Świat zwariował na punkcie kawy speciality. Dziś szukanie w naparze nut cytrusów, sprawdzanie wysokości upraw i dopytywanie baristy o metodę obróbki ziaren to już kawiarniany standard. Zanim jednak rewolucja „trzeciej fali” opanowała światowe metropolie, jeden niewielki kraj w Ameryce Środkowej cicho wyprzedził ten trend o całe dekady.
Za pozycją kawy z Kostaryki wśród najlepszych na świecie stoi prawie 250 lat historii, odważne decyzje polityczne, które na zawsze zmieniły tutejsze prawo, oraz innowacyjny sposób przetwarzania ziaren – wdrożony na masową skalę wtedy, gdy plantacjom nagle zabrakło wody.
To opowieść o miejscu, gdzie owoce do dziś zbiera się wyłącznie ręcznie, sztuka po sztuce, a bezkompromisową jakość postawiono ponad łatwy zysk. Choć Kostaryka odpowiada dziś za niespełna 1% światowych zbiorów, jej ziarna są obiektem pożądania kawoszy na całym globie. Jak ten mały kraj stworzył kawową potęgę i jak rewolucje w obróbce ziaren zmieniły tutejsze plantacje? Oto historia kostarykańskiego „złotego ziarna”.
W tym artykule przeczytasz o:
- Historia kawy w Kostaryce
- Zakaz uprawy robusty w Kostaryce – przyczyny i konsekwencje
- Kultura kawy w Kostaryce – coś więcej niż zwykły napój
- Regiony kawowe Kostaryki – od Tarrazú po West Valley
- Honey process – innowacja, która narodziła się z kryzysu
- Smak kostarykańskiej kawy
- Odmiany kostarykańskiej arabiki – Caturra, Catuai i Geisha
- Turystyka kawowa w Kostaryce – od plantacji Doka Estate po Hacienda Alsacia Starbucks
- Kawa? Kostaryka! Odkryj smak kostarykańskiej kawy z Rainbow
Historia kawy w Kostaryce
Kawa przywędrowała do Ameryki Łacińskiej z zewnątrz. Dziko rosnące kawowce wywodzą się z wyżyn dzisiejszej Etiopii, a najstarsze pewne świadectwa uprawy i picia kawy pochodzą z XV-wiecznego Jemenu. Etiopia do dziś należy do krajów z najlepszą kawą na świecie, gdzie trzygodzinna ceremonia buna pozostaje jednym z najstarszych zachowanych rytuałów kawowych.
Do obu Ameryk kawę przywieźli europejscy kolonizatorzy. Sadzonki arabiki dotarły na karaibską Martynikę około 1720 roku, a pod koniec XVIII wieku francuscy koloniści przenieśli ją na Kubę, gdzie uprawa błyskawicznie opanowała wyspiarski przemysł i w XIX wieku wyniosła Kubę do czołówki światowych producentów.
Pierwsze sadzonki z Kuby przywieziono do Kostaryki około 1779 roku. Przywieziono je raczej jako eksperyment niż jako starannie zaplanowany program gospodarczy – z pytaniem, czy uprawa, która tak dobrze prosperuje na Kubie, przyjmie się również tutaj.
Centralna Dolina Kostaryki miała niemal idealne warunki. Żyzna, wulkaniczna gleba działała jak naturalny nawóz, wysokość między 1200 a 1700 metrów odpowiadała wymaganiom arabiki, a tropikalny klimat z wyraźnymi porami deszczową i suchą dopełniał reszty. Kostarykańska ziemia wyglądała tak, jakby przez cały ten czas czekała na plantację kawy, a jej przybycie było miłością od pierwszego wejrzenia.
Przez pierwsze kilkadziesiąt lat uprawa odbywała się lokalnie i na małą skalę. Rolnicy przeznaczali ziarna na własny użytek albo na handel wewnątrz kraju, bo infrastruktura do produkcji masowej dopiero miała powstać. Przekształcenie lokalnej uprawy w przemysł krajowy wymagało wizji i woli politycznej.
