[object Object]

Wróć

Rozmowy w podróży

Candomblé – w transie z afrykańskimi bogami. Wywiad z prof. Leszkiem Kolankiewiczem

Podczas obrzędu tańczący wpadają w trans. Wstępują w nich wówczas przybyli z Afryki bogowie, duchy przodków, zwani orixás. Afrobrazylijski kult candomblé ma wielu wyznawców. Na jego temat rozmawiamy z profesorem Leszkiem Kolankiewiczem z Uniwersytetu Warszawskiego, autorem książki o candomblé „Samba z bogami”.

Czym jest candomblé? Czy przyjeżdżając do Brazylii, można poznać ten kult bliżej?

Candomblé jest jedną z najbardziej znanych i wzbudzających największe zainteresowanie religii afroamerykańskich, czyli takich, które są kultywowane przez potomków czarnych niewolników na kontynencie amerykańskim. Akurat w Brazylii te kulty bardzo się rozwinęły. Przyjeżdżając do Brazylii, można odwiedzić jedną ze świątyń candomblé. Świątynie i obrzędy tego kultu są dostępne dla ludzi niewtajemniczonych, z zewnątrz, dla turystów, którzy przybywają tam w charakterze widzów. W większych świątyniach są stworzone specjalne galerie dla osób, które przyglądają się tym obrzędom. To, że są widzowie, nie oznacza, że obrzęd został odprawiony specjalnie dla nich. Najczęściej nawet jeżeli uiszcza się za to opłatę, ceremonia odbywa się i odbyłaby się bez względu na to, czy są turyści czy nie. To świadczy o jej autentyczności. Zresztą obecność widzów podczas obrzędów candomblé ma swoje uzasadnienie historyczne.

Jakie to uzasadnienie?

Kulty te przywieźli z sobą dawni niewolnicy, którzy do Brazylii byli przywożeni przez wiele lat, aż do zniesienia niewolnictwa – dopiero w 1888 roku. Niewolnicy z Afryki pochodzili z różnych plemion, z różnych ludów, z różnych części wybrzeża afrykańskiego. W obu Amerykach ci niewolnicy byli mieszani między sobą przez kolonistów, więc siłą rzeczy czarni z jednego plemienia obserwowali obrzędy drugiego ludu. Od samego więc początku rytuały, które w Afryce odbywały się w kręgu danej społeczności, w Brazylii miały swoich widzów. Wyznawcy candomblé są zatem przyzwyczajeni do obserwatorów i wcale nie wymaga się ani nie oczekuje od widzów bycia wyznawcami danego kultu czy nawracania się na niego. To jest jedna z różnic między candomblé a religami afrykańskimi, od których przecież ten afrobrazylijski kult się wywodzi.

Jakie są zatem inne różnice?

Jest ich wiele, ale podstawowa różnica między religiami afrykańskimi a candomblé jest taka, że w Afryce w czasie obrzędu nawiedzana jest przez boga jedna osoba, a cała reszta tylko asystuje przy tym nawiedzeniu. Natomiast w Brazylii zawsze jest wiele nawiedzeń – przychodzą różni bogowie i każdy z nich musi być obecny. Jest nieszczęściem dla danej świątyni, jeśli któryś z bogów nie przybędzie z Afryki. Ilu ich przybywa, zależy od danego terreiro, jak nazywane są świątynie.

Na kogo zstępują bogowie?

Duchy przybywają tylko do osób wtajemniczonych w danej świątyni. Źle widziane jest, jeśli w trans wpadnie ktoś, kto do niej nie należy. Taką osobę raczej się cuci, w jakiś sposób uspokaja, doprowadza z powrotem do przytomności. Spryskuje się na przykład jej twarz wodą, przykłada się do twarzy zwilżony w wodzie ręcznik. Kapłan opiekujący się daną świątynią nie zna bowiem takiej osoby, nie może zagwarantować, że zapanuje nad jej transem. Natomiast jeśli on kogoś wtajemniczał w swoim terreiro, to zna tę osobę i wie mniej więcej, jak ona będzie przeżywać trans.

Jak wygląda takie wtajemniczenie?

To zależy od świątyni, może ono trwać od kilku tygodni nawet do pół roku. Składa się z wielu obrzędów, które są odprawiane w kolejnych tygodniach. W kilku świątyniach widziałem adeptów w trakcie tego procesu. Kapłan niejako „przepisywał” im rytuały, które mieli odprawiać w pojedynkę. Musieli też służyć w odpowiedni sposób swojemu orixá opiekuńczemu, temu samemu, z którym potem będą łączyć się podczas ceremonii, wpadając w trans.

Jak wybierane jest orixá danej osoby?

To nie jest żaden arbitralny sposób, orixá jest niejako „rozpoznawane”. Podczas pierwszego nawiedzenia kapłan jest w stanie je rozpoznać. Kapłan często bywa jednocześnie wróżbitą i może wskazać orixá opiekuńcze, po prostu rzucając kości. Orixá jest to pewna struktura psychiczna, pewien psychoid, coś w rodzaju osobowości albo archetypu.

A czy pan zna swoje orixá?

Prawdę mówiąc, nigdy nie poprosiłem o wróżbę, żeby je poznać. Ostatnio jednak, kiedy towarzyszyłem dwóm znajomym, które pytały o swoje orixás, kapłan zachował się wobec mnie w bardzo szczególny sposób. Będąc w transie, w pewnym momencie podbiegł do kapliczki i przyniósł mi naszyjnik jednego z orixás. Twierdził, że orixá kazało mu założyć ten naszyjnik na moją szyję. Nie wiem, czy to było rozpoznanie, czy jakiś rodzaj podarunku od tego boga.

Wie pan, jakie to było orixá?

Tak, to był Exu, taki afrobrazylijski Hermes, pośrednik między ludźmi a bogami.

Co należy zrobić, żeby wybrać się na ceremonię candomblé?

Można to zrobić oczywiście na własną rękę, ale bezpieczniej chyba udać się tam pod opieką przewodnika. Są oczywiście świątynie szacowne, w których okolicy nam nic nie grozi, ale niektóre położone są w bardziej niebezpiecznej dzielnicy. Na terenie danej świątyni nie mamy absolutnie się o co martwić, jesteśmy pod opieką kapłana, znacznie gorzej może być tam dojechać i potem stamtąd się wydostać. Przewodnik będzie znał okolicę, może też zamówić taksówkę, która potem rzeczywiście po nas przyjedzie. Niedawno byłem na ceremonii, która odbywała się w tak szemranej okolicy, że dojeżdżając, musieliśmy zapalić światło w samochodzie, żeby wszyscy widzieli, kto jedzie, że nie jesteśmy z policji.

Jak wygląda taka ceremonia?

Cała ceremonia trwa kilka godzin, ale pewnej części przewodnik może nam oszczędzić. Najciekawszy obrzęd to 2-3 godziny, więc trzeba się przygotować na coś dłuższego niż seans filmowy czy sztuka teatralna, to raczej coś jak opera Wagnera (śmiech). Wszystko zaczyna się od dość długiego ceremoniału powitań i pozdrowień, dopiero potem wzywa się duchy. Zaczynają grać bębny, a uczestnicy ceremonii zaczynają tańczyć w kole. Po jakimś czasie następują nawiedzenia, tancerze są „ujeżdżani” przez duchy. Ten kulminacyjny i najciekawszy element ceremonii może trwać parę godzin.

Jak się przygotować do takiej ceremonii?

Przede wszystkim nie powinno ubierać się na czarno. Najlepiej jest włożyć coś białego - to kolor najlepiej akceptowany przez duchy. Poza tym w świątyni nie powinno się krzyżować rąk ani nóg. Czyli nie można zakładać nogi na nogę, zaplatać ramion – duchy tego nie lubią.

W którym regionie Brazylii można znaleźć świątynie candomblé?

Najwięcej jest ich w regionie Nordeste, na północnym wschodzie Brazylii, szczególnie w Salvador de Bahia, gdzie znajdziemy ich kilka tysięcy. Terreiros mieszczą się także w innych dużych miastach, chociażby w Rio de Janeiro czy São Paulo. Południe Brazylii to już głównie inne, bardziej synkretyczne afrobrazylijskie kulty, np. macumba czy umbanda. Co ciekawe, tradycja ta przez lata kolonizacji i prześladowań przetrwała głównie w miastach. Tam mogła lepiej się ukryć. To zupełnie inaczej niż w Europie, gdzie zachowanie kultury tradycyjnej zawdzięczamy głównie wsi.

Czy są jakieś szacunki, ilu Brazylijczyków może być wyznawcami candomblé?

