Rajskie wakacje, kąpiele w ciepłym morzu, spotkanie z tropikalną przyrodą i nurkowanie? Dzisiaj zaprezentuję jedną z najpiękniejszych wysp Filipin. Palawan wraz z otaczającymi go wysepkami tworzy prowincję złożoną z ponad 1700 wysp i wysepek. Sama wyspa mierzy 450 kilometrów i nie da się nią nasycić w jeden weekend. Zachwyci piaszczystymi plażami, przejrzystą wodą, rejsami od wysepki do wysepki, formacjami skalnymi. Przyroda jest tu zniewalająca – gęste lasy deszczowe schodzą wprost do wody, rafy koralowe ciągną się kilometrami, a zieleń rozciąga się od brzegu do brzegu. Przygotowałam krótki przewodnik dla podróżników, którzy szukają nowych kierunków na wakacje w ciepłych krajach.
W tym artykule przeczytasz o:
- Z czego słynie Palawan?
- Puerto Princesa – brama do Palawanu i stolica wyspy
- El Nido – laguny i wapienne klify Palawanu
- Wielka Laguna – szmaragdowa zatoka ukryta w pierścieniu klifów
- Seven Commandos – plaża z pudrowym, białym piaskiem
- Wyspa Shimizu – rafy koralowe tuż przy brzegu
- Nacpan Beach – cztery kilometry złotego piasku
- Taraw Cliff – panorama miasteczka z wapiennej grani
- Zachód słońca w Las Cabañas – tyrolka nad rozżarzonym horyzontem
- Coron – wyspa dla odkrywców podwodnego świata
- Port Barton – senna wioska rybacka
- Co warto zrobić na Palawanie?
- Najpiękniejsze atrakcje na wyspie Palawan odkryjesz z Rainbow!
Z czego słynie Palawan?
Palawan to wyspa i zarazem prowincja wyspiarska w zachodniej części Filipin, pomiędzy Morzem Południowochińskim a Morzem Sulu. Walory przyrodnicze są tu ogromne, a wypoczynek da się ułożyć na kilka bardzo różnych sposobów.
Prowincja Palawan jest przy tym największa w całym kraju. Jej dzieje toczyły się na styku starożytnych szlaków handlowych, stref wpływów azjatyckich sułtanatów oraz hiszpańskiego i amerykańskiego kolonializmu.
Najlepszy czas na wyprawę to pora sucha (grudzień-maj). W tym czasie dni są słoneczne, suche, a temperatura wynosi ok. 30 stopni Celsjusza. Od czerwca do października trwa pora deszczowa z tajfunami.
Dochody z turystyki pozwalają tu prowadzić ambitne projekty ekologiczne. Co ciekawe, około połowa odwiedzających Palawan to sami Filipińczycy. Największy ruch skupia się w stolicy prowincji, głównie ze względu na lotnisko i podziemną rzekę Puerto Princesa. Po ciszę i przestrzeń odsyłam na dziewicze wyspy Linapacan albo do trochę popularniejszego San Vicente. W programach wycieczek objazdowych po Filipinach Palawan łączy się zwykle z kilkoma dniami wypoczynku na plaży.
Wyspę zamieszkuje kilka rdzennych ludów. Tagbanwa należy do najstarszych na Filipinach i posiada własne, starożytne pismo sylabiczne. Praktykuje miejscowy kult przodków i natury, a funkcja szamanów tradycyjnie przypada kobietom. Batak to grupa zbieracko-łowiecka, dziś już bardzo nieliczna. Jej członkowie intuicyjnie rozumieją las deszczowy, doskonale się w nim poruszają, potrafią też wyrabiać narzędzia z rattanu i bambusa. Na górzystym południu mieszkają Palaw’an, którzy skutecznie polują z pomocą dmuchawek i samodzielnie wyrabiają instrumenty strunowe z bambusa.
