Przejdź do treści

TOP 5. Najpiękniejsze plaże Puerto Vallarta – od Plaży Umarłych po Ukrytą Plażę

Bywają miejsca, którym legendy przylegają do nazw tak mocno, że zrosły się z nimi na zawsze. Puerto Vallarta leży nad zatoką, której samo imię wzięło się z opowieści – Bahía de Banderas, Zatoka Chorągwi. Zapiski mówią, że w 1525 roku dotarła tu hiszpańska wyprawa pod dowództwem Francisca Cortésa de San Buenaventura, krewnego zdobywcy Meksyku, przyciągnięta pogłoskami o górach złota i wojowniczkach władających tymi ziemiami. Na brzegu czekała armia rdzennych mieszkańców z barwnymi chorągwiami z piór – i właśnie od tych chorągwi Hiszpanie nazwali zatokę. Kronikarz Antonio Tello dodał w XVII wieku, że zamiast walki wystarczyło światło, które rozbłysło na sztandarze przybyszów i onieśmieliło wojowników… Ile w tym prawdy, a ile barwnej legendy, spierają się historycy do dziś. Które plaże Puerto Vallarta warto poznać i jakie historie kryją się za ich nazwami? Przeczytajcie.

Jakie są plaże w Puerto Vallarta?

Plaże w Puerto Vallarta bywają zarówno szerokie i piaszczyste, jak i kamieniste, wciśnięte w skalne zatoczki. Wszystkie leżą nad Zatoką Banderas – jedną z najgłębszych zatok świata, sięgającą w niektórych miejscach ponad 900 metrów! Miasto rozłożyło się w jej wschodniej części, więc plaże miejskie mamy w zasięgu spaceru z Malecónu, słynnej promenady. Im dalej na południe, tym bardziej dziko – droga w pewnym momencie odbija w głąb lądu, a do kolejnych plaż dopływa się już wyłącznie łodzią albo dochodzi ścieżką przez dżunglę. Na dodatek zatoka bywa kwaterą zimową humbaków, a jej wody sąsiadują z wyspami, które trafiły pod ochronę dzięki wstawiennictwu samego Jacques’a Cousteau. Sezon plażowy trwa tu praktycznie przez cały rok, choć najprzyjemniej bywa w porze suchej, od listopada do kwietnia; lato przynosi bardzo wysokie temperatury, wilgoć i popołudniowe ulewy.

Playa de los Muertos – miejska plaża z trzema legendami

Zaczynamy od najsłynniejszej i najbardziej ruchliwej plaży miasta, leżącej w Zona Romántica, na południe od ujścia rzeki Cuale. Nazwa brzmi ponuro, bo Playa de los Muertos to nic innego jak Plaża Umarłych – i to właśnie ona obrosła największą liczbą opowieści.

Wersja pierwsza mówi, że stał tu kiedyś najstarszy cmentarz osady, a groby przeniesiono, gdy miasteczko zaczęło się rozrastać. Wersja druga, nieco barwniejsza, każe nam wierzyć w piratów, którzy zakopali w piasku łup, a po latach wrócili po niego i wybili się w walce do ostatniego. Wersja trzecia, uważana za najbliższą prawdy, przypomina zaś, że przez tę plażę szedł transport srebra i złota z kopalń w dolinie Cuale – i że pewnego dnia obładowaną ekipę wycięto w pień. Miejscowi zapewniają, że kopalnie działały w górach z dala od samej osady, a pirackie wątki dopisała już epoka kina.

Jedno jest pewne – nazwa przetrwała wszystko. Władze próbowały ją zmieniać, najpierw na Playa Las Delicias, potem na Playa del Sol, lecz mieszkańcy uparcie wracali do starej. Psradoskalnie więc i dziś Umarli reprezentują najżywszy odcinek miasta – restauracje, bary, kolorowy Muelle de los Muertos, czyli molo o konstrukcji przypominającej rozpięty żagiel, i wodne taksówki, którymi rusza się na południowe plaże.

