Istnieje pewien paradoks dotyczący Bałkanów, który ujawnia się najwyraźniej nie w polityce ani historii, lecz przy stole. Region, o którym przywykło się myśleć jako o mozaice odmienności – języków, alfabetów, wyznań, granic kreślonych i przekreślanych wielokrotnie w ciągu jednego stulecia – okazuje się bowiem zaskakująco spójny tam, gdzie pachnie grillowanym mięsem, pieczoną papryką i ciastem filo. Kuchnia bałkańska nie tyle łączy ten region, ile go w pewnym sensie definiuje – stanowi język, w którym narody porozumiewają się znacznie chętniej niż na jakimkolwiek innym polu. I choć każdy kraj będzie się upierał, że to właśnie jego wersja bureka jest jedyną właściwą (a kłótnie na ten temat potrafią być naprawdę zacięte), to sam fakt istnienia tego sporu najlepiej dowodzi, jak wiele te kuchnie łączy.
W tym artykule przeczytasz o:
- Z czego słynie kuchnia bałkańska?
- Historia bałkańskiej kuchni – wpływy osmańskie, śródziemnomorskie i słowiańskie
- Kultura wspólnego stołu – jak jedzą na Bałkanach
- Przyprawy i zioła – to, co nadaje bałkańskim daniom charakter
- Grill i potrawy mięsne – serce bałkańskiego stołu
- Pasty i sałatki – to, od czego zaczyna się każdy posiłek
- Nadziewane warzywa – papryki, bakłażany i liście winogron
- Zupy i potrawy jednogarnkowe
- Owoce morza – bałkańskie wybrzeże Adriatyku i Morza Egejskiego
- Ciasto filo – od bureka po baklawę
- Słodycze – bałkańska strona, o której mówi się za mało
- Rakija – narodowy trunek Bałkanów
- Smaki Bałkanów odkryjesz podczas wakacji z Rainbow!
Z czego słynie kuchnia bałkańska?
Przyznaję, że przed pierwszą wizytą na Bałkanach wyobrażałam sobie tamtejszą kuchnię jako nieco uproszczoną wersję kuchni śródziemnomorskiej – dużo mięsa, dużo sera, dużo warzyw i niewiele finezji w stylu wymyślnych popisów kuchni np. francuskiej. Myliłam się, i to podwójnie. Po pierwsze – finezji jest tu więcej, niż mogłoby się wydawać, tyle że przybiera ona formę nie wymyślnych technik, lecz cierpliwości. Godziny przy grillu, dni spędzone nad przetworami, wolno pieczone mięso pod żeliwną pokrywą.
Po drugie – ta kuchnia ma w sobie coś, czego trudno szukać w restauracjach z gwiazdkami Michelina – absolutną szczerość. Nic tu nie udaje czegoś innego. Ćevapi to ćevapi – mięso, ogień i chleb. Ajvar to papryka i bakłażan, którym poświęcono tyle uwagi, ile zwykle rezerwuje się dla zajęć znacznie bardziej wzniosłych.
Bałkańska kuchnia słynie przede wszystkim z grillowanego mięsa, ciast z cienkiego filo, past warzywnych i kultury wspólnego jedzenia, która sprawia, że nawet zwykły posiłek nabiera cech wydarzenia. To gastronomia, w której ilość nigdy nie jest problemem – przeciwnie, stanowi dowód gościnności. A gościnność na Bałkanach to sprawa poważna.
Historia bałkańskiej kuchni – wpływy osmańskie, śródziemnomorskie i słowiańskie
Nie sposób zrozumieć tego, co ląduje na lokalnych talerzach, bez choćby pobieżnego przyjrzenia się historii Bałkanów. Przez wieki funkcjonowały one jako strefa buforowa między wielkimi imperiami, a każde z nich zostawiło w tamtejszej kuchni wyraźny ślad. Najsilniejszy odcisnęło Imperium Osmańskie – to stamtąd pochodzi tradycja meze, baklawy, grillowanych mięs, nadziewanych warzyw i kawy parzonej w tygielku. Kto jadł kiedykolwiek turecką dolmę, a potem bałkańską sarmę, ten rozumie, o jak bliskim pokrewieństwie mowa.
