murów, wejść w alejki dawniej wydeptywane sandałem wojaka z twierdzy Gonio, odwiedzić małe muzeum archeologiczne. Wszystko to w cieniu, w morzu zieleni, która zawsze przychodzi po swoje tam, skąd ją wyrzucono. Nastrojowy, przyjemny spacer.

Wodospad Makhuntseti i kamienny most królowej Tamary – przyroda tuż za miastem

Po poznaniu miejskich atrakcji Batumi warto wybrać się trochę za miasto choćby dla ochłody. Polecamy wycieczkę, która w obie strony może nam zająć nawet cały dzień jako idealne streszczenie zniewalającej przyrody Adżarii. Wodospad Makhuntseti to w żadnym wypadku alpejska rycząca kaskada, nie – ma wysokość ok. 30 metrów i jest okolony subtropikalną zielenią. Nad jego wodami unosi się chłodna mgiełka, a odważni mogą zanurzyć się w jego wodach. Ostrzegamy – są lodowate, płyną prosto z kaukaskich lodowców, ale w gorące adżarskie lato ta chwila orzeźwienia może dodać sporo sił.

Krajobraz jest kameralny, idealny na piknik, a spacery nie wymagają przygotowania kondycyjnego. Obok znajdziemy średniowieczny kamienny most legendarnej królowej Tamary. Jest zbudowany całkowicie z kamienia, bez nowoczesnych spoiw. Na tle coraz odważniejszych gór jego forma łuku wygląda jak idealna sceneria do filmu fantasy.

Polecamy tu uciec z Batumi na cały dzień, bo na trasie czekają nas nietuzinkowe atrakcje: serpentyny (gruzińscy kierowcy są mistrzami na takich drogach!), malownicze wsie, stoiska, na których miejscowi będą nas kusić miodem, winem i czaczą (ostrożnie...), a czasem korek, gdy drogą niespiesznie będą chodzić krowy. Ten wiejsko-górski krajobraz Adżarii może nas w sobie do reszty rozkochać.

Winiarnia adżarska – degustacja w górach Kaukazu

Koneserzy wina z pewnością znają wina z Kachetii – to ona słynie z pysznych wyrobów, jednak znaczna część Gruzji oferuje dobre warunki do uprawy winorośli. Enoturystyka w tym kraju jest dobrze rozwinięta. W majestatycznych górach Adżarii na rozłożystych zboczach w pełnym słońcu dojrzewają owoce lokalnych, ale i uniwersalnych odmian. Wielu Gruzinów uprawia je na swój własny użytek.

Warto wybrać się do małej winnicy, w której gospodarz pokaże nam swoją plantację, sposób produkcji (z dojrzewaniem wina w glinianych amforach kwewri), ugości domowym jedzeniem, wzniesie parę toastów... Doświadczenie jest niesamowite, a gościnne usposobienie Gruzinów sprzyja długim rozmowom nie tylko o winie. Trzeba spróbować czerwonego wina, domowej czaczy, adżarskich serów i oczywiście chaczapuri. Biesiada z widokiem na góry o zachodzie słońca to wspomnienie na całe życie – gwarantujemy.

W Adżarii uprawia się następujące szczepy: Chkhaveri (o bursztynowej barwie, lekkie i świeże; tradycyjnie uprawiane na drzewach i pergolach), Tsolikouri (białe, mineralne, cytrusowe), a także znane z Kachetii Tsitska (lekka, idealna do win musujących) i Krakhuna (dobrze zbudowana, z nutami suszonych owoców). Chociaż we wschodniej Gruzji preferuje się wina taniczne i potężne, tu, nad brzegiem Morza Czarnego, wina są raczej świeże, lekkie i z wysoką kwasowością.


Lokalne doświadczenia – czego nie przegapić w Batumi i Adżarii

Zwiedzamy miasto, poznajemy jego atrakcje, patrzymy na malowniczą zabudowę ze szczytów wzgórz, spacerujemy po lasach i górach za Batumi... Podczas oglądania zabytków i futurystycznego nabrzeża nie traćmy jednak z oczu czegoś jeszcze: wyjątkowej kultury Kaukazu. W całym regionie, podzielonym na kilka krajów, żyje aż... 70 grup etnicznych, należących do różnych rodzin językowych. Przez ten trudny teren przemaszerowały liczne wojska, wiele narodów urządziło sobie tu swój kawałek świata, przynosząc swoje zwyczaje i ucząc się nowych. Batumi może być idealną okazją do spotkania przeszłości z przyszłością. Pora posmakować Morza Czarnego, niech w głowie zaszumi gruzińskie wino, a wnet i nóżka zacznie rwać się do tańca.

