Przejdź do treści

Cartagena de Indias – atrakcje. Co warto zobaczyć w najczęściej odwiedzanym mieście Kolumbii?

Wstaje dzień – promienie słoneczne rozświetlają horyzont. Potężne drewniane okręty przemierzają wody Morza Karaibskiego. Na okolicznych wyspach pnie się w górę trzcina cukrowa. Wokół rozciągają się białe plaże i barwne rafy koralowe. Żeglarze, choć zmęczeni rejsem, żyją obietnicą bogactwa – całą drogę słuchali opowieści o cywilizacjach, które skrywają tony złota i szmaragdów. Od karaibskich wysp po gęste lasy Amazonii – Nowy Świat od ery Kolumba fascynował Europejczyków szukających szansy na zdobycie chwały i bogactwa.

Jednym ze skutków tego okresu jest powstanie Cartageny de Indias, którą bez ogródek można nazwać miastem kontrastów. Choć to pojęcie pojawia się w turystyce niezwykle często – zaufajcie mi, tutaj naprawdę ma ono sens.

Z jednej strony można spacerować po kolonialnej starówce, a z drugiej podziwiać wyrastające drapacze chmur. Surowe, hiszpańskie fortyfikacje stoją ramię w ramię z rajskimi plażami. Wreszcie kolonialna historia, z hiszpańskimi podbojami i niewolniczą przeszłością, kontrastuje z kolorowymi fasadami domów, muralami i muzyką, która wieczorami wypełnia place. Cartagena to jedno z tych miejsc na Karaibach, które zostaje w pamięci na długo.

W tym tekście przybliżę Wam historię, zabytki i atrakcje Cartageny, które zdecydowanie warto zobaczyć.

W tym artykule przeczytasz o:

Z czego słynie Cartagena de Indias?

Historia na karaibskim wybrzeżu Kolumbii zaczyna się około 6000 lat temu, gdy na ziemiach dzisiejszego departamentu Bolívar, nieopodal Zatoki Cartageńskiej, pojawiła się kultura Puerto Hormiga. Była to sieć wielu osad, które pozostawiły po sobie charakterystyczną ceramikę – jedną z najstarszych w obu Amerykach.

Do przybycia Hiszpanów na terenie zatoki funkcjonowało kilka plemion, spośród których najważniejsze określane było jako Calamarí. To właśnie ich osada była głównym skupiskiem ludności i to miejsce w 1533 roku wybrał Pedro de Heredia pod pierwszą hiszpańską placówkę. Od tego momentu zaczyna się okres w historii, który pozostawił po sobie wiele smutku i cierpienia. Kultura Calamarí uległa niemal całkowitemu i bezpowrotnemu zniszczeniu.

Nowe miasto zyskało nazwę Cartagena de Indias – Cartagena, od miasta w Hiszpanii, a de Indias, by odróżnić je od hiszpańskiego pierwowzoru. Od drugiej połowy XVI wieku Cartagena stała się głównym portem Imperium Hiszpańskiego. Tutejszy port obsługiwał statki wiozące bogactwa na Stary Kontynent, a miasto czerpało ogromne zyski z pośrednictwa w handlu. Hiszpańska Cartagena rosła, a wraz z nią jej pozycja i strategiczne znaczenie w Nowym Świecie.

W 1811 roku Cartagena ogłosiła całkowite zerwanie więzi z Hiszpanią i utworzenie niezależnego państwa-miasta. Cztery lata później pod mury podeszła hiszpańska ekspedycja generała Pabla Morilla i oblegała Cartagenę przez 105 dni. Wewnątrz szalały choroby i głód. Ostatecznie opór został przełamany, a władza wróciła w ręce kolonizatorów. Mimo porażki pamięć o buncie przyniosła Cartagenie przydomek „La Heroica”, który po dziś dzień jest silnie obecny w lokalnej tożsamości.

Dziś Cartagena de Indias to jedno z najlepiej zachowanych miast kolonialnych Ameryki Łacińskiej, z bogatą architekturą, ale również z bagażem przymusowej pracy i handlu niewolnikami. Od 1984 roku historyczna część miasta wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Cartagena liczy około 1,1 miliona mieszkańców i jest piątym pod względem wielkości miastem Kolumbii, a jednocześnie jednym z najchętniej odwiedzanych zarówno w Kolumbii, jak i na całych Karaibach. Oprócz architektury słynie z bogatego życia nocnego, kultury street artu oraz ze wspomnianych wyżej kontrastów – kolonialne forty stoją w cieniu wysokich wieżowców, a turystyczne centra sąsiadują z lokalnymi bazarami. Cartagena to brama do kultury i przyrody kolumbijskiego wybrzeża.

Stare Miasto Cartageny – historyczne centrum wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO

Wewnątrz Starego Miasta wyczuwalna jest potęga kolonialnej Hiszpanii. Kolorowe zabudowania, potężne mury miejskie i forty – od pierwszych kroków czuć tu klimat rodem z hollywoodzkich opowieści o piratach pływających po otwartych morzach i odkrywcach szukających ukrytych bogactw.

Starówkę tworzą dwie dzielnice – reprezentacyjne El Centro z pałacami i kościołami oraz spokojniejsze, rzemieślnicze San Diego. Starówkę najlepiej zwiedzać bez planu – wystarczy zanurzyć się w labirynt wąskich kamiennych uliczek i spacerować. Drogę wyznaczą karaibska muzyka, zapach smażonych ryb i słońce padające na barwne fasady domów.

Torre del Reloj – żółta wieża zegarowa i dawna jedyna brama do miasta

Niegdyś, aby przejść z dzielnicy Getsemaní do ścisłego El Centro, trzeba było pokonać Torre del Reloj. Pod bramą płynął kanał San Anastasio, który oddzielał wyspę Getsemaní od wyspy Calamarí, więc przejście prowadziło przez most zwodzony.