Z drugiej strony, wybrzeża Adriatyku i Morza Egejskiego wniosły do bałkańskiego jadłospisu to, co najlepsze ze Śródziemnomorza – oliwę, owoce morza, zioła i lekkie, warzywne dania. Wreszcie słowiański trzon regionu – z jego przywiązaniem do kiszenia, wędzenia, ciężkich zup i chleba – nadał tej kuchni jej rozpoznawalną sytość i domowość.
Efekt tego wielowiekowego dialogu jest fascynujący – kuchnia, która nie daje się jednoznacznie zaklasyfikować, a jednocześnie jest natychmiast rozpoznawalna. Coś na kształt kulinarnego esperanto, które każdy naród wymawia z własnym akcentem.
Kultura wspólnego stołu – jak jedzą na Bałkanach
Zanim jednak przejdę do konkretnych dań, warto powiedzieć kilka słów o czymś, co – zdaniem wielu podróżników – stanowi najistotniejszy składnik bałkańskiej kuchni – o sposobie, w jaki się je. Na Bałkanach jedzenie rzadko bywa czynnością indywidualną. Stół – najchętniej długi, zastawiony tak, że ledwo widać blat – jest miejscem spotkania, rozmowy, niekończącego się częstowania. Odmówienie dokładki traktuje się nierzadko niemal jako zniewagę, a „jeszcze tylko kawałek" to fraza, którą usłyszy się wielokrotnie w ciągu jednego posiłku.
Tę wspólnotowość widać w samej strukturze bałkańskiego jedzenia. Dania serwuje się na środek stołu – do wspólnego dzielenia. Posiłek nie ma sztywnego początku ani końca, a raczej płynnie przechodzi od jednej fazy do kolejnej. I właśnie ta płynność, to poczucie, że czas przy stole nie jest limitowany, stanowi jedno z najprzyjemniejszych bałkańskich doświadczeń.
Meze – dziesiątki małych dań na początek posiłku
Kwintesencją opisanej wyżej filozofii jest meze – zbiorcza nazwa na dziesiątki niewielkich dań, które poprzedzają właściwy posiłek (o ile w ogóle do niego dochodzi, ilość meze potrafi bowiem skutecznie zastąpić jakiekolwiek danie główne). Na bałkańskim stole pojawią się wtedy miseczki z ajvarem, kajmakiem, oliwkami, małymi kawałkami sera, marynowaną papryką, pastą z bakłażana, chlebem – i to dopiero początek. Meze to nie tyle przystawka, ile filozofia – próbuj wszystkiego, nie spiesz się, rozmawiaj między jednym a drugim kęsem.
Zimnica – jesienne przetwory robione całą rodziną
Jeżeli istnieje na Bałkanach coś w rodzaju kulinarnego rytuału, to jest nim zimnica – coroczna, jesienna sesja robienia przetworów na zimę. Kilogramy papryki, pomidorów, bakłażanów piecze się, obiera, mieli i zamyka w słoikach. Brzmi znajomo? Być może – w końcu i w Polsce tradycja przetwarzania jest wciąż żywa. Różnica polega na skali i randze wydarzenia. Na Bałkanach zimnica to sprawa rodzinna w najszerszym tego słowa znaczeniu – angażuje kilka pokoleń, trwa nierzadko kilka dni i odbywa się z taką powagą, jakby od jej efektu zależał los świata. W pewnym sensie zresztą zależy – przynajmniej tego kulinarnego.
Sač – gotowanie pod żeliwną pokrywą w rozżarzonych węglach
to jedno z tych słów, które dla niewtajemniczonych brzmią egzotycznie, a oznaczają coś pięknego w swojej prostocie – żeliwną pokrywę, pod którą – na rozżarzonych węglach – piecze się mięso, warzywa lub chleb. Rezultatem jest jedzenie o intensywnym, lekko wędzonym smaku i kruchości, jakiej nie osiągnie się w żadnym konwencjonalnym piekarniku. Dania spod sača jadłam kilkakrotnie i przyznaję, że to jeden z tych smaków, które potrafią zdominować wspomnienie z całego wyjazdu.