W 1808 roku ówczesny gubernator Tomás de Acosta podjął decyzję, która ukształtowała przyszłość kraju, i zaczął aktywnie zachęcać do uprawy kawy. Rząd oferował w tym celu darmową ziemię. Sektor rolniczy umacniał się w szybkim tempie, a uprawa kawy była celebrowana jako droga do dobrobytu.
Do 1829 roku – zaledwie pół wieku po przybyciu pierwszych sadzonek – eksport kawy przewyższył tytoń, cukier i kakao, dotychczasowe główne źródła dochodów zagranicznych Kostaryki.
Pierwszy eksport międzynarodowy wyglądał skromnie. W latach dwudziestych XIX wieku Kostaryka wysłała kawę do sąsiedniej Panamy, a w 1832 roku transport dotarł do Chile, gdzie kupcy przemianowali ziarna na „Café Chileno de Valparaíso” i sprzedali je do Anglii. Kostarykańska kawa była na tyle dobra, że udało się oszukać europejskie podniebienia, które uwierzyły w chilijskie pochodzenie.
W 1843 roku William Le Lacheur popłynął z kostarykańską kawą wprost do Wielkiej Brytanii. Kapitan angielskiego statku Monarch przybił do brzegu i dostrzegł okazję – dlaczego Chile miało być pośrednikiem? Załadował kilkaset funtów ziaren bezpośrednio na swój pokład. Ta pojedyncza podróż zapoczątkowała transatlantyckie stosunki handlowe, które przetrwały aż do II wojny światowej.
Brytyjscy inwestorzy weszli w kostarykański przemysł kawowy. W 1863 roku powstał Anglo-Kostarykański Bank, założony wprost po to, by finansować produkcję i eksport kawy. Wielka Brytania stała się głównym odbiorcą i zapewniła krajowi dostęp do kapitału oraz rynku, które pozwoliły zwielokrotnić produkcję. W połowie XIX wieku Kostaryka wysyłała ogromne ilości kawy do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, a nawet do Stanów Zjednoczonych.
Wygenerowany majątek był oszałamiający dla kraju, który jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej opierał się na rolnictwie na własne potrzeby. Dla mieszkańców Kostaryki to nie były zwykłe ziarna – to były „złote ziarna”, na których zbudowali swój kraj.
Współczesna Kostaryka, jej infrastruktura, instytucje i budynki, powstała dzięki wpływom z kawy. Zbudowano słynną Kolej Atlantycką, która połączyła wnętrze kraju z wybrzeżem Atlantyku i otworzyła nowe szlaki handlowe. Plantatorzy sfinansowali też Teatr Narodowy w San José, jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków stolicy, w praktyce centrum kulturalne całego kraju.
Zyski z kawy pozwoliły opłacić młodym Kostarykanom studia w Europie, z których wracali jako specjaliści w swoich dziedzinach. Bogactwo rozłożyło się przy tym szerzej niż na stare rodziny kolonialne – rolnicy, handlarze i przedsiębiorcy utworzyli nową klasę średnią i przebudowali kostarykańskie społeczeństwo.
Zakaz uprawy robusty w Kostaryce – przyczyny i konsekwencje
Historia kostarykańskiej kawy wygląda jak nieprzerwane pasmo sukcesów, ale branża stanęła przed poważnymi wyzwaniami i nadal się z nimi mierzy. W 1988 roku rząd wprowadził zakaz uprawy robusty i zostawił rolnikom wyłącznie arabikę. Formalnym powodem była ochrona przed szkodnikiem, ale skutek okazał się daleko szerszy. Kostaryka stała się krajem, w którym plantatorzy byli prawnie zobowiązani do produkowania wyłącznie towaru premium.
Arabika i robusta – czym się różnią?
Do rodziny kawowców należy kilkadziesiąt gatunków roślin tropikalnych, ale światowa produkcja opiera się na dwóch. Arabika odpowiada dziś za około 60% światowej produkcji, robusta za pozostałe 40%. Na pierwszy rzut oka są do siebie podobne, a różnią się niemal wszystkim.
