Światy z odległej galaktyki są na wyciągnięcie ręki. Odwiedź miejsca, gdzie kręcono „Gwiezdne wojny”
Kiedy w 1977 roku „Gwiezdne wojny” trafiły na ekrany kin, mało kto – włącznie z samym George’em Lucasem – przeczuwał, że za niemal pół wieku wyrośnie z nich coś, co Marsha Kinder określi mianem supersystemu rozrywkowego. Pojęcie to opisuje markę popkulturową, w której liczy się sama obecność w nieoczywistych przestrzeniach – niekoniecznie spójna narracja. Filmy, seriale, komiksy, powieści, gry wideo, zestawy LEGO, zegarki, piórniki, kubki, kanapki – długo by wymieniać. Henry Jenkins dopowie do tej rozpiętości pojęcie transmedialnego opowiadania (transmedia storytelling) – moment, w którym rozproszone media przestają jedynie powielać markę, a każde z nich dokłada do wspólnej historii własny fragment. Ale wśród tych nieoczywistych przestrzeni jest jeszcze jedna, dotąd przez badaczy nieco zaniedbana: geografia. Bo świat „Gwiezdnych wojen” rozsiał się także – całkiem dosłownie – po naszej Ziemi.
Tatooine to Tunezja. Naboo to Włochy i Hiszpania. Hoth to Norwegia. Samotnia Luke’a Skywalkera leży u wybrzeży Irlandii. Mustafar, planeta wulkaniczna, na której Anakin staje się Vaderem – to sycylijska Etna. Canto Bight, kasynowe miasto z „Ostatniego Jedi”, to z kolei Dubrownik. Ba! Nawet Endor, leśny dom Ewoków, też gdzieś znajdziemy, a konkretnie w Kalifornii, raptem kilka godzin drogi od Doliny Śmierci, która to zresztą zagrała inny zakątek Tatooine. Geografia odległej galaktyki okazuje się więc całkiem ziemska.
Niniejszy przewodnik prowadzi przez zakątki znane z „Gwiezdnych wojen” nie chronologicznie, nie zgodnie z kolejnością epizodów ani porządkiem produkcyjnym, lecz geograficznie – od krajów najbliższych do tych bardziej odległych.
W tym artykule przeczytasz o:
- Tunezja, czyli planeta Tatooine w „Nowej nadziei” i „Powrocie Jedi”
- Włochy – Villa del Balbianello, Dolomity, Etna i Caserta
- Hiszpania – Plac Hiszpański w Sewilli jako stolica Theed
- Norwegia – Hardangerjøkulen i lodowa planeta Hoth
- Chorwacja – Dubrownik jako planeta-kasyno Canto Bight w „Ostatnim Jedi”
- Irlandia – wyspa Skellig Michael jako samotnia Luke'a Skywalkera
- Wielka Brytania – lasy Whippendell jako Naboo
- Stany Zjednoczone – Dolina Śmierci, Park Narodowy Redwood i pałac Jabby na pustyni Yuma
- Jordania – Wadi Rum jako Jedha w „Łotrze 1” i Pasaana w „Skywalker. Odrodzeniu”
- Malediwy – atol Laamu jako planeta Scarif
- Boliwia, Gwatemala, Islandia, ZEA i Chiny – pozostałe planety odległej galaktyki
- Teneryfa, Turcja, Stambuł – kilka popularnych nieporozumień
- Niech Moc będzie z Wami podczas wakacji z Rainbow!
Tunezja, czyli planeta Tatooine w „Nowej nadziei” i „Powrocie Jedi”
Tatooine to bodaj najbardziej rozpoznawalna planeta uniwersum. Dwa słońca, niekończące się wydmy, kamienne osady wykute w skałach – tak właśnie zaczyna się saga, gdy Luke Skywalker tęsknie spogląda w pustynne niebo „Nowej nadziei”. I właśnie ta planeta zawdzięcza swoją nazwę zupełnie ziemskiemu miastu Tataouine w południowej Tunezji. To w tej części kraju Lucas nakręcił pierwsze sceny rozgrywające się na świecie Skywalkerów.