Dolna część to masywna kamienna brama z trzema arkadami. Budowę rozpoczęto około 1601 roku, a pierwotna konstrukcja została częściowo zniszczona w 1697 roku, gdy Cartagenę zdobyły siły francuskie barona de Pointis. Barokowy portal z toskańskimi kolumnami, który widać dziś, powstał podczas odbudowy w 1704 roku.

Sam zegar pojawił się znacznie później – pierwszy, sprowadzony ze Stanów Zjednoczonych, zawisł tu w 1874 roku. Żółtą, ośmioboczną wieżę zwieńczoną iglicą zaprojektował w 1888 roku kartageński architekt Luis Felipe Jaspe Franco. To ona nadała bramie dzisiejszy, rozpoznawalny kształt. Sama brama straciła swoje pierwotne przeznaczenie na rzecz turystycznego symbolu – punktu startowego większości pieszych spacerów po mieście. To również jeden z najczęściej fotografowanych obiektów w całej Cartagenie.

Las Murallas – mury obronne, które o zachodzie słońca zmieniają się w taras widokowy

Wokół Starego Miasta rozciąga się pas murów o długości niemal 11 kilometrów, uzupełniony bastionami, fortami i głębokimi fosami. Na murach obronnych rozmieszczono także wieże strażnicze. Budowę rozpoczęto w 1614 roku, na rozkaz Filipa III, po ataku korsarza Francisa Drake’a, który postawił miastu ultimatum – bogactwo lub całkowite zrównanie z ziemią. Świadomi bogactwa Cartageny Hiszpanie postanowili zamienić port w twierdzę odporną na każdy atak. Prace zakończono dopiero w 1796 roku, więc trwały one niemal dwa stulecia.

Mury zbudowane są między innymi z kamienia koralowego, co sprawia, że z bliska można dojrzeć w nich odciski dawnych korali. Za projekt odpowiadało wielu inżynierów – Bautista Antonelli, Cristóbal de Roda, Juan de Herrera y Sotomayor oraz Antonio de Arévalo.

Jaką funkcję pełnią mury obronne dzisiaj? To jeden z najlepiej zachowanych zespołów fortyfikacji w całej Ameryce Południowej. Z budowli obronnej zmieniły się w miejsce towarzyskich spotkań. Wieczorem, przy zachodzącym słońcu, na koronie murów gromadzą się mieszkańcy, żeby spędzić czas z panoramą lazurowych wód Morza Karaibskiego.

Baluarte de Santo Domingo – drink na XVII-wiecznym bastionie z widokiem na morze

W północno-zachodniej części murów miejskich znajduje się słynny bastion Baluarte de Santo Domingo – przez historyków często określany jako miejsce, od którego zaczęła się cała budowa murów.

Projekt powstał około 1602 roku. Bastion składa się z dwóch czół i dwóch flank, z charakterystycznymi wysuniętymi narożnikami, które umożliwiały skrzyżowanie ognia z dwóch sąsiednich murów.

Dziś rozbrzmiewa tu kolumbijska muzyka, a mieszkańcy wspólnie się bawią aż do późnego wieczora. Na bastionie działa Café del Mar – bar z lokalną kawą i drinkami, jeden z najpopularniejszych punktów na zachód słońca w całym mieście.

Katedra Santa Catalina de Alejandría – świątynia ostrzelana przez flotę Francisa Drake’a

W ścisłym El Centro, przy Plaza de la Proclamación, znajduje się główna świątynia w Cartagenie i jedna z najstarszych w Ameryce Południowej – Katedra Santa Catalina de Alejandría. W 1995 roku została uznana za narodowy zabytek Kolumbii, a jedenaście lat wcześniej katedra i całe Stare Miasto zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Historia świątyni zaczyna się dwa lata po założeniu miasta – w 1535 roku. Pierwotnie była to prosta konstrukcja z palmowych liści, trzciny i słomy – typowa dla wczesnych kolonialnych osad.

Budowę obecnej świątyni rozpoczęto kilkadziesiąt lat po wielkim pożarze. Głównym architektem był Simón González, a wzorem dla projektu były kościoły w Andaluzji i na Wyspach Kanaryjskich. Katedra jest przykładem stylu herreriańskiego, charakterystycznego dla Hiszpanii pod panowaniem króla Filipa II. Surowa, masywna bryła obywa się niemal bez ozdobnych detali – siłą katedry jest harmonia geometrii.

Budowę przerwał jednak Drake. Przez 48 dni okupacji ostrzeliwał ze swojego statku ścisłe centrum i trafił w katedrę. Prace ostatecznie zakończono po 35 latach od ich rozpoczęcia – w 1612 roku.

Las Bóvedas – 23 sklepienia dawnych magazynów prochu

W dawnych koloniach zagrożenie czyhało zwykle ze strony innych mocarstw, więc rosnąca Cartagena potrzebowała solidnych zapasów prochu i żywności. Tak powstało Las Bóvedas, ostatnia kolonialna inwestycja w mieście – koszary połączone z magazynem.

Budowla liczy 23 sklepienia i 47 arkad, zaprojektowanych tak, aby przetrwać atak artylerii. Podczas walki o niepodległość koszary stały się więzieniem politycznym. Z tego okresu zachowały się legendy związane z bezpośrednim położeniem magazynów przy morzu – w czasie wysokich przypływów woda miała sięgać więźniom po kolana.

Dziś Las Bóvedas to modny pasaż z rękodziełem, gdzie lokalni rzemieślnicy sprzedają swoje wyroby – porcelanę, kapelusze, hamaki i kolumbijską kawę. To dobre miejsce na kolumbijskie pamiątki.