Targ rybny – świeża ryba grillowana przy nabrzeżu

Gruzini jak mało kto potrafią czerpać garściami z tego, co daje im położenie geograficzne i klimat sprzyjający wszelkiej produkcji żywności. Podczas wizyty w Batumi koniecznie musimy wybrać się na targ rybny, który odbywa się tu tak samo jak i wiele lat temu. Od rana w pobliżu portu rybacy prosto z kutrów sprzedają świeżo złowione ryby: dorady, barweny, kefale, małe rekiny katran, a także owoce morza z kalmarami na czele – idealny moment na degustację.

Nie tylko kupimy tu rybę, ale i przyrządzimy ją od razu. Wybieramy okaz (ale warto spytać rybaka, co poleca, a jeszcze lepiej jakiegoś klienta), a następnie zanosimy do pobliskiej restauracji lub smażalni. W ciągu paru minut zostanie dla nas usmażona lub ugrillowana. Tak świeże ryby, które nie były nigdy mrożone i nie spędziły dni w chłodniach, wymagają naprawdę minimalnej obróbki: po oskórowaniu przyprawia je się tylko cytryną, kolendrą, cebulą i podaje z chlebem.

Atmosfera to trochę chaosu i zgiełku, przekrzykujący się rybacy, próby negocjacji. Przychodzą tu głównie mieszkańcy, a nie turyści, i warto za nimi podążać, obserwować ich wybory i naśladować. Najlepiej tu przyjść przed południem. Choć na starym mieście i w centrum Batumi także bez problemu zjemy świeżą rybę, tu można spodziewać się dobrych cen.

Park Narodowy Mtirala – trekking w pradawnym lesie kolchidzkim

Już godzinę od Batumi czeka na nas nie byle jaki las. Dla takich puszcz jak ta, imperia, kraje, narody są ledwie pogłosem, który gaśnie niezauważony. Park Narodowy Mtirala („płaczący”, bo wyjątkowo wilgotny) rośnie tu od zarania dziejów i należy do coraz rzadszych już lasów pierwotnych, które od prehistorii nie podlegały większej presji człowieka. Podczas trekkingu zobaczymy gigantyczne paprocie, omszałe drzewa i liany – skojarzenie z dżunglą nasuwa się samo. Nasłuchujemy śpiewu ptaków, ale i patrzymy pod nogi na drobne życie płazów i gadów, przemykających między piechurami prosto pod najbliższe liście.

Najpopularniejszy szlak pieszy prowadzi do wodospadu i niewielkiego jeziora i choć jesteśmy na Kaukazie, to trasa jest stosunkowo łatwa i nadaje się także dla mniej doświadczonych turystów. Z powodu dużej wilgoci możemy jednak spodziewać się sporego błota, dlatego warto mieć wysokie buty lub być gotowym na częste zmiany skarpet. To świetne miejsce na wyjazd w upalne dni, gdy na Starym Mieście i Bulwarze trudno już znieść gorące gruzińskie lato. Tu czeka nas chłód i orzeźwiająca mżawka. Korzystając z usług przewodników, dowiemy się więcej o przyrodzie tego miejsca, za to dzieciom z pewnością spodobają się tyrolki i parki linowe.

A zanim go opuścimy, stańmy na chwilę pod drzewem, zamknijmy oczy, posłuchajmy, jak w tej pozornej ciszy z podziałem na głosy śpiewa wielkie, uparte życie, któremu nie jesteśmy potrzebni do niczego innego niż – ochrony. I właśnie taką ochronę Mtirala dostała na najwyższym poziomie: dzięki swoim wybitnym lasom reliktowym, różnorodności ekosystemów wodno-błotnych i bioróżnorodności park w 2021 roku trafił na Listę światowego dziedzictwa UNESCO – jako część Lasów deszczowych i terenów podmokłych Kolchidy.

Supra adżarska – gruzińska uczta z toastami, śpiewem i widokiem na morze

Supra w Batumi to obowiązkowy element wyjazdu. Owszem, taką biesiadę możemy zjeść tak samo w centrum Kutaisi albo w stolicy Gruzji, ale w każdym regionie zostaniemy ugoszczeni miejscowymi specjałami. O nich opowiemy trochę później, bo kulinaria – choć cieszące się wielkim uznaniem – to tylko część takiej kolacji. Supra to impreza w iście gruzińskim stylu: z niekończącymi się toastami, śpiewem, winem i czaczą, gdy na stół wjeżdżają kolejne dania – i do tego każde dobre... Jako zakąski do wina podane zostaną: sery, chinkali, szaszłyki, bakłażany z orzechami i chaczapuri (oczywiście adżarskie).

