Przejdź do treści

Filmy o Toskanii. Historie wielkiego ekranu z cyprysami i winnicami w tle

Aleja cyprysów, żwir, kamienny dom o wyblakłym tynku – wystarczy taki kadr, żeby wiedzieć, gdzie się jest, jeszcze zanim ktokolwiek na ekranie się odezwie. Kino korzysta z tego skrótu od czterech dekad, a lista tytułów rośnie z każdym rokiem. Filmy w Toskanii pokazują jednak regiony zupełnie do siebie niepodobne – renesansową Florencję, winnice Chianti w sierpniowym skwarze, miasteczko na grzbiecie wzgórza, uzdrowisko z Belle Époque, pusty dom gospodarski czekający na remont.

Niejedna podróż do Toskanii zaczęła się właśnie przed ekranem – od historii, w której można się zakochać na tyle, żeby zapragnąć zobaczyć jej scenerię na własne oczy. Działa to też w drugą stronę – kto już planuje wyjazd, może dzięki tym samym tytułom wejść w klimat regionu na długo przed spakowaniem walizki.

Dla tych, którzy o Toskanii marzą i dla tych, którzy chcieliby zrozumieć te marzenia, zebrałem najlepsze filmy o Toskanii, od klasyki lat osiemdziesiątych po premiery z ostatnich miesięcy – z fabułami i lokacjami, które da się potem odnaleźć na miejscu. Zapraszam do wspólnej podróży.

„Pod słońcem Toskanii” – Cortona i willa, która zmienia życie

Właściwym bohaterem tego filmu jest dom. Zrujnowana willa pod Cortoną, wystawiona na sprzedaż z ogłoszeniem widocznym z okna przejeżdżającego autokaru, organizuje całą fabułę i wymusza każdą decyzję. Kupuje ją Frances (Diane Lane), amerykańska pisarka po rozwodzie, wysłana na wycieczkę autokarową po Toskanii przez przyjaciółki, które chciały ją wyciągnąć z mieszkania w budynku pełnym innych świeżo rozwiedzionych. Główna bohaterka zostaje w Italii znacznie dłużej, niż zamierzała, remont prowadzi z ekipą polskich robotników i przy okazji odbudowuje samą siebie.

Audrey Wells oparła scenariusz na pamiętniku Frances Mayes, a Diane Lane otrzymała za tę rolę nominację do Złotego Globu. Krytyka przyjęła film chłodno, widownia znacznie cieplej, a on sam wyznaczył wzór kopiowany potem kilkanaście razy – na tyle rozpoznawalny, że mówić dziś można o osobnym „kinie domu do remontu”, do którego wrócę jeszcze przy dwóch dalszych tytułach.

Cały ten gatunek stoi na jednym założeniu, które wszystkie te filmy pomijają milczeniem. Nasuwa się bowiem pytanie, skąd w Toskanii tyle takich ruin do kupienia. Otóż domy te, nazywane casa colonica, stały przy polach, bo mieszkały w nich rodziny, które te pola uprawiały. Pracowały na zasadzie zwanej mezzadrią – ziemia i dom należały do właściciela, a rodzina oddawała mu połowę plonów i w zamian miała gdzie mieszkać. Kiedy w latach sześćdziesiątych XX wieku zakazano zawierania nowych umów tego typu, zniknął powód, żeby zostawać na wsi, i całe doliny opustoszały w ciągu jednego pokolenia. Puste stały przez następne dwie dekady, aż zaczęli je kupować przyjezdni.

Cortona jest przy tym o wiele starsza od domów, o których film opowiada, bo należała do dwunastu głównych miast Etrurii. Ślady tego okresu zostały w dwóch miejscach – w Palazzo Casali mieści się MAEC, muzeum działającej od 1727 roku Akademii Etruskiej, z Tabula Cortonensis, trzecim pod względem długości znanym tekstem etruskim, a u stóp wzgórza stoją dwa kurhany zwane Meloni del Sodo, grobowce etruskich rodów z VII i VI wieku przed naszą erą. Kto wejdzie na kortońskie mury, zobaczy więc obie warstwy naraz – rozsiane po zboczach dachy domów gospodarskich i kopce grobowe o tysiąclecia od nich starsze. Po przeciwnej stronie tej samej Val di Chiana leży Montepulciano, gdzie powstała część zdjęć.