Tunezyjski wkład w transmediację „Gwiezdnych wojen” wykracza wszakże daleko poza samą nazwę. W okolicach miasta Tozeur Lucas zbudował Mos Espa – gwarną osadę handlową, w której młody Anakin Skywalker spędził dzieciństwo i którą widz odwiedza w „Mrocznym widmie” oraz „Ataku klonów”. Plan filmowy nadal stoi na pustyni nieopodal Tozeur, a jego elementy – kopuły, kramy, łukowe wejścia – stały się celem podróży dla fanów sagi. Drugi punkt w pobliżu to Chott el Jerid, ogromne wyschnięte słone jezioro, którego krajobraz posłużył jako tło farmy wujostwa Skywalkerów: igloo z białej gliny widoczne na ekranach kin od 1977 roku stoi tam do dziś.
Trzecie tunezyjskie miejsce filmowe to Matmata, kilkadziesiąt kilometrów dalej na wschód. Hotel Sidi Driss, mieszczący się w jaskiniach wykutych w skale przez Berberów na długo przed erą Lucasa, zagrał wnętrze domu wujostwa młodego Skywalkera – ten sam, w którym Luke wraz z Owenem i Beru spożywa rodzinny posiłek w „Nowej nadziei”. Hotel funkcjonuje do dziś, a w jego wnętrzach można obejrzeć zachowane elementy scenografii „Ataku klonów”. Goście zapewniają, że wewnątrz daje się odczuć pewien przypływ Mocy.
Wreszcie wyspa Djerba – północno-wschodnia perła tunezyjskiego wybrzeża, w „Nowej nadziei” reprezentowana przez miasteczko Ajim, którego białe ściany i niskie łukowe wejścia zagrały zewnętrzne ujęcia kantyny w Mos Eisley. Tej samej kantyny, w której Luke poznaje Hana Solo i Chewbaccę.
Wakacje w Tunezji to zatem nie tylko piasek, plaża i mozaiki rzymskie, ale i pretekst, by stąpać po terenie, na którym powstała pokaźna część pierwszego filmu „Gwiezdnych wojen”. Wycieczki objazdowe po Tunezji pozwalają zajrzeć w głąb kraju, w okolice Tozeur i Matmaty, a wakacje na Djerbie dorzucają do kompletu Ajim.
Włochy – Villa del Balbianello, Dolomity, Etna i Caserta
Wakacje we Włoszech to dla fana „Gwiezdnych wojen” propozycja zgoła nieoczywista. O ile pustynie Tatooine od dawna kojarzą się z Tunezją, a lodowy Hoth z północą Europy, o tyle Naboo – kosmiczna planeta-arkadia znana z trylogii prequeli – pozornie nic włoskiego w sobie nie ma.
Wystarczy jednak stanąć przed Villą del Balbianello nad jeziorem Como, by zrozumieć, dlaczego George Lucas zdecydował się ulokować tutaj jeden z bardziej pamiętnych momentów drugiego epizodu sagi. Villa del Balbianello w „Ataku klonów” zagrała miejsce sekretnego ślubu Anakina Skywalkera i Padme Amidali – sceny, która do dziś przyciąga nad Como pary miłośników „Star Wars” chcących wziąć ślub w wiernie odtworzonej scenografii filmowej. XVIII-wieczna loggia willi, jej taras z widokiem na zachodni róg Como i teatralnie ułożone cyprysy stanowiły dla Lucasa w zasadzie gotową, niewymagającą poprawek scenografię. Wystarczyło ustawić kamerę i pozwolić, by działa się magia.