Większość mieszkańców praktykuje katolicyzm – to efekt 300 lat obecności hiszpańskich misjonarzy. Południe jest raczej muzułmańskie. Miejscowe kulty wpływają jednak także na wyznawców wielkich religii, bo nawet wśród ochrzczonych silnie zakorzeniona jest wiara w duchy natury i lasu. Ścięcie drzewa lub wejście do dżungli wymaga przeproszenia zamieszkujących ją bóstw.
Puerto Princesa – brama do Palawanu i stolica wyspy
Odkrycia archeologiczne w jaskini Tabon, pochodzące sprzed około 40 tysięcy lat, skłoniły naukowców do uznania, że to właśnie tu mieściła się kolebka cywilizacji filipińskiej. Miejscowa ludność żyła we względnym spokoju. Daleko przed przybyciem kolonizatorów hiszpańskich na Palawanie zapisywano teksty własnym alfabetem, wybierano rząd i prowadzono udane kontakty handlowe z okolicznymi imperiami. To właśnie w 1872 roku potęga kolonialna założyła miasto Puerto Princesa, które stało się głównym ośrodkiem administracyjnym hiszpańskiej marynarki.
Dziś mieszka tu ponad 300 tysięcy osób. Miasto zajmuje ponad 2380 km² i jest drugim pod względem powierzchni miastem Filipin, choć w przeważającej części to po prostu lasy, wzgórza i obszary chronione.
Znajduje się tu urokliwa Katedra Niepokalanego Poczęcia z błękitno-białą elewacją, która pięknie wpisuje się w krajobraz. Ciekawostką jest więzienie Iwahig, założone w 1904 roku: osadzeni pracują na roli i wytwarzają rękodzieło na rozległym, otwartym terenie.
Warto dodać, że Puerto Princesa uchodzi za jedno z najbezpieczniejszych miast na Filipinach i również wieczorami spokojnie się tu spaceruje. Na obrzeżach trzeba tylko uważać na bezpańskie psy.
Wioska Sabang i podziemna rzeka – jeden z siedmiu nowych cudów natury
Przenosimy się do Sabang, około 80 kilometrów na północ od centrum miasta. Wioska rozciąga się wzdłuż szerokiej, piaszczystej plaży otoczonej palmami kokosowymi i stromymi, gęsto zalesionymi wapiennymi skałami krasowymi. Zabudowa jest tu rustykalna, wrażenie – bardzo spokojne.
Choć Palawan słynie głównie z plaż, mnie tu interesuje co innego. W Sabang znajduje się bowiem czołowa atrakcja wyspy, czyli podziemna rzeka. Puerto Princesa Underground River mierzy aż 8,2 kilometra długości. Płynie w wapiennej jaskini i uchodzi bezpośrednio do Morza Południowochińskiego. Cały ten fenomen jest objęty ochroną. Rzeka należy do najdłuższych żeglownych rzek podziemnych świata, a Park Narodowy Podziemnej Rzeki Puerto Princesa jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Zwiedzanie odbywa się oczywiście łodzią. Potem możemy wrócić na plażę Sabang Beach.
Honda Bay – island hopping między rafowymi wysepkami
Honda Bay to zatoka na wschodnim wybrzeżu Palawanu, niedaleko Puerto Princesa. Jeśli chcemy z bliska poznać tropikalny raj archipelagu, to koniecznie trzeba przyjechać właśnie tutaj. Z Honda Bay wypływają łodzie na island hopping. To jednodniowe rejsy po małych wysepkach i mieliznach koralowych.
W rejonie Honda Bay zwiedza się zwykle między innymi wysepki: Luli, Cowrie i Starfish. Wypoczywa się na nich nad turkusową wodą. Luli całkowicie znika pod wodą podczas przypływu – zostają tylko domki na palach. Cowrie jest najlepiej rozwinięta turystycznie, a Starfish słynie z licznych pomarańczowych rozgwiazd na dnie.
Bazar nocny w Puerto Princesa – kuchnia Palawanu po zmroku
Nocne targi tworzą klimat, z którego azjatyckie miasta są znane najbardziej. Kojarzą się głównie ze stolicami Tajlandii czy Indonezji, a jednak i tu, na końcu świata, można zjeść równie apetycznie i barwnie. Główne stoiska i plenerowe knajpki ożywają po zachodzie słońca. Wzdłuż promenady rozstawia się plastikowe stoliki z widokiem na zatokę, łodzie i lampiony.