Centralną postacią wieczoru jest tamada, czyli mistrz toastów – to charakterystyczny element supry. Tamada prowadzi, niejako moderuje spotkanie – wznosi toasty za rodzinę, przyjaciół, pokój, miłość, przodków, gości. Toast to może być parę zdań z serca, ale może być wręcz filozoficznym przemówieniem. Podczas supry się śpiewa tak jak zwykle w Gruzji: polifonicznie i bez instrumentów. Często pojawiają się też tańce.

Gruzini są ogromnie przywiązani do swojego folkloru. Mając – słusznie – bardzo wysokie mniemanie o swoich tradycjach, chętnie dzielą się nimi z innymi. By w pełni skorzystać z supry, warto więc znaleźć tłumacza. Na marginesie trzeba dodać, że Gruzini żywią wiele serdeczności do Polaków, a Lech Kaczyński wraz z żoną Marią zostali w Batumi uhonorowani bulwarem i pomnikiem – w podziękowaniu za wsparcie okazane kaukaskiemu państwu po agresji na Osetię. Wzmianka o polskim pochodzeniu może być okazją do bardzo otwartych, ciepłych rozmów, podczas których ujrzymy, że nasze dwa narody, po dwóch stronach Europy, są do siebie bardzo podobne, choćby pod względem gościnności i wylewności.

Adżarskie chaczapuri i kuchnia regionu

Jeśli jeszcze nie jedliśmy chaczapuri, zostawmy sobie tę przyjemność na wyjazd do Gruzji. To charakterystyczne danie ma kształt łódeczki z podwiniętymi brzegami. W środku znajduje się spora warstwa sera, masło i surowe jajko. Wygląda uroczo, ale musimy je wymieszać, a następnie odrywamy brzegi i maczamy w pysznym, tłustym środku. W gruzińskich street foodach serwuje się różne rodzaje chaczapuri, ale z serem i jajkiem to właśnie tradycyjna wersja z Adżarii.

W tutejszej kuchni łączą się tradycje basenu Morza Śródziemnego, wpływy Turcji, do tego też górska prostota i potrzeba sycących dań. Za przyprawy służą aromatyczne zioła, kolendra i orzechy włoskie. Dominują dania mięsne i rybne – grillowane i pieczone, ale Gruzini też lubią i dobrze serwują warzywa, np. fasolę lobio w glinianych naczyniach. Do zup podaje się pierożki chinkali, wypełnione mięsnym farszem i bulionem. Posiłki są serwowane z winem lub oranżadą, coraz popularniejszą także w Polsce, na przykład o smaku winogron. Mieszkańcy Adżarii lubują się w wyrazistych smakach, a receptury są przekazywane przez całe pokolenia. Zaufajmy im i dajmy się zabrać w taką kulinarną podróż. Opinie naszych podróżników wskazują, że Polacy i Gruzini dzielą kulinarne upodobania.

Wyjątkowy gruziński folklor – gruzińskie pieśni polifoniczne i tańce narodowe

Wielu z nas miało już okazję poznać gruziński balet. Tancerze krążą po świecie ze swoimi niesamowitymi występami, podczas których kobiety zdają się lewitować w długich sukniach, a mężczyźni wykonują wysokie podskoki z niezwykłą łatwością. To tylko część ich tradycji, dodatkowo ta, która uległa już pewnej westernizacji.

Zacznijmy od śpiewu. Gruzińska pieśń ma niezwykłą moc. Artyści śpiewają wielogłosowo, kilka różnych linii melodycznych naraz. Nie potrzebują do tego instrumentów: śpiew jest czysty, bardzo głośny i emocjonalny. Każdy region ma własny styl i repertuar utworów tworzonych i wykonywanych przez stulecia: podczas pracy, na ucztach, w święta, w kościołach. Ta tradycja została zresztą wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO.

Podczas występów folklorystycznych śpiew zwykle jest zestawiony z lokalnymi tańcami, które trudno traktować jak zwyczajny taniec – to raczej teatr ruchu i tańca, opowieści o miłości, o walkach, o ryzykownym życiu w odległych partiach gór. Trudno to opisać – trzeba zobaczyć. Urzekające są też tradycyjne stroje, bogato zdobione ewidentnie pod wpływem kultur wschodu.

Warto jednak mieć to na uwadze, że Gruzini do dziś te tańce wykonują na imprezach rodzinnych, na weselach, na suprach. Nie są zarezerwowane dla profesjonalnych tancerzy, nie obejrzymy ich w skansenie, przeciwnie – taniec i śpiew polifoniczny są dziedzictwem wciąż praktykowanym, naturalnym, wobec tego ewoluującym. I to jest kolejny element gruzińskiej tożsamości, w którym można się zakochać na całe życie.

Batumi i Adżarię zwiedzisz podczas wakacji w Gruzji z Rainbow!

Batumi należy do tych miast, które wymykają się porównaniom, choć same się o nie proszą. Dubaj Europy, Las Vegas Morza Czarnego, Wenecja Kaukazu… Ładnie, tylko po co? Batumi nie jest ani jednym, ani drugim, ani trzecim. Jest sobą – z patyną minionej epoki pod nowymi elewacjami, z Medeą stojącą plecami do wieżowców, z Ali i Nino, którzy każdego wieczoru próbują się zetknąć, choć z góry wiadomo, że im się nie uda. Futurystyczna fontanna tańczy obok kamienicy z orientalnymi okiennicami, a godzinę dalej krowy spacerują drogą do wodospadu sprzed średniowiecza. Niespójne? Nie – po prostu gruzińskie.

Adżaria to jeden z tych kierunków, których nie da się streścić w jednym wyjeździe. Można tu przyjechać dla samego Batumi, dla nabrzeża, plaż i kolacji z widokiem na morze, i wrócić w pełni zadowolonym. Można też – co osobiście polecam – potraktować kurort jako uchylone drzwi do reszty kraju. Komu zatem zechce się sięgnąć dalej niż kąpiel w Morzu Czarnym i degustacja chaczapuri, ten powinien zerknąć w pełną ofertę wakacji w Gruzji z Rainbow – propozycje wykraczają sporo poza adżarskie wybrzeże.

Gruzja jest krajem, który najpełniej smakuje w ruchu. Z Batumi w góry Kaukazu Małego, dalej do Kachetii z winnicami i klasztorami sprzed tysiąca lat, wreszcie do Tbilisi z jego siarkowymi łaźniami i ulicami, na których słychać sześć języków naraz. Wycieczki objazdowe po Gruzji mają w sobie coś, czego sam pobyt w kurorcie nie odda – pokazują, jak różnie ten kaukaski kraj się ustawia wobec gór, wobec wina, wobec gości. A że gościnność Gruzinów jest wpisana w ich kod genetyczny – patrz losy supry – ten typ wyjazdu broni się nawet u osób, które na hasło „objazd” reagują zazwyczaj grzecznym „dziękuję, postoję".

Pozostaje jeszcze kwestia sezonu. Przyznaję, że można mieć słabość do tego, co Gruzini nazywają sezonem aksamitnym – wrzesień i początek października, kiedy upał już odpuszcza, a morze trzyma jeszcze ciepło z lipca. Decyzja w ostatniej chwili nie jest tu wcale słabszym wyborem od planowanej z rocznym wyprzedzeniem. Warto więc sprawdzić oferty typu Gruzja Last Minute i pojechać wtedy, gdy się da – a nie wtedy, gdy się musi.

Zaintrygowani? Nie ma więc na co czekać, czas rezerwować!

Data Publikacji: 28.05.2026
autor artykulu zdjecie

Artykuł autorstwa: Aleksandra Seń

Jestem wrocławianką z przekonania. Na nadodrzańskich ulicach w cieniu przykurzonych kamienic znalazłam inspirację dla projektu doktorskiego, który poświęciłam historii mówionej stolicy Dolnego Śląska. Wolny czas spędzam w Sudetach, realizując kolejne wyzwania trekkingowe. Interesuję się historią, dziedzictwem materialnym, powojennymi migracjami, literaturą małej ojczyzny. W podróżach szukam autentycznego doświadczenia mieszkańców, eksplorując ich codzienność. Każdy wyjazd poprzedzam gruntownym przygotowaniem – pomogę także Tobie stworzyć listę must-see i opowiem, gdzie się zatrzymać, by najlepiej poznać klimat miejsca.