Włoski rozdział filmowej geografii „Gwiezdnych wojen” nie kończy się jednak nad Como. Druga jego odsłona – znacznie mroczniejsza – rozgrywa się na Sycylii. Etna, najwyższy czynny wulkan kontynentalnej Europy i jeden z najaktywniejszych na świecie, w „Zemście Sithów” zagrała Mustafar – ognistą planetę, na której Obi-Wan Kenobi stanął do pojedynku ze wciągniętym w mrok Anakinem. To scena, której rangi w obrębie uniwersum „Star Wars” nie sposób przecenić, akcentująca symboliczny moment narodzin Dartha Vadera. Wybór Etny nie powinien dziwić nikogo, kto kiedykolwiek widział jej zbocza: czarne potoki zastygłej lawy, dymiące szczeliny, krajobraz iście postapokaliptyczny.
Trzeci włoski przystanek jest mniej znany, ale dla wytrwałego geeka nie mniej istotny. Pałac Królewski w Casercie, wybudowany w XVIII wieku dla dynastii Burbonów i wpisany w 1997 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO, w prequelach zagrał wnętrza Pałacu Królewskiego Naboo. Barokowy przepych komnat, monumentalne schody, niekończące się amfilady – wszystko to uwiarygodniło architektoniczną wystawność planety, której monarchinią była Padme.
Czwarta włoska planeta jest najmłodsza i najmniej oczywista. Vandor-1, mroźny, słabo zaludniony świat z filmu „Han Solo: Gwiezdne wojny – historie”, na którym Beckett, Han i Chewbacca napadają na imperialny pociąg wiozący koaksium, powstał w Dolomitach. Ekipa filmowała z helikoptera panoramy Tre Cime di Lavaredo – słynnych Trzech Szczytów, wpisanych wraz z resztą Dolomitów na listę UNESCO – oraz okolice jeziora Misurina. Cyfrowo dorzucono jedynie chmury i nieco śniegu; reszta to autentyczny alpejski krajobraz. Scena, choć przywodzi na myśl islandzką tundrę, w całości jest więc włoska – w czym kryje się pewna ironia, bo prawdziwą Islandię ta sama saga wykorzystała zupełnie gdzie indziej.
Każda z czterech lokalizacji leży jednak w innym zakątku Włoch – Villa del Balbianello nad Como, Dolomity na dalekiej północy, Etna na Sycylii, Caserta w Kampanii – co oznacza, że jedna wycieczka objazdowa po Włoszech z Rainbow to za mało. Villa wchodzi w grę przy wakacjach w Lombardii, Dolomity przy wypadach w Alpy, Etna podczas objazdów sycylijskich, Caserta zaś jako punkt programu kampańskiego (np. „Pod Słońcem Kampanii!”). Cztery filmowe planety, kilka odrębnych wakacji – co z perspektywy transmedialnej brzmi zresztą sensownie, bo Naboo, Mustafar i Vandor też przecież ze sobą nie sąsiadują.
Hiszpania – Plac Hiszpański w Sewilli jako stolica Theed
Sewilla to miasto, które jako pierwsze przychodzi na myśl Polakom planującym wakacje w Andaluzji. Mało kto wszakże świadomy jest tego, że tutejsza Plaza de España, mieszcząca się w północno-wschodniej części Parku Marii Luizy, w drugim epizodzie sagi zagrała Theed – stolicę Naboo. Padme Amidala, Anakin Skywalker i R2-D2 przechadzają się w jednej ze scen „Ataku klonów” właśnie tędy.
Plac Hiszpański, zaprojektowany na potrzeby Wystawy Iberoamerykańskiej w 1929 roku przez Aníbala Gonzáleza, łączy w sobie style mauretański, renesansowy i barokowy – architektura na tyle synkretyczna, że mogła grać miasto z odległej galaktyki bez żadnej obróbki komputerowej.
