Przejdź do treści

7 cudów świata natury – lista i jej geneza. Jak wybrano naturalne cuda świata?

Listy cudów świata powstają od ponad dwóch tysięcy lat i niemal zawsze dotyczyły tego, co zbudował człowiek. Filon z Bizancjum spisał swoją siódemkę w III wieku p.n.e., a kolejne pokolenia jego zestawienie poprawiały, uzupełniały i przestawiały w nim kolejność. Z siedmiu cudów Filona stoi dziś jeden, piramida Cheopsa. Właśnie ta nietrwałość tłumaczy, dlaczego takie listy pisano od nowa – spis miejsc wartych zobaczenia traci sens, kiedy nie ma już czego zobaczyć. Przyroda długo do takich spisów nie trafiała, a powód tkwił w samym rozumieniu słowa „cud”. Chodziło o dowód kunsztu człowieka, o rzecz, którą ktoś zaprojektował i wykonał. Wodospadowi trudno przypisać autora, a górze projektanta.

Zmieniło się to pod koniec XX wieku. W 1997 roku CNN ogłosiła własną siódemkę naturalnych cudów świata; dziesięć lat później ruszyło otwarte, ogólnoświatowe głosowanie; a 11 listopada 2011 roku w Zurychu podano jego wyniki. Od tego dnia funkcjonuje zestawienie znane jako siedem cudów świata natury i od tego samego dnia towarzyszą mu pytania o to, kto właściwie miał prawo je ustalić.

Skąd wzięła się lista siedmiu cudów świata natury?

Czy istnieje jedna, powszechnie uznana lista siedmiu cudów natury? Nie istnieje, a odpowiedź na pytanie o pochodzenie tego zestawienia obejmuje dwie różne inicjatywy, dwie różne dekady i dwa różne rozumienia słowa „cud”. Jedno zestawienie powstało w redakcji telewizyjnej, drugie w wyniku plebiscytu, w którym wzięły udział miliony ludzi – i to drugie (dziś przywoływane po prostu jako lista siedmiu cudów natury) zdominowało wyobrażenia o tym, co na świecie warto zobaczyć.

Starsza lista, czyli siedem naturalnych cudów świata według CNN

Pierwsze, szerzej znane zestawienie siedmiu naturalnych cudów świata, opublikowała w 1997 roku stacja CNN. Znalazły się na nim zorza polarna, Wielki Kanion, Wielka Rafa Koralowa, zatoka Guanabara w Rio de Janeiro, Mount Everest, wulkan Parícutin oraz Wodospady Wiktorii. Lista miała charakter redakcyjny i nigdy nie ogłoszono kryteriów, według których dokonano wyboru. Nie przeszkodziło jej to utrwalić się w podręcznikach i internetowych rankingach, gdzie funkcjonuje do dziś jako „klasyczne” siedem cudów natury.

Kto stworzył listę 7 nowych cudów natury?

Za drugim, znacznie szerzej znanym zestawieniem stoi jedna osoba. Bernard Weber, filmowiec i podróżnik o szwajcarsko-kanadyjskim obywatelstwie, w drugiej połowie lat 90. XX wieku uznał, że rosnący dostęp do internetu i telefonii komórkowej pozwoli po raz pierwszy w historii zapytać o zdanie całą planetę, a nie wąskie grono specjalistów, którzy takie listy układali przez poprzednie dwa tysiąclecia. W 2001 roku założył w Zurychu fundację New7Wonders, a jej pierwsza kampania dotyczyła zabytków i zakończyła się 7 lipca 2007 roku ogłoszeniem w Lizbonie siedmiu cudów świata – listy znanej jako „nowe cuda świata”.

Kampania poświęcona przyrodzie rozpoczęła się natychmiast po tej pierwszej, jeszcze w 2007 roku, a jej założenie pozostało to samo, czyli zbudowanie czegoś, co Weber nazywał „globalną pamięcią”. Chodziło o wspólny zestaw punktów odniesienia – kilka miejsc rozpoznawalnych na każdym kontynencie, wskazanych przez samych ludzi, a nie ogłoszonych przez komisję. Zamysł był więc mniej naukowy, niż mogłaby sugerować skala przedsięwzięcia, i od początku bliższy kampanii społecznej niż pracy badawczej. Fundacja działa w formie szwajcarskiej organizacji pozarządowej i finansowała kampanie z darowizn oraz ze sprzedaży praw do transmisji, bez środków publicznych.