Zobacz inne o:

Podobne artykuły

krajobraz kierunku
Lizbona – atrakcje. Co zobaczyć w stolicy Portugalii?Lizbona to miasto o niezwykle długiej i gęstej historii, w którym warstwy czasu nakładają się na siebie niemal bez przerwy. Już około 60 roku p.n.e. istniała tu ważna osada rzymska – Olisipo, strategicznie położona nad ujściem rzeki, która kontrolowała szlaki handlowe zachodniego imperium. Od XIII wieku Lizbona jest stolicą Portugalii, a w epoce wielkich odkryć geograficznych stała się jednym z najbogatszych miast Europy dzięki handlowi i ekspansji morskiej. Dziś tę historię wciąż można tu odczytywać w układzie ulic, zabytkach i detalach architektury, ale Lizbona nie jest miastem zatrzymanym w przeszłości. Obok dawnych dzielnic rozwijają się nowoczesne przestrzenie, pełne współczesnej architektury, kawiarni i życia codziennego. Miasto rozciąga się wzdłuż wody, gdzie spotyka się szeroka rzeka Tag i otwarty Atlantyk, co od zawsze nadawało mu charakter portowy i „zwrócony ku światu”, a jednocześnie lekko melancholijny, jakby stale patrzący gdzieś dalej. Czas wybrać się na niespieszny spacer tymi melancholijnymi tropami – przez średniowieczne dzielnice, manuelińskie zabytki i tarasy widokowe.
krajobraz kierunku
Marsaxlokk – jakie atrakcje skrywa słynna wioska rybacka na Malcie?Malta kojarzy się turystom z popularnymi kurortami na północy wyspy, bogatą w historyczne atrakcje Vallettą, średniowieczną zabudową Mdiny... Ale warto wyjść także poza utarty plan zwiedzania, by odkryć Marsaxlokk – z pozoru zwyczajną wioskę rybacką, w której życie toczy się dziś tak samo jak przed stu laty. To właśnie tam można spotkać cichych bohaterów wyspy – rybaków, którzy od pokoleń wychodzą w morze tymi samymi łodziami. Poranki pachną tu morzem i świeżymi rybami. Marsaxlokk to niewielka miejscowość – liczy około 3500 mieszkańców, w większości związanych z morzem. Leży na południowym krańcu wyspy, niespełna dziesięć kilometrów od Valletty, a mimo tej bliskości ma klimat zupełnie inny od stolicy. Zamiast monumentalnej architektury wielkich mistrzów – kolorowe luzzu kołyszące się na wodzie. Zamiast wąskich uliczek pełnych turystów – szeroka nadmorska promenada, po której krążą rybacy wracający z porannego połowu i sąsiedzi z kawą w ręku. Przespacerujmy się po niej razem.
krajobraz kierunku
Pamukkale w Turcji – bawełniany zamek, wapienne tarasy i starożytne HierapolisLśniące bielą wapienne tarasy Pamukkale schodzą kaskadowo po zboczach gór Cökelez. Z daleka wyglądają jak zaspa świeżego śniegu, z bliska – po zdjęciu butów u wejścia – pod stopami czuć jednak twardniejący przez tysiące lat trawertyn i ciepłą, mineralną wodę spływającą z prosto z gorących źródeł do wapiennych niecek. Jedni przyjeżdżają tu po dobroczynne kąpiele w wodach termalnych, inni – po niesamowite zdjęcia. To bez wątpienia jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Turcji – iście wyjątkowe, już w 1988 roku wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W tutejszych mineralnych wodach kąpano się jednak dwa tysiące lat wcześniej. Tuż obok wapiennych tarasów do dziś stoją ruiny rzymskiego uzdrowiska Hierapolis – z teatrem na 12 tysięcy widzów, świątynią Apollina i rozległą nekropolią rozciągającą się wzdłuż zbocza.
krajobraz kierunku
Ayia Napa – co zobaczyć? Atrakcje cypryjskiego kurortuAyia Napa to drugi co do wielkości kurort na Cyprze – przypada na nią około 30% wszystkich noclegów na wyspie. W samym mieście i w jego najbliższej okolicy mieszczą się piaszczyste plaże nagradzane błękitną flagą, piętnastowieczny klasztor, jaskinie morskie wyrzeźbione w wapiennych klifach Parku Narodowego Cape Greco, marina w dubajskim stylu i jeden z największych parków wodnych w Europie. Wokół jest równie ciekawie. Z punktu widokowego w Derynei widać po drugiej stronie linii demarkacyjnej opuszczone osiedla Warosii – dotychczasowej wakacyjnej stolicy Cypru, której rolę Ayia Napa przejęła pół wieku temu po tureckiej inwazji. W Liopetri łodzie rybackie wracają o świcie z porannego połowu, a Protaras oferuje spokojniejszy odcinek wybrzeża, idealny dla rodzin z dziećmi.