Hiszpański wątek w „Gwiezdnych wojnach” ma też kanaryjską odsłonę. Fuerteventura, druga co do wielkości wyspa Wysp Kanaryjskich, w filmie „Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” zagrała Savareen – planetę, na której kończy się słynny „Kessel Run”. Plaże Cofete i okoliczne wydmy posłużyły jako tło scen z udziałem Hana, Chewbacki i Lando Calrissiana. Wakacje w Hiszpanii dają więc dwa różne kierunki w jednym kraju – sewilską Plaza de España i kanaryjską Fuerteventurę.
Norwegia – Hardangerjøkulen i lodowa planeta Hoth
Hoth to planeta-zima, pokryta wiecznym lodem i śniegiem, miejsce ataku Imperium na bazę Rebelii w „Imperium kontratakuje”. Sceny rozgrywające się na powierzchni Hoth kręcono w Norwegii – w miasteczku Finse oraz na pobliskim lodowcu Hardangerjøkulen, szóstym co do wielkości lodowcu kontynentalnej Norwegii.
Finse jest jednym z najwyżej położonych miasteczek norweskich, dostępnym wyłącznie koleją Bergen-Oslo, bez drogi samochodowej – dzięki czemu jest bazą wypadową dla wszystkich, którzy chcą stąpać po tym samym lodzie, po którym przemykali bohaterowie Rebelii. Lodowiec sam w sobie jest wart zobaczenia, nawet niezależnie od „Gwiezdnych wojen”. Wszak to dziesiątki kilometrów kwadratowych lodu o grubości dochodzącej do 380 metrów – a przy tym, wbrew pozorom, wcale nie relikt epoki lodowcowej. Pierwotny lodowiec stopniał tu całkowicie, a ten dzisiejszy odbudował się ledwie cztery tysiące lat temu.
Wakacje w Norwegii pozwalają zobaczyć kawałek Hoth bez konieczności rejestrowania się do akademii pilotów X-Wingów – z tym że samo Finse pozostaje poza zasięgiem objazdów autokarowych. Wioska leży na wysokości 1222 m n.p.m., nie prowadzi do niej żadna droga, jedynie kolej Bergen-Oslo, więc fan sagi musi dotrzeć tam na własną rękę. Reszta filmowych krajobrazów – fiordy, lodowce, śnieżne równiny – dostępna jest w ramach standardowych tras wycieczkowych (Aurlandsfjord, Naerofjord, Sognefjord, Jostedalsbreen).
Chorwacja – Dubrownik jako planeta-kasyno Canto Bight w „Ostatnim Jedi”
Przejmując sagę, Disney otworzył nowy rozdział nie tylko narracyjny, ale i geograficzny. Wśród najciekawszych wyborów scenograficznych jego trylogii znalazł się Dubrownik – adriatyckie miasto, którego mury, kamienne uliczki i barokowe pałace w „Ostatnim Jedi” Riana Johnsona zagrały Canto Bight, luksusowe miasto-kasyno na planecie Cantonica, do którego Finn i Rose przybywają w poszukiwaniu mistrza hakerstwa zdolnego włamać się do systemów Najwyższego Porządku.
Wybór Dubrownika nie był przypadkowy. Johnson – reżyser wyczulony na estetykę kontrastu – uznał, że architektura miasta doskonale oddaje napięcie między lśniącą fasadą a brudnym zapleczem, o które w Canto Bight chodziło; sam nazwał je zresztą idealnym miejscem do nakręcenia tych scen. Skądinąd dla widzów „Gry o tron” Dubrownik kojarzy się przede wszystkim z Królewską Przystanią Cersei Lannister – ale tutaj reżyser przedstawił je w zupełnie innym świetle, no i to ciekawostka na opowieść o zupełnie innych bohaterach i świecie.
Dla podróżnika Dubrownik to jedna z ciekawszych i łatwiej dostępnych lokacji filmowych na turystycznej mapie. W obrębie tych samych murów mieszczą się właściwie trzy miasta naraz – realny, kamienny Dubrownik z listy UNESCO oraz jego dwa szeroko znane filmowe wcielenia, Królewska Przystań i Canto Bight. Wakacje w Chorwacji pozwalają obejrzeć je razem, jakby nałożone na siebie, podczas jednego spaceru po Starym Mieście.