Przyprawy i zioła – to, co nadaje bałkańskim daniom charakter
Bałkańska kuchnia nie operuje długimi listami przypraw – jej siła tkwi raczej w kilku składnikach używanych z przekonaniem i bez wahania. Kto przyzwyczaił się do kuchni azjatyckiej z jej dziesiątkami komponentów w jednym sosie, ten może być zaskoczony. Tu wystarczy właściwa papryka, odpowiedni czosnek i garść świeżych ziół, by danie nabrało głębi, która zostaje w pamięci dłużej niż niejeden skomplikowany przepis.
Absolutną królową bałkańskiej kuchni jest papryka – zarówno słodka, jak i ostra – obecna dosłownie wszędzie, od ajvaru i čorby po marynaty do mięs. Tuż za nią plasuje się czosnek, używany z hojnością, która w niektórych kuchniach zachodnioeuropejskich mogłaby uchodzić za lekkomyślność.
Z ziół na pierwszy plan wysuwa się čubrica – bałkańska odmiana cząbru, szczególnie popularna w Bułgarii. Na wybrzeżach dominują oregano i rozmaryn – wpływ Śródziemnomorza jest tu oczywisty i niezaprzeczalny. W nadziewanych warzywach i sałatkach pojawia się natomiast mięta, która w połączeniu z białym serem tworzy jeden z najbardziej rozpoznawalnych bałkańskich akordów smakowych. Liść laurowy i czarny pieprz to stali towarzysze duszonych mięs i zup, a natka pietruszki wieńczy niemal każde danie podawane na ciepło.
Osobny fenomen stanowi Vegeta – chorwacka przyprawa uniwersalna stworzona w latach 50. XX wieku, która z bałkańskich kuchni rozlała się na pół Europy (w tym do Polski, gdzie ma status niemal domownika). Na Bałkanach Vegeta jest wciąż wszechobecna i traktowana z taką naturalnością, jakby istniała od zawsze.
Grill i potrawy mięsne – serce bałkańskiego stołu
Jeżeli istnieje jeden element, wokół którego obraca się cała bałkańska gastronomia, to jest nim właśnie ogień i ruszt. Kultura grillowania sięga tu tak głęboko, że w wielu miastach specjalistyczne ćevabdżinice (lokale serwujące wyłącznie grillowane mięso) funkcjonują od dziesięcioleci w tych samych lokalizacjach, często prowadzone przez kolejne pokolenia jednej rodziny.
Ćevapi – podłużne kotleciki i sztandarowe danie kuchni bałkańskiej
Ćevapi (wymawiane „czewapy”) to prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalne danie bałkańskiego grilla – podłużne kotleciki formowane z mielonego mięsa (najczęściej mieszanki wołowiny i jagnięciny), podawane w puszystym chlebie zwanym somun lub lepinja, z surową cebulą i kajmakiem. Przepis wydaje się banalnie prosty, a jednak różnice między ćevapi z Sarajewa, Belgradu czy Skopje potrafią wywołać dyskusje godne akademickiej debaty. Bośniacy upierają się przy mniejszych, delikatniejszych sztukach; Serbowie preferują większe, wyrazistsze. Prawda jest taka, że dobre ćevapi poznaje się nie po rozmiarze, lecz po jakości mięsa i – przede wszystkim – po umiejętności obchodzenia się z ogniem.
Pljeskavica – bałkański burger z rusztu
Jeżeli ćevapi to bałkańska odpowiedź na kiełbasę, to pljeskavica jest lokalnym odpowiednikiem burgera – z tą różnicą, że pljeskavica istniała na bałkańskich grillach na długo przed tym, nim amerykański fast food dotarł do regionu. To płaski, grillowany kotlet z mielonej wołowiny lub mieszanki mięs, podawany najczęściej w chlebie, z dodatkami według uznania. W Serbii, gdzie pljeskavica ma status dania niemal narodowego, organizuje się festiwale jej poświęcone – na czele z legendarnym Roštiljiadą w Leskovacu, przyciągającą co roku setki tysięcy miłośników grilla.