Dzielnica San Diego – najcichszy zakątek starówki z ozdobnymi balkonami tonącymi w bugenwillach

San Diego to najspokojniejsza część starówki i jednocześnie ta, która najczęściej trafia na pocztówki z Cartageny. Sklepów z pamiątkami jest tu niewiele, za to codzienne życie dzielnicy widać na każdym kroku.

Charakterystyczny widok to drewniane, ozdobne balkony porośnięte barwnymi bugenwillami – kolonialny standard, który dziś jest wyróżnikiem Cartageny. Uroku dodają kolorowe fasady domów i wąskie brukowane zaułki – jedne z najbardziej klimatycznych uliczek w całym mieście.

Place Cartageny – Plaza de la Aduana, Plaza de Bolívar i najważniejsze punkty kolonialnej starówki

Miasta w Europie od średniowiecza powstawały wokół dużych rynków, na których toczyło się całe życie kulturalne, polityczne i handlowe. Kolonie rosły wokół placów. W Cartagenie place są dziś tym, czym w polskich miastach parki. Tu przecina się życie towarzyskie i tu wypadają najważniejsze punkty orientacyjne na mapie historycznego centrum. Przejdźmy zatem szlakiem kolonialnej urbanistyki i sprawdźmy, które place warto zobaczyć.

Plaza de los Coches – plac, na którym działał największy targ niewolników w hiszpańskiej Ameryce

Podróż zaczynamy od placu o najbardziej ponurej historii w mieście. Plaza de los Coches to miejsce, które widać jako pierwsze po przekroczeniu Torre del Reloj. Cartagena była jednym z dwóch portów z oficjalną licencją na handel niewolnikami w hiszpańskich koloniach, a targ odbywał się właśnie tutaj.

Środek placu zajmuje pomnik Pedra de Heredii, założyciela miasta. Oficjalnie plac nazywany jest „Plaza de Ecuador”, na pamiątkę traktatu granicznego między Kolumbią a Ekwadorem. Nazwa Plaza de los Coches powstała pod koniec XIX wieku, gdy władze miejskie pozwoliły parkować woźnicom przy jednym z boków placu. To właśnie ta nazwa przyjęła się najlepiej i jest używana przez znaczną większość mieszkańców.

Plac ma trójkątny kształt i otaczają go kolonialne kamienice z arkadowymi przejściami. Od strony wschodniej ciągnie się Portal de los Dulces – kryty ciąg handlowy, gdzie sprzedawane są lokalne słodycze i przekąski.

Plaza de la Aduana – największy plac miasta i dom założyciela Cartageny

Największym, a zarazem najstarszym placem w Cartagenie jest Plaza de la Aduana. Pierwotnie nazywano go placem Musztry, bo odbywały się tu ćwiczenia wojskowe. Wokół, na planie prostokąta, rozstawione były kolonialne urzędy celne – to tu rozliczano cła na towary z Europy i innych części imperium. Plac miał też funkcje społeczne, służył za scenę parad wojskowych, uroczystości i procesji. W pobliżu mieścił się dom Pedra de Heredii.

Pośrodku placu znajduje się pomnik Krzysztofa Kolumba z 1894 roku. Dziś to jeden z najbardziej spornych elementów w mieście, który dzieli mieszkańców – jedni widzą w nim upamiętnienie historii, inni jawny symbol konkwisty i zniewolenia.

Plaza de Bolívar – palmowy cień, dorożki i uliczni tancerze w samym środku Starego Miasta

Centralny punkt Starego Miasta zajmuje Plaza de Bolívar. To najbardziej zielony plac w mieście, w pełni zacieniony przez okoliczne palmy. Wokół stoją ławki i fontanny, przy których dobrze przystanąć na chwilę.

Na początku plac nazywano Plaza de la Iglesia – czyli Plac Kościelny, ze względu na sąsiedztwo katedry. Następnie przemianowano go na Plaza de la Inquisición – Plac Inkwizycji. W tym okresie przy placu mieściła się siedziba Świętego Biura Inkwizycji, które zbierało od mieszkańców donosy i oskarżało ludzi o herezję, czary oraz inne zbrodnie przeciwko wierze.

Obecna nazwa pochodzi od bohatera walki o niepodległość, Simóna Bolívara – „El Libertador”. Jego pomnik z brązu zajmuje centralne miejsce na placu. Na cokole widnieje inskrypcja z jednym z najsłynniejszych cytatów wielkiego wodza – „Si Caracas me dio la vida, Cartagena me dio la gloria”, czyli „Jeśli Caracas dało mi życie, Cartagena dała mi chwałę”. To w Cartagenie Bolívar zorganizował swoje pierwsze oddziały i ruszył z wyzwoleńczą kampanią przeciwko kolonizatorom.

Na samym placu warto również wstąpić do Muzeum Złota Zenú, mieszczącego się w jednej z zabytkowych kamieniczek. W środku poznacie prekolumbijską kulturę Zenú, która rozwijała się na karaibskich nizinach dzisiejszej Kolumbii. Zenú słynęli przede wszystkim z zaawansowanej metalurgii i bogatej biżuterii. W witrynach są naszyjniki, kolczyki i amulety ze złota i srebra oraz ceramika – naczynia i figurki, zarówno codzienne, jak i obrzędowe.

Plaza de Santa Teresa – XVII-wieczny klasztor tuż przy murach

Po największym i najstarszym przychodzi kolej na jeden z najpiękniejszych i najbardziej romantycznych placów – niewielką Plaza de Santa Teresa przy murach obronnych od strony morza. Otaczają go starannie odrestaurowane kolonialne budynki, wśród których dominuje dawny klasztor Świętej Teresy – dziś luksusowy hotel.

Plaza de San Pedro Claver oraz Plaza de Santo Domingo – śladem sztuki w kolonialnym centrum

Pora wybrać się szlakiem sztuki ukrytej w kolonialnych zakamarkach. Pierwszym przystankiem będzie Plaza de San Pedro Claver, niewielki plac w samym środku historycznego centrum. Na pierwszy rzut oka to po prostu piękne miejsce otoczone kolonialnymi kamienicami. W tej spokojnej okolicy stoi jednak tłum złożony w całości z metalowych figur – rzeźby „Zwykłych ludzi” autorstwa Edgarda Carmony. Przedstawiają one sceny z codziennego życia Cartageny – ulicznych sprzedawców owoców, ludzi grających w szachy oraz krawcową szyjącą ubrania.

Oprócz rzeźb na uwagę zasługuje kościół San Pedro Claver, w którym pochowany jest święty Piotr Klawer. Pomagał niewolnikom i walczył o ich godne traktowanie, a dziś uznawany jest za patrona ludzi zniewolonych. Jego relikwie spoczywają pod głównym ołtarzem, w szklanej trumnie.

Nieco inny klimat ma Plaza de Santo Domingo – jeden z najbardziej gwarnych placów w historycznym centrum. Otaczają go kolonialne kamienice z drewnianymi balkonami, a jego rozpoznawalnym punktem jest kościół Santo Domingo – najstarszy w mieście, z charakterystyczną przekrzywioną wieżą.

Uwagę przyciąga też rzeźba La Gorda Gertrudis autorstwa kolumbijskiego rzeźbiarza Fernanda Botera, znajdująca się na samym środku placu. Przedstawia ona leżącą nago kobietę o pełnych kształtach, utrzymaną w typowym dla artysty stylu – nazwanym z czasem boteryzmem. Odlew z brązu waży 650 kilogramów, a sam Botero przekazał go miastu w prezencie w 2000 roku.

Poza ścisłym centrum – zabytki, w których zapisana jest historia Cartageny

To już wszystkie najsłynniejsze kolonialne place w ścisłym El Centro. Teraz pora wyjrzeć za miejskie mury i poszukać atrakcji, które leżą już poza historycznym centrum – od potężnych hiszpańskich twierdz po punkty widokowe z panoramą całego wybrzeża.

Castillo San Felipe de Barajas – zamek San Felipe i najpotężniejsza twierdza Hiszpanów w Amerykach

Cartagena de Indias była jednym z najważniejszych portów w hiszpańskich Karaibach. To tu trafiało złoto z obu Ameryk, skąd wysyłano je dalej w stronę Półwyspu Iberyjskiego. Kolonialny dobytek wymagał ochrony, a jednym z filarów obrony były długie mury. Najważniejszym punktem całego systemu okazała się jednak górująca nad El Centro twierdza Castillo San Felipe de Barajas.

Twierdza stoi na wzgórzu San Lázaro. Projekt zgłoszono już w 1639 roku, ale pierwszą, znacznie mniejszą wersję fortu ukończono dopiero w 1657 roku. Ostateczny kształt uzyskała po 1762 roku, gdy Hiszpanie po upadku Hawany zabezpieczali swoje kolonialne posiadłości przed rosnącą potęgą Brytyjczyków. W całym miejskim systemie fortyfikacji był to punkt ostatniej obrony – z jednej strony kontrolował zatokę, z drugiej zaś położenie na wzgórzu pozwalało bronić się nawet po utracie murów.

Układ jest wielopoziomowy, dopasowany do terenu. Dolne poziomy chronią podejście od lądu, a wyższe obejmują zatokę i miasto. Pod twierdzą wykopano skomplikowaną sieć tuneli, które służyły do przerzucania ludzi i amunicji między punktami strzeleckimi.

Do jednego z największych wydarzeń w dziejach fortu doszło w 1741 roku, gdy hiszpańska załoga pod dowództwem Blasa de Lezo odparła brytyjską flotę admirała Edwarda Vernona. Tak jak w przypadku reszty kolonialnych budowli, tutaj również należy wspomnieć o niewolnikach, którzy pod ścisłą kontrolą Hiszpanów budowali twierdzę w wyniszczających warunkach. Twierdza i Stare Miasto wpisane zostały na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1984 roku, a zamek San Felipe uznawany jest dziś za symbol Kolumbii.

Klasztor La Popa – 150 metrów nad miastem i panorama całej Cartageny

Na szczycie Cerro de la Popa wznosi się zabytkowy kompleks klasztorny. „La Popa” po hiszpańsku oznacza rufę statku – wzgórze miało przypominać tylną część okrętów, co było dość jasnym skojarzeniem w mieście portowym.

Klasztor La Popa założyli w 1607 roku augustianie. Główna świątynia to niewielka kaplica z barokowym ołtarzem. Jej centralnym elementem jest figura Matki Bożej Gromnicznej – uważana za patronkę Cartageny.

Najciekawsze jest jednak to, co widać z dziedzińca. Wokół krużganka rosną bujne krzewy bugenwilli, a za nimi rozpościera się całe miasto z zatoką. W pogodne dni widok sięga aż po horyzont.

Fuerte de San Fernando de Bocachica – forteca u wejścia do zatoki, do której dopłyniesz tylko łodzią

Całą sieć obronną miasta zamykał (choć równie dobrze można powiedzieć, że otwierał) fort Fuerte de San Fernando de Bocachica. Stanął na samym południowym krańcu wyspy Tierra Bomba, ze strategicznego punktu widzenia w najlepszym możliwym miejscu. Kontrolował wąski kanał Bocachica, główne wejście do zatoki Cartageny, przez które, chcąc nie chcąc, musiały przepłynąć statki zmierzające do portu.