Irlandia – wyspa Skellig Michael jako samotnia Luke'a Skywalkera
Skalista wyspa Skellig Michael, znana również jako Great Skellig, leżąca u południowo-zachodniego wybrzeża kraju, była jednym z bardziej znaczących wyborów scenograficznych disneyowskiej trylogii. W finale „Przebudzenia Mocy” – i potem w „Ostatnim Jedi” – to właśnie na skałach Skellig Michael odnajdujemy Luke’a Skywalkera, który po latach milczenia staje twarzą w twarz z Rey.
Gdy wiatr targa płaszczem starego Jedi, gdy stalowa woda Atlantyku burzy się za jego plecami, gdy w tle migają maskonury – ma się wrażenie końca świata. I rzeczywiście, Skellig Michael leży niemal na krańcu Europy. Od 1996 roku wyspa znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO ze względu na położony na niej średniowieczny klasztor, a od 1988 roku funkcjonuje również jako rezerwat ptaków – kolonia maskonurów, które migają w tle scen z Rey i Lukiem, to autentyczna fauna tego miejsca.
Na ląd Skellig Michael może zejść tylko 180 osób dziennie, w sezonie od połowy maja do końca września – i to pod warunkiem, że Atlantyk akurat na to pozwoli, bo część rejsów jest odwoływana ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne. Po „Gwiezdnych wojnach” Skellig Michael zyskał wprawdzie sławę „wyspy ze Star Wars” i bywa oblegany, ale limity sprawiają, że nie obrósł turystyczną infrastrukturą – nie ma tu żadnej zabudowy ani sklepików, tylko skała, schody i ptaki.
Wakacje w Irlandii to okazja, by doświadczyć podobnych widoków do tych z filmu, nawet jeżeli na samą wyspę finalnie dotrzeć się nie uda. Wiele jest wszak w Irlandii miejsc z surowymi widokami potężnie grzmiących, roztrzaskujących się o wybrzeże fal. Maskonura też może się udać gdzieś wypatrzeć.
Wielka Brytania – lasy Whippendell jako Naboo
Wielką Brytanię w geografii „Gwiezdnych wojen” reprezentują przede wszystkim lasy Whippendell w okolicach Watford, niedaleko Londynu – miejsce, w którym Qui-Gon Jinn i Obi-Wan Kenobi w „Mrocznym widmie” po raz pierwszy spotykają Jar Jar Binksa, postać, której recepcja wśród fanów sagi pozostaje, ujmijmy to grzecznie, mocno spolaryzowana.
Niezależnie od tego, co ktoś sądzi o samym Jar Jarze, lasy Whippendell zostają lasami Whippendell – urokliwym terenem rekreacyjnym, popularnym wśród mieszkańców Londynu i Watfordu, doskonale nadającym się na pieszą wycieczkę pomiędzy zwiedzaniem brytyjskiej stolicy a wypadem na północ. Same wnętrza „Mrocznego widma” powstały w pobliskim Leavesden pod Watford – dawnej fabryce samolotów, dziś znanej głównie jako studio filmów o Harrym Potterze. Kompleks można nawet zwiedzać, ale jako Warner Bros. Studio Tour poświęcone Potterowi, nie „Gwiezdnym wojnom” – śladów sagi fan tam nie uświadczy. To więc bardziej ciekawostka do zaaranżowania na własną rękę niż realny punkt wycieczek do Wielkiej Brytanii.