Jak wybrano siedem cudów świata natury?

Procedura była kilkuetapowa i rozciągnięta na cztery lata. Zgłoszenia napłynęły z ponad 220 krajów i terytoriów, obejmując ponad 440 miejsc (znalazły się wśród nich obok siebie obiekty tak różne, jak Wielka Rafa Koralowa i szkockie jezioro Loch Ness), po czym głosowanie trwające do 7 lipca 2009 roku zawęziło tę pulę do 77 nominacji z najwyższą liczbą głosów. Z tych 77 propozycji zespół ekspertów pod przewodnictwem Federica Mayora Zaragozy, który wcześniej kierował UNESCO, wskazał 28 oficjalnych finalistów – ogłoszono ich 21 lipca 2009 roku. Do finału weszło więc mniej niż jedno miejsce na piętnaście zgłoszonych, przy czym o samym składzie finału rozstrzygnęli eksperci, a nie głosujący.

Ostatnia tura głosowania trwała do 11 listopada 2011 roku i odbywała się przez stronę internetową, telefon oraz wiadomości tekstowe. Fundacja podała, że oddano około 100 milionów głosów, przy czym regulamin – i to jest szczegół, który wróci jeszcze przy pytaniu o wiarygodność wyniku – nie ograniczał liczby głosów oddawanych przez jedną osobę. Ogłoszenie w Zurychu miało charakter wstępny, a sprawdzanie głosów zakończono na początku 2012 roku.

Były to, ujmując rzecz wprost, pierwsze powszechne wybory, w których głosowało się na matkę naturę – z komitetami, hasłami i budżetami kampanii, o których będzie jeszcze mowa.

Sama siódemka nie ma wewnętrznej hierarchii. Lista jest publikowana w kolejności alfabetycznej, ponieważ wszystkie miejsca mają na niej równy status.

Czy lista 7 cudów natury jest oficjalna?

Głosowanie rzeczywiście się odbyło, wyniki policzono i poddano weryfikacji, a organizacja, która je przeprowadziła, istnieje i prowadzi kolejne kampanie do dziś. Po przyrodzie przyszła kolej na miasta, a pod koniec 2025 roku fundacja ogłosiła plebiscyt na siedem „miast przyszłości”, ocenianych pod kątem rozwiązań ekologicznych i technologicznych (rozstrzygnięcie zapowiedziano na 2027 rok). Żadna instytucja międzynarodowa nie firmowała jednak tego rozstrzygnięcia – i to właśnie odróżnia listę New7Wonders od wpisu na listę światowego dziedzictwa.

UNESCO zajęło w tej sprawie stanowisko, którego nie sposób odczytać dwuznacznie. W komunikacie z 9 lipca 2007 roku organizacja przypomniała, że z kampanią – określoną tam wprost jako „prywatna inicjatywa” – nie łączy jej żaden związek, że była zapraszana do współpracy kilkakrotnie i za każdym razem odmawiała, a wynik plebiscytu odzwierciedla opinie osób z dostępem do internetu, a nie całej ludzkości. Powód tej odmowy wynika ze statutów – konwencja o światowym dziedzictwie traktuje wszystkie wpisane obiekty jednakowo, więc szeregowanie ich byłoby z nią sprzeczne. Statut okazał się tu ważniejszy od rozgłosu, a organizacja zrezygnowała z ogromnej i darmowej promocji, żeby nie naruszyć własnych zasad.

Wątpliwości dotyczyły również pieniędzy. W 2011 roku rządy Malediwów oraz Indonezji wycofały swoje kandydatury, zarzucając organizatorom żądanie wysokich opłat za dalszy udział w kampanii. Chodziło o setki tysięcy dolarów, a w indonezyjskim przypadku – jeśli wierzyć ustaleniom „The Guardian” – o miliony. Fundacja te zarzuty odrzuciła, a Komodo pozostało w gronie finalistów i ostatecznie wygrało.

Tu wraca też zapowiedziany wcześniej szczegół regulaminowy. Skoro jedna osoba mogła głosować wielokrotnie – przez stronę internetową, telefon i wiadomości tekstowe – to około 100 milionów głosów nie oznacza 100 milionów głosujących, a tej drugiej liczby nikt nigdy nie podał. Wiadomo więc, ile razy oddano głos, a nie ilu ludzi uznało dane miejsce za cud natury.