Jagnięcina z rożna – tradycyjna potrawa na wielkie okazje
Są potrawy codzienne i są potrawy świąteczne. Jagnięcina z rożna należy do tej drugiej kategorii – to danie zarezerwowane dla wielkich okazji – wesel, chrzcin, świąt religijnych. Całe jagnię obraca się powoli nad otwartym ogniem, nierzadko przez kilka godzin, a efektem jest mięso o niemal niemożliwej kruchości i głębokim, wędzonym aromacie. Na Bałkanach tego rodzaju pieczenie traktuje się z takim namaszczeniem, z jakim w innych kulturach podchodzi się do ceremonii – bo w pewnym sensie tym właśnie jest.
Pasty i sałatki – to, od czego zaczyna się każdy posiłek
Gdyby ktoś kazał mi wskazać jeden element, który najlepiej oddaje charakter bałkańskiej kuchni, wskazałabym nie grill i nie ciasto filo, lecz właśnie pasty i sałatki – to od nich wszystko się zaczyna i to one nadają ton całemu posiłkowi. Wystawiane na stół w kilku miseczkach jednocześnie, stanowią coś pośredniego między przystawką a nieodłącznym towarzyszem każdego dania głównego.
Ajvar – pasta z pieczonej papryki i bakłażana
Ajvar to prawdopodobnie najsłynniejszy bałkański przysmak, który z powodzeniem podbił europejskie sklepy (i całkiem zasłużenie). To gęsta pasta z długo pieczonych czerwonych papryk z dodatkiem bakłażana, czosnku i oleju. Przygotowywany jest w ramach wspomnianej już zimnicy – nierzadko w ilościach, które polskiemu obserwatorowi mogą wydać się absurdalne. Kilkadziesiąt kilogramów papryki na jedną rodzinę to norma, nie wyjątek. Smak dobrego, domowego ajvaru – lekko wędzony, słodkawy, z delikatną głębią – jest czymś, czego nie odda żaden produkt ze sklepowej półki.
Sałatka szopska – pomidory, ogórki, papryka i biały ser
Sałatka szopska (šopska salata) to jedno z tych dań, których siła tkwi w prostocie. Pomidory, ogórki, papryka, cebula i obfita ilość startego białego sera (najczęściej sirenе – bałkańskiego kuzyna fety) – nic więcej nie potrzeba. Sałatka szopska jest na Bałkanach wszechobecna i towarzysz niemal każdemu posiłkowi, pełniąc funkcję podobną do tej, jaką w polskiej kuchni spełnia surówka z kapusty. Tyle że – i niech mi wybaczą miłośnicy kapusty – jest od niej zdecydowanie bardziej fotogeniczna.
Kajmak – gęsta, słona śmietanka do gorących mięs
Kajmak to coś, co wymyka się jednoznacznej klasyfikacji – nie jest masłem, nie jest serem, nie jest śmietaną, a jednocześnie przypomina każde z nich. Ta gęsta, lekko słona, kremowa masa powstaje z powoli podgrzewanego i wielokrotnie zbieranego mleka, a następnie dojrzewa przez kilka dni (lub dłużej – im starszy kajmak, tym wyrazistszy smak). Podawany na gorącym chlebie lub obok świeżo zdjętych z grilla ćevapi, stanowi jeden z tych smaków, dla których warto przebyć kilkaset kilometrów.
Nadziewane warzywa – papryki, bakłażany i liście winogron
Tradycja nadziewania warzyw jest na Bałkanach tak stara i tak głęboko zakorzeniona, że trudno znaleźć dom, w którym nie przyrządza się przynajmniej jednej z poniższych potraw. To kolejne dziedzictwo kuchni osmańskiej, przetworzone przez lokalne tradycje do postaci, którą – mimo wspólnych korzeni – każdy naród uważa za własną.
Sarma – gołąbki z liści kapusty lub winogron
Polskiemu czytelnikowi sarma wyda się natychmiast znajoma – to bowiem nic innego jak gołąbki. Z tą różnicą, że bałkańska sarma owijana bywa nie tylko w liście kapusty, ale również w liście winogron, co nadaje jej nieco inny, lekko cierpki posmak. Nadzienie to zazwyczaj mieszanka mielonego mięsa i ryżu, doprawiona papryką i ziołami. Sarma to danie zimowe, świąteczne, przygotowywane w dużych ilościach i smakujące – jak większość potraw duszonych – jeszcze lepiej odgrzewane następnego dnia.