Stany Zjednoczone – Dolina Śmierci, Park Narodowy Redwood i pałac Jabby na pustyni Yuma
Tatooine nie powstało wyłącznie w Tunezji. Sporą część tej planety Lucas nakręcił po drugiej stronie globu, w kalifornijskiej Dolinie Śmierci – jednym z najgorętszych i najbardziej nieprzyjaznych miejsc na świecie. Park dawał to, czego tunezyjska pustynia nie oferowała w jednym miejscu, czyli wydmy, solniska i kaniony tuż obok siebie. Był też powód bardziej prozaiczny – do scen z Tuskenami potrzebny był słoń w przebraniu banthy, a takiego łatwiej mimo wszystko było zatrudnić u siebie. To właśnie w krajobrazach Doliny Śmierci rozgrywa się otwierająca film wędrówka R2-D2 i C-3PO.
Z Doliny Śmierci nie tak daleko do Parku Narodowego Redwood w północnej Kalifornii – a to właśnie tutaj, wśród mamucich sekwoi i mchu pokrywającego pnie, twórcy „Powrotu Jedi” znaleźli swój Endor: leśny księżyc, dom Ewoków. Wystarczy spojrzeć na te drzewa, by zrozumieć, dlaczego scena bitwy o Endor wydawała się tak realistyczna.
Trzeci akcent dorzuca Buttercup Valley – tym razem już bardziej złowieszczy. Dolina leży w obrębie Imperial Sand Dunes w południowej Kalifornii, kilkanaście kilometrów na zachód od miasta Yuma w Arizonie (stąd zresztą cały geograficzny galimatias – Buttercup mówi się potocznie „pustynią Yuma”, choć Yuma to już sąsiedni stan). To tu, w 1982 roku, Lucas i Richard Marquand kręcili Wielką Jamę Carkoon, w której w „Powrocie Jedi” niemal kończy żywot Han Solo, pochłaniany przez paszczę Sarlacca.
Wakacje w Stanach Zjednoczonych to dla fanów „Star Wars” propozycja umożliwiająca zobaczenie dwóch twarzy filmowych widoków – pustynia i las, pałac Jabby i dom Ewoków, w obrębie zachodniej Ameryki. Standardowe objazdy po USA w wariancie zachodnim („Kalifornia i Arizona – Wild Wild West”, „California Dreams”, „Living in America”) zatrzymują się w Dolinie Śmierci oraz wśród sekwoi parków Sequoia i Yosemite. Same ujęcia Endoru kręcono dalej na północy, w Parku Narodowym Redwood w hrabstwie Humboldt. Pociecha taka, że sekwoja to sekwoja – majestat lasu pozostaje, choćby akurat dane drzewo nie zagrało w filmie.
Jordania – Wadi Rum jako Jedha w „Łotrze 1” i Pasaana w „Skywalker. Odrodzeniu”
Wadi Rum, jordańska Dolina Księżyca – terytorium czerwonych piasków, monumentalnych skalnych masywów i pustynnego nieba pełnego gwiazd. Disney zauważył to miejsce dwukrotnie. Najpierw w „Łotrze 1: Gwiezdnych wojnach – historiach”, gdzie Wadi Rum zagrało Jedhę – świętą pustynię z pradawnymi świątyniami Jedi, dokąd Jyn Erso i Cassian Andor wyruszają w poszukiwaniu Saw Gerrery. Potem w „Skywalker. Odrodzeniu”, gdzie ta sama jordańska pustynia stała się Pasaaną – domem rdzennego ludu Aki-Aki, świętującego co czterdzieści dwa lata Święto Przodków.
Wadi Rum to miejsce wybierane przez kino chętnie. Ridley Scott kręcił tu „Marsjanina” i „Prometeusza”, David Lean „Lawrence’a z Arabii”, Denis Villeneuve „Diunę”. Disney dorzucił do tej kolekcji „Gwiezdne wojny”. Jest w tym pewna prawidłowość: ilekroć Hollywood potrzebuje obcej planety – najczęściej Marsa – sięga właśnie po tę dolinę, bo jej rdzawe piaski i poszarpane skały same z siebie wyglądają jak inny świat. Niewiele jest miejsc na Ziemi, które kamera kocha tak bardzo, jak ten kawałek pustyni.