Większość stoisk to grill: na lodzie wyłożone są surowe ryby, kalmary, krewetki, małże oraz szaszłyki mięsne. Wskazujemy, na co mamy ochotę, a kucharz natychmiast wrzuca wybór na ruszt. Owoce morza są tu naprawdę świeże. Gorąco polecam zwłaszcza te przysmaki, których nie podaje się w polskich restauracjach. Tu też warto kupić pamiątki: tradycyjne wyroby z bambusa i rattanu lub biżuterię z muszli oraz miejscowych pereł (w tym złotych z Morza Południowego).
El Nido – laguny i wapienne klify Palawanu
El Nido to niekwestionowany faworyt miłośników relaksu nad wodą, słynny z plaż i lagun. Krajobrazy są wspaniałe: strzeliste wapienne formacje krasowe wyrastają wprost z turkusowych wód. Są tu też ukryte laguny i trochę dziewiczych plaż. Gdy wypoczniemy i zrobi się trochę gorąco, możemy wybrać się na wycieczki typu island hopping do ukrytych zatoczek. Bazą na wakacje na Palawanie jest w Rainbow zwykle El Nido albo Coron.
Wielka Laguna – szmaragdowa zatoka ukryta w pierścieniu klifów
To gwiazda wyspy Palawan. Po dotarciu na miejsce ukazuje się naturalny amfiteatr morski otoczony pionowymi ścianami wapiennymi, porośniętymi tropikalną roślinnością. Formacje sięgają kilkudziesięciu metrów. Najlepiej zwiedzać lagunę kajakiem. Wpływamy do niej przez wąski, płytki kanał. Tu przestrzeń nagle się otwiera – woda staje się głęboka, przybiera ciemnoszmaragdowy odcień, a wysokie klify wygłuszają szum otwartego morza. Trasa przybiera kształt pętli i prowadzi wzdłuż skalnych nawisów, małych jaskiń i rzeźb dłuta najlepszego artysty: natury.
Seven Commandos – plaża z pudrowym, białym piaskiem
Seven Commandos to popularny cel plażowiczów. Pejzaż jest zgoła inny niż w Wielkiej Lagunie: to szeroka, otwarta zatoka z jasnym, miękkim piaskiem, rzędami wysokich palm kokosowych i łagodnym wejściem do turkusowego morza. Do tego huśtawki rozpięte między palmami pod błękitnym niebem i już wiadomo, po co się tu przypływa.
Wyspa Shimizu – rafy koralowe tuż przy brzegu
To niewielka, skalista wysepka. Prawdziwa atrakcja znajduje się jednak na dnie. Wody wokół wyspy uchodzą za doskonałe do snorkelingu. Płytkie i przejrzyste, kryją wiele odmian koralowców, a wśród nich żyją setki gatunków ryb rafowych oraz żółwie morskie.
Nacpan Beach – cztery kilometry złotego piasku
Około 20 kilometrów od El Nido leży plaża Nacpan – raj dla miłośników kąpieli słonecznych i relaksu na białym, a może raczej złotym piasku. Mierzy aż 4 kilometry i z powodzeniem mieści wszystkich, którzy tu dojadą. To otwarta, rozległa przestrzeń, a zejście do wody jest łagodne. Zdarzają się tu jednak silne prądy i duże fale. Ze względu na orientację zatoki szczególnie dobrze wypada tu zachód słońca.
Taraw Cliff – panorama miasteczka z wapiennej grani
A to już zupełnie odmienne oblicze wyspy Palawan. Taraw Cliff to spory, poszarpany szczyt wapienny wznoszący się bezpośrednio nad miasteczkiem El Nido, najwyższy punkt w okolicy, z szerokim widokiem na plaże i dachy domów. Miłośnicy mocniejszych wrażeń dostają tu solidny zastrzyk adrenaliny. Trasa może zaskoczyć trudnością, ale jest na niej wiele ułatwień: mostków, stopni i tym podobnych. Poruszamy się w uprzęży, z lonżą i oczywiście w kasku.