Dolma – papryki i bakłażany nadziewane ryżem i mięsem
Tam, gdzie sarma korzysta z liści, dolma sięga po same warzywa – papryki, bakłażany, pomidory, a nawet cukinie wypełnia się mieszanką ryżu, mięsa mielonego, cebuli i przypraw, a następnie wolno dusi w sosie pomidorowym. W wersji bezmięsnej (popularnej zwłaszcza w Turcji i Grecji, ale obecnej też na Bałkanach) ryż miesza się z orzeszkami pinii, rodzynkami i miętą. Dolma to jedno z tych dań, które udowadniają, że nadziewanie warzyw to nie kuchenny przymus, lecz forma ekspresji.
Zupy i potrawy jednogarnkowe
Bałkany to nie tylko grill i ciasto filo – region ma też bogatą tradycję zup i potraw jednogarnkowych, które w chłodniejsze miesiące stanowią fundament codziennego jadłospisu.
Tarator – chłodnik na bazie jogurtu, ogórków i czosnku
Tarator to bałkański chłodnik, który w upalne dni zastępuje właściwie cały obiad – jogurt (lub kefir), drobno pokrojone ogórki, czosnek, koperek i orzechy włoskie tworzą danie tak orzeźwiające, że po pierwszej łyżce temperatura otoczenia zdaje się spadać o kilka stopni. Popularny zwłaszcza w Bułgarii i Macedonii Północnej, tarator jest dowodem na to, że bałkańska kuchnia potrafi być również lekka i subtelna – chociaż przyznaję, że w kontekście regionu słynącego z kilogramowych porcji grilla, słowo „subtelna” brzmi nieco przewrotnie.
Čorba – aromatyczna zupa, która jest daniem samym w sobie
Čorba to zbiorcze określenie na gęste, aromatyczne zupy, które na Bałkanach pełnią funkcję dania kompletnego. Najsłynniejsza jest prawdopodobnie teleća čorba (cielęca) i riblja čorba (rybna) – obie syte, wyraziste, z wyraźną nutą papryki i czarnego pieprzu. Čorba nie jest zupą, którą zjada się jako wstęp do czegoś ważniejszego – jest ważna sama w sobie. W wielu lokalach zamówienie čorby z chlebem stanowi pełnoprawny posiłek, po którym nie sposób odczuwać czegokolwiek poza sytością i zadowoleniem.
Owoce morza – bałkańskie wybrzeże Adriatyku i Morza Egejskiego
Nie cały Bałkan pachnie grillem – wybrzeża Adriatyku (Chorwacja, Czarnogóra, Albania) i Morza Egejskiego (Grecja) to terytoria, na których rządzą owoce morza. Grillowane ośmiornice, małże na białym winie, świeże ryby przyrządzane z oliwą i cytryną – nadmorska kuchnia bałkańska to osobny, fascynujący rozdział. Połączenie tego, co najlepsze ze Śródziemnomorza, z bałkańską hojnością porcji i bezpretensjonalnością podania tworzy doświadczenie, do którego chce się wracać. I które – co istotne – nie wymaga eleganckiej restauracji. Nierzadko najlepsze owoce morza na Bałkanach zjada się w niepozornych konobách przy samej plaży, gdzie jedyną ozdobą jest widok na morze.
Ciasto filo – od bureka po baklawę
Cienkie, przezroczyste niemal warstwy ciasta filo to jeden z największych darów kuchni osmańskiej dla Bałkanów. To dzięki nim powstają zarówno słone, jak i słodkie arcydzieła – od bureka, przez pitę, aż po baklawę. Technika rozciągania ciasta na tak cienkie arkusze, by prześwitywał przez nie wzór obrusa, wymaga lat praktyki i jest jedną z tych kulinarnych umiejętności, które na Bałkanach przekazuje się z pokolenia na pokolenie.