Wakacje w Jordanii dają zatem fanowi sagi dwie filmowe planety w jednym pakiecie, a do tego jazdę jeepem przez kaniony i nocleg pod gwiazdami – no i, już zupełnie poza galaktyką, Petrę oraz Morze Martwe.
Malediwy – atol Laamu jako planeta Scarif
Rajska planeta Scarif – na której rozgrywa się finałowa bitwa „Łotra 1” i gdzie Jyn Erso oraz Cassian Andor zdobywają plany Gwiazdy Śmierci – istnieje na Ziemi jako atol Laamu na Malediwach. To właśnie on posłużył twórcom za tropikalne tło dla bazy Imperium. Białe plaże, turkusowa woda i pochylone ku oceanowi palmy są w pełni prawdziwe; cyfrowo dorysowano jedynie imperialną cytadelę oraz kosmiczną bitwę. Reżyser Gareth Edwards z założenia budował zresztą efekty wizualne wokół realnych plenerów.
Laamu to jeden z najsłabiej zabudowanych i najrzadziej odwiedzanych atoli w kraju. Z tego względu bezpośrednie stąpanie po oryginalnych piaskach Scarifu wymaga pewnego szczęścia logistycznego. Fani filmu nie muszą się jednak martwić – ten sam charakterystyczny krajobraz powtarza się w obrębie całego archipelagu, więc filmową atmosferę można bez problemu odnaleźć na innych, łatwiej dostępnych wyspach.
Wakacje na Malediwach oferują zresztą znacznie więcej niż tylko znany z kina pejzaż. Zamiast szturmowców, na turystów czekają tam luksusowe bungalowy na palach zawieszone nad laguną, nurkowanie i snorkeling tuż przy plaży (wśród żółwi, ryb papug i raf koralowych), sezonowe spotkania z mantami i rekinami wielorybimi (jak na popularnym atolu Baa). Słowem: Scarif bez bitwy, czyli po prostu rajska planeta.
Boliwia, Gwatemala, Islandia, ZEA i Chiny – pozostałe planety odległej galaktyki
Pełną listę filmowych planet „Gwiezdnych wojen”, które znalazły swoje ziemskie odpowiedniki, można by ciągnąć dalej. Planeta Crait z „Ostatniego Jedi”, ta sama, na której rozgrywa się finałowa bitwa filmu Riana Johnsona, była kręcona na boliwijskim Salar de Uyuni – największym solnisku świata. Biała sól jest tam w pełni prawdziwa, ale charakterystyczną czerwień spod skorupy dorobiono efektami specjalnymi – to czerwony dym puszczany z pędzących pojazdów, a nie naturalna warstwa gleby.
Yavin IV, księżyc, na którym mieściła się główna baza Rebelii w „Nowej nadziei”, powstał w Parku Narodowym Tikal w Gwatemali. Świątynie cywilizacji Majów wystające ponad koroną tropikalnego lasu posłużyły jako tło fragmentów filmu z 1977 roku. Wakacje w Gwatemali, zwykle dostępne w naszej ofercie w ramach objazdów łączących kilka krajów Ameryki Środkowej, prowadzą wprost przez Tikal.