-
Arabika – drzewka osiągają 3-5 metrów wysokości i rosną na terenach górzystych, na wysokości 800-2000 m n.p.m. Wymagają stabilnego klimatu i są wrażliwe na choroby oraz wahania pogody. Zawierają od 1% do 1,5% kofeiny, a napar wychodzi łagodny i aromatyczny, powszechnie uważany za lepszy w smaku.
-
Robusta – drzewka dorastają do 7-13 metrów i rosną nisko, na wysokości 200-900 m n.p.m., w wysokich temperaturach. Są znacznie odporniejsze na choroby i szkodniki, zawierają więcej kofeiny (od 2% do 2,5%) i mniej cukrów, a napar ma ostrzejszy, wyraźnie gorzkawy smak. Na świecie robusta trafia głównie do kaw rozpuszczalnych i do mieszanek espresso, którym daje gęstą cremę.
Robusta jest przy tym gatunkiem znacznie starszym i to jej arabika zawdzięcza połowę swoich genów. Arabika powstała jako naturalna krzyżówka robusty (Coffea canephora) i Coffea eugenioides – według najnowszych badań genomu doszło do tego w etiopskich lasach kilkaset tysięcy lat temu. Robusta miała więc znacznie dłużej, żeby wykształcić odporność. Mimo to rynek wycenia ją niżej, a standard jakości wyznacza arabika – droższa i ceniona za pełnię smaku oraz aromatu.
Dlaczego kostarykański rząd bronił arabiki?
Plantatorzy mieli oczywisty interes w sadzeniu robusty – tańszej w uprawie, odporniejszej na szkodniki i wydajniejszej. Rząd bronił jednak reputacji arabiki, bo tańsze odmiany podkopałyby wypracowany przez dekady prestiż kraju jako eksportera kawy. Kostaryka odpowiada dziś za niespełna 1% światowej produkcji, a mimo to jej nazwa działa na rynku jak certyfikat jakości.
Była to przemyślana strategia gospodarcza, nastawiona na utrzymanie pozycji „złotego standardu” na rynkach międzynarodowych. Marka rosła przy tym na ekologii i zrównoważonym rolnictwie, a produkcję ściśle wiązano z ochroną środowiska.
Naciski trwały nadal. Wyższe koszty produkcji, zmiany klimatu i niższe ceny międzynarodowe sprawiały, że część branży domagała się otwarcia na robustę. W 2016 roku Narodowy Kongres Kawowy zdecydował o utrzymaniu zakazu. Uznał, że długoterminowe korzyści z reputacji premium przeważają nad krótkoterminowym zyskiem.
Dwa lata później decyzja poszła w drugą stronę. W maju 2018 roku rząd zniósł zakaz dekretem i otworzył drogę do uprawy robusty w gorących nizinach, gdzie arabika radzi sobie słabo. Zniesienie zakazu miało jednak twardy warunek. Każdą odmianę i każdy obszar musi zatwierdzić Instytut Kawy Kostaryki (ICAFE) po zakończeniu badań nad ich przydatnością.
Badania trwają do dziś. ICAFE prowadzi je od 2019 roku na poletkach doświadczalnych, a ich wyniki wciąż pozostają otwarte. W praktyce oznacza to, że na kostarykańskich plantacjach nadal rośnie niemal wyłącznie arabika, a nasadzenia robusty poza wyznaczonymi obszarami podlegają zniszczeniu.
Osobne oznaczenie potwierdza dodatkowo pochodzenie z najwyżej położonych plantacji. Znaczna część zbiorów nosi techniczne oznaczenie SHB (Strictly Hard Bean, czyli wyłącznie twarde ziarno), przyznawane plantacjom położonym wysoko w górach – w Kostaryce granicę wyznacza się zwykle na 1200 m n.p.m. Ziarna z tym oznaczeniem są wysoko cenione, ponieważ w górskich warunkach owoce kawowca dojrzewają wolniej, wykształcają się lepiej, a po wypaleniu dają pełniejszy, bardziej intensywny smak.