Piasek jest tu złocisty i nieco grubszy. Dość szybko robi się też głęboko, a fale są odczuwalne, więc to plaża raczej dla pływaków niż dla brodzących malców. Leżak i parasol wypożyczymy w którymkolwiek z nadbrzeżnych klubów i restauracji, a wzdłuż wody krążą sprzedawcy z owocami, ciastkami i pamiątkami. Bywa tu tłoczno, zwłaszcza w porze suchej i w weekendy, gdy na piasek schodzą sami mieszkańcy Vallarty; spokojniej jest wczesnym rankiem, a najlepsze światło przychodzi wraz z zachodem słońca.

Playa Mismaloya – filmowa zatoka „Nocy iguany”

Kilkanaście kilometrów na południe od centrum leży zatoczka, której Puerto Vallarta zawdzięcza całą swoją światową karierę. To w Mismaloi John Huston nakręcił w 1964 roku „Noc iguany” z Richardem Burtonem – a plan zbudowano na wzgórzu, do którego dopływało się wtedy wyłącznie od strony morza.

O filmie mówił jednak wówczas cały świat za sprawą czegoś zupełnie innego niż scenariusz. Za Burtonem przyjechała bowiem Elizabeth Taylor, oboje wciąż formalnie w innych małżeństwach, a za nimi ruszyła armia reporterów. Rozgorzał skandal, który sam Burton nazywał z francuska „Le Scandale” – i to on wyciągnął senną rybacką wioskę z zapomnienia. Para pokochała to miejsce na tyle, że kupiła tu domy połączone mostkiem, zwanym dziś Mostem Miłości. Ze starego planu zdjęciowego niewiele zostało, lecz sama zatoka wygląda niemal jak wtedy, a tuż obok wyrastają z wody skalne wysepki Los Arcos – łuki z naturalnymi tunelami, jedno z najlepszych miejsc do snorkelingu w całej zatoce.

Sama zatoczka jest niewielka, piasek jest grubszy, miejscami przemieszany ze żwirem, a osłonięta od fal woda pozostaje spokojna i przejrzysta. Nad brzegiem góruje duży hotel, więc leżaki, parasole i knajpki mamy tu pod ręką. Największy ruch pojawia się w środku dnia, gdy przybijają łodzie z wycieczkami do Los Arcos; wczesnym rankiem brzeg należy niemal wyłącznie do rybaków.

Playa Colomitos – najmniejsza plaża Meksyku

Playa Colomitos liczy ledwie około 30 metrów długości i uchodzi za najmniejszą plażę w całym Meksyku! Wciśnięta jest w skalną zatoczkę na południowym łuku zatoki, między wioską Boca de Tomatlán a plażą Las Ánimas, a tuż za pasem piasku zaczyna się już zielona ściana dżungli, z której wypływa strumień.

Dostać można się tu wyłącznie łodzią lub na własnych nogach i całe szczęście. Dopłyniemy tu pangą, czyli lokalną wodną taksówką z Boca de Tomatlán, albo dojdziemy ścieżką przez tropikalny las – spacer zajmuje jakieś pół godziny, a widoki po drodze wynagradzają każdy krok. Pochodzenie nazwy tutejszej plaży jest prozaiczne; wywodzi się od miejscowej rośliny zwanej colomos i znaczy tyle, co „małe colomos”. 

Piasek jest tu drobny i jasny, przemieszany z gładkimi otoczakami, wejście do wody łagodne, a sama woda szmaragdowo przejrzysta i pełna ławic kolorowych ryb. Rzecz w tym, że przy trzydziestu metrach długości plaża zapełnia się błyskawicznie – wystarczy kilka pang z turystami, by zrobiło się ciasno, więc najlepiej ruszać tu z pierwszym światłem albo późnym popołudniem. Cień dają wyłącznie drzewa na skraju dżungli, a cała infrastruktura sprowadza się do jednej rustykalnej knajpki, więc wodę i prowiant lepiej zabrać ze sobą.