Zachód słońca w Las Cabañas – tyrolka nad rozżarzonym horyzontem
Plaża Las Cabañas ma jeszcze jedną nietypową atrakcję. Pomiędzy stałym lądem a sąsiednią wysepką rozpięto tyrolkę o długości 750 metrów. Zjazd odbywa się na wysokości kilkudziesięciu metrów, w pozycji siedzącej albo supermana. Pod nami rozciąga się szmaragdowa woda Morza Południowochińskiego, o zachodzie słońca rozświetlona złotem.
Po zjeździe możemy wrócić drugą linią lub pieszo przespacerować się po mieliźnie. Podczas przypływu woda jest do pasa lub klatki piersiowej, podczas odpływu – do kostek.
Zostańmy tam jeszcze na chwilę. Wieczorem bary z muzyką na żywo wystawiają na piasek pufy, leżaki i lampiony. Z dobrym drinkiem czy sokiem z mango możemy patrzeć na zmieniającą się paletę barw nieba o zachodzie słońca: od jaskrawego złota i pomarańczu po głęboki róż, purpurę i fiolet. A wszystko to rozgrywa się wokół skalistych wysepek.
Coron – wyspa dla odkrywców podwodnego świata
Coron ma takie same strzeliste klify krasowe jak El Nido. Sama nazwa bywa przy tym myląca – laguny i jeziora leżą na wyspie Coron, a miasteczko Coron Town i lotnisko na sąsiedniej Busuandze. Usług stworzonych z myślą o turyście jest tu jednak mniej. Wyspa jest surowa i spokojna, a największe wrażenie robi tym, co ma pod powierzchnią wody. Nieprzypadkowo Coron słynie jako jedno z najlepszych miejsc do nurkowania na świecie. Tak uznał magazyn Forbes, ale potwierdzają to również nasi podróżnicy, zachwyceni snorkelingiem na rafach koralowych (np. Siete Pecados, Lusong Coral Garden).
Następna sprawa warta odnotowania: wyspa Coron należy do rdzennego ludu Tagbanwa. I co ciekawe, plemię ma tu autonomię: zarządza dostępem do świętych jezior i tak decyduje o ruchu turystycznym, by nie zniszczyć naturalnego charakteru wyspy.
Kayangan Lake – najczystsze jezioro Filipin
Na Coron kryje się kilkanaście akwenów w formacjach krasowych. Większość pozostaje wyłączona ze zwiedzania, bo to obszar plemienia Tagbanwa. Spośród udostępnionych podróżnikom dwa zyskały szeroki rozgłos dzięki właściwościom wody i podwodnym krajobrazom.
Pierwszym jest Kayangan Lake. Nosi miano najczystszego jeziora Filipin. Miesza się tu woda słodka z morską ze znaczną przewagą tej pierwszej. Taflę otaczają iglice wapienne, a pod powierzchnią doskonale widać formacje jak z filmów fantasy. Przejrzystość sięga kilkunastu metrów w głąb. Żyją tu niewielkie ryby i endemiczne słodkowodne krewetki.
Już sama droga jest urzekająca. Do zbiornika docieramy łódką, wspinamy się po kamiennych schodach, a nad jeziorem spacerujemy po urokliwym drewnianym pomoście. Głębokość jest znaczna, a wody słonej jest za mało, by zapewniała wyporność, dlatego pływać można wyłącznie w kamizelkach.
Wspomnę jeszcze na marginesie o Barracuda Lake. To także jezioro słodko-słone, ale cechuje je niezwykła właściwość: temperatura gwałtownie wzrasta. O ile przy powierzchni ma ok. 28 stopni Celsjusza, o tyle kilkanaście metrów niżej sięga 38 stopni. Taflę otaczają dumne kolumny wapienne. To raj dla nurków. Ściany jeziora opadają bowiem niemal pionowo w ciemność na głębokość ok. 40 metrów. Pod powierzchnią wody rozciąga się mroczny i zarazem piękny świat formacji krasowych.
Wraki japońskiej floty – podwodne muzeum II wojny światowej
Nurkowanie wrakowe to gwóźdź programu dla wielu podróżników odwiedzających Palawan. Filipiny w trakcie II wojny światowej stały się areną wojny na Pacyfiku. Wyspę zajęli Japończycy – nadawała się znakomicie jako baza wypadowa, wobec czego flotylla japońskich statków zaopatrzeniowych i bojowych ukryła się w zatoce i maskowała roślinnością przed lotami zwiadowców. We wrześniu 1944 roku amerykańskie lotnictwo wytropiło bazę i posłało flotę na dno.
Dziś u wybrzeży Coron spoczywa kilkanaście okrętów z tego okresu. Nurkuje się tu tym chętniej, że wraki leżą blisko brzegu i płytko. Rufa Lusong Gunboat przy odpływie wystaje nad powierzchnię, a cały wrak leży na głębokości około dziesięciu metrów – wystarczy maska i rurka.
Twin Lagoon i ukryty tunel skalny
Twin Lagoon to dwie laguny rozdzielone wysoką ścianą wapienną. Tu także mieszają się wody słodkie i morskie, co tworzy bardzo ciekawy wizualnie efekt halokliny. Wpływa się do nich przez wąski podwodny tunel w skale (podczas odpływu) lub przechodzi drabinką ponad klifem.
Kiedy zechcemy trochę odpocząć od zwiedzania, możemy znów wybrać się na okoliczne wyspy, np. Malcapuya i Ditaytayan.
Mount Tapyas – 700 schodów i znak niemal z Hollywood
To wzgórze wznoszące się na wysokość ok. 210 metrów n.p.m. Rozciąga się z niego widok na miasteczko Coron Town oraz całą zatokę. Zobaczymy także formacje krasowe, lasy namorzynowe, wysepki i cieśniny – w skrócie, wszystko, po co przyjeżdża się na Palawan, na Filipiny i w cały ten region.
Na szczycie stoi wielki, podświetlany nocą krzyż, a obok napis CORON stylizowany na wzór hollywoodzki. To też punkt orientacyjny, widoczny z każdego miejsca w zatoce. Na szczyt prowadzi ponad 700 schodów. Warto się tu wybrać. Droga jest utwardzona, a wzdłuż ścieżki znajdziemy altanki, balustrady, ławeczki i latarnie – jest więc bezpiecznie, spokojnie i romantycznie.
Wędrówka w górę zajmuje zwykle od 20 do 45 minut, w zależności od kondycji i tego, jak intensywny dzień mamy za sobą. Wysoka wilgotność w połączeniu z upałem daje się we znaki, dlatego najlepiej wchodzić późnym popołudniem, żeby ze szczytu obejrzeć zachód słońca. Potrzebujemy relaksu? W drodze powrotnej możemy pojechać prosto do pobliskich gorących źródeł Maquinit Hot Springs.
Port Barton – senna wioska rybacka
Zachodnie wybrzeże wygląda inaczej niż reszta Palawanu, przede wszystkim turystów jest tu mniej. Łatwiej więc o przestrzeń i ciszę na dziewiczych plażach pokrytych drobnym białym piaskiem. Port Barton to wioska rybacka, niezwykle kameralna, już na pierwszy rzut oka autentyczna i trochę senna. Sieciowych hoteli tu nie ma, komercyjnych atrakcji też nikt nie tworzy. Życie toczy się wokół łodzi, plaży i kilku bambusowych knajpek. To miejsce dla podróżników, którzy chcą zejść z głównego szlaku, popatrzeć w przestrzeń i po prostu się zakochać. Nic dziwnego, że to wybór backpackerów.
Czasem trudno uwierzyć, że w tropikalnym, turystycznym raju można jeszcze znaleźć takie miejsca. Do niedawna prąd był tu włączany tylko na parę godzin dziennie. Ruch kołowy jest znikomy, nawet skutery nie warczą dookoła – i miejscowi, i turyści poruszają się pieszo. Wieczory spędza się tu bez pośpiechu, w bambusowych knajpkach i nielicznych barach przy plaży, często przy muzyce na żywo. Wspaniała atmosfera.
Turtle Spot – dom dla żółwi morskich
Władze Palawanu już dawno za swój nadrzędny cel przyjęły strategię ochrony środowiska, dzięki czemu wyspa nosi miano „ostatniej granicy ekologicznej Filipin”. Utworzono liczne rezerwaty, a Park Narodowy Podziemnej Rzeki Puerto Princesa oraz Rafa Tubbataha zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Do Turtle Spot zwykle dopływa się rejsem w stylu island hopping. To płytki obszar rafy koralowej i łąk trawy morskiej – naturalne i oczywiście chronione żerowisko dzikich żółwi morskich. Niemal na pewno zobaczymy jednego żółwia, a przy odrobinie szczęścia – kilka. Głębokość wynosi tu jedynie od 2 do 6 metrów, woda jest spokojna, a widoczność świetna. Możemy tu spróbować swoich sił w nurkowaniu.
Łodzie podpływają w rejon żerowiska. Przewodnicy z pokładu ustalają, gdzie w tym momencie znajdują się żółwie, a następnie uczestnicy schodzą do wody z maskami i rurkami. Żółwi absolutnie nie wolno dotykać – ani pancerza, ani płetw, ponieważ to na tyle silny stres dla tych zwierząt, że mogą w panice uciec z żerowiska. Zachowujemy zawsze 2-3 metry odległości.
Najczęściej można zauważyć żółwie zielone i żółwie szylkretowe, które niespiesznie skubią trawę morską na dnie i tylko raz na jakiś czas powoli podpływają do powierzchni, by zaczerpnąć powietrza.
Podczas island hopping zwykle odwiedza się też inne małe wysepki z doskonale przejrzystą wodą, rafy koralowe pełne ryb i rozgwiazd, a także szerokie i bardzo kameralne plaże.
Wodospad Bigaho – kąpiel w środku dżungli
Wchodzimy w głąb lądu, prosto w tropikalną dżunglę. Maszerujemy godzinę z najbliższej wioski. Wilgotność i temperatura dają się we znaki. Na szczęście na końcu tego punktu programu jest wodospad z naturalnym basenem. To niewielka kaskada, o wysokości kilku metrów. Krystalicznie czysta, słodka woda spływa z gracją po gładkich skałach wprost do dość głębokiej niecki. Orzeźwia po upale i morskiej soli we włosach oraz na skórze.
Kąpiemy się pośród gęstego lasu deszczowego. Paprocie i wysokie drzewa dają cień, chłód wody przynosi ulgę, ale zieleń wciąż jest tak urzekająca, że aż się chce zwiedzać dalej. Na miejscu mamy do dyspozycji podstawową infrastrukturę turystyczną: altankę i przebieralnię... i tyle wystarczy w takim miejscu.
W okolicy jest też drugi wodospad, Pamuayan, niewielki i również z naturalnym basenem.
Co warto zrobić na Palawanie?
Mieszkańcy Palawanu witają przyjezdnych uśmiechem – są pomocni, otwarci, powszechnie rozumieją i używają języka angielskiego. Oczekują w zamian taktu, troski o środowisko i powstrzymywania się od hałasu. W wielu miejscach zapłacimy niewielkie opłaty środowiskowe, które finansują ochronę przyrody. Choć mieszkają tu różne grupy etniczne, żyją w zgodzie dzięki przestrzeganiu prostych, wspólnych zasad. Ogromnie cenią wzajemną, bezinteresowną pomoc – razem budują domy, nie przejdą obojętnie obok rybaków wyciągających łódź podczas sztormu.
Żyją zgodnie z pływami, monsunami, wschodami i zachodami słońca. Ekosystem jest tu wartością nadrzędną, a świadomość ekologiczna bardzo wysoka – rygorystycznie przestrzega się zakazów śmiecenia i kłusownictwa.