Dopiero te trzy okoliczności razem – nieograniczona liczba głosów, pieniądze na promocję i nierówny dostęp do sieci – pozwalają powiedzieć, co plebiscyt faktycznie zmierzył. Nie tyle walory przyrodnicze, ile zdolność poszczególnych państw do zmobilizowania głosujących.

Wydaje się zatem, że najuczciwszym opisem tego zestawienia jest formuła „wynik największego globalnego plebiscytu poświęconego przyrodzie”, a nie „oficjalna lista cudów natury”. Lista potraktowana jako rozstrzygnięcie zamyka temat i podpowiada, że poza siódemką nie warto już szukać. Ta sama lista potraktowana jako zaproszenie działa odwrotnie – wskazuje siedem punktów wyjścia i zostawia otwarte pytanie, co jeszcze warto obejrzeć w tych samych krajach.

Lista 7 cudów świata natury

Poniżej znajduje się siedem cudów natury wybranych w plebiscycie z 2011 roku, w kolejności odpowiadającej alfabetycznemu porządkowi angielskich nazw, którego używają organizatorzy.

Co ciekawe, każde z siedmiu miejsc figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESCO, samodzielnie albo jako część większego obszaru chronionego – spełnia więc kryterium, które konwencja nazywa „wyjątkową uniwersalną wartością”. Głosujący wskazali zatem dokładnie te miejsca, których wyjątkowość eksperci potwierdzili znacznie wcześniej. Plebiscyt, który miał być przeciwwagą dla opinii specjalistów, w praktyce ją potwierdził.

1. Amazonia (Ameryka Południowa)

Amazonia jest największym lasem równikowym Ziemi i zajmuje blisko 5,5 miliona km², a dorzecze Amazonki rozciąga się na około 7 milionów km² w dziewięciu krajach. Sama rzeka mierzy około 6400 km i odprowadza do oceanu blisko jedną piątą słodkiej wody spływającej wszystkimi rzekami świata, co daje jej pierwsze miejsce pod względem przepływu (o pierwszeństwo pod względem długości naukowcy spierają się do dziś, bo rozstrzygnięcie zależy od tego, który dopływ uzna się za źródłowy).

Amazonię zwykło się nazywać płucami świata, choć akurat to porównanie nauka zdążyła skorygować. Las produkuje wprawdzie ogromne ilości tlenu, ale niemal tyle samo zużywa na oddychanie drzew i rozkład materii, więc jego bilans tlenowy dla atmosfery wychodzi blisko zera. Klimat zawdzięcza Amazonii co innego – zapasy węgla wyjęte z atmosfery oraz „latające rzeki”, czyli strumienie pary wodnej (około 20 miliardów ton dziennie), które zasilają deszczem pola i miasta odległe o tysiące kilometrów. A i tak największą wartością Amazonii pozostaje różnorodność biologiczna – szacuje się, że żyje tam około dziesiątej części znanych nauce gatunków, a spis gatunków wydłuża się co kilka dni. Do regionu prowadzi kilka dróg, a najczęściej wybierane wiodą od strony Brazylii oraz Peru.

2. Zatoka Ha Long (Wietnam)

Zatoka Ha Long, położona u północnych wybrzeży Wietnamu, to niemal 2000 wapiennych wysp i wysepek. Ich kształt (pionowe ściany, przewieszki i grzybowate podcięcia u samej wody) jest efektem rozpuszczania wapienia – procesu trwającego miliony lat i wciąż nieukończonego. Wietnamska nazwa oznacza „zatokę zanurzającego się smoka” i odsyła do legendy o smoku, który miał uderzeniami ogona rozbić górski masyw na tysiące wysp.

Zatoka trafiła na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1994 roku, a od 2003 roku należy do międzynarodowego klubu najpiękniejszych zatok świata. Najczęściej wybieraną formą zwiedzania jest rejs tradycyjną dżonką, zwykle z noclegiem na pokładzie, uzupełniony wejściem do jednej z jaskiń, wśród których największa nosi nazwę Hang Sung Sot (w tłumaczeniu „Jaskinia Zaskoczenia”).

3. Wodospady Iguazu (Argentyna i Brazylia)

Wodospady Iguazu leżą na rzece Iguazu, dokładnie na granicy Argentyny i Brazylii, i składają się z 270-280 osobnych kaskad rozstawionych na froncie długości blisko 2,7 km (dokładna liczba zmienia się wraz ze stanem wody). Największa z nich, Diabelska Gardziel, to wodospad o wysokości około 80 m – woda wpada tam z trzech stron jednocześnie, w wąskie skalne gardło. Nazwa pochodzi z języka guarani i znaczy po prostu „wielka woda”.

Po stronie Brazylii znajduje się ledwie jedna piąta kaskad, a mimo to właśnie stamtąd widać panoramę całości – strona argentyńska oferuje za to wędrówkę systemem pomostów prowadzących między kaskadami i nad nimi. Argentyński park narodowy uzyskał status obiektu światowego dziedzictwa w 1984 roku, brazylijski dwa lata później.

4. Wyspa Czedżu (Korea Południowa)

Czedżu (w zapisie międzynarodowym Jeju) to wyspa wulkaniczna położona około 80 km od południowego wybrzeża Korei Południowej. Jej środek zajmuje Hallasan, wulkan o wysokości 1947 m (a zatem najwyższy szczyt całego kraju), a pod powierzchnią wyspy biegnie system tuneli lawowych, z których Manjanggul udostępniono zwiedzającym. Wpis na listę UNESCO z 2007 roku obejmuje właśnie ten zestaw form, wraz z kraterem Seongsan Ilchulbong wyrastającym z morza na wschodnim brzegu.

Osobnym wyróżnikiem wyspy jest kultura haenyeo, czyli nurkujących bez aparatu tlenowego kobiet, które zbierają owoce morza na wstrzymanym oddechu. Praktyka ta figuruje od 2016 roku na liście niematerialnego dziedzictwa UNESCO, a więc na wykazie prowadzonym osobno od przyrodniczego. Czedżu jest zatem chronione podwójnie – jako krajobraz i jako sposób życia, który się pośród tego krajobrazu wykształcił.

5. Komodo (Indonezja)

Park Narodowy Komodo w Indonezji obejmuje trzy większe wyspy (Komodo, Rincę i Padar) oraz kilkadziesiąt mniejszych, a powołano go w 1980 roku po to, żeby chronić jeden gatunek. Waran z Komodo dorasta do 3 m długości i około 70 kg masy, co czyni go największą żyjącą jaszczurką, a przy tym jednym z niewielu wielkich drapieżników poznanych tak późno, że w europejskich muzeach stały już wtedy poskładane szkielety dinozaurów. Gatunek opisano dopiero w 1912 roku, a autorem publikacji był Peter Ouwens, kurator muzeum zoologicznego w Bogorze.

Wpis do rejestru światowego dziedzictwa nastąpił w 1991 roku. Poza waranami park narodowy chroni rafy o bardzo wysokiej różnorodności gatunkowej, więc bywa odwiedzany również przez nurków. Warany to jednak dzikie zwierzęta, dlatego trasy po wyspach pokonuje się wyłącznie w towarzystwie przewodników parkowych.

6. Podziemna rzeka Puerto Princesa (Filipiny)

Podziemna rzeka Puerto Princesa płynie w wapiennym masywie Saint Paul na filipińskiej wyspie Palawan i mierzy 8,2 km, z czego 4,3 km można przebyć łodzią (dalsza część wymaga już pływania, bo korytarz zwęża się poniżej szerokości czółna). Czyni ją to jedną z najdłuższych żeglownych podziemnych rzek świata. Jej cechą wyróżniającą jest ujście, ponieważ rzeka wpływa wprost do morza, a dolny odcinek podlega wpływowi przypływów, dzięki czemu woda jest tam słonawa.

Wnętrze jaskini tworzą komory o rozmiarach mierzonych w setkach metrów, z których największa (Italian’s Chamber) ma około 360 m długości. Rzekę objęto ochroną UNESCO w 1999 roku, a wstęp do parku wymaga pozwolenia wydawanego przez miejski urząd turystyki lub akredytowanego organizatora, ponieważ dzienną liczbę zwiedzających ogranicza się ze względu na gnieżdżące się w jaskini kolonie nietoperzy i jerzyków.

7. Góra Stołowa (Republika Południowej Afryki)

Góra Stołowa, symbol Kapsztadu, wznosi się bezpośrednio nad centrum miasta i kończy płaskim wierzchołkiem o długości około 3 km, którego najwyższy punkt (Maclear’s Beacon) leży na 1086 m. Charakterystyczną chmurę zalegającą nad płaskowyżem mieszkańcy nazywają „obrusem”, a powstaje ona przy wilgotnym wietrze z południowego wschodu. Na szczyt prowadzi kolejka linowa działająca od 1929 roku, której kabiny od 1997 roku obracają się w czasie jazdy o pełne 360 stopni.

Zbocza góry pokrywa „fynbos”, formacja roślinna tak gęsta od endemitów, że na samej Górze Stołowej rośnie blisko 1500 gatunków – mniej więcej tyle, ile liczy cała rodzima flora Wielkiej Brytanii. Ten właśnie walor przesądził o wpisie na listę UNESCO w 2004 roku, obejmującym cały Region Roślinności Przylądkowej w Południowej Afryce. Region ten uznaje się za odrębne królestwo roślinne, najmniejsze spośród wyodrębnianych na świecie, a Góra Stołowa jest jego najłatwiej dostępnym fragmentem.

Czego zabrakło wśród siedmiu cudów świata natury?

Równie ciekawa jak lista zwycięzców jest lista nieobecnych – cuda natury, które przepadły w głosowaniu.

Wielka Rafa Koralowa, Wielki Kanion i inni wielcy przegrani

Wśród 28 finalistów znalazły się obszary, których nieobecność w końcowej siódemce zaskoczyła komentatorów najbardziej – Wielki Kanion Kolorado, Wielka Rafa Koralowa, Morze Martwe, Wyspy Galapagos oraz Kilimandżaro, najwyższy szczyt Afryki. Przepadło też kilka największych marek światowej przyrody – Salto Ángel, najwyższy wodospad świata (979 metrów), włoski Wezuwiusz i Uluru w środku Australii. Samo to, że tak rozpoznawalne miejsca nie weszły do finałowej siódemki, dobrze pokazuje, co ta lista mierzyła – zasięg i zawziętość kampanii, a nie wartość geologiczną czy przyrodniczą kandydatur.

Jak duże były te kampanie? Izraelskie ministerstwo turystyki wydało na promocję Morza Martwego, według doniesień prasowych z 2011 roku, ponad 2 miliony dolarów, a w Argentynie do głosowania na Iguazu namawiał publicznie Lionel Messi. Państwa dysponujące mniejszymi środkami na promocję albo mniejszą liczbą użytkowników internetu miały w tym układzie pozycję z góry słabszą, co odnotowywały wtedy zarówno media, jak i samo UNESCO w cytowanym wyżej komunikacie.

Park Narodowy Yellowstone – wielki nieobecny

Trudno uwierzyć, ale wśród finalistów zabrakło także miejsca, od którego zaczęła się cała idea ochrony przyrody. Park Narodowy Yellowstone – pierwszy park narodowy świata, utworzony w 1872 roku – w ogóle nie znalazł się w gronie 28 wybrańców. A przecież park skupia na swoim terenie około połowy wszystkich gejzerów Ziemi. Jego gorące źródło Grand Prismatic Spring wyrzuca ponad 2000 litrów wody na minutę i mieni się kolorami dzięki mikroorganizmom żyjącym w ukropie.

Mazury, czyli jak Polska głosowała na matkę naturę

Także Polska ma w tej historii własny rozdział. Kraina Wielkich Jezior Mazurskich weszła 21 lipca 2009 roku do grona 28 finalistów jako jedyny polski kandydat (wśród 77 półfinalistów startowała jeszcze Puszcza Białowieska) i pozostała w grze do samego końca. Kandydatura obejmowała ponad 2600 jezior – wśród nich Śniardwy, największe jezioro Polski – powiązanych rzekami i kanałami w jeden z największych systemów połączonych jezior w Europie. Cały ten krajobraz stworzyła ustępująca kilkanaście tysięcy lat temu pokrywa lodowa, dlatego Mazury startowały w kategorii form polodowcowych.

Kampanię „Mazury Cud Natury” prowadził od 2009 roku samorząd województwa warmińsko-mazurskiego, w całości z własnego budżetu, bo regulamin zabraniał łączenia promocji z markami komercyjnymi. Wydano na nią łącznie 2,3 miliona złotych – po Polsce jeździł „mazurski tir” z mobilnym punktem głosowania, nad imprezami latał balon promocyjny, a w Mikołajkach zabrzmiał specjalnie napisany „hymn Mazur”. Punktem kulminacyjnym okazało się jednak spotkanie w Łazienkach Królewskich, gdzie 20 października 2011 roku trzej prezydenci RP – Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski – wspólnie zaapelowali o głosowanie na Mazury. Argentyna miała Messiego, Polska miała trzech prezydentów naraz.

Do grona siedmiu cudów Mazury ostatecznie nie weszły, choć w dniu zamknięcia głosowania fundacja podała, że po pierwszym liczeniu głosów znalazły się w najlepszej czternastce. Dokładnego wyniku nikt nie pozna – rezultatów cząstkowych nigdy nie opublikowano, co zresztą dobrze pasuje do całej historii tego plebiscytu.

Gdyby układać osobną, czysto polską listę cudów natury, kandydatów byłoby zresztą więcej, a niektóre mają już międzynarodowe rekomendacje. Ruchome wydmy Słowińskiego Parku Narodowego, usypane tuż nad brzegiem Bałtyku, sięgają 42 metrów i przesuwają się o kilka metrów rocznie, zasypując po drodze las. Morskie Oko – górskie jezioro położone na wysokości 1395 m n.p.m. – trafiło w 2014 roku do zestawienia pięciu najpiękniejszych jezior świata dziennika „The Wall Street Journal”. W Parku Narodowym Gór Stołowych leży skalny labirynt Błędnych Skał o powierzchni 22 hektarów, który stworzyła erozja piaskowca – tak, Polska również ma swoje góry stołowe, nazwane od tej samej płaskiej geometrii szczytów, która dała imię górze nad Kapsztadem. Listę zamykają wiosenne dywany krokusów na Polanie Chochołowskiej oraz Krzywy Las w okolicy Gryfina, czyli 0,3 hektara sosen wygiętych tuż nad ziemią w łuk, najpewniej ludzką ręką w latach 30. XX wieku, choć pewności brak do dziś.

Cuda natury w podróżach z Rainbow

Głosowanie zamknęło się w 2011 roku, ale matka natura od tamtej pory nie próżnowała. Nowe cuda natury potrafią zresztą powstać w ciągu jednego ludzkiego życia – wulkan Parícutin ze starszego zestawienia wyrósł i wygasł w dziewięć lat.

Wszystkie miejsca z opisanej siódemki leżą w krajach obecnych w ofercie Rainbow, a większość weszła wprost do programów zwiedzania.

Wycieczki objazdowe różnią się przy tym zasadniczo w zależności od kierunku – rejs po zatoce, wejście do parku narodowego z przewodnikiem i wędrówka pomostami nad wodospadami wymagają odmiennej organizacji, a właśnie ta część podróży najbardziej korzysta z gotowego programu, przygotowanego przez kogoś, kto zna miejscowe realia i formalności.

Listy powstają po to, żeby ułatwić pierwszy wybór, a nie po to, żeby zamknąć poszukiwania. Siedem cudów natury to naprawdę dobry punkt wyjścia – a wycieczki objazdowe Rainbow mają w programach każde z tych miejsc.

Data Publikacji: 31.08.2026
autor artykulu zdjecie

Artykuł autorstwa: Alicja Górska

Kulturoznawczyni z doktoratem, krytyczka literacka i filmowa oraz pisarka publikująca pod pseudonimem. Od ponad dekady związana zawodowo z branżą copywritingu i SEO. Absolwentka filmoznawstwa oraz twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim, gdzie obecnie prowadzi zajęcia dla studentów. Miłośniczka różnorodnych tekstów kultury – klasycznych, popularnych i zupełnie niszowych. Szczególnie bliska jej sercu jest Islandia, o czym świadczy imponująca kolekcja literatury islandzkiej i o Islandii. Marzy o tym, by pewnego dnia zamieszkać w tej fascynującej krainie lodu i ognia. W podróżach jednak się nie ogranicza, chciałaby poznać cały świat. Ostatnio interesują ją zwłaszcza: Hawaje, Maroko i Korea.

