Najpiękniejsze plaże na świecie – niezwykłe kolory i kształty. Skąd się biorą?
Wystarczy powiedzieć „plaża”, by w głowie pojawił się ten sam obraz – złoty piasek, błękitna woda, palma dla cienia. Natura dysponuje jednak paletą znacznie szerszą. Piasek jest bowiem niczym innym jak drobno zmielonym otoczeniem. Jego barwa zdradza zatem, co dokładnie fala rozdrobniła na danym brzegu – skorupki morskich stworzeń, wulkaniczny bazalt, marmur z pobliskich kamieniołomów, a niekiedy wręcz odłamki szkła albo lodu. Ruszam po najpiękniejsze plaże świata – przeczytajcie.
W tym artykule przeczytasz o:
- Plaże o niezwykłych kolorach piasku
- Plaże, na których piasek zastąpiło coś innego
- Plaże, które ukształtował wiatr
- Plaże w skalnej scenerii – wraki, jaskinie i kamienne łuki
- Plaże ukryte – takie, które z brzegu pozostają niewidoczne
- Plaże świecące nocą – skąd bierze się bioluminescencja
- Plaże, na których gospodarzami są zwierzęta
- Wakacje z Rainbow – wybierzcie swój kolor piasku
Plaże o niezwykłych kolorach piasku
Kolor piasek dziedziczy przede wszystkim po skale albo po organizmach, które w danym miejscu dominują. Wystarczy zatem popatrzeć pod stopy, aby odczytać całą geologiczną historię okolicy, a nawet przewidzieć, czego można się spodziewać pod wodą. Biel zapowiada rafę w pobliżu, czerń wulkaniczne dno, a rdzawe odcienie skałę bogatą w żelazo.
Różowe plaże – Elafonisi na Krecie
Choć róż kojarzy się z bajkową scenografią, to na plaży odpowiadają za niego otwornice, maleńkie organizmy budujące wapienne skorupki o czerwonawym odcieniu. Najsłynniejszą z nich jest Miniacina miniacea. Po ich obumarciu fala wynosi skorupki na brzeg i miesza je z jaśniejszym materiałem. Barwa ujawnia się zatem dopiero tam, gdzie prąd usypał ich najwięcej, przez co róż bywa kapryśny, mocniejszy i bledszy w różnych miejscach wybrzeża.
Moją faworytką spośród różowych plaż jest Elafonisi na zachodzie Krety, znana także jako Elafonissi Beach, zaiste najłatwiej dostępna plaża tej barwy w całej Europie. Z różowym piaskiem sąsiaduje tam turkusowa woda płytkiej laguny, a więcej o niej przeczytacie w osobnym artykule.
Druga sława tej kategorii, Spiaggia Rosa, leży na Sardynii, a w zasadzie na bezludnej Budelli w archipelagu La Maddalena u jej północnych brzegów, i od lat obowiązuje na nią zakaz wstępu. Powód jest prozaiczny, po prostu wynoszony garściami piasek przestawał się odtwarzać. Niewielu wie, że tej właśnie wysepki przez ponad 30 lat pilnował samotny opiekun, Włoch Mauro Morandi, który zamieszkał tam w 1989 roku i opuścił ją dopiero w 2021. Całą tę historię opisuje osobny tekst o Spiaggia Rosa.
Podobnie różowo ubarwione brzegi znajdziecie także na bahamskiej Harbour Island, gdzie plażę nazwano Pink Sands Beach, oraz na indonezyjskim Komodo, na Pantai Merah.
Czarne plaże – Perissa na Santorini
Czerń to spadek po wulkanach. Gdy rozgrzana lawa wpada do zimnego morza, rozpryskuje się i pęka na drobne okruchy bazaltu, a te fala mieli przez tysiąclecia na piasek. I choć bazaltowy piasek wygląda niepozornie, to chłonie ciepło znacznie intensywniej od jasnego. Dlatego też w pełnym słońcu potrafi zaskoczyć temperaturą pod stopami, o czym warto pamiętać, bo na wiele wulkanicznych plaż bez klapek po prostu nie da się wejść.