Burek – warstwy ciasta z mięsem, serem lub szpinakiem
Burek jest na Bałkanach tym, czym rogalik w Paryżu – czymś tak oczywistym, że jego brak w pobliżu wydaje się nienaturalny. Spiralnie zwinięte lub ułożone warstwami ciasto filo wypełnia się najczęściej mielonym mięsem (i wtedy jest to burek sensu stricto) lub białym serem (co w Bośni nosi już osobną nazwę – sirnica), szpinakiem (zeljanica) albo ziemniakami (krompiruša). Jedzony na śniadanie – gorący, chrupiący, popijany jogurtem lub ajranem – potrafi ustalić nastrój na cały dzień. A nastrój ten, uprzedzam, jest wyłącznie pozytywny.
Baklava – orzechowy deser nasączony syropem
O baklawę, podobnie jak o burek, kłócą się wszystkie narody regionu (a także Turcy, Grecy i Arabowie – to jeden z najdłużej trwających sporów kulinarnych w historii). Bałkańska wersja tego deseru to warstwy ciasta filo przełożone mielonymi orzechami – najczęściej włoskimi – i nasączone po upieczeniu syropem z cukru, wody i cytryny, nierzadko z dodatkiem wody różanej. Efekt jest słodki do granic możliwości, a jednocześnie zaskakująco uzależniający. Jedna porcja wystarczy, by zrozumieć, dlaczego baklawa przetrwała wieki. Dwie – by nie chcieć jeść niczego innego do końca dnia.
Słodycze – bałkańska strona, o której mówi się za mało
Baklawa jest na Bałkanach gwiazdą, ale bynajmniej nie solistką. Region ma do zaoferowania całą galerię słodkości – w większości odziedziczonych po kuchni osmańskiej, lecz przetworzonych na tyle, że każdy kraj uważa je za swoje. Łączy je jedno – nie są to desery dla osób, które boją się słodyczy.
Kadaif – nitkowate ciasto z orzechami i syropem
Kadaif to kuzyn baklawy, ale o zupełnie innej teksturze. Zamiast gładkich warstw filo – cienkie, nitkowate pasemka ciasta, które po upieczeniu przypominają złotą pajęczynę. Wypełnia się je najczęściej mielonymi orzechami włoskimi lub pistacjami, a po upieczeniu zalewa syropem. Efekt jest chrupiący z zewnątrz, wilgotny w środku i uzależniający bez wyjątku.
Tulumba – smażone ciasto w kąpieli z syropu
Tulumba to – w dużym uproszczeniu – bałkański odpowiednik churrosów, choć Bałkańczyk za takie porównanie mógłby się obrazić. Podłużne kawałki ciasta z nacinaniami wyciskane przez szprycę, smażone na głębokim oleju, a następnie zanurzone w zimnym syropie cukrowym, który wnika w każdą szczelinę. Rezultat jest chrupiący na zewnątrz i nasączony słodyczą wewnątrz.
Tufahije – jabłka nadziewane orzechami w syropie
Tufahije to specjalność bośniacka i jedno z tych dań, które brzmią prosto, a smakują niezwykle. Całe jabłka gotuje się w cukrowym syropie, a następnie nadziewają mielonymi orzechami włoskimi i wieńczą bitą śmietaną. Dojrzałe, miękkie jabłko nasączone syropem w połączeniu z chrupkością orzechów tworzy kontrast, który trudno zapomnieć. W Sarajewie tufahije to jeden z obowiązkowych punktów każdej wizyty w cukierni – i słusznie.
Sutlijaš – kremowy pudding ryżowy
Sutlijaš to bałkańska wersja puddingu ryżowego – ryż gotowany w mleku z cukrem i wanilią, podawany na zimno, często posypany cynamonem. Brzmi banalnie, ale na Bałkanach nawet tak prosty deser potrafi zaskoczyć intensywnością smaku i jedwabistą konsystencją, która świadczy o tym, że ktoś stał nad garnkiem znacznie dłużej, niż by się mogło wydawać. Sutlijaš to deser codzienny – ten, po który sięga się nie z okazji, lecz z przyzwyczajenia.
Halva – semolina, masło i syrop
Na Bałkanach halva to nie tahini znana z Bliskiego Wschodu, lecz zupełnie inna wersja – przygotowywana z mąki semoliny smażonej na maśle, zalewanej syropem cukrowym i często wzbogacanej orzechami lub rodzynkami. Konsystencja jest gęsta, sypka, a smak – wyraźnie maślany z karmelową głębią. Halvę podaje się tradycyjnie podczas świąt, uroczystości rodzinnych i – co charakterystyczne dla bałkańskiej kultury – na stypach, gdzie słodycz stanowi przeciwwagę dla żałoby.
Gliko – owoce zatopione w syropie
Gliko (po albańsku gliko e lugës – dosłownie „słodycz z łyżeczki”) to tradycja polegająca na gotowaniu owoców w gęstym cukrowym syropie – figom, wiśniom, pigwie, a nawet zielonym orzechom włoskim nadaje się w ten sposób nowe, intensywnie słodkie życie. Gliko podaje się gościom na powitanie – łyżeczkę owoców, szklankę zimnej wody i filiżankę kawy.
Oshaf – jedwabisty deser z owczego mleka i suszonych fig
Oshaf to specjalność Gjirokastry w Albanii – deser, którego prawdopodobnie nie spotka się nigdzie indziej na Bałkanach. Owcze mleko, suszone figi i szczypta cynamonu tworzą jedwabistą, lekko słodką masę o konsystencji gdzieś między budyniem a sosem.
Rakija – narodowy trunek Bałkanów
Żaden tekst o bałkańskiej kuchni nie byłby kompletny bez wzmianki o rakiji – destylowanym napoju owocowym, który na Bałkanach pełni funkcję analogiczną do wódki w Polsce. Z tą różnicą, że rakija jest znacznie bardziej zróżnicowana – produkuje się ją ze śliwek (šljivovica – najbardziej rozpowszechniona), winogron (lozovača), moreli, pigwy, gruszek i wielu innych owoców. Domowa produkcja rakiji to na Bałkanach tradycja tak powszechna, że niemal każda rodzina dysponuje własnym aparatem destylacyjnym, a jakość domowego trunku bywa przedmiotem równie zażartych debat co receptura ćevapi.
Rakiję pije się powoli, do meze, przed posiłkiem lub po nim – rzadko jednak w trakcie. Istnieje też niepisana zasada gościnności – odmówienie kieliszka rakiji oferowanego przez gospodarza jest na Bałkanach czymś niemal nie do pomyślenia. Warto o tym pamiętać, planując wizyty u lokalnych rodzin.
Polecane wycieczki
Smaki Bałkanów odkryjesz podczas wakacji z Rainbow!
Bałkańską kuchnię można podziwiać z pozycji gościa przy stole, ale można też wejść do niej od kuchni – dosłownie. Właśnie na tym polega idea chociażby serii Podróże ze smakiem w ofercie Rainbow – jedzenie nie jest tu dodatkiem do zwiedzania, lecz jednym z głównych bohaterów wyjazdu. W Albanii pod okiem lokalnego szefa kuchni można uczyć się lepienia kulaca, nadziewania liści winorośli czy przyrządzania katmaru – orzechowego ciasta będącego słodką wizytówką Beratu – a potem zasiąść do kolacji złożonej z własnoręcznie przygotowanych dań. W Bułgarii czeka zawijanie banicy na prawdziwej bułgarskiej wsi i poznawanie tajników produkcji słynnego jogurtu kiselo mliako. W Czarnogórze – obiad pieczony pod saczem w górskiej wiosce, degustacja pršutu i sera w Njeguši i wizyta w rodzinnym gaju oliwnym. A to zaledwie fragment tego, co kryje się w programach.
Smak dania, które samodzielnie się przygotowało, jest – jak wiadomo – zawsze lepszy. A smak dania przygotowanego na Bałkanach, z widokiem na góry lub morze, trudno już w ogóle do czegokolwiek porównać. Seria Podróże ze smakiem obejmuje te i wiele innych bałkańskich kierunków – warto zajrzeć do pełnej oferty i wybrać ten, od którego chce się zacząć.
Bo kuchnia bałkańska – niezależnie od tego, czy pozna się ją z perspektywy turysty, czy własnej kuchni – ma w sobie coś, czego nie da się łatwo zreplikować. To nie jest kuchnia techniki ani modnych trendów. To kuchnia cierpliwości, hojności i przekonania, że jedzenie jest zbyt ważne, by je pośpieszyć. I że najlepszy posiłek to taki, przy którym nikt nie patrzy na zegarek.