Playa Las Ánimas – Plaża Dusz dostępna od strony morza

Dziesięć minut łodzią dalej rozciąga się plaża, której nazwa znów przywodzi na myśl zaświaty – Las Ánimas, czyli Dusze. Tym razem obyło się bez krwawej legendy; z dawnych czasów została po prostu nazwa wioski, która wyrosła nad tym brzegiem.

Sama plaża jest zupełnym przeciwieństwem Colomitos, bo mierzy około 600 metrów i daje przestrzeń, jakiej na południowym brzegu próżno szukać. Drobny, jasny piasek, łagodna fala i płytkie wejście do wody czynią z niej dobre miejsce dla rodzin, a szereg palapowych knajpek podaje rybę i owoce morza wyciągnięte z zatoki tego samego dnia. Dotrzeć tu można pangą z Boca de Tomatlán albo – dla wytrwałych – nadbrzeżnym szlakiem, który wije się przez wzgórza i mija po drodze kolejne ukryte zatoczki. Marsz zajmuje jednak dobre dwie godziny.

Wejście do wody długo pozostaje płytkie, dzięki czemu Las Ánimas dobrze sprawdza się przy dzieciach. Palapy wypożyczają leżaki i parasole, a cień znajdziemy również pod palmami na skraju piasku. Największy ruch panuje tu w środku dnia, wraz z przypływem łodzi wycieczkowych; po ich odejściu brzeg wyraźnie się uspokaja.

Playa del Amor – ukryta plaża w kraterze na Islas Marietas

Na koniec plaża, która wygląda jak wymyślona przez scenarzystę i której powstanie owiane jest legendą najbardziej niecodzienną z całej piątki. Playa del Amor, znana też jako Playa Escondida, czyli Ukryta Plaża, kryje się na jednej z wysp archipelagu Islas Marietas, u wejścia do Zatoki Banderas. To skrawek piasku na dnie skalnego leja, przykryty otwartym niebem, do którego wpływa się przez zalany tunel – z zewnątrz zupełnie niewidoczny.

Skąd taka dziura w skale? Wyspy są bezludne, więc od początku XX wieku meksykańskie wojsko urządziło sobie na nich strzelnicę i poligon dla bomb. Uważa się, że to właśnie eksplozje zawaliły strop jaskini i odsłoniły plażę – wersja może mniej romantyczna niż nazwa, ale znacznie ciekawsza. Kres kanonadzie położył w latach sześćdziesiątych Jacques Cousteau, który rozkręcił międzynarodową kampanię w obronie archipelagu; w 2005 roku wyspy stały się parkiem narodowym, a później także rezerwatem biosfery UNESCO.

Dziś Marietas leżą już poza granicami Puerto Vallarta, po nayarickiej stronie zatoki, ale rejsy wypływają tu z miasta i okolicznych kurortów. Na miejscu czeka wąski pas złocistego piasku, woda przy samym brzegu jest płytka i spokojna, a cień zależy od tego, jak wysoko stoi słońce nad ścianami krateru. 

O tłok można się tu martwić najmniej, bo park narodowy dopuszcza tylko ograniczoną liczbę wejść dziennie, a każda grupa dostaje na plaży krótkie okienko. Wyprawa wymaga rezerwacji z wyprzedzeniem i licencjonowanego przewodnika, a przejście tunelu – kamizelki ratunkowej oraz kasku, których używanie nakazują przepisy. Do przepłynięcia jest kilkadziesiąt metrów w otwartej wodzie z prądami, obowiązują też ograniczenia wieku i wymóg umiejętności w pływaniu. Kremy z filtrem są tutaj zabronione, bo szkodzą koralowcom, więc od słońca chroni koszulka do pływania. Rejsy wypływają najczęściej rano, bo wejście zależy od poziomu wody – bywa więc, że plaża pozostaje ukryta, i tym większa satysfakcja, gdy pokaże się w pełnej krasie.