Podobne artykuły

krajobraz kierunku
TOP 8. Najpiękniejsze plaże Penang – od hipisowskiej Batu Ferringhi po dzikie zatoki parku narodowegoCała historia Penangu zaczyna się, jak głosi legenda, od jednego wystrzału z armaty. Gdy kapitan Francis Light objął tę wyspę w posiadanie 11 sierpnia 1786 roku, miał nabić działo srebrnymi monetami i wypalić w gęstwinę, aby zachęcić swoich ludzi do wyrębu bagiennego lasu. Z tego wyrębu wyrosło George Town, jeden z największych i najbogatszych portów handlowych ówczesnej Azji Południowo-Wschodniej, a z czasem także cały pas hoteli na północnym wybrzeżu. Niewielu dziś pamięta, że sam Light zmarł na tej wyspie już w 1794 roku, a jego syn William wytyczył później Adelaide. Wystarczy jednak przejść raptem kilka kilometrów na zachód, aby trafić do miejsc, które wyglądają dokładnie tak, jak zastał je kapitan. Dokąd zatem warto wybrać się nad wodę i ile trzeba nadłożyć drogi? Przejdźmy tym brzegiem od hoteli ku dżungli.
krajobraz kierunku
TOP 6. Gorące źródła w Grecji – najlepsze uzdrowiska i źródła termalneGdy podopieczny Ateny, Herakles, stanął przed słynnymi dwunastoma pracami z rozkazu króla Eurysteusza, bogini mądrości poprosiła swojego brata – Hefajstosa, by stworzył lecznicze źródła Edipsos – miejsce, w którym bohater mógłby regenerować się po każdej męczącej misji. Gdy bóg ognia uderzył swoim młotem o suchą ziemię, źródła wytrysnęły z hukiem w górę, a miejsce zyskało miano „Term Heraklesa”.  Ile w tej mitologicznej legendzie prawdy? Trudno powiedzieć. Jedno jest natomiast pewne – w Grecji wody pełne prozdrowotnych właściwości od zarania dziejów służą nie tylko medycynie, ale również higienie i relaksowi. Dziś, na terenie Hellady, oprócz pięknych krajobrazów, rozwijają się liczne ośrodki wodolecznictwa, gdzie możemy skorzystać z darów matki ziemi (lub, mitologicznie patrząc, bogini Gai). Od dzikich basenów termalnych na plażach, po wielkie ośrodki SPA. Jakie właściwości kryje w sobie termalna woda? Gdzie ją znaleźć? Odpowiedzi znajdziecie poniżej. 
krajobraz kierunku
TOP 5. Najlepsze hotele w Turcji – od Alanyi po DidimWilk syty i owca cała? Na wakacjach ta sztuczka niekoniecznie się udaje. Dziecko chce zjeżdżalni, okrzyków radości i rówieśników do zabawy, dorosły chce ciszy i godziny wolnej od decydowania o... w zasadzie czymkolwiek. Hotele, których specyfika pozwala połączyć potrzeby i dzieci, i dorosłych, i grup znajomych, i par, zasługują na osobną listę rankingową. I takiej listy nie da się zatytułować inaczej niż „najlepsze hotele w Turcji”. Przejrzałam kilkadziesiąt tureckich propozycji Rainbow i sprawdzałam w każdej to samo – co konkretnie dostaje tu dziecko, a co dorosły (rozumiany i jako rodzic, i jako para, i jako paczka znajomych). Została piątka, w której wszystkie odpowiedzi wypadły równie dobrze. Łączą je trzy rzeczy. Każdy z tych hoteli ma osobną przestrzeń dla dzieci i osobną dla dorosłych, każdy ma wyżywienie Ultra All Inclusive i każdy dostał wysokie oceny od polskich gości.
krajobraz kierunku
TOP 8. Najpiękniejsze plaże Kefalonii – od Myrtos po czerwony piasek XiKefalonia jest największą z Wysp Jońskich, a jej brzeg ciągnie się przez ponad 250 km. O wyglądzie tutejszych plaż zadecydowała jedna jedyna rzecz – wapień. I choć wapień kojarzy się raczej ze szkolną tablicą niż z wakacjami, to właśnie z niego bierze się wszystko, co przyjezdni fotografują tu najchętniej – olśniewająco białe kamyki, woda w błękicie trudnym do uwierzenia i klify spadające pionowo do morza. Wapień ma bowiem tę właściwość, że rozpuszcza się w wodzie, a wyspa jest od środka podziurawiona niczym gąbka. Na które z kefalońskich plaż warto poświęcić osobny dzień, komu która przypadnie do gustu i co ukształtowało ten brzeg? Zapraszam na wędrówkę wzdłuż wyspy.