Tanatoturystyka – czym jest dark tourism i dlaczego podróżnych przyciąga memento mori
Miłość i śmierć, Eros i Thanatos, od wieków chodzą w kulturze parą. Poeci łączyli je w historiach od Tristana i Izoldy po Romea i Julię, a Freud widział w nich dwa podstawowe popędy, które nieustannie spierają się w człowieku o pierwszeństwo. Eros ma jednak jeszcze jedno oblicze, o którym pamięta się rzadziej – to on wyciąga ludzi z domu. U Platona jest bosym wędrowcem sypiającym pod gołym niebem przy drogach, bo pragnienie każe szukać tego, czego się jeszcze nie ma i nie zna. Skoro miłość prowadzi w drogę, a śmierć chodzi z nią w parze, łatwo zrozumieć, dlaczego niektóre podróże wiodą do krypt i katakumb.
Można to jednak wytłumaczyć prościej, bez mitologii i psychoanalizy. Chodzi o tę samą ciekawość, która każe kierowcom zwalniać przy wypadku. Psychologowie nazywają ją chorobliwą ciekawością (ang. morbid curiosity) i widzą w niej strategię przetrwania – zagrożenie, które się poznało, łatwiej potem ominąć. Krypta pełna kości czy grobowiec faraona dają właśnie taką bezpieczną odległość od śmierci.
Czym jest tanatoturystyka, skąd się wzięła i dokąd prowadzi – tego dowiecie się z poniższego tekstu.
W tym artykule przeczytasz o:
- Co to jest tanatoturystyka, czyli mroczna turystyka?
- Od cmentarzy do miejsc masowej śmierci – rodzaje tanatoturystyki
- Dlaczego turyści szukają refleksji w miejscach związanych ze śmiercią?
- Ciekawość czy szacunek? Kontrowersje wokół tanatoturystyki
- Miejsca tanatoturystyki w Europie
- Miejsca tanatoturystyki poza Europą
- Tanatoturystyka – ciekawostki i mniej znane fakty
- Śladami tanatoturystyki z Rainbow
Co to jest tanatoturystyka, czyli mroczna turystyka?
Tanatoturystyka (ang. dark tourism) to podróżowanie do miejsc związanych ze śmiercią – na cmentarze, do krypt i ossuariów (czyli miejsc, w których składa się kości zmarłych), na pola bitew i do muzeów, które opowiadają o dawnych tragediach. Mówi się też o turystyce mrocznej albo ponurej, ale najbardziej naznaczona sensem wydaje się jednak terminologia polska. Łączy ona słowo „turystyka” z imieniem Thanatosa, greckiego boga śmierci i brata Hypnosa, boga snu. Jeśli więc zdarzyło Ci się zejść do krypty w zwiedzanym kościele albo przystanąć przy grobie sławnej osoby, to była właśnie tanatoturystyka.
W Polsce zjawisko opisał w swojej monografii Sławoj Tanaś z Uniwersytetu Łódzkiego. Jego zdaniem cmentarz, krypta czy pole bitwy zamieniają się w atrakcję w chwili, gdy zaczynają do nich przychodzić obcy, czyli ludzie, których ze zmarłymi nie łączy nic poza ciekawością.
Sama nazwa ma dopiero trzydzieści lat. W 1996 roku dwaj badacze z Glasgow, Malcolm Foley i John Lennon (zbieżność nazwisk z Beatlesem jest przypadkowa), ukuli określenie dark tourism, gdy opisywali turystów odwiedzających miejsca związane ze śmiercią Johna F. Kennedy’ego. W tym samym roku i w tym samym mieście Anthony Seaton z sąsiedniej uczelni zaproponował termin thanatourism, od którego pochodzi polska tanatoturystyka.
Lennon i Foley uważali mroczną turystykę za dziecko telewizji, która w drugiej połowie XX wieku pozwoliła milionom ludzi oglądać tragedie niemal na żywo. W końcu bez zdjęć i nagrań z zamachu na Kennedy’ego plac w Dallas byłby po prostu zwykłym skrzyżowaniem. Seaton przypominał z kolei, że ludzie ciągnęli do miejsc śmierci od zawsze. Rzymianie tłumnie przychodzili do Koloseum na walki gladiatorów, w których stawką było życie, a XVIII-wieczni arystokraci w podróży po Europie zaglądali do odkopywanych spod popiołów Wezuwiusza Pompejów. Na pole bitwy pod Waterloo pierwsi turyści przyjechali już kilka tygodni po klęsce Napoleona w 1815 roku. Mroczna turystyka ma więc długą historię, a nowa jest tylko jej nazwa i przemysł, który dziś ją obsługuje.
Od cmentarzy do miejsc masowej śmierci – rodzaje tanatoturystyki
Najczęściej cytowaną mapę zjawiska narysował w 2006 roku brytyjski badacz Philip Stone, który ułożył miejsca na skali od najjaśniejszych do najciemniejszych. O pozycji każdego decydują autentyczność, czas, jaki minął od tragedii, stopień komercjalizacji oraz to, czy miejsce bawi, czy uczy i upamiętnia. Tak powstało siedem odcieni mrocznej turystyki. Na jasnym końcu skali są „mroczne fabryki rozrywki”, czyli muzea tortur i „lochy grozy”, w których aktorzy odgrywają dawne zbrodnie. Dalej leżą wystawy o śmierci, dawne więzienia i sądy, cmentarze, miejsca, w których po tragedii spontanicznie pojawiają się znicze i kwiaty, oraz pola bitew. Ostatni, najciemniejszy odcień to obozy koncentracyjne i inne miejsca zagłady – przestrzeń pamięci i żałoby, którą w tym tekście pozostawiamy na uboczu.
Osobnego miejsca na tej skali nie mają katastrofy, choć literatura przedmiotu opisuje je najchętniej. Klasycznym przykładem jest Czarnobyl, gdzie w 1986 roku doszło do awarii elektrowni jądrowej, a obok niego Hiroszima z Kopułą Bomby Atomowej, ruiną hali wystawowej, która przetrwała wybuch w 1945 roku. Do tej samej grupy należą pomniki ofiar tsunami z 2004 roku na wybrzeżu Tajlandii i miejsce pamięci przy dawnym World Trade Center w Nowym Jorku. Im bliżej ciemnego końca skali, tym więcej miejsc masowej śmierci i tym mniej czasu dzieli wizytę od tragedii. Na potrzeby tego artykułu skupiamy się więc na jaśniejszej stronie spektrum – na kryptach, ossuariach, nekropoliach i cmentarzach, które od dawna przyjmują zwiedzających.
Dlaczego turyści szukają refleksji w miejscach związanych ze śmiercią?
Jedni chcą zobaczyć na własne oczy miejsce, o którym czytali w podręczniku historii, inni oddają hołd poległym albo szukają śladów przodków, a jeszcze inni lubią dreszcz, który towarzyszy zejściu do ciemnej krypty. Jest jednak powód głębszy, który łączy wszystkie pozostałe – w codziennym życiu śmierci prawie już nie widać.
Francuski historyk Philippe Ariès pokazał, że przez większość dziejów Europy było zupełnie inaczej. Przez stulecia umierało się w domu, w otoczeniu rodziny, sąsiadów i dzieci, a cmentarz leżał w środku wsi, tuż przy kościele, i służył również za miejsce spotkań i targowisko. Na polskiej wsi jeszcze kilkadziesiąt lat temu powszechnie czuwano przy zmarłym w domu przez całą noc (tak zwane puste noce), a w niektórych miejscach ten zwyczaj przetrwał do dziś. Dopiero XX wiek przeniósł umieranie do szpitali, skrócił żałobę i sprawił, że o śmierci mówi się niechętnie, a wiele osób widzi zmarłego po raz pierwszy dopiero na pogrzebie.
Brytyjscy badacze Philip Stone i Richard Sharpley uważają, że właśnie dlatego ludzie tak chętnie spotykają się ze śmiercią w podróży. Krypta, ossuarium czy pole bitwy pozwalają przyjrzeć się śmierci cudzej, dawnej i bezpiecznej, bez żałoby i bez osobistej straty. A jednak trudno stanąć przed ścianą z czaszek i nie poświęcić chwili refleksji własnemu życiu – temu, ile go zostało i co z nim zrobić.
Ciekawość czy szacunek? Kontrowersje wokół tanatoturystyki
Wspomniany Tanaś określił tanatoturystykę jako „kontrowersyjne oblicze turystyki kulturowej” i trudno się z tym spierać, skoro negatywne skojarzenia budzi już samo zestawienie słów „śmierć” i „wakacje”. Krytycy mówią o podglądaniu cudzego nieszczęścia, o handlu cierpieniem i o selfie w miejscach, w których ktoś zginął, a Lennon i Foley przyznawali, że takt i smak przegrywają w tej branży z rachunkiem ekonomicznym. Obrońcy odpowiadają, że ciekawość jest początkiem każdej edukacji, że bilety zwiedzających opłacają konserwację miejsc, które inaczej by zniknęły, i że pamięć o zmarłych potrzebuje świadków.
W moim odczuciu granica przebiega gdzie indziej – między miejscami, które same zaprosiły patrzących, a tymi, które należą przede wszystkim do zmarłych i ich bliskich, jak świeże groby czy miejsca niedawnych tragedii. Paryskie katakumby, kaplicę kości w Évorze czy krypty kapucynów w Palermo urządzono właśnie po to, żeby je oglądać, więc do takich miejsc można wejść bez poczucia winy. Wystarczy pamiętać, że kości na ścianie należały do kogoś, kto kiedyś tak samo jak my chodził po świecie.
Miejsca tanatoturystyki w Europie
Europa ma więcej adresów memento mori (łac. pamiętaj o śmierci), niż zmieściłby jakikolwiek ranking. Przez kilkanaście stuleci chowała zmarłych w centrach miast, a gdy na przykościelnych cmentarzach brakowało miejsca, przenosiła kości do krypt i ossuariów. Stąd tyle kaplic i podziemi, w których zmarli są dziś na widoku.
Katakumby paryskie – ossuarium otwarte dla zwiedzających od 1809 roku
Pod Paryżem ciągnie się około 300 kilometrów korytarzy po dawnych kamieniołomach wapienia. W ich niewielkiej części, dwadzieścia metrów pod placem Denfert-Rochereau, spoczywają szczątki około sześciu milionów ludzi, przenoszone tu od 1786 roku z likwidowanych cmentarzy miasta, nocą, w procesjach z pochodniami. Już w 1809 roku podziemia otwarto dla zwiedzających, przez co należą do pierwszych miejsc w Europie, w których śmierć wystawiono na pokaz w sposób zaplanowany – z ułożonymi w ornament czaszkami i sentencjami wykutymi w skale. Przez dwieście lat ossuarium obrosło legendami o zaginionych i nielegalnych eksploratorach podziemi. Więcej o historii, legendach i zaginionych w paryskich katakumbach przeczytasz w osobnym tekście na naszym blogu, a samo ossuarium łatwo wpisać w program wycieczek do Paryża.
Katakumby Kapucynów w Palermo – sycylijskie mumie w odświętnych strojach
Kapucyni z Palermo trafili na swój sposób przechowywania zmarłych niejako przypadkiem. Pod koniec XVI wieku zabrakło im miejsca na klasztornym cmentarzu, więc wykopali krypty pod kościołem Santa Maria della Pace i 16 października 1599 roku złożyli w nich brata Silvestra z Gubbio. W suchych korytarzach wydrążonych w tufie, miękkiej skale wulkanicznej, jego ciało wyschło, zamiast się rozłożyć, a zakonnicy szybko nauczyli się z tego korzystać. Przez ponad trzysta lat zgromadzili w podziemiach około ośmiu tysięcy ciał, z czego ponad tysiąc to mumie wystawione na widok. Stoją w niszach i na półkach, w habitach, mundurach i sukniach, rozdzielone na galerie zakonników, księży, mężczyzn, kobiet, dziewic i dzieci.
Od 1783 roku kapucyni przyjmowali też świeckich mieszkańców Palermo, którzy chcieli po śmierci pozostać widoczni dla rodziny, a sztuka spreparowania ludzkich ciał przeszła tu drogę od suszenia w specjalnych komorach po zastrzyki z formaliny. Najsłynniejsza mieszkanka katakumb trafiła tu jako jedna z ostatnich. Rosalia Lombardo zmarła na zapalenie płuc w grudniu 1920 roku, tydzień przed drugimi urodzinami, a jej ciało zachowało się tak dobrze, że dziewczynka ze wstążką we włosach wciąż wygląda w szklanej trumnie, jakby spała. Stąd jej przydomek – Śpiąca Królewna. Według przyjętej wersji zabieg wykonał słynny balsamista Alfredo Salafia, którego recepturę (formalina, sole cynku, gliceryna, kwas salicylowy i alkohol) poznano dopiero z rękopisu odnalezionego na początku XXI wieku. Włoscy antropolodzy zwrócili jednak w 2021 roku uwagę, że żaden dokument nie potwierdza, by to właśnie on balsamował Rosalię. Katakumby możesz odwiedzić w czasie wolnym podczas naszych wyjazdów na Sycylię.
Kaplica Kości w Évorze – franciszkańskie memento mori w Portugalii
Nad wejściem do kaplicy przy kościele św. Franciszka w Évorze widnieje zdanie „Nós ossos que aqui estamos, pelos vossos esperamos”, czyli „My, kości, które tu leżymy, czekamy na wasze”. To samo przesłanie powtarzają ściany i filary kaplicy, mierzącej 18,7 na 11 metrów, w całości pokryte czaszkami i kośćmi około pięciu tysięcy osób, spojonymi zaprawą jak cegły. Franciszkanie z tutejszego klasztoru zbudowali ją w XVI wieku, w czasach kontrreformacji, kiedy Kościół ze szczególnym naciskiem przypominał wiernym o przemijaniu – jako kazanie, którego nie trzeba wygłaszać, a kości wydobyli z przepełnionych cmentarzy przykościelnych Évory. Bezimienne są niemal wszystkie – jedyną osobą, którą da się w tym zbiorze zidentyfikować, jest biskup Jacinto Carlos da Silveira, zmarły w 1808 roku, gdy miasto zajęła armia napoleońska. Na jednym z fresków czytelny pozostał cytat z Księgi Koheleta „Melior est dies mortis die nativitatis”, czyli „lepszy jest dzień śmierci niż dzień narodzin”. Kaplica Kości należy dziś do najczęściej odwiedzanych miejsc w mieście, a Évora leży na trasach kilku naszych wycieczek objazdowych po Portugalii.
Cmentarze, które się zwiedza – od Père-Lachaise po Stary Cmentarz Żydowski we Wrocławiu
Najłagodniejszą formą mrocznej turystyki są cmentarze, które Stone zaliczył do „mrocznych miejsc spoczynku”. Odwiedzanie grobów sławnych ludzi uchodzi za zajęcie równie kulturalne jak wizyta w muzeum i właściwie nią jest, a przy okazji daje najprostszy wgląd w cudzą kulturę śmierci. Dobrze widać to w Paryżu. Père-Lachaise otwarto w 1804 roku na wschodnim skraju miasta i przez pierwsze lata Paryżanie omijali go jako zbyt odległy, dopóki w 1817 roku władze nie przeniosły tam szczątków Moliera, La Fontaine’a oraz średniowiecznych kochanków Abelarda i Heloizy. Nekropolia stała się wtedy modna i dziś spoczywa na niej Chopin, w grobie wykupionym dla niego przez producenta fortepianów Camille’a Pleyela, a obok niego Edith Piaf, Oscar Wilde i Jim Morrison. Cmentarz liczy około 70 tysięcy nagrobków i należy do najczęściej odwiedzanych na świecie.
Jeszcze większą skalę ma wiedeński Zentralfriedhof, otwarty w 1874 roku. Na prawie 2,5 kilometra kwadratowego mieści około 330 tysięcy grobów i około trzech milionów pochowanych, co pod względem liczby zmarłych czyni go największym cmentarzem Europy. W grupie grobów honorowych leżą obok siebie Beethoven i Schubert, przeniesieni tu w 1888 roku z mniejszego cmentarza w dzielnicy Währing. W nowszej części spoczywają dwie gwiazdy austriackiej muzyki pop, Falco i Udo Jürgens, których groby obrosły prawdziwym kultem fanów.
W Polsce cmentarzem-muzeum w sensie dosłownym jest Stary Cmentarz Żydowski przy ulicy Ślężnej we Wrocławiu. Założony w 1856 roku, mieści około 12 tysięcy nagrobków na niespełna pięciu hektarach, a od 1991 roku działa jako Muzeum Sztuki Cmentarnej, oddział Muzeum Miejskiego. To jedyna wrocławska nekropolia z przełomu XIX i XX wieku, która przetrwała wojnę w nienaruszonym kształcie. Są wreszcie cmentarze, które same stały się dziełem sztuki. Na Wesołym Cmentarzu w rumuńskiej Săpânța od 1935 roku stawia się błękitne, malowane krzyże z rymowanymi epitafiami o życiu i śmierci pochowanych, a pomysł miejscowego snycerza Stana Ioana Pătrașa kontynuują dziś jego uczniowie.
Miejsca tanatoturystyki poza Europą
Poza Europą tanatoturystyka przybiera formy, które z mrokiem mają niewiele wspólnego. W Egipcie prowadzi do nekropolii, w której śmierć była najważniejszym projektem architektonicznym całej cywilizacji. W Meksyku z kolei – do kraju, który co roku zaprasza zmarłych do stołu, a w jednym z miast od ponad stu lat pokazuje ich zwiedzającym.
Dolina Królów i klątwa Tutanchamona – jak prasa rozsławiła grobowiec faraona
Przez blisko pięćset lat egipscy faraonowie kazali drążyć swoje grobowce w wapiennej dolinie na zachodnim brzegu Nilu, naprzeciw Luksoru. Dolinę zaprojektowano jako miejsce, którego nikt żywy nie powinien oglądać, a mimo to turyści zaglądali do grobowców już ponad dwa tysiące lat temu. Greccy i rzymscy podróżni zostawili na ich ścianach setki napisów w rodzaju „byłem tutaj”, co dałoby Seatonowi mocny argument w sporze o wiek mrocznej turystyki. O historii doliny, jej najciekawszych grobowcach i o tym, dlaczego faraonowie porzucili piramidy, przeczytasz w osobnym artykule o Dolinie Królów w Luksorze.
Najsłynniejsza historia doliny zaczęła się jednak w gazetach. W listopadzie 1922 roku ekipa brytyjskiego archeologa Howarda Cartera odsłoniła wejście do niemal nienaruszonego grobowca Tutanchamona, a sam Carter, zaglądając przez szczelinę do komory, miał zobaczyć „wspaniałe rzeczy”. Pięć miesięcy później, 5 kwietnia 1923 roku, finansujący wykopaliska lord Carnarvon zmarł w Kairze na zakażenie po ukąszeniu komara. Prasa brytyjska i amerykańska, odcięta od grobowca przez umowę na wyłączność dla „The Times”, znalazła własną historię w zemście faraona. Wtórował jej Arthur Conan Doyle, autor Sherlocka Holmesa i zagorzały spirytysta, który publicznie dopuszczał udział złych duchów, a każda kolejna śmierć kogokolwiek z otoczenia ekspedycji trafiała na pierwsze strony. Z gazet klątwa przeszła do powieści i filmów, z których jednym z najsłynniejszych jest „Mumia” z 1932 roku. To ten sam mechanizm, który Lennon i Foley opisali na przykładzie Dallas – media zrobiły z wykopaliska miejsce, do którego trzeba pojechać.
Mumia Tutanchamona wciąż leży w swoim grobowcu, a 22 mumie królów i królowych przewieziono w 2021 roku w uroczystej paradzie do Narodowego Muzeum Cywilizacji Egipskiej w Kairze. Dolina Królów jest stałym punktem wycieczek objazdowych po Egipcie i wycieczek fakultatywnych z kurortów nad Morzem Czerwonym.
Muzeum Mumii w Guanajuato – meksykańskie spotkanie ze zmarłymi
Meksykanie są ze śmiercią za pan brat. Na przełomie października i listopada, w czasie Día de los Muertos, cmentarze zamieniają się w miejsca rodzinnych spotkań z muzyką i jedzeniem, a najsłynniejsze obchody odbywają się w okolicach jeziora Pátzcuaro. O tym, jak wygląda to święto, przeczytasz w osobnym artykule o meksykańskim Dniu Zmarłych. Kilka godzin jazdy od Pátzcuaro leży jednak miasto, w którym zmarłych można oglądać przez cały rok.
Guanajuato, w czasach kolonialnych bogate miasto kopalń srebra, wprowadziło w 1865 roku opłatę za utrzymanie niszy grobowej w murze cmentarza Santa Paula. Ciała tych, za których nikt nie zapłacił, wydobywano i przenoszono do magazynu, a suchy klimat wyżyny sprawił, że część z nich wyschła na naturalne mumie. Pierwszą był francuski lekarz Remigio Leroy, który nie miał w mieście rodziny mogącej uiścić opłatę. Na przełomie XIX i XX wieku grabarze zaczęli wpuszczać do magazynu ciekawskich za drobne, a w latach 40. zajrzał tu Ray Bradbury. Pisarz był tak przerażony, że – jak sam wspominał – od razu napisał opowiadanie „The Next in Line”, żeby pozbyć się lęku.
Ekshumacji zakazano w 1958 roku, a zbiór pokazuje dziś Museo de las Momias. W jego kolekcji jest ponad sto mumii, z czego około sześćdziesięciu w stałej ekspozycji, wciąż w ubraniach, w których je pochowano. Guanajuato i okolice jeziora Pátzcuaro leżą na trasach wycieczek objazdowych po Meksyku.
Tanatoturystyka – ciekawostki i mniej znane fakty
Na koniec garść faktów, które nie zmieściły się w żadnej z powyższych sekcji, a bez nich obraz zjawiska byłby niepełny.
-
Kostnica jako atrakcja turystyczna. Paryska Morgue, miejska kostnica na tyłach katedry Notre-Dame, wystawiała za szybą ciała niezidentyfikowanych zmarłych, oficjalnie po to, by ktoś je rozpoznał. W praktyce ściągała tłumy – w dni głośnych zbrodni nawet 40 tysięcy osób – i figurowała w przewodnikach po Paryżu obok Luwru, dopóki prefekt policji nie zamknął jej dla publiczności 15 marca 1907 roku.
-
Proboszcz na własnym ołtarzu. Kaplica Czaszek w Czermnej, dziś dzielnicy Kudowy-Zdroju, to jedyne takie miejsce w Polsce. Na jej ścianach i sklepieniu jest około trzech tysięcy czaszek, a w krypcie około 21 tysięcy kolejnych, należących do ofiar wojen i epidemii z XVII i XVIII wieku. Budowę zaczął w 1776 roku ksiądz Wacław Tomaszek, którego czaszka po jego śmierci w 1804 roku trafiła na ołtarz.
-
Słowo z wiersza. Thanatopsis, czyli rozmyślanie o śmierci, od którego Seaton wyprowadził swój termin, to tytuł wiersza amerykańskiego poety Williama Cullena Bryanta z 1817 roku – medytacji o śmierci, którą przez dziesięciolecia czytano w amerykańskich szkołach.
-
Tafofile. Miłośnicy cmentarzy mają własną nazwę, utworzoną od greckiego taphos, czyli grób. Tafofil zwiedza nekropolie dla sztuki nagrobnej i inskrypcji, a nie dla konkretnego grobu, i ma dziś własne stowarzyszenia oraz spacery z przewodnikiem.
-
Mroczna turystyka na Netflixie. Ośmioodcinkowy serial „Dark Tourist” nowozelandzkiego dziennikarza Davida Farriera miał premierę w lipcu 2018 roku i pokazał, jak różnie można rozumieć ten fenomen – od kąpieli w jeziorze po wybuchu atomowym w Kazachstanie po obrzędy wudu w Beninie.
Polecane wycieczki
Śladami tanatoturystyki z Rainbow
Na grobie Chopina na Père-Lachaise przez cały rok leżą świeże kwiaty, a wśród nich bukieciki fiołków, które kompozytor lubił najbardziej. W pierwszych dniach listopada to także jedno z nielicznych miejsc na całym cmentarzu, nad którym unosi się łuna zniczy. Zapalają je Polacy, którzy przyjechali do Paryża dla Luwru i nabrzeży Sekwany, a przy okazji zajrzeli do swojego rodaka. Tanatoturystyka zaczyna się często właśnie tak – od krótkiego przystanku na trasie.
Podróż śladem takich miejsc pozwala przy tym zobaczyć, jak różnie ludzie żegnają swoich bliskich. W Évorze franciszkanie ułożyli z kości kazanie o przemijaniu, a w Meksyku rodziny co roku spędzają ze zmarłymi całą noc na cmentarzu, przy muzyce i świecach.
Krypty, ossuaria i nekropolie najczęściej leżą na szlakach zwiedzania, dlatego najwięcej z nich zobaczysz podczas naszych wycieczek objazdowych – od Paryża przez Sycylię i Portugalię po Egipt. Wybierz swoją trasę i zarezerwuj miejsce, a pilot opowie Ci przy nich więcej, niż zmieściłaby tabliczka informacyjna.

Artykuł autorstwa: Alicja Górska
Kulturoznawczyni z doktoratem, krytyczka literacka i filmowa oraz pisarka publikująca pod pseudonimem. Od ponad dekady związana zawodowo z branżą copywritingu i SEO. Absolwentka filmoznawstwa oraz twórczego pisania na Uniwersytecie Łódzkim, gdzie obecnie prowadzi zajęcia dla studentów. Miłośniczka różnorodnych tekstów kultury – klasycznych, popularnych i zupełnie niszowych. Szczególnie bliska jej sercu jest Islandia, o czym świadczy imponująca kolekcja literatury islandzkiej i o Islandii. Marzy o tym, by pewnego dnia zamieszkać w tej fascynującej krainie lodu i ognia. W podróżach jednak się nie ogranicza, chciałaby poznać cały świat. Ostatnio interesują ją zwłaszcza: Hawaje, Maroko i Korea.Zobacz inne o:
Podobne artykuły