Kostarykańskie plantacje są niewielkie, a owoce zbiera się na nich ręcznie, dzięki czemu do przetwórni trafiają wyłącznie starannie wyselekcjonowane, dojrzałe sztuki. Od 2007 roku działa też państwowy znak zrównoważonej kawy, przyznawany po inspekcjach ICAFE i bezpłatny dla plantatorów.
Kultura kawy w Kostaryce – coś więcej niż zwykły napój
Złoty napój przebudował gospodarkę Kostaryki, a jednocześnie zakorzenił się w kulturze narodowej tak głęboko, że przetrwał tam do dziś. Tradycja „czasu na kawę” jest czymś więcej niż osobliwym zwyczajem. To święta przerwa w ciągu dnia, kiedy rodziny i przyjaciele spotykają się przy kawie i rozmowie. Liczy się tu i teraz, bez pośpiechu i bez rozpraszaczy.
Kostarykańscy rolnicy parzą kawę tak, jak robili to ich pradziadkowie, i przelewają gorącą wodę przez materiałowy filtr zawieszony na drewnianym stojaku. Ten prosty przyrząd nazywa się chorreador i wciąż stoi w kuchniach obok nowoczesnych ekspresów.
Kawowa gościnność jest w Kostaryce równie głęboka. Gość, który przekroczy próg domu, dostaje kawę od razu. Zaproszenie na kawę jest zaproszeniem do relacji, a odmowa może zostać odczytana jako odmowa przyjaźni.
Ta kulturowa obecność przeniknęła praktycznie każdy aspekt życia mieszkańców. Drobni rolnicy, pracownicy sezonowi, właściciele młynów, eksporterzy, sklepikarze – wszystkich łączy ta sama uprawa.
Na plantacjach pracują dziś rolnicy czwartego i piątego pokolenia, na tej samej ziemi. Sadzonka, która przypłynęła z Kuby jako eksperyment, pochodziła z innego kontynentu, a stała się tak istotna dla kostarykańskiej tożsamości, że współtworzyła naród.
Regiony kawowe Kostaryki – od Tarrazú po West Valley
Większość plantacji leży w okolicach stolicy kraju, San José, ale kostarykańska kawa ma wiele oblicz. ICAFE wyróżnia osiem regionów uprawy, a każdy region Kostaryki odciska na ziarnach własny ślad.
Najcenniejszy z nich leży na południe od stolicy. Kawa z plantacji regionu Tarrazú, położonych na 1600-1700 m n.p.m., słynie ze zrównoważonej kwaskowatości i wyraźnego, orzechowo-czekoladowego tła z domieszką cytrusów. Resztę dokłada żyzna gleba i lokalny mikroklimat. Ten balans sprawia, że kawa z Tarrazú uchodzi za jedną z najbardziej harmonijnych w Kostaryce i sprawdza się i w przelewie, i w espresso.
Central Valley, czyli Dolina Centralna, uchodzi za kolebkę kostarykańskiej kawy – to tam posadzono pierwsze ziarna. Kawa z tego regionu wyróżnia się delikatniejszym, bardziej zrównoważonym smakiem z nutami owoców, karmelu i miodu.
Kawa z West Valley, Zachodniej Doliny, jest subtelniejsza niż ta z Tarrazú, ale równie złożona. Łagodniejsza kwasowość oraz nuty kwiatowe i owocowe przekonają osoby, które cenią aksamitne smaki. Świetnie sprawdza się w metodach przelewowych.
Region Tres Ríos, czyli Trzy Rzeki, bywa nazywany Bordeaux Kostaryki – zawdzięcza to wulkanicznym warunkom w sąsiedztwie Irazú i wysokiej jakości ziarna. Daje kawę z orzeźwiającą, cytrusową kwasowością i domieszką słodyczy w rodzaju miodu czy wanilii.