Forteca ma kształt podkowy, z zakrzywionym frontem skierowanym ku morzu. Główną siłą były baterie artyleryjskie rozmieszczone na murach obronnych. Fort trafił na listę światowego dziedzictwa UNESCO razem z resztą hiszpańskich umocnień Cartageny.

Dzielnica Getsemaní – street art, murale i nocne życie poza murami

Za linią umocnień Cartagena wygląda zupełnie inaczej, a Getsemaní jest jedną z jej najbarwniejszych dzielnic.

Już od samego powstania miasta dzielnica była miejscem, w którym osiedlali się ludzie wykluczeni z bogatego centrum – biedni rzemieślnicy, „wolni” niewolnicy, ludność rdzenna oraz osoby czarnoskóre. W XVII wieku Getsemaní zostało częściowo oddzielone od reszty miasta murem oraz fosą. Społeczność była marginalizowana, rosła przestępczość i handel narkotykami. Mieszkańcy walczyli jednak o swoją pozycję – to z Getsemaní wyruszył pochód na El Centro, domagający się ogłoszenia niepodległości od Hiszpanii. Taki stan rzeczy utrzymał się aż do lat 90.

Wtedy dostrzeżono w niej potencjał. Pojawiły się pierwsze hostele, potem bary i restauracje. Street art trafił tu kilka lat później – w 2013 roku odbyła się pierwsza edycja Festiwalu Kultury Miejskiej w Cartagenie. Zaproszono około 25 artystów, którzy wraz z mieszkańcami zaczęli malować mury w całej dzielnicy. Od tego momentu Getsemaní funkcjonuje jako dzielnica-muzeum street artu. Na przestrzeni około kilometra kolorowych ulic mieści się niemal 200 murali.

Centralny plac dzielnicy Getsemaní to Plaza de la Trinidad. To tutaj po zmroku zbierają się mieszkańcy i turyści, żeby wspólnie bawić się w rytm kolumbijskiej muzyki. Sprzedawcy proponują lokalne jedzenie, a schody kościoła Iglesia de la Santísima Trinidad służą za wspólną ławkę – głównie jednak okupywane przez grające na nich dzieci.

Dwie najsłynniejsze ulice to Calle de la Sierpe oraz Callejón Angosto. Pierwsza z nich to kręta uliczka, od której zaczęła się historia murali. Nad głowami rozpięte są między budynkami dziesiątki niewielkich flag różnych państw, falujących na wietrze. Nie chcę psuć zabawy – tak, jest tam również flaga Polski. Druga ulica – Callejón Angosto – słynie z kolorowych parasolek, które zapewniają upragniony cień podczas spaceru. Szczególnie warto wybrać się jednak wieczorem, gdy cały barwny dach zostaje oświetlony.

Klimatu prawdziwie kolumbijskiego najlepiej szukać w Café Havana. To wręcz legendarny bar w mieście i klub salsowy, w którym muzyka rozbrzmiewa do rana. Salsa gra tu pierwsze skrzypce, choć jej kolumbijską stolicą jest odległe Cali. Café Havana był jednym z pierwszych lokali otwartych w Getsemaní i pomógł zmienić charakter całej dzielnicy. Zajrzała tu nawet Hillary Clinton w czasie Szczytu Ameryk w 2012 roku.

Podróż po dzielnicy Getsemaní warto zakończyć spacerem na most Puente Román. Pierwszy, drewniany most stanął tu w 1906 roku, a jego dzisiejszy kształt to efekt przebudowy z 1928 roku, zaprojektowanej przez francuskiego architekta Gastona Lelarge’a. Obecnie łączy on Getsemaní z wyspiarską Mangą. Przejście jest krótkie, ale z jego środka widać panoramę zatoki i wieżowce dzielnicy Bocagrande – kontrast kolonialnej przeszłości ze współczesnością.

Okolice Cartageny – gdzie pojechać nad Morze Karaibskie?

Pora wyjrzeć poza miejską zabudowę i poszukać zakątków nieco bardziej kameralnych. Czas pooddychać pełną piersią, odpocząć w ciepłej, karaibskiej wodzie i podziwiać bujną przyrodę.

Na północnym wybrzeżu Kolumbii Cartagena leży w strefie klimatów podrównikowych. Zamiast czterech pór roku rok dzieli się tu na sezon suchy i deszczowy. Deszcz pada głównie od maja do listopada, a najbardziej deszczowe miesiące to wrzesień i październik. Najniższe opady notuje się od stycznia do marca.

W ciągu dnia średnie temperatury wynoszą około 30°C. W takim klimacie rozwinęły się trzy różne ekosystemy – morski, namorzynowy i tropikalny. Choć sama Cartagena jest zurbanizowaną metropolią, tuż przy jej granicach leży wiele chronionych terenów przyrodniczych. Od karaibskich plaż i raf koralowych po kąpiele w miniaturowych wulkanach – sprawdźmy, jakie atrakcje czekają w okolicy.

Bocagrande – miejska plaża pod wieżowcami, kwadrans od Starego Miasta

Zanim na dobre ruszymy dalej, warto jeszcze zatrzymać się na chwilę i wkroczyć głębiej w betonową dżunglę. Uwierzcie mi – warto.

Zaledwie w 15 minut od murów El Centro, w cieniu wysokich wieżowców luksusowej dzielnicy leży odcinek około 2,5 kilometra piaszczystych plaż. To dobra opcja dla tych, którzy chcą zostać w granicach miasta. Na miejscu są leżaki, ławki, punkty gastronomiczne i stragany. Wystarczy to na kilka godzin przerwy od zwiedzania.