Polecane wycieczki

Wakacje na plażach Puerto Vallarta – czas na własne opowieści!

Pięć plaż, pięć zupełnie różnych historii – od pirackich waśni po bomby, które przypadkiem stworzyły jeden z cudów meksykańskiego wybrzeża. A to wciąż tylko wycinek Zatoki Banderas, bo dalej na południe czekają Quimixto ze swoim wodospadem i Yelapa, wioska bez dróg, do której również dopływa się łodzią. Meksyk potrafi zresztą zaskoczyć czymś więcej niż brzegiem – piramidami, dżunglą i kuchnią, o której można by napisać osobny artykuł (co też zrobiliśmy!)

Kto zapragnie własnych opowieści w miejsce cudzych, ten w ofercie Rainbow znajdzie wakacje w Meksyku w kilku odsłonach – All Inclusive w Meksyku dla ceniących wypoczynek bez trosk oraz wycieczki objazdowe po Meksyku dla łowców piramid i kolonialnych miasteczek. Sprawdźcie wyjazd na wczasy w Puerto Vallarta i zaplanujcie własne meksykańskie przygody. Na Marietas albo na południowe plaże zatoki najłatwiej zaś wybrać się z meksykańską wycieczką fakultatywną kupioną na miejscu. 

Życzę Wam spokojnego morza, humbaków na horyzoncie i takiego zachodu słońca nad Pacyfikiem, o jakim opowiada się jeszcze po latach. Pięknych podróży, drodzy Czytelnicy!

Data Publikacji: 30.07.2026
autor artykulu zdjecie

Artykuł autorstwa: Piotr Wilk

Absolwent turystyki i rekreacji, od lat związany z branżą turystyczną, gdzie przeszedł wiele szczebli kariery – od planowania wycieczek po stronie produktowej, poprzez content i social media, do zarządzania sprzedażą internetową w jednym z największych biur podróży w Polsce. Pasjonat nowych technologii, który skutecznie łączy tradycyjny świat turystyki z nowoczesnymi rozwiązaniami cyfrowymi. Wielbiciel sportów wszelakich. Zimą najchętniej spędza czas na stokach narciarskich, gdzie łączy zamiłowanie do gór z aktywnym wypoczynkiem. Nie odmawia jednak beztroskiego relaksu na hotelowym leżaku, kiedy przytrafia się taka okazja.

Zobacz inne o:

Podobne artykuły

krajobraz kierunku
TOP 12. Najpiękniejsze plaże Krety – od zatoki Balos po palmy VaiKreta ma ponad tysiąc kilometrów linii brzegowej i cztery zupełnie różne wybrzeża – od plaż, na których kelner przynosi frappe wprost do leżaka, po takie, gdzie jedynym towarzystwem będzie pasterz z kozami. Gdzie szukać najpiękniejszych plaż na Krecie i czym każda z nich zabiega o uznanie podróżnych? Ruszamy w podróż z zachodu na wschód – od słynnych lagun regionu Chanii, przez dzikie południe nad Morzem Libijskim, po egzotyczny wschód. Przeczytajcie, odwiedźcie, a własny ranking najlepszych plaż na Krecie ułożycie już na miejscu.
krajobraz kierunku
TOP 7. Najlepsze kierunki na workation. Połącz pracę z wakacjami!Work-life balance od lat jest jednym z najczęściej powtarzanych haseł współczesnego świata, jednak w praktyce pogodzenie obowiązków zawodowych z potrzebą odpoczynku wcale nie jest łatwe. Kalendarz wypełniony spotkaniami i terminami często nie pozwala, by na dłużej odłożyć na bok laptop i zignorować połączenia od przełożonego. Tymczasem ciekawość świata nie kończy się na 26 dniach urlopu – chce się odkrywać nowe miejsca, poznawać kultury i na chwilę zmieniać perspektywę, nie rezygnując przy tym z zawodowych ambicji. Czy da się połączyć pracę z podróżowaniem tak, by nie trzeba było wybierać między jednym a drugim? Coraz więcej osób udowadnia, że tak. Jeśli chcesz odpisywać na maile, ciesząc się widokiem na turkusową wodę otaczającą greckie wyspy lub w przerwie między projektami przechadzać się wąskimi uliczkami włoskich miast, workation może być idealnym rozwiązaniem dla Ciebie.
krajobraz kierunku
TOP 3. Najlepsze luksusowe hotele w EgipcieWszechobecne złoto, drinki podawane w kryształach. Pakiet Ultra All Inclusive i prywatne baseny. Ekskluzywne pokoje i unikalny design. Przede wszystkim jednak wszechobecne poczucie wyjątkowości – to właśnie te elementy, których się szuka przy wyborze hotelu luksusowego. Egipt to jedno z najlepszych miejsc, w których można nacieszyć się prawdziwą ekskluzywnością – to właśnie tutaj powstają hotele, w których goście mogą poczuć się jak gwiazdy filmowe w świetle reflektorów. Czy to nie jest uczucie, którego choć raz chce się doświadczyć? Na śniadanie zjeść kawior z jesiotra, po południu rozkoszować się kąpielą w wodzie różanej, a wieczorem delektować się 60-letnią whisky? No dobra, może to lekka przesada, ale jedno jest pewne – luksus przyciąga jak magnes. Chcesz poczuć się wyjątkowo? Zażyć odrobiny luksusu w otoczeniu pustynnych piasków i barwnej rafy koralowej? Zajrzyj do naszego rankingu i sprawdź najlepsze luksusowe hotele w Egipcie!
krajobraz kierunku
TOP 8. Hotele z najładniejszą rafą koralową w EgipcieW Morzu Czerwonym żyje ponad 1000 gatunków egzotycznych ryb, z czego aż 17% to endemity spotykane tylko tutaj, do tego około 200 gatunków koralowców, a sama rafa ciągnie się przez blisko 2000 kilometrów i zajmuje około 3800 km² – powierzchnię siedem razy większą od Warszawy. Ale te liczby ożywają dopiero pod wodą. Otacza cię wtedy całkowita cisza, delikatny słony zapach i stan niemal nieważkości, a kiedy otworzysz oczy, widzisz absolutną eksplozję barw i kształtów – żółty, pomarańczowy, czerwony i różowy z jednej strony, zielony, błękitny i fioletowy z drugiej, wszystko w nieustannym ruchu. Choć wydaje się to abstrakcyjne, to nie są kadry z nowego filmu Jamesa Camerona. To wszystko – łatwa dostępność, ciepłe i przejrzyste morze oraz ogromna bioróżnorodność – sprawia, że rafa koralowa w Egipcie to fenomen na skalę światową, a dla nas szansa, by zobaczyć coś prawdziwie egzotycznego w zaledwie 4 godziny lotu z Polski. Wakacji w kraju faraonów nie spędzimy jednak w całości pod wodą, więc szybko pojawia się pytanie o hotel. Wymagania mamy wysokie od początku – pełen pakiet All Inclusive, przestronne pokoje z widokiem, nowoczesna infrastruktura i wieczorny relaks po dniu spędzonym na rafie. Egipt spełnia nawet te najbardziej wygórowane. Hotele najwyższej jakości, z rafą koralową tuż na wyciągnięcie ręki? Żaden problem! Wystarczy skoczyć z pomostu, by już po chwili podziwiać przepiękne korale. Pozostaje pytanie, które z nich wybrać, by nacieszyć wzrok pięknymi podwodnymi ogrodami. Na szczęście mam kilka propozycji.