Do pozostałych obszarów upraw należą Brunca, o wyrafinowanych nutach czekolady i owoców tropikalnych, oraz Orosi, gdzie wysoka wilgotność daje łagodniejszy smak z akcentami wanilii. Listę ośmiu regionów zamykają Turrialba – słynąca z wulkaniczno-atlantyckiego mikroklimatu, dającego kawę słodką i zbalansowaną – oraz Guanacaste, której suchy, górski klimat rodzi ziarna o głębokich, czekoladowo-owocowych nutach.
Region decyduje o smaku, o profilu aromatycznym, kwasowości i słodyczy. Liczy się skład gleby wraz z poziomem pH i składnikami odżywczymi, nasłonecznienie, wilgotność, opady, temperatura, wysokość, nachylenie zboczy i mikroklimat, a do tego dochodzą ludzie, techniki uprawy oraz lokalna wiedza.
Różnice bywają ogromne, nawet jeśli sadzonki pochodzą z tego samego kraju. Wystarczy 100 kilometrów, by ta sama odmiana smakowała zupełnie inaczej. Kawa z 1100 m n.p.m., w półcieniu, wypadnie inaczej niż ta z 1800 m n.p.m. na mocno nasłonecznionym wzgórzu. Ziarna z obszarów wysokogórskich mają wyraźniejsze nuty kwaskowe, a te z niższych położeń wychodzą słodziej.
Intensywne słońce przyspiesza dojrzewanie ziaren, dlatego kawowce często sadzi się w cieniu innych drzew. Stąd tysiące profili smakowych, w których region i warunki uprawy przekładają się bezpośrednio na to, co czuć w naparze.
Honey process – innowacja, która narodziła się z kryzysu
Potrzeba bywa matką wynalazków, a w Kostaryce zadziałała szybciej niż zwykle. 8 stycznia 2009 roku, w samym środku sezonu zbiorów, krajem wstrząsnęło trzęsienie ziemi o magnitudzie 6,1. Epicentrum leżało około 30 kilometrów na północ od San José, tuż obok wulkanu Poás, na północnym skraju Doliny Centralnej.
Osuwiska zniszczyły rurociągi, wodociągi i ujęcia wody w wielu miejscach. Do tego doszła susza w części regionów, więc uszkodzona infrastruktura i brak opadów spotkały się w najgorszym możliwym momencie. Przetwórnie kawy zostały bez wody, a klasyczna obróbka na mokro wymaga jej ogromnych ilości.
Odpowiedzią stała się metoda, którą kostarykańscy producenci znali już wcześniej, ale dopiero wtedy postawili na nią naprawdę szeroko. Honey process, czyli obróbka miodowa, polega na usunięciu zewnętrznej skórki owocu i pozostawieniu na ziarnie lepkiego, gęstego miąższu, który konsystencją przypomina miód. Stąd nazwa.
Pokryte słodkim śluzem ziarna suszy się na słońcu. Cukry z miąższu przechodzą wtedy do środka i nadają kawie naturalną słodycz, a cała obróbka zużywa znacznie mniej wody niż metoda mokra. Korzenie procesu sięgają brazylijskiej metody pulped natural, a pierwsze kostarykańskie partie honey wygrywały krajowe konkursy już w 2006 roku. To tutaj jednak metoda została dopracowana, nazwana i rozłożona na podtypy.
Reguła jest prosta. Im więcej miąższu zostaje na ziarnie, tym większa słodycz naparu, bo fermentuje więcej cukrów, a samo ziarno ciemnieje. Od najcieńszej warstwy miąższu do najgrubszej, wyróżnia się white honey, yellow honey, orange honey, red honey oraz black honey. Black honey idzie w stronę deseru i wyraźnej słodyczy, white honey w stronę cytrusów, kwasowości i orzeźwienia.