„Ukryte pragnienia” – toskańskie lato według Bertolucciego

Do posiadłości rzeźbiarza i jego żony w Chianti, gdzie lato odmierza się posiłkami, drzemkami i kąpielami w basenie, a wszyscy zajmują się sztuką albo mówieniem o sztuce, zjeżdżają co roku ci sami ludzie. Schorowany dramaturg (Jeremy Irons) zamieszkał tu już na dobre, beztroska Miranda (Rachel Weisz) wraca każdego lata – granica między domownikami a gośćmi dawno się zatarła. W to zamknięte środowisko wchodzi dziewiętnastoletnia Lucy Harmon (Liv Tyler) z dwiema sprawami do rozstrzygnięcia – chce ustalić, kto jest jej prawdziwym ojcem, a przy okazji wreszcie kogoś pokochać. Akcja rozgrywa się niemal wyłącznie w obrębie posiadłości i jej najbliższych okolic.

„Ukryte pragnienia” („Stealing Beauty”, we Włoszech „Io ballo da sola”, 1996) zajmują w dorobku Bernarda Bertolucciego miejsce szczególne. Reżyser wracał tym filmem do zdjęć we Włoszech po dekadzie kręcenia w Chinach, Afryce i Himalajach, scenariusz napisał wspólnie z Susan Minot, a obraz pokazano w konkursie głównym festiwalu w Cannes. Dla Liv Tyler była to pierwsza główna rola filmowa.

Zdjęcia powstały w całości w Toskanii, latem 1995 roku, a główną lokacją jest Castello di Brolio w Gaiole in Chianti pod Sieną. Zamek należy do rodziny Ricasoli, a jeden z jej członków zapisał się w historii wina trwalej niż w polityce. Bettino Ricasoli był dwukrotnie premierem Włoch, po odejściu z urzędu osiadł w Brolio i zajął się krzyżowaniem odmian winorośli. W liście z 1872 roku opisał proporcje, które na kolejne dziesięciolecia ustaliły, czym jest chianti – w jednej z przekazywanych wersji siedem części sangiovese, dwie canaiolo, jedna malvasii.

Zamek stoi w granicach obszaru Chianti Classico, którego znakiem jest gallo nero, czarny kogut. Legenda głosi, że Florencja i Siena, zmęczone kolejnymi wojnami o granicę w Chianti, postanowiły rozstrzygnąć spór bez rozlewu krwi. Z każdego miasta miał wyruszyć jeździec o pianiu koguta, a granica miała przebiec tam, gdzie obaj się spotkają. Sieneńczycy wybrali białego koguta i nakarmili go poprzedniego wieczoru do syta. Florentyńczycy wybrali czarnego i trzymali go kilka dni głodnego w ciemności. Wygłodzony ptak zapiał na długo przed świtem, jeździec z Florencji ruszył więc z ogromną przewagą, a spotkali się kilkanaście kilometrów od bram Sieny, przy Fonterutoli. Tak niemal całe Chianti przypadło Florencji, czemu Florentyńczycy ponoć do dziś zaprzeczają.

Opowieść to nie kronika, ale ma udokumentowany rdzeń. Czarny kogut był godłem Ligi Chianti, sojuszu utworzonego przez Republikę Florencką właśnie po to, by trzymać granicę z Sieną, a Giorgio Vasari umieścił go w XVI wieku jako alegorię Chianti na suficie Sali Pięciuset w Palazzo Vecchio. Ligę tworzyły trzy miasteczka – Castellina, Radda i Gaiole in Chianti. Ostatnie z nich jest tą samą gminą, w której stoi filmowy Castello di Brolio.

„Pokój z widokiem” – Florencja w obiektywie Jamesa Ivory'ego

Dwie Brytyjki mieszkają we florenckim pensjonacie w tym samym pokoju, ale jakby w dwóch różnych epokach. Pierwsza to Lucy Honeychurch (Helena Bonham Carter), dziewiętnastolatka, której wolno mieć opinie wyłącznie na temat pogody, choć za oknem trwa już XX wiek. Druga to kuzynka Charlotte (Maggie Smith), przyzwoitka wychowana w poprzednim stuleciu i pilnująca, żeby tak zostało.

Pierwszego wieczoru przydzielony zostaje im pokój bez obiecanego widoku, a zamianę proponuje dwóch Angielków od tego samego stołu, ekscentryczny pan Emerson (Denholm Elliott) i jego milczący syn George (Julian Sands). To, co z owej uprzejmości wynika, każe Lucy zrewidować wszystko, czego ją dotąd uczono. Po powrocie do Anglii zaręcza się z Cecilem Vyse'em (Daniel Day-Lewis), człowiekiem nienagannym i nieznośnym naraz. Wtedy Emersonowie sprowadzają się w sąsiedztwo.