Wyspy Różańcowe – koralowy archipelag objęty ochroną parku narodowego

45 kilometrów na południowy zachód od miasta rozsypało się 27 koralowych wysepek. Rejs zajmuje godzinę. Wyspy Różańcowe, czyli Islas del Rosario, to najważniejszy fragment kolumbijskich raf koralowych, a formalnie część Parku Narodowego Corales del Rosario y San Bernardo.

Wyspy są płaskie, z białymi piaszczystymi plażami i płytkimi wodami wewnętrznymi. Otaczają je rafy koralowe i łąki trawy morskiej. Największa i najbardziej turystyczna jest Isla Grande. Programy wycieczek najczęściej obejmują też Isla del Rosario, a poza nimi w archipelagu leżą mniejsze wysepki – Isla Tesoro, Isla Mangle czy Isla Maravilla.

W obszarze parku odnotowano 30 różnych gatunków korali oraz ponad 200 gatunków ryb rafowych. To jedne z najbardziej bioróżnorodnych raf na kolumbijskich Karaibach. Barwne łąki korali widać już przy powierzchni, więc do snorkelingu wystarczy maska i rurka. Kto woli spokój, zostaje na białym piasku wysepek.

Playa Blanca na wyspie Barú – biały piasek i turkusowa woda godzinę drogi od miasta

Pojęcie „najpiękniejsza plaża” to rzecz mocno subiektywna. Jedni szukają białego piasku, drudzy z kolei drobnych kamyczków. Z jednej strony ważny jest kolor wody, a z drugiej zejście do morza. Ile osób, tyle opinii. Co do najpiękniejszych miejsc w rejonie Cartageny wielu podróżników jest jednak zgodnych – to Playa Blanca na wyspie Barú.

Czy Barú to na pewno wyspa? Czysto technicznie – tak. Kolonialne władze Hiszpanii rozkazały wykopać kanał del Dique łączący rzekę Magdalenę z zatoką Cartageny. W ten sposób z naturalnego półwyspu powstała sztuczna wyspa.

Playa Blanca znajduje się na zachodnim wybrzeżu wyspy, od strony otwartego morza, i ciągnie się na blisko 2,5 kilometra. Dno opada tak łagodnie, że można iść nawet kilkadziesiąt metrów w głąb morza, a nadal mieć wodę do pasa.

Volcán del Totumo – kąpiel w ciepłym błocie w kraterze miniaturowego wulkanu

Kąpiel w wulkanie? Brzmi nieprawdopodobnie, a mimo to jest jak najbardziej możliwa.

Stożek wyrasta na około 15 metrów i zbudowany jest z osadów błotnych, a nie z lawy. Na szczyt prowadzą drewniane schodki i dopiero na górze widać, o co w tym wszystkim chodzi.

Volcán del Totumo z geologicznego punktu widzenia to wulkan błotny, który powstał w holocenie. Błoto wydobywające się z niego ma skład siarczanowo-sodowo-chlorkowy z krzemianami i fosforanami, a jego temperatura wynosi około 25°C. To jeden z najmniejszych wulkanów w Kolumbii.

Krater ma formę naturalnego basenu, w którym jednocześnie może przebywać do 15 osób. Błoto jest na tyle gęste, że trudno się w nim zanurzyć – ciało po prostu unosi się na powierzchni. Miejscowi przypisują mu właściwości oczyszczające i przeciwzapalne.

Santa Marta – najstarsze miasto Kolumbii i brama do Parku Narodowego Tayrona

Santa Marta leży u podnóża wysokich gór, na wschód od Cartageny – i jest o osiem lat starsza od niej samej.

Zostało założone 29 lipca 1525 roku przez hiszpańskiego konkwistadora Rodriga de Bastidasa jako pierwsza trwała osada na terenie dzisiejszej Kolumbii oraz druga w Ameryce Południowej (po wenezuelskiej Cumanie). Santa Marta jest również znana jako miejsce śmierci Simóna Bolívara, który, schorowany i zmęczony walką, liczył na poprawę zdrowia i szansę wyjazdu do Europy.

Santa Marta jest urokliwym miasteczkiem, a przy tym świetną bazą wypadową do Parku Narodowego Tayrona. To w nim kończy się pasmo Sierra Nevada i schodzi w dół do Morza Karaibskiego. W parku spotykają się lasy deszczowe, granitowe skały, dzikie plaże i rafy koralowe. Wyznaczono tu kilka szlaków, które pozwalają wybrać się na kilkugodzinny trekking w poszukiwaniu kolorowych papug i małp przeskakujących między drzewami.


Co warto zrobić w Cartagenie? Atrakcje, smaki i lokalne zwyczaje

Powracamy do samej Cartageny, by raz jeszcze zagłębić się w kolumbijską codzienność. Na ulicach mija się kobiety w kolorowych sukniach, a w powietrzu unosi się zapach pieczonych ryb i kokosowych słodyczy. Nadciąga zmrok, a przez miasto przejeżdża autobus z hiszpańską muzyką. Przed Wami smaki i zwyczaje, którymi Cartagena żyje na co dzień.

Targ Bazurto – lokalne jedzenie bez filtra, od świeżych ryb po arepa de huevo

W poszukiwaniu lokalności warto wyjść poza ścisłe centrum. Wyruszamy do dzielnicy robotniczej, około 4 kilometry od murów, daleko od kolorowych domów El Centro i murali Getsemaní. To tam pachnie świeżymi rybami i pieczonymi chlebkami kukurydzianymi. Po autentyczne cartageńskie smaki warto zboczyć z turystycznego szlaku i odwiedzić targ Bazurto.

Bazurto otwarto w 1978 roku, po zamknięciu poprzedniej hali w centrum dzielnicy Getsemaní. Nowy obiekt celowo postawiono dalej od starówki, żeby zyskać więcej przestrzeni. Kupują tu mieszkańcy, ale też sklepy, restauracje i lokalne biznesy z całego miasta.

Kłopotem są jednak wysokie stawki za wynajem stanowisk, które odstraszają wielu sprzedawców. Dlatego wokół hali targowej wyrósł drugi rynek – dziki i nieuregulowany. Ulicznych sprzedawców jest tu więcej niż tych z hali, rozkładają stanowiska wprost na ziemi i mają dosłownie wszystko – od świeżych warzyw i owoców po artykuły codziennego użytku.

A co w takim razie zjecie na miejscu? Typowa jest przede wszystkim mojarra roja – smażona ryba z ryżem kokosowym i bananami. Do zimnych przekąsek należy ceviche, czyli popularne na Karaibach danie z surowych ryb marynowanych w soku z cytryny. Na ciepło warto wziąć arepa de huevo – chlebek kukurydziany z jajkiem i mięsem.

Portal de los Dulces – arkady ulicznych sprzedawców kokosowych cocadas

Deser w Cartagenie ma jeden konkretny adres. Najlepsze słodycze znajdziecie w Portal de los Dulces w środku El Centro – w arkadach naprzeciwko Plaza de los Coches rozstawiono kramy z dziesiątkami rodzajów wyrobów.

Tradycja sprzedaży karaibskich wyrobów cukierniczych sięga w tym miejscu już ponad 50 lat, a sam handel w arkadach ma korzenie w czasach kolonialnych. Dostępne są tu wyroby z całych Karaibów.

Co można kupić? Przede wszystkim rozmaite cocadas – ciastka przypominające kokosanki, z dodatkami od guawy i marakui po białą czekoladę. Są też alegrías z prażonego ziarna oraz caballitos, czyli figurki z pasty tamaryndowej. Z tej samej pasty powstają bolas de tamarindo – kulki o smaku słodko-kwaśnym.

Po tylu słodkościach dobrze sięgnąć po limonada de coco – kremowy, orzeźwiający napój na bazie kokosa i soku z limonki.

Chiva rumbera – przejażdżka kolorowym autobusem z orkiestrą po nocnym mieście

Czy istnieje lepszy sposób na odkrywanie miasta wieczorem niż w rozświetlonym autobusie, mijającym ulice Cartageny z głośną muzyką w tle? Możliwe, że jest, ale ten sposób jest najbardziej lokalny.

Chiva rumbera to imprezowa wersja tradycyjnego kolumbijskiego autobusu, która zmienia się w parkiet na kółkach, z muzyką i drinkami. Typowy przejazd trwa około trzech godzin, zwykle obejmuje najważniejsze dzielnice i przystanki fotograficzne.

Muzyka na pokładzie to karaibski miks – salsa, champeta, cumbia i gatunki pośrednie. Zależnie od autobusu imprezę prowadzi DJ lub animator. To świetna alternatywa dla klasycznego zwiedzania i najkrótsza droga do roztańczonej Cartageny.

Palenqueras – kobiety ubrane w kolorowe suknie, które noszą na głowach misy ze świeżymi owocami

Cartagenę i San Basilio de Palenque dzieli 50 kilometrów. Palenque to pierwsza wolna osada zbiegłych niewolników w Amerykach. Na mapie nie wygląda to na wielki dystans. To jednak odległość w jedną stronę, którą codziennie pokonywały kobiety w kolorowych sukniach, z misami na głowie, a w misach – kilogramy świeżych owoców na sprzedaż. Teraz już nie wygląda to tak kolorowo?

Taki właśnie był los palenqueras – kobiet, które dziennie pokonywały dziesiątki kilometrów, by móc zarobić w lepiej prosperującej Cartagenie. Była to droga męcząca, wyniszczająca. W dobie samochodów i wszelkich środków transportu palenqueras obrosły miejską legendą, a dziś zarabiają głównie na zdjęciach z turystami. W ten sposób stały się jednym z symboli Cartageny – a taka fotografia to jedna z najlepszych pamiątek!

Cartagena – atrakcje, które odkryjesz z Rainbow

Cartagena splata historie morskich piratów, hiszpańskich konkwistadorów i rdzennych ludów Karaibów. Różnorodność jest tu wszechobecna – w kulturze, kuchni i krajobrazie. Do tego dochodzi przyroda – soczyście zielone lasy, białe plaże i wysokie góry. Dlatego właśnie uważam, że Cartagena naprawdę jest miastem kontrastów. Pora zobaczyć ją na własne oczy – zajrzyj do oferty Rainbow i zarezerwuj swoją kolumbijską przygodę.

W naszej ofercie znajdziesz wycieczki objazdowe po Cartagenie, które przybliżą Ci historię miasta. Czekają Cię spacery wśród kolonialnych zabytków, punkty widokowe z panoramą morza oraz lokalne zakątki pełne sztuki ulicznej i muzyki. W Kolumbii znajdziesz też trasy łączące karaibskie wybrzeże z kolonialnymi miastami wnętrza kraju.

Został tylko pierwszy krok – sprawdź wakacje w Kolumbii i wybierz termin.

Data Publikacji: 07.09.2026
autor artykulu zdjecie

Artykuł autorstwa: Mikołaj Chomka

Absolwent dziennikarstwa międzynarodowego na Uniwersytecie Łódzkim. Pasjonat radia i audialnych formatów - amatorsko tworzy reportaże, a zawodowo pisze o kulturze, społeczeństwie i podróżach. Zafascynowany lotnictwem, historią i geografią, nieustannie szuka nowych inspiracji. Marzy o wyprawie kamperem przez obie Ameryki oraz o podróży do tajemniczych krajów arabskich. Najbliżej jego serca leży jednak Europa - szczególnie Wielka Brytania, Niemcy, Austria i region basenu Morza Śródziemnego. W podróżach najbardziej ceni lokalną kuchnię, osobliwą kulturę i unikatową historię. W najbliższym czasie planuje odwiedzić odległą Azję.

Podobne artykuły

krajobraz kierunku
Bazyliki papieskie w Rzymie – cztery świątynie, które warto zobaczyćRzym kościołami stoi. Bazylika sąsiaduje z katedrą, a tuż za rogiem znajduje się kolejny obiekt sakralny. Podobno jest ich ponad dziewięćset i według danych diecezji rzymskiej żadne inne miasto nie ma takiego skupiska miejsc kultu. Co więcej, zaglądają do nich wszyscy, także wyznawcy innych religii i ateiści, bo rzymskie świątynie są istnymi muzeami sztuki. Nie sposób odwiedzić ich wszystkich, szczególnie gdy każda zachęca do zadumy i refleksji nad historią. Dlatego wyróżniam cztery najważniejsze kościoły miasta, czyli bazyliki papieskie. Są to Arcybazylika św. Jana na Lateranie, Bazylika św. Piotra, Bazylika Matki Bożej Większej oraz Bazylika św. Pawła za Murami.
krajobraz kierunku
Wyspy Zielonego Przylądka – atrakcje. Co zobaczyć na archipelagu między Afryką a Brazylią?Wyspy Zielonego Przylądka (Cabo Verde) to archipelag 10 wysp i kilku mniejszych wysepek na Oceanie Atlantyckim, ponad 450 kilometrów od zachodnich wybrzeży Afryki. Choć to niewielki kraj, jego wyspy cechują się różnorodnymi krajobrazami oraz bogatą historią i kulturą. Nazwa archipelagu pochodzi od Przylądka Zielonego położonego w Senegalu, w Afryce Zachodniej. Gdy w XV wieku na wyspy dotarli Portugalczycy, archipelag pozostawał niezamieszkany. Odkrycie wysp zapoczątkowało historię Cabo Verde jako ważnego punktu na szlakach handlowych i trasach morskich wypraw. Przez stulecia przenikały się tu wpływy europejskie, zwłaszcza portugalskie, afrykańskie oraz latynoamerykańskie. Ich mieszankę widać dziś m.in. w architekturze, muzyce i sztuce, a także w kreolskim języku wysp. Mieszkańcy Wysp Zielonego Przylądka, czyli Kabowerdeńczycy, są w dużej mierze potomkami portugalskich osadników oraz niewolników przywożonych z Afryki Zachodniej. Na archipelagu zatrzymywali się również słynni podróżnicy i odkrywcy, m.in. Vasco da Gama oraz Krzysztof Kolumb. Z Cabo Verde kojarzą się melancholijne piosenki Cesárii Évory, morabeza oznaczająca serdeczność, radość życia i celebrację codzienności oraz filozofia „no stress”, zachęcająca, by zwolnić tempo i zapomnieć o troskach. Wyspy Zielonego Przylądka zdecydowanie sprzyjają takiemu podejściu do życia. Planujesz wakacje na Wyspach Zielonego Przylądka i zastanawiasz się, co warto zobaczyć? Atrakcji jest tu więcej, niż sugeruje niewielka powierzchnia archipelagu – od rajskich plaż i wulkanicznych szlaków po historyczne miasta i muzykę z listy UNESCO.
krajobraz kierunku
Zanzibar – atrakcje. Co warto zobaczyć na wyspie przypraw?Biały piasek, turkusowe wody i palmy pochylone nad wodą – to obrazek jak z pocztówki. Zanzibar zdaje się kwintesencją tego, czego oczekujemy od egzotycznego kierunku. Relaks na plaży to jednak nie wszystko, co czeka na wyspie. Gdy tylko zwolnimy i wypoczniemy po locie, zaczniemy chłonąć Zanzibar wszystkimi zmysłami. W aromatach, bez których nie wyobrażamy sobie kuchni, zwiedzimy farmy przypraw. Wsłuchamy się w koncert nawoływań, ryków i śpiewu tropikalnej fauny. Spojrzymy, jak podczas pływów oceanicznych granice wyspy się przesuwają, a mieszkańcy Zanzibaru doglądają swoich upraw alg morskich. Będzie pięknie, nastrojowo, czasem spokojnie, a czasem gwarnie. Przygotowałam zestawienie atrakcji turystycznych polecanych przez naszych przewodników i podróżników. Powstało ono z myślą o turystach zdecydowanych na Zanzibar, ale też o tych, którzy dopiero rozważają, dokąd uciec na urlop dość daleko, by zapomnieć o codziennych troskach.
krajobraz kierunku
Wyspa Margarita – atrakcje. Co warto zobaczyć na wenezuelskiej Perle Karaibów?Isla Margarita – dumna i piękna Księżniczka Karaibów. Zachwyca urodą, puszcza oko słonecznymi refleksami odbitymi w lazurowej toni i uwodzi latynoskim wdziękiem. ¡Que guapa! Próbuje przy tym skupić na sobie całą uwagę, ale wtedy… Na scenie pojawiają się jej mniejsze i równie urocze siostry, które również warto poznać. Wyspy Coche i Cubagua wraz z Margaritą tworzą wenezuelski stan Nueva Esparta i jeden z najpiękniejszych karaibskich archipelagów. Karaibska uroda to jednak dopiero początek tej opowieści. Margarita mieści w sobie dwa zupełnie różne krajobrazy, ponad pięćdziesiąt plaż, kolonialne miasteczka pilnowane przez forty i historię, która przez stulecia kręciła się wokół pereł. Zapraszam na wyprawę po wyspie, która potrafi zaskoczyć każdego, kto przylatuje tu wyłącznie po palmy i turkusową wodę. Po prostu warto zarezerwować sobie na nią więcej czasu, niż podpowiada pierwszy odruch!