Z czasem pojawiły się kolejne metody, z których dwie przyjęły się w świecie kawy najmocniej. Pierwsza to fermentacja beztlenowa. Fermentacja zachodzi na którymś etapie zawsze, czy to z udziałem wody, czy słońca, tu jednak postawiono na eksperyment. Po oddzieleniu miąższu ziarna zamyka się w próżniowych pojemnikach, miesza z tym samym miąższem w postaci soku i odcina od tlenu.
Podczas takiej fermentacji wytwarza się dwutlenek węgla, a ciśnienie wtłacza sok w ziarna. Wszystko odbywa się w kontrolowanych warunkach, żeby w trakcie procesu nie powstał alkohol. Efektem jest smak o leśnych nutach owocowych i wyczuwalnym, korzennym wykończeniu.
Druga to maceracja węglowa, która wywodzi się z produkcji win. Również jest beztlenowa. Dojrzałe owoce umieszcza się w zamkniętym kontenerze i wtłacza do niego dwutlenek węgla, cięższy i gęstszy od tlenu, który wypycha tlen przez specjalny zawór. W procesie powstają taniny i antocyjany przenikające do wnętrza ziarna, a szereg reakcji chemicznych daje charakterystyczny, alkoholowy posmak. Reszta zależy od końcowej obróbki, suchej albo mokrej, i w zależności od niej w naparze pojawiają się truskawki, maliny czy wiśnie.
Za tymi eksperymentami stoi zmiana, którą w branży nazywa się rewolucją mikroprzetwórni. Zamiast oddawać owoce do wielkich zakładów, producenci zaczęli budować własne, niewielkie beneficios i przetwarzać kawę u siebie, partia po partii, z pełną możliwością prześledzenia pochodzenia każdej z nich. Sprzęt mechaniczny zużywa przy tym mało wody, którą po przefiltrowaniu można wykorzystać ponownie.
Kostaryka poszła o krok dalej i objęła kawę osobnym programem klimatycznym. NAMA Café to pierwsza na świecie wdrażana inicjatywa redukcji emisji w rolnictwie, prowadzona wspólnie przez ministerstwa środowiska i rolnictwa oraz ICAFE. Przetwórnie mierzą własny ślad węglowy, ograniczają zużycie wody i energii, a miazgę owocową, która wcześniej zalegała na hałdach i wytwarzała metan, kompostuje się dziś na nawóz. Po pierwszych latach programu kryteria kawy niskoemisyjnej spełniała już znaczna część kostarykańskiej produkcji.
Smak kostarykańskiej kawy
Profil smakowy zmienia się wraz z regionem pochodzenia i sposobem przetwarzania, ale kilka cech powtarza się niezależnie od partii.
-
Wyrazistość i kwasowość – jaskrawość akcentów (tzw. brightness) bywa opisywana jako cytrusowa, przypominająca cytrynę lub pomarańczę. Kwasowość nadaje naparowi rześki i orzeźwiający charakter.
-
Nuty smakowe – najczęściej dominują akcenty czerwonych owoców (wiśnia, porzeczka) oraz cytrusów, delikatne nuty kwiatowe, a także łagodny profil orzechowy z wyczuwalnym migdałem lub orzechem laskowym.
-
Body (cielistość) – dotyczy aksamitnego wrażenia (mouthfeel), jakie kawa pozostawia w ustach, a więc odczucia pełności i tekstury na języku – od delikatnej gładkości po bogatą kremowość, raczej niż fizycznej gęstości naparu. Kostarykańska kawa charakteryzuje się zazwyczaj średnim, zbalansowanym body.
-
Długi posmak (aftertaste) – pozostawia gładkie i satysfakcjonujące odczucie w ustach, wyważone między ulotnością a intensywnością, które zachęca do kolejnego łyku.
-
Słodycz – wiele kostarykańskich kaw odznacza się naturalną słodyczą o miodowych lub karmelowych tonach, które wspaniale dopełniają kwasowość naparu.