Santorini oferuje podobnych plaż mnóstwo, cała wyspa jest bowiem obrzeżem kaldery, jaka została po potężnym wybuchu sprzed około 3600 lat. Pierwsze miejsce zajmuje Perissa – długa, szeroka, z ogromnym zapleczem leżaków oraz tawern, rozłożona pod ciemną ścianą góry Mesa Vouno. Tuż obok, na wschodnim wybrzeżu wyspy, leżą równie czarne Kamari i spokojniejsze Perivolos, moim zdaniem najprzyjemniejszy odcinek tego brzegu.
Najbardziej surową wersję tego samego zjawiska zobaczycie na Islandii. Reynisfjara pod wioską Vík łączy czarny piasek z bazaltowymi organami w klifie. Owe organy powstały jednak zupełnie inaczej niż sam piasek. Uformowała je lawa stygnąca wolno i pod ziemią, która przy kurczeniu popękała w regularne, niemal sześciokątne słupy, zaiste jedno z najbardziej geometrycznych dzieł natury. To, co uformowało się pod ziemią, odsłoniły dopiero morze i lodowce, zdejmując warstwy leżące wyżej.
Kąpieli tu jednak nie doświadczycie, fale bywają bowiem wyjątkowo zdradliwe. Czerni, na której da się rozłożyć ręcznik i spokojnie wejść do wody, szukajcie poza Islandią, choćby na wulkanicznych Kanarach, gdzie znajdziecie ją w zatoce El Golfo na Lanzarote, w Ajuy na Fuerteventurze oraz na Playa Jardín na Teneryfie, jak również w dziesiątkach mniejszych zatoczek rozsianych po całym archipelagu.
Białe plaże – Anse Source d’Argent na Seszelach
Biel niemal zawsze oznacza węglan wapnia, czyli rozdrobnioną rafę. Tam, gdzie u brzegu rosną koralowce, fala nieustannie kruszy je na mączny proszek, a proces ten trwa już od tysiącleci. Moim zdaniem najładniej wypada Anse Source d’Argent na seszelskiej La Digue, gdzie wąskie pasy piasku wciskają się między różowe bryły granitu wygładzone wodą do postaci rzeźb. Ów granit jest zresztą osobną osobliwością, wyspy na środku oceanu są bowiem niemal zawsze dziełem wulkanów, a granit to skała kontynentalna. Seszele są okruchem dawnego lądu, który rozpadł się przy rozchodzeniu się kontynentów, co czyni je ogromną rzadkością wśród wysp oceanicznych.
Zupełnie inny mechanizm stoi za australijską Whitehaven Beach na wschodnim wybrzeżu kontynentu. Biały piasek składa się tam niemal wyłącznie z kwarcu, choć w okolicznych skałach kwarcu praktycznie nie ma. Przyniosły go prądy płynące wzdłuż wybrzeża z granitowego wnętrza Queenslandu i osadziły tutaj, gdy po ostatnim zlodowaceniu podniósł się poziom oceanu. Kwarc słabo przewodzi ciepło, dzięki czemu piasek pozostaje chłodny nawet w pełnym słońcu.
Węglanowej bieli w klasycznym wydaniu szukajcie na Kendwie i Nungwi na północnym wybrzeżu Zanzibaru, gdzie biały piasek i krystalicznie czysta woda to efekt rafy koralowej rozdrobnionej przez fale.
Czerwone i pomarańczowe plaże – Red Beach na Santorini
Rdzawe barwy to konsekwencja występowania tlenków żelaza. Wulkaniczny materiał bogaty w żelazo utlenia się z czasem niczym stara blacha i przybiera kolor od pomarańczu po ceglastą czerwień, przez co niektóre brzegi mają dziś tę intensywną barwę. Palmę pierwszeństwa oddaję Red Beach na Santorini, gdzie nad wodą wznosi się urwisko w kolorze zapiekanej cegły. I choć urwisko wygląda solidnie niczym mur, to skała jest tu krucha, a dostęp bywa okresowo ograniczany z powodu osuwisk.
Łagodniejsze odcienie pomarańczu, powstałe z mieszanki minerałów oraz rozdrobnionych muszli, znajdziecie na greckiej wyspie Kefalonii, na plaży Xi, a także w zatoce Ramla Bay na maltańskim Gozo.