Każde miasteczko raz w roku obchodzi kilkudniowe święto na cześć swojego katolickiego patrona, a rdzenne społeczności organizują swego rodzaju dożynki po zbiorach ryżu. W czerwcu w stolicy prowincji odbywa się festiwal z paradami w tradycyjnych strojach, targami rękodzieła i konkursami tańca. Jeśli wybierzemy się na Palawan w tym czasie, to festiwal po prostu trzeba zobaczyć.
Snorkeling i nurkowanie – koralowe ogrody Morza Sulu
Morze Sulu okala wschodnie wybrzeża wyspy i należy do najbogatszych pod względem bioróżnorodności morskiej obszarów na Ziemi. W jego koralowych ogrodach popłyniemy z maską i rurką tuż przy brzegu. Bardziej doświadczeni nurkowie z pewnością zechcą wybrać się na Park Morski Rafy Tubbataha, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
W parku występuje ponad 360 gatunków koralowców – połowa wszystkich znanych na świecie. Żyje tam również 600 gatunków ryb, a populacje rekinów, mant, barrakud i tuńczyków robią ogromne wrażenie. Od barw i różnorodności można dostać zawrotów głowy...
Nurkowanie na Tubbataha jest dozwolone wyłącznie od połowy marca do połowy czerwca. To wielodniowe safari, ale wspomnienia trwają dłużej: całe życie. Wśród koralowców zobaczymy olbrzymie gorgonie. Sięgają 3 metrów średnicy! Intrygująco wyglądają też twarde korale mózgowe, korale rogowe i miękkie korale skórzaste. W czystej wodzie bytują setki odmian ślimaków, pławikoniki, krewetki pistoletowe... Uważajmy przy tym na węże morskie – wiosłogon żmijowaty jest bardzo jadowity, ale mało agresywny, więc wystarczy zachować dystans.
Przybrzeżny snorkeling? To przy Honda Bay. Pambato Reef to obszar chroniony z pływającą platformą edukacyjną. Tuż pod powierzchnią wody zobaczymy ukwiały, błazenki i miękkie korale... Na pobliskich wyspach Starfish i Luli rozgwiazdy leżą wprost na trawiastym dnie. Na południu wyróżnia się archipelag Balabac. Woda jest tu czysta i jasnobłękitna, turystów bywa niewielu, a łatwo wypatrzyć żółwie morskie, orlenie cętkowane i rzadkie koralowce talerzowe.
Jeszcze informacje praktyczne: używamy wyłącznie filtrów przeciwsłonecznych reef-safe. Na wyprawy takie jak Tubbataha wymagany jest zazwyczaj stopień co najmniej Advanced Open Water Diver i doświadczenie w nurkowaniu w silnych prądach morskich.
Kuchnia Palawanu – tamilok, krewetki i świeże owoce morza
W przeciwieństwie do kuchni tajskiej czy indonezyjskiej tradycyjna kuchnia Palawanu nie musi być ostra – pikantne przyprawy dodaje się na własnym talerzu, zgodnie z upodobaniem. Mieszkańcy uwielbiają kwaśne smaki, orzeźwiające w upale. W przeszłości kwas brał się z konserwowania jedzenia bez mrożenia. Lubią fermentowane pasty rybne, sos rybny, a także sos sojowy, jak w całym regionie.
Większość lokalnych potraw przyrządza się na otwartym ruszcie opalanym węglem z łupin orzecha kokosowego. Mięsa i ryby zyskują w ten sposób głęboki, a zarazem trochę słodki dymny aromat. Kwaśne i słone smaki równoważy się zwykle mleczkiem kokosowym – robi się z niego pyszne, gęste sosy. Zamiast suchych przypraw idą tu do garnka wyciskane soki, surowy ocet, drobne papryczki, trawa cytrynowa, oczywiście czosnek i cebula.
Do wielu dań podaje się sosy sawsawan. W miseczce znajdziemy sok z przekrojonych calamansi, sos sojowy lub rybny i papryczkę siling labuyo, a proporcje ustalamy już sami, tak jak nam najbardziej odpowiada. Na Palawanie tradycyjnie je się rękami, ewentualnie łyżką i widelcem (bez noża). Ryż jest obowiązkowy w każdym posiłku – bez ryżu to ty się nie najesz.
Z kuchnią Palawanu możemy się spotkać w restauracji, ale proponuję raczej nocny targ w Puerto Princesa. Tu najłatwiej spróbować po trochę wszystkiego.
Tamilok to przysmak z drewnojada, ale nie kornika, jakiego się sobie zwykle wyobraża. To taki oślizgły mięczak bytujący w obumarłych pniach drzew namorzynowych. Choć może to budzić wątpliwości Europejczyka, to jednak warto się skusić – smak i konsystencja trochę przypominają ostrygę. Jemy go na surowo, zanurzając w occie z calamansi i chilli. Croc sisig to także nietypowa propozycja – danie z mielonego mięsa krokodyla. Jest neutralne, bardzo łagodne, trochę jak chudy kurczak. Doskonale chłonie sos.
Na targu możemy spróbować świeżych owoców morza – kalmary faszerowane pomidorami i cebulą, a może krewetki w maśle czosnkowym? Filipińczycy chętnie jedzą szaszłyki, grillowane jelita drobiowe i wieprzowe, kulki rybne, zapiekane jaja przepiórcze... No i odważna tradycyjna przekąska: gotowane zapłodnione jajo kacze z zarodkiem. Nie zmuszam, ale z szacunku do tutejszej kultury może warto się skusić?
Na ochłodę zamawiamy Halo-Halo, deser z kruszonego lodu, mleka kokosowego, ube, słodkiej fasoli, galaretki i gałki lodów. Całą tę ucztę popijamy sokami ze świeżych owoców: calamansi lub mango. Świetnie też smakuje woda kokosowa prosto z orzecha, zwłaszcza gdy wylegujemy się na którejś pięknej plaży Palawanu.
Polecane wycieczki
Najpiękniejsze atrakcje na wyspie Palawan odkryjesz z Rainbow!
Na Palawanie ten, kto chce ściąć drzewo albo wejść w głąb dżungli, najpierw przeprasza mieszkające tam bóstwa. Obyczaj wytrzymał trzysta lat katolicyzmu i ma się dobrze zarówno w kontekście rezerwatów, wpisów na listę UNESCO, jak i twardych przepisów prowincji.
Dlatego lista rzeczy, o jakie prosi się tu przyjezdnych, jest krótka i wszędzie ta sama. Kamizelka na Kayangan, trzy metry odstępu od żółwia, filtr bezpieczny dla rafy, drobna opłata przy wejściu na teren chroniony. Zgadzamy się na to w pięć sekund, bo w zamian oglądamy jeziora, do których dostęp reguluje plemię Tagbanwa, i rafę z połową znanych gatunków koralowców.
Wybór terminu, by móc tej magii doświadczyć, jest jednak obarczony bardzo konkretnymi ramami. Pora sucha kończy się w maju, a Tubbataha otwiera się dla nurków dopiero w połowie marca. Kto chce trafić i na najspokojniejsze morze, i na sezon nurkowy, ma na to dwa i pół miesiąca w roku.
Tyle właśnie trwa najlepszy termin na Palawan. Sprawdź wakacje na Filipinach i zarezerwuj wyjazd na ten czas.

Artykuł autorstwa: Aleksandra Seń
Jestem wrocławianką z przekonania. Na nadodrzańskich ulicach w cieniu przykurzonych kamienic znalazłam inspirację dla projektu doktorskiego, który poświęciłam historii mówionej stolicy Dolnego Śląska. Wolny czas spędzam w Sudetach, realizując kolejne wyzwania trekkingowe. Interesuję się historią, dziedzictwem materialnym, powojennymi migracjami, literaturą małej ojczyzny. W podróżach szukam autentycznego doświadczenia mieszkańców, eksplorując ich codzienność. Każdy wyjazd poprzedzam gruntownym przygotowaniem – pomogę także Tobie stworzyć listę must-see i opowiem, gdzie się zatrzymać, by najlepiej poznać klimat miejsca.Zobacz inne o:
Podobne artykuły