Odmiany kostarykańskiej arabiki – Caturra, Catuai i Geisha
Kawa arabica ma też swoje odmiany, bo jabłko jabłku nierówne. Jedna da napar kwaskowy, z cytrusowymi nutami, inna kawę z akcentami kwiatowymi i naturalną słodyczą. Pierwotną odmianą arabiki była Typica, na której bazie powstało wszystko, co uprawia się dzisiaj. Najbardziej znane i cenione to Caturra, Catuai oraz Geisha.
Caturra to naturalna mutacja odmiany Bourbon, odkryta w Brazylii w latach 30. XX wieku. Drzewka są karłowate, więc krzewy pozostają niskie, co ułatwia zbiory i lepiej znosi wiatr oraz deszcz, a do tego daje większe plony. Ma jaśniejszą kwasowość i umiarkowaną intensywność, a samą odmianę uważa się za jedną z najbardziej złożonych smakowo, z kwaśnymi nutami cytrusowymi i jednoczesną słodyczą karmelu i czekolady. Body wychodzi lżejsze niż u jej przodka, Bourbona. Ponieważ uprawia się ją w różnych częściach świata, każda partia różni się profilem.
Catuai wyhodowano w Brazylii w 1949 roku jako naturalną krzyżówkę Caturry i Mundo Novo, a szeroko uprawia się ją w Ameryce Środkowej. Łączy karłowatość Caturry z odpornością i wydajnością Mundo Novo, daje obfite zbiory i wyższą jakość. Sadzi się ją w rejonach silnych wiatrów, bo owoce mocno trzymają się gałęzi, a bywają czerwone albo żółte. Odmiana charakteryzuje się zbilansowanym, łagodniejszym profilem, o średnim body, ze słodkimi nutami orzechowymi i czekoladowymi.
Geisha wywodzi się z Etiopii, a rozsławiła ją Panama. Krzewy są wysokie, o wydłużonych liściach i owocach, odmiana bywa kapryśna i trudna w uprawie, wymaga znacznych wysokości i uchodzi za legendę świata kaw speciality. Ma unikalny kwiatowy aromat, porównywany do bergamotki albo jaśminu, złożoną kwasowość z nutami owoców tropikalnych oraz słodki akcent moreli i czekolady. Wyjątkowa kawa ma swoją cenę – ziarna Geishy należą do najdroższych na świecie.
Odmian jest oczywiście znacznie więcej i wciąż przybywa nowych. Badania laboratoryjne i praca na plantacjach dają kolejne, coraz doskonalsze warianty.
Turystyka kawowa w Kostaryce – od plantacji Doka Estate po Hacienda Alsacia Starbucks
Kawę z Kostaryki najlepiej rozumie się na miejscu, między rzędami krzewów a patio suszarniczym, gdzie w powietrzu wisi słodkawy zapach fermentującego miąższu. Dlatego wizyta na plantacji weszła do programu praktycznie każdej dłuższej podróży po tym kraju. Zwiedza się gospodarstwa czynne, przyjmujące gości również w trakcie zbiorów.
Najbardziej znany adres leży na żyznych zboczach wulkanu Poás. Doka Estate to gospodarstwo rodziny Vargas, uprawiające kawę od pokoleń, a jednocześnie miejsce, w którym pracuje najstarszy beneficio w Kostaryce – mokra przetwórnia napędzana ponad stuletnim młynem wodnym sprowadzonym z Anglii. Rustykalny budynek przetwórni trafił na państwową listę dziedzictwa architektonicznego, więc zwiedza się tu równocześnie technologię i zabytek.
Trasa prowadzi przez wszystkie etapy powstawania kawy, od szkółki z sadzonkami, przez odbiór owoców, separację jakości, kadzie fermentacyjne i patio suszarnicze, aż po palarnię. Na koniec czeka degustacja świeżo wypalonych ziaren, a przy okazji ogród motyli i spacer po terenie gospodarstwa. Świeżość jest tu dosłowna, bo ziarna wypala się na miejscu, w tym samym gospodarstwie, w którym wyrosły. Z plantacji wraca się zwykle z torbą kawy ziarnistej prosto od producenta. Właśnie ten punkt Rainbow wpisało w wycieczki objazdowe po Kostaryce, w których droga do plantacji wiedzie przez zielone wzgórza i kolejne pola kawowców.