Islandia dorzuciła trzy lokalizacje. Czarna plaża Reynisfjara zagrała Lah’mu, rodzinną planetę Jyn Erso z „Łotra 1”, równiny Mýrdalssandur posłużyły jako Eadu w tym samym filmie, a pokryty lodem wulkan Eyjafjallajökull – ten, którego erupcja w 2010 roku sparaliżowała europejski ruch lotniczy – stał się Bazą Starkillera w „Przebudzeniu Mocy”. Pustynia planety Jakku, ta sama, na której Rey w „Przebudzeniu Mocy” zbiera złom wraku starego myśliwca, kręcona była w okolicach Abu Dhabi – dzięki czemu wakacje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich łączą luksus hotelowy ze stąpaniem po piaskach Jakku. Wreszcie Kashyyyk, ojczyzna Wookieech, w „Zemście Sithów” powstał z dwóch ziemskich plenerów – wapiennych ostańców chińskiego Guilin nad rzeką Li oraz tajlandzkiej zatoki Phang Nga – na które ILM dorysowało cyfrowe miasta-drzewa. Sam krajobraz krasowych iglic jest na tyle niezwykły, że trudno uwierzyć, by nie pochodził z innej planety. Wakacje na Islandii i wycieczki po Chinach prowadzą więc do dwóch zupełnie różnych planet w obrębie jednej oferty.
Teneryfa, Turcja, Stambuł – kilka popularnych nieporozumień
Wśród pytań, które padają najczęściej w kontekście filmowej geografii „Gwiezdnych wojen”, regularnie powracają trzy: Teneryfa, Turcja i Stambuł. Wszystkie trzy mają jedną wspólną cechę – żadna z tych lokalizacji nie zagrała w „Gwiezdnych wojnach”.
Skąd zatem to przeświadczenie? Po części stąd, że Wyspy Kanaryjskie faktycznie pojawiły się w sadze – ale przez sąsiednią Fuerteventurę, nie Teneryfę. Po części z popularności samego pytania, które zaczyna żyć własnym życiem w wyszukiwarkach. Po części wreszcie ze skojarzenia konkretnych krajobrazów (Kapadocja, Pamukkale) z kosmiczną estetyką sagi – pomysł, na który Lucas nigdy nie wpadł, choć skądinąd by mógł. Ostatecznie sceny tureckie i teneryfskie pozostają w domenie nieoficjalnego, fanowskiego „co by było, gdyby”. Wniosek? Jeśli celem wakacji jest stąpanie po prawdziwym planie filmowym „Gwiezdnych wojen”, lepiej kierować się ku Tunezji, Norwegii, Irlandii, Włochom albo Dubrownikowi niż na Teneryfę czy do Stambułu.
Polecane wycieczki
Niech Moc będzie z Wami podczas wakacji z Rainbow!
Można by ciągnąć ten przewodnik dalej. Można wskazać jeszcze szwajcarskie Grindelwald, które w „Zemście Sithów” zagrało Alderaan – rodzinną planetę księżniczki Lei – czy kolejne brytyjskie plenery, w których disneyowska trylogia rozgrywała swoje sceny. Uniwersum jest pojemne, a Lucas, Disney i kolejni reżyserzy sagi szukali planów filmowych w miejscach najczęściej dalekich od oczywistości. To zresztą sedno strategii, którą Henry Jenkins, wspomniany na wstępie, nazywa transmedialnym opowiadaniem – każda kolejna lokacja dodaje coś, czego nie miały poprzednie. Każda kolejna planeta nadpisuje wcześniejsze.
Co więcej, wymienione w niniejszym artykule miejsca pozostają interesujące także dla tych, którzy „Gwiezdnych wojen” nie widzieli nigdy. Skellig Michael jest klasztorem, Caserta pałacem, Etna wulkanem, Como jeziorem, Tikal ruinami Majów, Hardangerjøkulen lodowcem, Dubrownik średniowiecznym miastem. Filmowa fikcja dorzuca im jedną warstwę więcej, ale nie zastępuje tego, czym te miejsca były wcześniej.
Tak czy inaczej, dla fana sagi to swoisty bonus: mieć powód, by spakować walizki, mieć dodatkową rzecz do zobaczenia, mieć tę nadbudowę znaczenia, która – cytując ponownie Jenkinsa – nagradza tych, którzy inwestują więcej. Z punktu widzenia transmediacji, podróże w te miejsca działają niczym ulubione easter eggi dla widzów uniwersum.
Niech Moc będzie z Wami.