Zielone plaże – Papakolea na Hawajach
To kategoria najmniejsza z wszystkich, takich plaż na świecie jest bowiem raptem kilka. Odpowiada za nią oliwin, minerał, który krystalizuje w magmie jako jeden z pierwszych i dlatego tworzy w lawie osobne, twarde kryształy, cięższe od całej reszty. Gdy morze podmyje wulkaniczny stożek, fala zabiera z rozsypanej skały wszystko lżejsze, a oliwinu nie jest w stanie unieść. Kryształy zostają więc na brzegu, a z każdym sztormem jest ich w piasku coraz więcej.
Papakolea na Big Island, opisywana w przewodnikach także jako Green Sand Beach, jest plażą, gdzie proces ten zaszedł najdalej. Zatokę zamyka tam Puʻu Mahana, stożek wulkaniczny sprzed blisko 49 tysięcy lat, którego jedną ścianę zabrało już morze. Oliwin sypie się wprost z jego wnętrza i dlatego piasek nabrał tak wyraźnie oliwkowej barwy.
Do brzegu idzie się kilka kilometrów ścieżką nad samym oceanem, w pełnym słońcu i wietrze. Dzika droga do prawdziwie dzikiej plażt.
Plaże, na których piasek zastąpiło coś innego
Bywa i tak, że pod stopami znajdziecie wszystko poza piaskiem. Każdy z opisanych niżej brzegów doszedł do swojego wyglądu inną drogą, a dwa z nich powstały wręcz z ludzkiej ręki.
Marble Beach na Thassos – okruchy marmuru
Moja faworytka tej kategorii to Saliara, znana szerzej jako Marble Beach. Grecki Thassos żyje z wydobycia marmuru już od starożytności, kiedy to eksportowano go między innymi na potrzeby świątyń, a odpad z pobliskich kamieniołomów trafiał prosto na brzeg, gdzie fala cierpliwie zmieniła go w drobne, białe grysiki.
Efektem jest oślepiająco jasny brzeg i woda o niemal karaibskiej przejrzystości. Marmurowe okruchy są bowiem zbyt ciężkie, by fala je unosiła. Są jednak wielkości żwiru i przesuwają się pod stopą, dlatego chodzenie tu boso wymaga pewnej ostrożności.
Myrtos Beach na Kefalonii – marmur bez kamieniołomu
Na Thassos marmur trafił nad wodę ludzką ręką, a na greckiej wyspie Kefalonii ta sama skała występuje naturalnie. Myrtos Beach leży u stóp dwóch gór, Agia Dynati oraz Kalon Oros, które od tysiącleci oddają morzu swój marmur, czyli wapień przeobrażony pod ciśnieniem. Fala toczy go w gładkie, białe otoczaki, a te odbijają światło tak mocno, że krystalicznie czysta woda przybiera nad nimi barwę od szmaragdu po elektryczny błękit.
Obie góry schodzą do wody tak blisko siebie, że plaża układa się w wąską podkowę zamkniętą stromymi klifami. Właśnie ten kształt sprawił, że Myrtos należy do najczęściej fotografowanych plaż Grecji.
Popcorn Beach na Fuerteventurze – zwapniałe glony
Na północy Fuerteventury, niedaleko Corralejo, brzeg pokrywają białe grudki wielkości paznokcia. Miejscowi mówią na to miejsce Playa de las Cotufas, bo cotufa to po kanaryjsku popcorn – skojarzenie przyszło tu więc na długo przed pierwszym zdjęciem w internecie.
Grudki to rodolity, czyli czerwone glony koralinowe. Nie przyrastają do dna, a leżą na nim luźno i obracają się w prądach, dlatego rosną we wszystkie strony naraz i wypuszczają wypustki, aż nabiorą kształtu prażonej kukurydzy. Po obumarciu tracą czerwień, bieleją i fala wyrzuca je na brzeg.
Rodolit rośnie około milimetra na rok, więc grudka wielkości popcornu ma za sobą jakieś dwa stulecia. Warstwa jest tu cienka, a nowe grudki przybywają w tym samym tempie, dlatego garść zabrana na pamiątkę kosztuje ten brzeg kilka wieków.
Shell Beach w Australii – same muszelki
W Zatoce Rekina na zachodzie Australii woda jest dwa razy bardziej słona niż w otwartym oceanie, dzięki czemu pływa się w niej bez żadnego wysiłku. Płytką część zwaną Hamelin Pool odcięła od morza bariera z osadów oraz trawy morskiej, więc woda paruje, ale sól zostaje. Takie warunki znosi niewiele organizmów na świecie, maleńkim sercówkom z gatunku Fragum erugatum wręcz sprzyja, choć ceną za życie w takim słonym zbiorniku jest ich niewielki (mniejszy nawet niż standardowy) rozmiar. W Hamelin Pool nie przekraczają 12 milimetrów, a w zwykłej wodzie oceanicznej dorastają do 19. Przez tysiące lat ich muszelki usypały brzeg Shell Beach długi na 60 kilometrów, sięgający miejscami 10 metrów w głąb.
Głębsze warstwy muszelek zbiły się i scementowały w miękką skałę zwaną koquiną. Pierwsi osadnicy nie mieli tu ani drewna, ani kamienia, więc wycinali z niej bloki i to ich używali do budowania wszelakich obiektów.
W latach pięćdziesiątych powstał z nich kościół św. Andrzeja w Denham, a w siedemdziesiątych restauracja Old Pearler. Do dziś przedstawia się ona jako jedyna na świecie zbudowana w całości z muszelek. Dzisiaj z kamieniołomu bierze się podobne bloki już tylko na remonty istniejących budynków.
Glass Beach w Kalifornii – szkło wygładzone przez fale
Ta plaża zaczynała jako miejskie wysypisko. Jeszcze w 1967 roku mieszkańcy miasteczka Fort Bragg zwozili nad urwisko odpady, w tym całe góry szkła, i po prostu zrzucali je do wody. Gdy wysypisko wreszcie zamknięto, robotę przejął ocean, który przez pół wieku cierpliwie obtaczał odłamki, aż zamienił je w… gładkie, kolorowe kamyczki.
Dziś brzeg należy do parku stanowego, wykupiony przez kalifornijskie służby w 2002 roku. Zbieranie szklanych okruchów jest zabronione, bo z każdym sezonem ubywa ich bezpowrotnie. Mniejsza siostra tej plaży, o podobnej przeszłości i z podobną historią, leży w Port Allen na hawajskiej Kauai i nosi dokładnie tę samą nazwę.
Diamond Beach na Islandii – lód na czarnym piasku
Na koniec został brzeg, który zmienia się z dnia na dzień, i to dosłownie. Od jęzora lodowca Breiðamerkurjökull, wypływającego z ogromnej czapy Vatnajökull, największej w Europie, odłamują się bloki lodu i wpadają do laguny Jökulsárlón, skąd ruszają w swoją krótką, lecz zaiste widowiskową podróż.
Sama laguna jest zresztą tworem świeżym jak na geologiczne miary, pojawiła się bowiem dopiero około 1935 roku i wciąż się powiększa w miarę cofania lodowca. Sięga przy tym już blisko 250 metrów głębokości, co czyni ją najgłębszym jeziorem Islandii!
Bloki dryfują w niej czasem latami, po czym krótką rzeką trafiają do Atlantyku. Niedługo później fale i przypływ wyrzucają je z powrotem na czarny wulkaniczny piasek, już wygładzone, przejrzyste i lśniące. Właśnie ten kontrast lodu z czernią dał plaży przydomek diamentowej. Bryły bywają ogromne albo całkiem drobne, a barwę mają od mlecznej po głęboko niebieską, zależnie od tego, ile powietrza zostało w nich zamknięte.
Warto wiedzieć, że bryły zgromadzone na brzegu potrafią się przewracać, więc najlepiej oglądać je z czarnego piasku.
Plaże, które ukształtował wiatr
Piasek przenosi też wiatr. Tam, gdzie wieje niemal zawsze z tej samej strony, robi to szybciej niż fala i usypuje wydmy, które nieustannie znajdują się w ruchu.
Za Playa de Maspalomas na Gran Canarii rozciąga się pole wydm o powierzchni około czterech kilometrów kwadratowych. Wbrew powszechnie powtarzanemu mitowi ten piasek nie przywiał z Sahary. Analizy składu pokazują węglan wapnia i skorupki otwornic, a te powstają wyłącznie w morzu. Prądy i fala wyniosły ten materiał z mielizny na brzeg, a stamtąd wiatr przeniósł go dalej. Złoty odcień zamiast bieli daje domieszka zwietrzałej skały wulkanicznej z wnętrza wyspy.
Wydmy wędrują ze wschodu na zachód po 2-5 metrów rocznie, więc krajobraz co roku wygląda inaczej. Sam rezerwat i jego przyrodę pokazuje osobny tekst o wydmach Maspalomas.
Ten sam pasat wygina też drzewa. Na Eagle Beach na Arubie stoją dwa, których pnie przechyliły się trwale w stronę południowego zachodu, i to one trafiają na pocztówki (częściej nawet niż sama plaża). Wbrew większości przewodników nie są to divi-divi, lecz fofoti – drzewo przybrzeżne, które znosi zasolone powietrze i rośnie w piasku.
Plaże w skalnej scenerii – wraki, jaskinie i kamienne łuki
Pierwsze miejsce zajmuje Navagio na greckiej wyspie Zakynthos – zatoczka zamknięta białym urwiskiem, dostępna wyłącznie od strony morza, z rdzewiejącym kadłubem statku na brzegu. Sama plaża występuje w zestawieniach jako Shipwreck Beach, a wrak nosi nazwę Panagiotis. Najczęściej powtarzana wersja mówi, że w październiku 1980 roku przyłapano tu przemytników z blisko dwoma tysiącami kartonów papierosów. Porzucili ładunek i uciekli w górę zbocza, a sztorm wepchnął kadłub na piasek. Wersji tej historii krąży zresztą kilka, a kilka z nich znajdziecie w tekście o Zatoce Wraku.
Portugalskie Algarve przyciąga zaś jaskinią Benagil. Klify są tu zbudowane z wapienia sprzed jakichś dwudziestu milionów lat, a taka skała pracuje z dwóch stron naraz. Od góry rozpuszcza ją deszczówka, lekko kwaśna od dwutlenku węgla, a od dołu wydrąża ją atlantycka fala. W najcieńszym miejscu strop nie wytrzymał i runął do środka. Nad skrawkiem piasku został okrągły otwór, który miejscowi nazywają okiem. Kopuła sięga w najwyższym punkcie jakichś 25 metrów, a w środku dnia wpada przez otwór pionowy słup światła i kładzie się wprost na piasku. Od 2023 roku nie wolno tu jednak wpływać samodzielnie ani wychodzić na wewnętrzną plażę, więc grotę zwiedza się z wody i tylko z przewodnikiem.
Na północy Hiszpanii, w galicyjskim Ribadeo, zobaczycie natomiast Playa de las Catedrales, gdzie fala wypłukała w łupkowych klifach ogromne łuki, wysokie niczym nawy katedry. Warto pamiętać, że spacerować pod nimi wolno wyłącznie przy odpływie, przypływ zalewa bowiem całą plażę.
Kelingking Beach na indonezyjskiej wyspie Nusa Penida to skrawek białego piasku i turkusowej wody u podnóża wapiennego cypla. W jego kształcie widać sylwetkę tyranozaura, z głową wysuniętą w stronę morza i grzbietem wygiętym wokół zatoki. Miejscowa nazwa nie nawiązuje jednak do tej obserwacji – po przetłumaczeniu oznacza... mały palec.
Plaże ukryte – takie, które z brzegu pozostają niewidoczne
Z drogi i z pokładu łodzi te plaże wyglądają jak zwykły odcinek skały albo łąki. Moją faworytką jest Playa del Amor na meksykańskich Islas Marietas, znana szerzej jako Hidden Beach. Leży na dnie krateru, a wpływa się do niej zalanym tunelem w skale. Wysepki są bezludne, więc od początku XX wieku meksykańskie wojsko urządziło sobie na nich strzelnicę i poligon dla bomb. Przyjmuje się, iż to właśnie te wybuchy zawaliły strop jaskini i odsłoniły plażę. Dokładniej przedstawia to artykuł o plażach Puerto Vallarta.
W hiszpańskiej Asturii woda zrobiła to samo bez pomocy człowieka. Playa de Gulpiyuri liczy raptem około 40 metrów i leży jakieś 100 metrów od morza, wśród nadmorskich łąk, przez co z drogi wygląda niczym zwykły staw. Powstała tam, gdzie woda rozpuściła wapienne podłoże i strop jaskini się zapadł, a z oceanem łączą ją wyłącznie podziemne kanały.