Do wizyty tradycyjnie dokłada się kostarykańskie śniadanie. Gallo pinto, czyli ryż z czarną fasolą, jajko, smażony platano i biały ser tworzą zestaw, przy którym świeżo zaparzona kawa nabiera pełnego sensu. To dokładnie ten sposób picia, który obowiązuje w kostarykańskich domach.
Kilka kilometrów dalej, na tych samych zboczach Poás, leży adres zupełnie innego kalibru. Hacienda Alsacia to pierwsza i jedyna własna plantacja Starbucksa – firma kupiła ją w 2013 roku i prowadzi tu globalne centrum badawczo-rozwojowe. Na 240 hektarach rośnie ponad 800 tysięcy krzewów, a agronomowie pracują nad odmianami odpornymi na rdzę kawową. Wyniki ich pracy trafiają potem do plantatorów na całym świecie.
Od 2018 roku plantacja jest otwarta dla zwiedzających. Wyróżnia ją szklarnia z nowymi odmianami, testowanymi tu przed wysłaniem w świat, a trasa kończy się w kawiarni zawieszonej nad doliną, z widokiem na pola kawowców, zielone wzgórza i wodospad.
Oba gospodarstwa leżą u stóp Poás i jest w tym pewna logika. Wulkaniczna gleba, górskie położenie i wilgotność, które dają ziarnu jego charakter, to ta sama geologia, dzięki której krater Poás wypełnia turkusowe, silnie kwaśne jezioro. Droga na plantację prowadzi więc przez krajobraz tłumaczący smak kawy dokładniej niż niejeden opis.
Polecane wycieczki
Kawa? Kostaryka! Odkryj smak kostarykańskiej kawy z Rainbow
Szum stuletniego koła wodnego, ziarna schnące w słońcu na patio i pierwszy łyk kawy kilkadziesiąt metrów od krzewu, na którym wyrosła – takie wrażenia zostają na długo po powrocie. Kostaryka odsłania się najpełniej wtedy, gdy można z bliska przyjrzeć się pracy tutejszych rolników.
Podróż śladami „złotego ziarna” otwiera zresztą drogę do poznania całego kraju. Trasa wycieczek objazdowych łączy historię z naturą – od wulkanicznych zboczy Poás i mglistych lasów Monteverde po San José z Teatrem Narodowym i muzeami. Wielu podróżnych po intensywnym zwiedzaniu decyduje się na kolejny tydzień relaksu nad Pacyfikiem. Słoneczne wczasy w Guanacaste i wypoczynek w formule Kostaryka All Inclusive pozwalają przejść w tryb Pura Vida, a opieka polskojęzycznego pilota obejmuje całą logistykę na miejscu.
Najlepszy moment na wizytę przypada na czas zbiorów (od października do marca), gdy plantacje pracują na pełnych obrotach. Sprawdź oferty wakacji w Kostaryce z Rainbow, wybierz swój termin i wyrusz w podróż, która pachnie świeżo parzoną arabiką!
Artykuł autorstwa: Martyna Felczak
Pilotka wycieczek objazdowych, miłośniczka podróży i odkrywania miejskich historii. Absolwentka kierunku turystyka i rekreacja na Uniwersytecie Łódzkim. W sezonie oprowadza po Pradze, Wiedniu i Budapeszcie, dzieląc się ciekawostkami, historią i atmosferą tych niezwykłych miejsc. Najlepiej odpoczywa w ruchu – szczególnie podczas kilkudniowych wypraw rowerowych z sakwami. Poza podróżami pasjonują ją ptaki egzotyczne – na co dzień towarzyszy jej papuga nimfa. W wolnych chwilach sięga po thrillery psychologiczne, układa puzzle, konsumuje dobrą neapolitańską pizzę i planuje kolejne wyprawy.Zobacz inne o: