Dlaczego warto wybrać się na wakacyjny rejs statkiem razem z dziećmi?

Trudno uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno temu rejsy statkami wycieczkowymi uważano za formę wypoczynku zarezerwowaną wyłącznie dla dorosłych. A w zasadzie dla dorosłych w wieku okołoemerytalnym. Ta percepcja na szczęście się zmieniła i obecnie rejsy są organizowane z myślą o bardzo różnych grupach docelowych, wśród których bardzo ważną kategorię stanowią rodziny z dziećmi. Jest to naprawdę fantastyczny sposób na spędzenie urlopu, który dostarcza niezapomnianych wrażeń i doznań. Najtrudniejszą częścią rejsu jest podjęcie decyzji, jaki kierunek wybrać, ponieważ opcje rejsów rodzinnych obejmują niezwykle szeroki wachlarz miejsc na całym świecie.
Rejsy to wygodny i przyjemny sposób na poznawanie świata, ponieważ nowoczesne statki wycieczkowe są jak pływające kurorty, które zapewniają niekończące się opcje rozrywki dla wszystkich grup wiekowych. Zobacz, jakie są korzyści z wyboru wakacyjnego rejsu rodzinnego i wybierz wymarzony kierunek.



1. Szeroka oferta animacji dla dzieci i młodzieży

W zasadzie wszystkie statki wycieczkowe oferują wiele możliwości aktywnego spędzania czasu na pokładzie. Profesjonalni animatorzy, instruktorzy sportowi i opiekunowie są dostępni przez cały rejs, by zapewnić dzieciom i młodzieży w każdym wieku przeróżne atrakcje i zajęcia. Niezależnie od tego, czy płyniecie z niemowlęciem, dzieckiem w wieku przedszkolnym czy szkolnym, możecie liczyć na cały pakiet udogodnień i programów rekreacyjnych dostosowanych do ich potrzeb. Dzięki temu dzieci się nie nudzą, są bezpieczne i spędzają aktywnie czas w gronie rówieśników.

2. Dorośli mają czas dla siebie i na relaks bez dzieci

Wiele statków wycieczkowych ma obecnie wyznaczone strefy przeznaczone wyłącznie dla dorosłych, gdzie można się schronić i zrelaksować, gdy dzieci są zajęte swoimi zabawami pod okiem opiekunów. Są to odseparowane ciche miejsca z basenami, wannami z hydromasażem i barem. Jednakże nawet, gdy na wybranym przez Was statku nie ma takiej strefy wolnej od dzieci, to samo oddanie ich pod opiekę wykwalifikowanego personelu stwarza idealne warunki do odpoczynku. Gdy dzieci są zajęte swoimi rozrywkami, rodzice mogą zjeść romantyczną kolację tylko we dwoje lub poczytać książkę przy basenie. Każdy rodzic wie, że takie chwile są naprawdę bezcenne.

3. Oszczędność pieniędzy

Rejsy mają to do siebie, że podobnie jak wczasy typu all inclusive, mają określoną cenę, dzięki czemu dokładnie wiecie jaki budżet przeznaczycie na wymarzone wakacje. Po zaokrętowaniu nie musicie się martwić o kolejny rachunek w restauracji lub za zajęcia dla najmłodszych, ponieważ posiłki, wszelkiego rodzaju rozrywki i imprezy na pokładzie statku zazwyczaj są wliczane w cenę rejsu. To oczywiście zawsze warto sprawdzić przed ostatecznym podjęciem decyzji, który rejs z szerokiej oferty wybrać. Zazwyczaj jedyne wydatki z jakimi musicie się liczyć to te, które poniesiecie podczas postojów w portach. W takiej wersji budżet wakacyjny jest naprawdę dużo łatwiej utrzymać pod kontrolą.



4. Łatwość podróżowania

Rejs statkiem wycieczkowym daje możliwość odwiedzenia kilku ciekawych miejsc w stosunkowo krótkim czasie, na dodatek w bezstresowy sposób. Przykładem są rejsy statkiem po fiordach norweskich alborejs po Karaibach. Po zaokrętowaniu zaczynacie beztroski urlop, możecie się rozpakować i cieszyć swobodą, a załoga statku zajmie się resztą. Gdybyście chcieli podczas jednego urlopu zwiedzić kilka miast samochodem, musielibyście co kilka dni się pakować i rozpakowywać, tracąc przy tym sporo energii i nerwów. Każdy rodzic wie, że logistyka podczas rodzinnego urlopu potrafi odebrać radość z poznawania nowych miejsc. Pobyt na statku pozwala w sposób bezproblemowy przedostać się z miejsca na miejsca, co znacząco wpływa na nastrój całej rodziny.
Data Publikacji: 24.05.2019
autor artykulu zdjecie

Artykuł autorstwa: Redakcja Rainbow

Eksperci z branży turystycznej – piloci wycieczek, animatorzy, rezydenci i przewodnicy i wielu innych specjalistów, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami i wiedzą zdobytą podczas niezliczonych podróży. W tekstach łączą praktyczne wskazówki z fascynującymi historiami i ciekawostkami z różnych zakątków świata. Ich opowieści to nie tylko przewodniki po popularnych kierunkach, ale przede wszystkim autentyczne relacje osób, które na co dzień pracują z turystami i poznają opisywane miejsca od podszewki.

Podobne artykuły

krajobraz kierunku
Ekoturystyka z biurem podróży – jak podróżować świadomiej?Świadome podróżowanie to przede wszystkim kwestia uwagi. Składa się na nie seria drobnych decyzji – gdzie zjemy obiad, od kogo kupimy pamiątkę, w którym miesiącu wyruszymy. Każda z osobna wydaje się błaha, ale razem zostawiają realny ślad w odwiedzanym miejscu. Ekoturystyka bywa mylona z chwilową modą albo z surowym wyrzeczeniem dostępnym dla nielicznych. W rzeczywistości to sposób myślenia o podróży, w którym przyjemność z wypoczynku idzie w parze z szacunkiem dla przyrody i ludzi. W tym artykule wyjaśniamy, skąd wzięła się ta idea, dlaczego warto myśleć o wpływie własnych wyborów i jak zaplanować urlop bliższy naturze.
krajobraz kierunku
Światy z odległej galaktyki są na wyciągnięcie ręki. Odwiedź miejsca, gdzie kręcono „Gwiezdne wojny”Kiedy w 1977 roku „Gwiezdne wojny” trafiły na ekrany kin, mało kto – włącznie z samym George’em Lucasem – przeczuwał, że za niemal pół wieku wyrośnie z nich coś, co Marsha Kinder określi mianem supersystemu rozrywkowego. Pojęcie to opisuje markę popkulturową, w której liczy się sama obecność w nieoczywistych przestrzeniach – niekoniecznie spójna narracja. Filmy, seriale, komiksy, powieści, gry wideo, zestawy LEGO, zegarki, piórniki, kubki, kanapki – długo by wymieniać. Henry Jenkins dopowie do tej rozpiętości pojęcie transmedialnego opowiadania (transmedia storytelling) – moment, w którym rozproszone media przestają jedynie powielać markę, a każde z nich dokłada do wspólnej historii własny fragment. Ale wśród tych nieoczywistych przestrzeni jest jeszcze jedna, dotąd przez badaczy nieco zaniedbana: geografia. Bo świat „Gwiezdnych wojen” rozsiał się także – całkiem dosłownie – po naszej Ziemi. Tatooine to Tunezja. Naboo to Włochy i Hiszpania. Hoth to Norwegia. Samotnia Luke’a Skywalkera leży u wybrzeży Irlandii. Mustafar, planeta wulkaniczna, na której Anakin staje się Vaderem – to sycylijska Etna. Canto Bight, kasynowe miasto z „Ostatniego Jedi”, to z kolei Dubrownik. Ba! Nawet Endor, leśny dom Ewoków, też gdzieś znajdziemy, a konkretnie w Kalifornii, raptem kilka godzin drogi od Doliny Śmierci, która to zresztą zagrała inny zakątek Tatooine. Geografia odległej galaktyki okazuje się więc całkiem ziemska. Niniejszy przewodnik prowadzi przez zakątki znane z „Gwiezdnych wojen” nie chronologicznie, nie zgodnie z kolejnością epizodów ani porządkiem produkcyjnym, lecz geograficznie – od krajów najbliższych do tych bardziej odległych.
krajobraz kierunku
Wielka Piątka Afryki – poznaj pięć zwierząt, które rządzą sawannąPięć zwierząt, na które kiedyś polowano z dubeltówką – dziś poluje się na nie z teleobiektywem. Lista ułożona w XIX wieku przez europejskich myśliwych przetrwała ponad sto lat w sposób, którego nikt wtedy nie przewidział – dziś oznacza coś niemal przeciwnego niż w chwili powstania. Wielka Piątka stała się celem fotograficznych łowów, marzeniem każdego uczestnika safari i nieformalnym wyznacznikiem klasy parku narodowego. Skąd akurat te gatunki, dlaczego nie ma wśród nich hipopotama i w którym afrykańskim parku szansa na spotkanie ich w komplecie jest największa? Sprawdź w przewodniku po królewskiej rodzinie sawanny.
krajobraz kierunku
Gdzie kręcono „Gladiatora”? Filmowe lokalizacje arcydzieła Ridleya ScottaMaximus idzie polem zboża. Lewą ręką muska kłosy. W tle maluje się wzgórze obsadzone cyprysami, dalej dolina, jeszcze dalej linia horyzontu. To być może najczęściej odtwarzany w pamięci kadr „Gladiatora” – i jednocześnie jeden z najbardziej mylących geograficznie. Bo ten krajobraz, który widz Scotta utożsamia z hispańskim domem rzymskiego generała, leży w istocie tysiąc kilometrów od Hispanii: w toskańskiej dolinie Val d'Orcia, niespełna kilometr od miasteczka Pienza, na drodze gruntowej, którą fani filmu nazywają dziś Drogą Gladiatora. Filmowa geografia „Gladiatora” zaczyna się więc od pierwszego nieporozumienia. Droga Gladiatora pod Pienzą, Dom Gladiatora koło San Quirico d'Orcia, Fort Ricasoli na Malcie, Aït Benhaddou w Maroku, Bourne Wood w Surrey – każde z tych miejsc gra w filmie zupełnie inną przestrzeń. Toskania udaje Hiszpanię, Malta – starożytny Rzym, Surrey – Germanię. I to właśnie ta filmowa fikcja przyciąga dziś do nich turystów, nie historyczna prawda – co skądinąd stanowi jedną z ciekawszych zagwozdek współczesnej turystyki filmowej. Filmowe lokalizacje „Gladiatora” rozsiane są wszakże po pięciu krajach na dwóch kontynentach, a ich rozmach nie wziął się bynajmniej z produkcyjnej fanaberii. Scott dobierał plany zdjęciowe z dramaturgiczną precyzją, rzecz jasna, a sam ruch między nimi opowiada historię równolegle do scenariusza. Toskania to dom utracony, Maroko – upadek, Malta – konfrontacja z władzą, Anglia – wojna jako zaplecze tej historii, Kalifornia – pęd ku śmierci. Niniejszy artykuł prowadzi przez nie w tej właśnie kolejności – nie geograficznej, lecz emocjonalnej, zgodnej z tym, jak film prowadzi samego Maximusa.