Film wyreżyserował James Ivory, wyprodukował Ismail Merchant, a scenariusz na podstawie powieści E.M. Forstera napisała Ruth Prawer Jhabvala. Ta trójka przez dziesięciolecia ekranizowała klasykę literacką – z epokowym kostiumem, dopracowanymi wnętrzami i tęsknotą za dawnym porządkiem – i wypracowała formułę, dla której krytyka anglosaska przyjęła osobną nazwę kina dziedzictwa, a „Pokój z widokiem” („A Room with a View”, 1985) uchodzi za jej najczystszy przykład. Obraz otrzymał osiem nominacji do Oscara i trzy statuetki, za scenariusz adaptowany, scenografię oraz kostiumy, a na gali BAFTA zdobył pięć nagród, w tym dla najlepszego filmu i dla Maggie Smith. W obsadzie znalazła się także Judi Dench.

Film pokazuje Florencję widzianą przez Brytyjkę i jest w tym historycznie precyzyjny. Miasto było jednym z głównych przystanków Grand Tour, edukacyjnej podróży po Europie, bez której wykształcenie brytyjskiego dżentelmena uznawano za niepełne, a w XIX wieku wykształciła się tu stała kolonia angielska z własnymi pensjonatami, księgarniami i cmentarzem. Pensjonat, w którym mieszkają Lucy i Charlotte, jest właśnie taką instytucją, a ich trasa po mieście pokrywa się z tą, którą Grand Tour wyznaczył sto lat wcześniej.

Piazza della Signoria należała do pierwszych punktów tej trasy, a na jej skraju stoi Loggia dei Lanzi – otwarta hala, w której od XVI wieku widać „Perseusza” Benvenuta Celliniego z odciętą głową Meduzy w wyciągniętej ręce i „Porwanie Sabinek” Giambologni. Wykształcenie panny z dobrego domu obejmowało zatem podziwianie ściętej głowy w brązie i porwania w marmurze. Na tym samym placu Lucy traci przytomność, kiedy przemoc okazuje się prawdziwa.

„Życie jest piękne” – Arezzo i siła wyobraźni

Film dzieli się na dwie połowy tak od siebie różne, jakby zszyto ze sobą dwa osobne filmy. Pierwsza jest komedią romantyczną o księgarzu z Arezzo, który zdobywa Dorę (Nicoletta Braschi) serią pomysłów tak absurdalnych, że aż skutecznych. Druga zaczyna się w trakcie II wojny światowej, kiedy rodzina zostaje rozdzielona, a główny bohater podejmuje decyzję wymykającą się streszczeniu – przedstawia synowi obóz jako grę, w której obowiązują reguły, liczą się punkty, a nagrodą jest czołg. Tę drugą połowę pomijam tu świadomie – toskańska jest ta pierwsza.

Roberto Benigni wyreżyserował film, zagrał w nim główną rolę i współtworzył scenariusz razem z Vincenzem Ceramim. Dla aktora znanego dotąd głównie jako komik była to zmiana rejestru, którą doceniono niemal wszędzie – „Życie jest piękne” („La vita è bella”, 1997) otrzymało Wielką Nagrodę Jury w Cannes oraz siedem nominacji do Oscara, z czego trzy zamieniły się w statuetki, dla Benigniego jako aktora, dla Nicoli Piovaniego za muzykę i dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego.

Pierwsza połowa toczy się na realnych ulicach Arezzo, a reżyser miał tu spore ułatwienie, bo miasto zachowało dawny układ. Kilkaset metrów od Piazza Grande stoi bazylika San Francesco z „Legendą Krzyża Świętego” Piera della Francesca – cyklem fresków malowanym od 1452 do około 1466 roku, dla którego historycy sztuki przyjeżdżają tu od pokoleń. Stare miasto jest na tyle niewielkie, że plan zdjęciowy i najważniejszy zabytek Arezzo dzieli kilka minut piechotą.

Nachylona Piazza Grande, po której przechadza się filmowy Guido, jest nieregularna i otoczona wąskimi kamienicami z drewnianymi balkonami, a jedną z jej stron zamyka loggia projektu Giorgia Vasariego – artysty urodzonego w Arezzo.

Dwa razy w roku plac przecina ukośnie lizza – pas ubitej ziemi, po którym rozpędza się jeździec z drewnianą kopią. Zmagania te odbywają się po zmroku w przedostatnią sobotę czerwca oraz po południu w pierwszą niedzielę września. Celem rycerza jest tarcza Buratta – mechanicznej figury saraceńskiego króla, która obraca się na osi i drugą ręką potrafi oddać cios trzema kulami na rzemieniach. Każda z czterech dzielnic wystawia dwóch rycerzy, a stawką w turnieju jest złota kopia.

W każdą pierwszą sobotę i niedzielę miesiąca ten sam plac zajmuje natomiast Fiera Antiquaria – działający od 1968 roku targ antyków, gromadzący kilkuset wystawców (edycja wrześniowa, by nie kolidować z Giostrą, przenosi się pod katedrę).

„Jay Kelly” – Toskania z okna pociągu

Gwiazda kina jedzie przez Europę na festiwal w Toskanii, żeby odebrać nagrodę za całokształt twórczości. Towarzyszy jej menedżer pracujący dla niej od trzydziestu lat. Podróż, odbywana głównie koleją, zamienia się w przegląd tego, co bohater zostawił po drodze – dawnych kolegów z czasów przed pierwszą wielką rolą, dwie dorosłe córki i kilka własnych wcieleń.

Noah Baumbach napisał scenariusz wspólnie z Emily Mortimer, a w rolach głównych obsadził George'a Clooneya i Adama Sandlera, obok nich Laurę Dern, Billy'ego Crudupa oraz urodzoną we Florencji Albę Rohrwacher. Jest to pierwszy europejski film drogi w dorobku reżysera kojarzonego dotąd z nowojorskimi dramatami rodzinnymi, pokazany w konkursie głównym w Wenecji, zrealizowany w całości na taśmie 35 mm, ze zdjęciami nagrodzonego Oscarem Linusa Sandgrena.

Grand Tour wytyczył tę trasę w XVIII wieku, dziewiętnastowieczna kolej otworzyła ją dla podróżnych o skromniejszych środkach, a wzdłuż torów wyrosły miejscowości żyjące z tego ruchu. Montecatini Terme, gdzie nakręcono scenę dworcową, należy właśnie do nich. Źródła znano tu od stuleci, ale rozkwit przyniosła epoka kolei i wtedy powstał zespół uzdrowiskowy z zakładem Tettuccio, hotelami oraz deptakiem. Belle Époque zachowała się w Montecatini w całości, co w Europie zdarza się rzadko. W 2021 roku miasto trafiło zresztą na listę UNESCO – wraz z dziesięcioma innymi wielkimi kurortami kontynentu. Wody termalne położone bliżej pozostałych lokacji z tego filmu znajdują się w Bagno Vignoni – przysiółku San Quirico d'Orcia. Tutejszy rynek jest niezwykły, ponieważ jego centralną część zajmuje duży basen z gorącą wodą.

W Arezzo ekipa pracowała w XIX-wiecznym Teatro Petrarca, a przyjęcie i galę sfilmowano w renesansowej posiadłości Argiano pod Montalcino, słynącej z produkcji wina Brunello. Na liście lokacji znalazły się jeszcze Pienza i San Quirico d'Orcia. Najdalej na południe ekipa dotarła do Pitigliano w Maremmie – miasteczka wykutego w tufowej skale, które ze względu na dawną dzielnicę żydowską z synagogą zyskało miano „Małej Jerozolimy”.

„Listy do Julii” – toskański trop wśród winnic

Pod domem Julii w Weronie od dziesięcioleci ludzie zostawiają listy miłosne, a odpisuje na nie grupa wolontariuszek zwanych sekretarkami Julii. Główną bohaterką filmu jest Sophie (Amanda Seyfried), która przyjeżdża do Werony ze swoim narzeczonym. Ten jednak traktuje wyjazd wyłącznie jako okazję do objazdu dostawców wina, przez co dziewczyna zostaje sama. Trafiając pod słynny dziedziniec, Sophie znajduje za obluzowaną cegłą w murze list sprzed pół wieku, na który nikt nigdy nie odpisał. Jego autorka, Claire (Vanessa Redgrave), przylatuje do Włoch wraz z wnukiem, po czym cała trójka rusza przez Toskanię, by odnaleźć mężczyznę, od którego uciekła jako nastolatka.

Komedia romantyczna („Letters to Juliet”, 2010) w reżyserii Gary'ego Winicka wplotła w swoją fabułę autentycznie działającą instytucję, zamiast wymyślać ją od zera. Mimo podzielonych recenzji film zyskał trwałą popularność. Grający odnajdującą się po latach parę Vanessa Redgrave i Franco Nero są małżeństwem także w życiu prywatnym – poznali się na planie filmu „Camelot” w 1967 roku, a pobrali w 2006.

Filmowy toskański szlak prowadzi przez Sienę, Pienzę oraz okolice Castelnuovo Berardenga, a kończy się w winnicy Caparzo pod Montalcino. Sieneńska Piazza del Campo, po której spacerują bohaterki, ma kształt muszli podzielonej na dziewięć pasów, upamiętniających kupiecki Rząd Dziewięciu sprawujący władzę w XIV wieku. Dwa razy w roku – 2 lipca i 16 sierpnia – plac zamienia się w tor dla Palio, czyli tradycyjnego wyścigu konnego, w którym po losowaniu startuje 10 z 17 sieneńskich contrade (dzielnic).

Warto przy tym pamiętać o jednym detalu – Werona, gdzie wszystko się zaczyna, leży w Wenecji Euganejskiej, poza granicami Toskanii.

„Wiele hałasu o nic” – renesansowa willa w Chianti

O kształcie tego filmu zdecydowało miejsce. Piętnastowieczna Villa Vignamaggio pod Greve in Chianti to posiadłość rodziny Gherardinich, z której wywodziła się Lisa Gherardini, znana światu jako Mona Lisa. Willę otacza giardino all'italiana (ogród włoski) – ogród komponowany jak wnętrze, oparty na osi symetrii, strzyżonym bukszpanie, żwirowych ścieżkach i tarasach, w którym roślina jest materiałem budowlanym, a nie tylko ozdobą. Kenneth Branagh nakręcił tu całość w jednej lokacji – akcja sztuki i tak nie opuszcza posiadłości gospodarza, a renesansowa willa z ogrodem zagrała wszystkie plenery filmu.

Fabułę Szekspir napisał czterysta lat przed zdjęciami. Do posiadłości wraca z wojny cały orszak – książę Don Pedro (Denzel Washington); pod nim młody Claudio (Robert Sean Leonard), który zakochuje się w córce gospodarza; przyrodni brat księcia, Don John (Keanu Reeves), knujący przeciwko wszystkim z nudów i zawiści; wreszcie Benedick (Kenneth Branagh), gotowy prowadzić z Beatrycze (Emma Thompson) wojnę na riposty aż do ślubu, do którego cały dom postanawia ich doprowadzić. Knowania wychodzą na jaw za sprawą konstabla Migotki (Michael Keaton), który rozumie każdą sprawę dokładnie na opak, a gospodarzem jest Leonato (Richard Briers).

„Wiele hałasu o nic” („Much Ado About Nothing”, 1993) to druga po „Henryku V” szekspirowska ekranizacja Branagha. To po niej reżyser przestawił się z kina historycznego na komedię. Film należy do najlepiej przyjętych adaptacji Szekspira tamtej dekady, a dla Kate Beckinsale (rola Hero) był debiutem kinowym. Prześledzić zasadę renesansowego ogrodu można do dziś w kilkudziesięciu posiadłościach Chianti, z których część udostępnia ogrody zwiedzającym.

„Włoskie wakacje” – Val d'Orcia ojca i syna

Dom w Val d'Orcia, zamknięty na klucz po śmierci właścicielki i nieodwiedzany od lat, ma zostać sprzedany. Tak umówili się dwaj mężczyźni, którzy przyjeżdżają do Włoch na kilka dni. Jack (Micheál Richardson) potrzebuje pieniędzy, żeby odkupić od rozwodzącej się z nim żony udziały w londyńskiej galerii, jego ojciec Robert (Liam Neeson) z kolei potrzebuje powodu, żeby wrócić do domu, którego unika od śmierci żony. Budynek okazuje się być w stanie wykluczającym szybką transakcję, więc obaj zostają dłużej, a remont zmusza ich do rozmów odkładanych od dwóch dekad. Pomaga im przy tym miejscowa pośredniczka Kate (Lindsay Duncan), znana widzom z „Pod słońcem Toskanii”, co jest w tym gatunku żartem obsadowym całkiem świadomym.

„Włoskie wakacje” („Made in Italy”, 2020) to reżyserski debiut aktora Jamesa D'Arcy'ego i drugi w tym zestawieniu przypadek „kina domu do remontu”. Film przyjęto spokojnie, a recenzenci zgodnie chwalili urodę zdjęć oraz to, że ojca i syna zagrali aktorzy będący ojcem i synem także prywatnie.

Plan zdjęciowy rozłożono między Val d'Orcia, Monticchiello i Pienzę. Monticchiello, obwarowana wieś na wzgórzu, słynie z Teatro Povero – od 1967 roku mieszkańcy co lato zbierają się na zimowych zebraniach, wspólnie piszą nową sztukę o życiu własnej wspólnoty i sami ją grają na placu wsi. Zjawisko ma nawet własną nazwę – „autodramma”, którą ukuł Giorgio Strehler. Teatr narodził się jako odpowiedź na kryzys mezzadrii i wyludnienie, czyli na tę samą historię, która stoi za pustymi domami z pierwszej części tego zestawienia – wieś, którą opuszczali kolejni mieszkańcy, postanowiła zagrać samą siebie.