To jest bardzo płynne. O ile każda świątynia skupia pewną społeczność, określoną liczbę osób, którą można podać do celów statystycznych, to jest również ogromna grupa ludzi, która w obrzędach uczestniczy sporadycznie. Myślę, że robi to większość Brazylijczyków, mimo że nie zawsze się do tego przyznaje. Są często jednocześnie katolikami i wyznawcami candomblé. Najlepiej symbolizuje to kościół Nosso Senhor do Bonfim, Pana Jezusa od Dobrej Śmierci, gdzie raz w roku odbywa się wspólny obrzęd katolików i wyznawców candomblé.
Zdjęcie samolotu
Data Publikacji: 15.03.2018

Polecane wycieczki

zdjęcie-oferty
[object Object]
Wypoczynek • Brazylia: Rio de Janeiro
zdjęcie-oferty
Przedsprzedaż LATO 2023
4.6/6  27 ocen
[object Object]
zdjęcie-oferty
Przedsprzedaż LATO 2023
4.6/6  27 ocen
[object Object]
zdjęcie-oferty
4.6/6  5 ocen
[object Object]
Wypoczynek • Brazylia: Rio de Janeiro
zdjęcie-oferty
6.0/6  1 ocena
[object Object]
Wypoczynek • Brazylia: Rio de Janeiro
zdjęcie-oferty
[object Object]
Wypoczynek • Brazylia: Rio de Janeiro
zdjęcie-oferty
[object Object]
Wypoczynek • Brazylia: Rio de Janeiro
zdjęcie-oferty
5.0/6  2 oceny
[object Object]
Wypoczynek • Brazylia: Rio de Janeiro
zdjęcie-oferty
5.5/6  1 ocena
[object Object]
Wypoczynek • Brazylia: Rio de Janeiro
zdjęcie-oferty
Przedsprzedaż LATO 2023
5.3/6  15 ocen
[object Object]
[object Object]

Podobne artykuły

krajobraz-kierunku
"Wszystkie wakacje możemy spędzać w Grecji" – wywiad z Robertem Gawlińskim Tyle jest atrakcyjnych miejsc na południu Europy, ale rodzina Gawlińskich od lat jeździ do Grecji. Od czego zaczęła się wasza miłość do tego kraju? To był przypadek, chociaż podobno w życiu nie ma przypadków. Grałem w zespole Wilki z Mikisem Cupasem, który urodził się i wychował w Polsce, ale z pochodzenia jest Grekiem i dobrze mówi po grecku. Mniej więcej dwanaście lat temu postanowiliśmy wspólnie wyjechać do Grecji na wakacje – razem z naszymi rodzinami.
krajobraz-kierunku
Zakynthos - w krainie mitologicznego Dardanosa Przed wizytą na greckim Zakynthos, gdzie na każdym kroku mówią do nas wieki, warto przygotować się nieco i zaczerpnąć informacji u źródeł. Aby dowiedzieć się czegoś więcej o historii Zante (jak brzmi historyczna nazwa wyspy), poprosiliśmy o komentarz pracowników muzeum historii Zakynthos oraz lokalnego departamentu turystyki.
krajobraz-kierunku
Rzymskie ślady w Dalmacji Coś magicznego musi być w Dalmacji, skoro już przed wiekami, w 305 roku naszej ery, najbardziej wpływowy człowiek na świecie, cesarz Dioklecjan, postanowił, że chce właśnie tam spędzić resztę życia. Ze wszystkich rzymskich prowincji wybrał właśnie tę okolicę, żeby wybudować dom i osiedlić się tam na stałe. W ten sposób zbudował fundamenty przyszłego Splitu i sprawił, że Dalmacja zaczęła chłonąć rzymskie wpływy i rzymską kulturę. W jego decyzji kryje się pewna tajemnica... O niej i o śladach Rzymian w Dalmacji rozmawiamy z dr hab. Krzysztofem Królczykiem z Zakładu Historii Społeczeństw Antycznych IH UAM.
krajobraz-kierunku
Azulejos - ceramiczny symbol Portugalii - wywiad z Izabelą Klementowską Znawcy tematu zgodnie przyznają, że są znakiem rozpoznawczym Portugalii. Płytki azulejos, bo o nich mowa to cienkie płytki ceramiczne, pokryte błyszczącym i nieprzepuszczalnym szkliwem. Bywają kwadratowe, prostokątne a także owalne, wszystko zależy od fantazji ich twórców – ich powierzchnia może być jedno lub wielokolorowa, płaska lub z fakturą. Początkowo przedstawiały kolorowe, w przewadze niebieskie i żółte wzory i mozaiki geometryczne i roślinne, a na najstarszych portugalskich azulejos przeważają barwy zieleni, błękitu i żółcieni.