Plaże świecące nocą – skąd bierze się bioluminescencja
Po zachodzie słońca woda w niektórych zatokach zaczyna świecić na niebiesko. Odpowiadają za to bruzdnice, mikroskopijny plankton, wśród którego najsłynniejsza jest Noctiluca scintillans, zwana morską iskrą. W reakcji na poruszenie wody wytwarza ona chłodny, niebieskawy blask. Biolodzy tłumaczą ten mechanizm przede wszystkim obroną przed drapieżnikami, błysk zdradza bowiem obecność napastnika jego własnym wrogom i polowanie na świecący plankton przestaje się opłacać. Fala, uderzenie wiosła albo zwykły krok w wodzie sprawiają, że brzeg wygląda jak niebo pełne gwiazd. Im ciemniej wokoło, tym mocniej widać ten blask.
Najsłynniejsze widoki dają Malediwy, a zwłaszcza wysepka Vaadhoo, o której więcej przeczytacie w tekście o świecących plażach.
Podobnym blaskiem świecą Mosquito Bay w Portoryko oraz australijska Jervis Bay. W japońskiej Toyamie światło to efekt działania zupełnie innego gatunku, błękitem świecą tam bowiem kałamarnice zwane świetlikami morskimi, które wiosną „wychodzą” z głębin na tarło. Zjawisko bywa jednak kapryśne. Szanse na jego obserwację rosną w bezksiężycowe noce, przy ciepłej i spokojnej wodzie.
Plaże, na których gospodarzami są zwierzęta
Bywają wreszcie brzegi, na których gościem jest człowiek. Na Zakynthosie w zatoce Laganas składają jaja żółwie Caretta caretta, a sześć plaż lęgowych o łącznej długości 5,5 kilometra daje największe zagęszczenie gniazd żółwich w całym Morzu Śródziemnym.
Samice wychodzą na brzeg nocą, od połowy maja do końca sierpnia. Każda kopie komorę głęboką na 40-50 centymetrów, składa w niej średnio 120 jaj i powtarza to trzy albo cztery razy w jednym sezonie.
O tym, jakiej płci żółw się z tych jaj wykluje, decyduje temperatura piasku. Powyżej 29°C są to niemal wyłącznie samice, poniżej niemal wyłącznie samce. Na temperaturę wpływa między innymi barwa piasku, bo ciemny pochłania ciepło, a jasny je odbija.
Wyklute młode wychodzą z gniazda w nocy i kierują się w stronę najjaśniejszego horyzontu, którym powinna być woda odbijająca gwiazdy i księżyc. Każda lampa nad brzegiem przeciąga je w głąb lądu, dlatego w parku narodowym obowiązują strefy chronione i zasady zachowania po zmroku.
Na hawajskiej Punalu’u zielone żółwie morskie wychodzą na brzeg, żeby się wygrzać. Hawajska populacja jest jedną z niewielu na świecie, które w ogóle to robią.
Polecane wycieczki
Wakacje z Rainbow – wybierzcie swój kolor piasku
Różowy, czarny, oliwkowy, marmurowy, szklany albo lśniący lodem – każdy z tych kolorów jest dziełem fal, wiatru, wulkanów albo organizmów tak drobnych, że gołym okiem ich nie widać.
Większość z tych brzegów leży bliżej, niż się wydaje. Najwięcej, bo na pięciu wyspach naraz, ma ich Grecja – róż Elafonisi, czerń Perissy, marmur Saliary, białe otoczaki Myrtos i wrak Navagio – więc jeżeli marzy się o bajecznych plażach, to od wakacji w Grecji najprościej zacząć. Na Wyspach Kanaryjskich dochodzą do tego wulkaniczna czerń, rodolitowy popcorn i wędrujące wydmy.
Dalej zaczynają się kierunki, po które trzeba lecieć dłużej. Rafową biel i nocne świecenie mają Seszele i Malediwy, Ocean Indyjski Zanzibar, lód na czarnym piasku Islandia, a ukryte plaże Pacyfiku Meksyk.
Wybierzcie kolor, który zapadł Wam w pamięć, i rezerwujcie wyjazd, póki najlepsze terminy są wolne. Niech Wam sprzyja łagodna fala i dobre światło, a pod stopami trafi się kolor widziany po raz pierwszy.
Szerokiej drogi, drodzy Czytelnicy!