Pienzę przebudowano natomiast od podstaw według renesansowej teorii urbanistycznej. Papież Pius II zlecił Bernardowi Rossellinowi przekształcenie rodzinnej wsi Corsignano w miasto idealne – prace zajęły niespełna cztery lata, a miejscowość przemianowano na Pienzę, miasto Piusa. Cały układ figuruje od 1996 roku na liście światowego dziedzictwa, a trapezoidalny plac, przy którym katedra, pałac papieski i ratusz stoją w ustalonych proporcjach, zachował się w całości. Za rogiem zaczynają się uliczki o nazwach jak z komedii romantycznej – via dell'Amore i via del Bacio, czyli ulica Miłości i ulica Pocałunku – a sklepiki przy głównej ulicy pachną pecorino di Pienza, owczym serem, z którego miasteczko słynie.

„La Dolce Villa” – toskańska historia Netflixa

Ile może kosztować dom w Toskanii? W tym filmie – jedno euro. Na taką ofertę trafia Olivia i zamierza z niej skorzystać. Jej ojciec Eric (Scott Foley), doradca restauracyjny i były szef kuchni, przylatuje do Włoch, żeby ją od tego odwieść, na miejscu poznaje jednak burmistrzynię, warunki miejskiego programu i całą listę rzeczy, których żaden kosztorys nie uwzględni.

Wśród nowych filmów o regionie „La Dolce Villa” (2025) w reżyserii Marka Watersa powstała wprost dla platformy. I tak, tytuł jest ukłonem w stronę „La Dolce Vita” Felliniego. Punkt wyjścia fabuły ma przy tym pokrycie w rzeczywistości, bo włoskie gminy walczące z wyludnianiem faktycznie wystawiały opuszczone budynki na sprzedaż za symboliczne stawki, pod warunkiem zobowiązania się do remontu. Tym samym wraca wątek pustych domów z „Pod słońcem Toskanii”, tylko o pół wieku później – najpierw doliny opustoszały wskutek reformy rolnej, a teraz samorządy próbują je zaludnić z powrotem.

Kamera stanęła w Montepulciano, San Quirico d'Orcia i Pienzy. Montepulciano zbudowano na wąskim grzbiecie wzgórza, więc główna ulica wspina się przez całe miasto aż do Piazza Grande. To nachylenie stało się podstawą lokalnego święta. W ostatnią niedzielę sierpnia odbywa się tu Bravìo delle Botti. Osiem dzielnic wystawia dwuosobowe drużyny, które pchają pod górę osiemdziesięciokilogramowe drewniane beczki – od Colonna del Marzocco aż na Piazza Grande, przed schody katedry, ponad półtora kilometra niemal ciągłej wspinaczki. Wyścig w tej formie wymyślił w 1974 roku miejscowy proboszcz, zastępując beczkami gonitwę konną o rodowodzie sięgającym 1373 roku, a nagrodą pozostał bravìo – malowane płótno z wizerunkiem patrona miasta, co roku projektowane na nowo.

Winnice wokół miasta dają zaś vino nobile di Montepulciano, jedno z pierwszych włoskich win z apelacją DOCG.

„You, Me & Tuscany” – Val d'Orcia i pytanie o wybrzeże

Anna (Halle Bailey) to młoda kucharka, która dotąd podawała cudze dania, a marzy o gotowaniu własnych. Kiedy dowiaduje się, że przelotnie poznany mężczyzna ma w Toskanii pustą willę, wprowadza się do niej bez pytania – w końcu tylko na jedną noc. Z nocy robią się tygodnie, z tygodni całe lato – z kuchnią tylko dla siebie, bez żadnych zobowiązań i z czasem na poukładanie planów zawodowych. Plan sypie się, gdy w drzwiach staje matka właściciela willi (Isabella Ferrari) i Anna ląduje w samym środku cudzych spraw rodzinnych. Na dokładkę zjawia się przystojny kuzyn gospodarza (Regé-Jean Page).

Najświeższy z zebranych tu tytułów wprowadził do kin w 2026 roku Universal, a wyreżyserowała go Kat Coiro, specjalizująca się w komediach romantycznych z gwiazdorską obsadą; film powstawał początkowo pod tytułem „Italianna”.

Zdjęcia ruszyły w czerwcu 2025 roku od wybrzeża – tyle że amalfitańskiego, a więc spoza regionu – i dopiero potem ekipa przeniosła się do prowincji sieneńskiej, z bazą w Pienzy. Toskańskie morze po raz kolejny zostało za kadrem – a ciągnie się od Wersylii z szerokimi plażami i Alpami Apuańskimi na horyzoncie, przez sosnowe lasy parku San Rossore u ujścia Arno, po Wybrzeże Etrusków na południu. Sto kilkadziesiąt kilometrów brzegu czeka więc na swój kadr.


Dlaczego Toskania tak często trafia na ekran?

Dlaczego zatem region ten wraca na ekrany z taką regularnością?

Z jednej strony wartością jest w zasadzie gotowa scenografia – renesansowe wille, miasteczka obwiedzione murami i kamienne fasady zachowane w dawnym stanie, dzięki którym Branagh mógł zamknąć całego Szekspira w jednej posiadłości, a Benigni kręcić wprost na ulicach Arezzo.

Z drugiej strony działa sam krajobraz – cyprysowe aleje, obsadzone szczyty wzgórz i faliste pola crete senesi pod Sieną, z Val d'Orcia objętą od 2004 roku ochroną UNESCO jako krajobraz kulturowy.

Z trzeciej strony pracuje światło, które między czerwcem a wrześniem pozostaje miękkie na tyle długo, że operator planuje na nim cały dzień zdjęciowy, zamiast polować na złotą godzinę.

Dochodzi do tego infrastruktura oraz doświadczenie miejscowych ekip, o czym wspomina się rzadko, a co dla producenta bywa argumentem rozstrzygającym. Dla widza liczy się jednak co innego. W niejednym filmie Toskania pozostaje wyłącznie ładnym tłem – tytuły z tej listy działają inaczej, bo Piazza del Campo, kortońskie mury czy plac w Pienzy dają się z ekranu rozpoznać, a potem odwiedzić. Miejsca z tego zestawienia układają się w mapę całego regionu – od Chianti i Val d'Orcia po Florencję, Arezzo, Sienę i wybrzeże. Dlatego właśnie od takich filmów zaczyna się niejedna podróż.

Przeżyj w Toskanii przygodę rodem z filmu podczas wakacji z Rainbow!

Powyższa lista prowokuje pytanie, na które sama odpowiedzi nie daje – czy z filmowych kadrów da się ułożyć jedną podróż. Wątpliwość jest uzasadniona, bo każdy z tych tytułów zabiera widza w inny kąt regionu. Kortonę i Arezzo dzieli kilkadziesiąt kilometrów, Chianti rozciąga się między Florencją a Sieną, Val d'Orcia zaczyna się dopiero za Montepulciano, a toskańskie wybrzeże leży już nad zupełnie innym horyzontem. A jednak – i to jest właściwa puenta tego zestawienia – owa rozpiętość okazuje się najlepszym argumentem za wyjazdem, w którym trasę rozplanuje ktoś inny. Rozrzucone po całym regionie kadry trzeba bowiem najpierw ułożyć w wykonalny plan.

Wybierając wczasy we Włoszech, zamieszkasz w jednym miejscu i będziesz do niego wracać po każdym dniu zwiedzania, co sprawdza się wtedy, gdy region wolisz poznawać spokojnie, w promieniu jednodniowych wycieczek. Wycieczki objazdowe po Włoszech poprowadzą Cię natomiast przez kilka miast w ciągu jednego wyjazdu – a właściwie przez kilka epok, bo taki plan pozwala połączyć renesansową Florencję z „Pokoju z widokiem”, sieneńskie Piazza del Campo z „Listów do Julii” i Val d'Orcia, którą rozpoznasz z trzech najnowszych tytułów na tej liście. Jeżeli w wakacje w Toskanii chcesz zatrzymać się gdzieś na dłużej, wybierz pobyt w okolicach Sieny albo Montepulciano, skąd do większości filmowych lokacji dojedziesz w ciągu jednego przedpołudnia.

Terminy warto dobrać do tego, co chcesz zobaczyć. Palio wypada 2 lipca i 16 sierpnia, Bravìo delle Botti w ostatnią niedzielę sierpnia, a Giostra del Saracino w przedostatnią sobotę czerwca i pierwszą niedzielę września – wrzesień zaś daje wszystko to, po co przyjeżdża się do Toskanii, przy łagodniejszych temperaturach. Elastyczne daty otwierają drogę do Last Minute do Włoch, rezerwacja z wyprzedzeniem daje z kolei najszerszy wybór hoteli i terminów.

Zarezerwuj wakacje w Toskanii już dziś. Najlepsze kadry i tak ogląda się na miejscu.

Data Publikacji: 11.08.2026
autor artykulu zdjecie

Artykuł autorstwa: Kamil Jędrasiak

Aca-geek, łączący miłość do gier i szeroko rozumianej (pop)kultury z pracą akademicką. Badacz, krytyk, animator kultury. Wykładowca w Katedrze Nowych Mediów i Kultury Cyfrowej na Uniwersytecie Łódzkim. Współtwórca bloga, współpracownik licznych redakcji, autor i redaktor książek naukowych. Zajmuje się przede wszystkim kulturą, jak również mediami oraz łączącymi je relacjami (głównie w obszarze gier, kina czy telewizji). Zwiedzać kocha nie tylko światy fikcjonalne, ale i ten prawdziwy - niekiedy zresztą łącząc oba te tryby, gdy obiera sobie za cel podróży lokacje znane z wielkich i małych ekranów. Być może po części dlatego szczególne miejsce w jego sercu zajmuje Islandia, choć marzy też o zwiedzeniu państw latynoamerykańskich.

Zobacz inne o:

Podobne artykuły

krajobraz kierunku
Gdzie zobaczyć wieloryby? Poznaj najlepsze miejsca na świecie na whale watchingSłuch, nie wzrok, to pierwszy zmysł, który aktywuje się podczas obserwacji wielorybów. Głuchy, przeciągły wydech niesie się po wodzie dalej, niż sięga wzrok. Dopiero potem nad powierzchnią strzela fontanna i ciemny grzbiet. Żeby jednak ten dźwięk usłyszeć, trzeba znaleźć się w konkretnej zatoce w konkretnym momencie roku. Wielorybie zatoki leżą w zasięgu zwykłych wakacji. Trzeba tylko wiedzieć, który gatunek gdzie się zjawia, kiedy zbliża się do brzegu i jak zachować się na pokładzie, żeby olbrzymom nie przeszkadzać. Swojego kalendarza wieloryby trzymają się od milionów lat. Cała sztuka polega na tym, żeby dopasować do niego własny.
krajobraz kierunku
Świecąca plaża? Malediwy nie są jedyne! Gdzie jeszcze zobaczysz kosmiczne plaże?Na niektórych plażach świata natura przygotowała spektakl, który wydaje się pochodzić z innej planety. Gdy zapada zmrok, morskie fale zaczynają emanować delikatnym, błękitnym światłem, a każdy ruch w wodzie zostawia za sobą świetlisty ślad. To fascynujące zjawisko bioluminescencji, które można zaobserwować w kilku wyjątkowych miejscach na Ziemi. I choć najbardziej znane są świecące plaże Malediwów, podobne nocne iluminacje czekają na odkrycie w innych zakątkach globu.
krajobraz kierunku
Wielki Step – co to jest i gdzie go zobaczyć?Bezkresny pas trawiastych równin, ciągnący się od Europy Wschodniej aż po Mongolię – Wielki Step – jak mało które miejsce na Ziemi rozpala wyobraźnię. Przez stulecia, zwłaszcza w okresach dotkliwych susz, był naturalnym szlakiem wędrówek ludów koczowniczych podążających na zachód. To właśnie stąd nadciągały do Europy kolejne fale koczowników – Scytów, Hunów i Mongołów. Choć koczowniczy tryb życia powoli odchodzi w przeszłość, w części Azji Środkowej wciąż spotkasz społeczności, które pielęgnują dawne tradycje. I to właśnie tam step zachował swoje najbardziej autentyczne, a zarazem najbardziej spektakularne oblicze.
krajobraz kierunku
Gdzie był nagrywany Spider-Man? Nie tylko w Nowym Jorku – filmowe lokacje serii z Tomem HollandemQueens, Manhattan, Atlanta, Wenecja, Praga, Londyn, Glasgow – to tylko część miejsc, w których powstawały filmowe przygody jednego z najsłynniejszych superbohaterów w czerwono-niebieskim kostiumie. Gdzie był nagrywany „Spider-Man” naprawdę? Rzadko tam, gdzie toczy się akcja – ekranowy Nowy Jork powstawał bowiem głównie w Atlancie, ostatnio zaś w Glasgow, prawdziwe europejskie metropolie zagrały natomiast same siebie. W dalszej części tekstu przyjrzymy się lokacjom wszystkich filmów o Człowieku-Pająku z Tomem Hollandem, od „Homecoming” po nadchodzący „Całkiem nowy dzień”, a także, choć skrótowo, starszym odsłonom serii. Każde z tych miejsc można zresztą odwiedzić, i to nie tylko śladami pajęczej sieci.